wtorek, 29 września 2015

CRYSTAL BALL - Liferider (2015)

Szwajcarski Crystall Ball przeżywa obecnie drugą młodość. Muzycznie przypominają nieco Gotthard, Krokus, czy Edguy. W 2013 roku powrócili po 6 letniej przerwie i był to udany powrót. Dobra passa trwa, bo najnowsze dzieło w postaci „Liferider” umacnia zespół i potwierdza, że przeżywa właśnie swoją drugą młodość. Nowe nabytki zespołu tj basista Cris Stone i wokalista Steven Mageney dali zespołowi energii i nieco świeżości. Dalej trzymają się ram hard rocka i power metalu. W takim klimacie jest utrzymany nowy album. Podobnie tak jak inne wydawnictwa tej doświadczonej formacji tak i ten wyróżnia się przebojowością i pozytywną energią, Z albumu kipi energia i powiew świeżości. Zespół postawił na proste, ale skuteczne pomysły, które łatwo wpadają w ucho. Dzięki temu album jest łatwy w odbiorze i można go zapuścić w ramach relaksu, jak i jako umilacz w podróży. Może okładka bardziej nasuwa nam wydawnictwo rockowe, to jednak nie ma się tym co kierować, bo nie brakuje heavy jak i power metalu. Mieszanka jest wybuchowa i już daj nam popalić w chwytliwym „Mayday”. Dobrze dopasowano tutaj melodie i wstawki klawiszy, czyniąc ten kawałek rasowym hitem. Jeden z ciekawszych tegorocznych przebojów w kategorii ciężkiego brzmienia. „Eye to Eye” to właśnie utwór o podłożu power metalowym skierowanym do fanów Gamma Ray czy Battle Beast. Tutaj swoją rolę dobrze odegrała Noora z Battle Beast. Wyszedł z tego energiczny i dość agresywny kawałek a to musi się spodobać fanom gatunku. Warto zaznaczyć, że nad produkcją czuwał Stefan Kaufmann i te wpływy UDO dają się we znaki w „Paradise”. Zespół nie boi się grać nowocześnie, z polotem i z pomysłem co pokazuje żywiołowy „Balls of Steel”. Słucha się tego naprawdę przyjemnie i brakuje takich właśnie rytmów, które brzmią z jednej strony klasycznie, a z drugiej mają nutkę nowoczesności. Gitarzyści tj Flu i Leach też przy każdej możliwej okazji dają czadu i nie oszczędzają się. Sporo ciekawych i atrakcyjnych solówek jak na album utrzymany w takiej formule. Marszowy, nieco bardziej epicki „Hold Your flag” to w sumie coś dla fanów Manowar, Accept czy właśnie UDO. Brakuje tutaj w sumie głosu Udo Dirkschneidera. Choć pan Mageney daje radę sobie w takich klimatach. „Take it All” to też klasyczny heavy metal przesiąknięty starym dobry UDO. Nieco toporny i mroczniejszy riff to tylko podkreśla. Stefan Kaufmann gościnnie wystąpił w balladzie „Bleeding” i choć nie jest jakaś genialna to zapada w pamięci. Heavy/power metal pełną gębą mamy w żywszym w „Liferider”. Ten utwór oddaje najlepiej to jak brzmi nowe dzieło Crystal Ball. Z pewnością nie można pominąć tego krążka, zwłaszcza jak się lubi Udo, Edguy, czy Battle Beast. Energia, prosta chwytliwa melodia, ostry riff to chwyty jakie stosuje zespół na tej płycie. Efektem tego jest naprawdę bardzo dobry album, który pokazuje że Crystall Ball jest w formie. Polecam.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza