czwartek, 2 kwietnia 2020

BONFIRE - Fistful Of Fire (2020)

Lata lecą, mody się zmieniają, a niemiecki Bonfire wciąż istnieje i ma się dobrze. Ta kapela działa od 1986r i wykreował swój styl, który jest mieszanką melodyjnego metalu i hard rocka. W ich muzyce słychać nawiązania do Dokken, Pink Cream 69, Pretty Maids, Eclipse czy nawet Scorpions. Najnowsze dzieło zatytułowane "Fistful of Fire" to 19 album w ich dyskografii. Zespół trzyma wysoki poziom i to jeden z ich cięższych albumów. Prawdziwa perełka.

Nie ma to jak klasyczne rozwiązania podane w współczesnym brzmieniu. Bonfire jest dalej tym zespołem, który pokochaliśmy w latach 80. Panowie znakomicie balansują miedzy melodyjnym metalem, a hard rockiem. Nowa płyta to przede wszystkim duża dawka przebojowości  i masa atrakcyjnych melodii, które sprawiają że odsłuch tej płyty to czysta frajda.

Z klasycznego składu został gitarzysta Hans Ziller i to on nadaje klasycznego wydźwięku całości.Razem z Frankiem Panem tworzą zgrany duet i wygrywają naprawdę ciekawe motywy gitarowe. Pod tym względem album jest bardzo atrakcyjny i dynamiczny. Dzieje się sporo i nie ma miejsca na nudę. Nową jakość Bonfire stworzył uzdolniony wokalista Alexx Stahl. Ma w sobie to coś i to on tutaj jest prawdziwą gwiazdą.

Dobrze, pomówmy o tej intrygującej zawartości. Już na początku dostajemy killer, czyli przebojowy "Gotta Get Away". Prosty motyw czyni tutaj cuda. Ciężar i heavy metalowy pazur można wyłapać w chwytliwym "The devil made me do it". Troszkę w tym z twórczości Axel Rudi Pell czy Dokken. Utwór wgniata w fotel i wszystko za sprawą bardzo mocnego riffu i przebojowego refrenu. Prawdziwa petarda. Band pokazuje pazur w stonowanym i nieco bardziej metalowym "Ride the Blade" i to kolejny utwór, który szybko wpada w ucho. Dobrze sprawdzi się na koncertach lekki i niezwykle melodyjny "Rock'n roll survivors" i to jest hard rock na jaki czekałem ze strony Bonfire, W podobnych klimatach utrzymany jest "Fire and ice", z kolei zamykający "Gloryland" to pełnoprawny heavy metalowy killer, który jest utrzymany w szybszym tempie.

No trzeba przyznać, że Bonfire zaskoczył i to pewnie nie jednego fana. Nagrali naprawdę dojrzały przemyślany krążek, który jest urozmaicony i nie zwykle przebojowy. Bonfire wspiął się na swoje wyżyny możliwości i nagrał jeden z cięższych albumów. Prawdziwa petarda!

Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza