czwartek, 10 października 2019

THE FERRYMEN - A new Evil (2019)

Nadciąga nowa jakość power metalu. Nadciąga nowe zło, które nie objawia się w death metalu, thrash metalu, lecz właśnie melodyjnego power metalu. The Ferrymen to projekt muzyczny, który powstał w 2016r na potrzeby Frontiers Records. Pierwszy album tej formacji powalił i zaskoczył nie jednego słuchacza. To tak jakby wymieszać Primal Fear, Masterplan, Lords of Black z Axel Rudi Pellem. Znakomita mieszanka, w który znajdziemy agresywny heavy metal, a także nutkę melodyjnego metalu czy progresywnego metalu. Mając w składzie takie gwiazdy jak Karlsson, Romero i Terrena, to można zwojować świat. Po "The Ferrymen" z 2017r oczekiwania względem nowego krążka było ogromne. Nie zawsze udaje się utrzymać wysoki poziom artystyczny wypracowany na poprzednim krążku. Nie tak łatwo jest powtórzyć sukces i nagrać drugi album wysokiej klasy. The ferrymen jest żywym dowodem na to, że można to uczynić. Nowe dzieło zatytułowane "A new Evil" to nowa jakość power metal i tak powinno się grać.

Dla kogo ta płyta jest? Mogłoby się wydawać, że muzycy którzy tworzą ten band przyciągną fanów swoich macierzystych kapel. Ta płyta jest skierowana bez wątpienia dla maniaków Primal Fear, czy Lords of Black. Tym razem jednak można odnieść wrażenie, że zarówno stylistycznie jak i jakościowo "A new Evil" to kontynuacja tego co niegdyś wypracował Masterplan na pierwszych płytach. The Ferryman tak samo buduje napięcie, tak samo kreuje melodie i klimat. Nawiązań jest sporo i słychać to na każdym kroku.Nawet brzmienie jest dostrojone i opracowane jak te na debiutanckim krążku Masterplan. Melodie są urozmaicone i każda z nich jest wysokiej klasy. Nutka progresywności, finezji i przebojowości robi swoje. To jest prawdziwa magia i nie często spotyka się płytę tego po kroju.

Czy efekt mógłby być inny, kiedy band tworzą takie gwiazdy jak Romero, Terrana czy Karlsson?   Ano nie, to mogło się skończyć tylko kolejnym wysokiej klasy wydawnictwem. Każdy utwór ma w sobie coś niezwykłego, coś takiego co przykuwa uwagę i zostaje z słuchaczem długo i to nawet kiedy muzyka ucichnie. Daje do myślenia i do własnych interpretacji.

Masterplan wybrzmiewa w otwierającym "Dont stand in my way" i Magnus robi niezłą robotę. Jest utalentowany i ma swój styl, choć wpływy Rolanda Grapowa są słyszalne. Mocny, szybki kawałek z ostrym riffem i killer gotowy. Band potrafi też zwolnić i zabrać w bardziej klimatyczne, progresywne granie, co potwierdza "Bring Me Home". Nie ma może tak ogromnej przebojowości jak na debiucie, ale utwory są dobrze wyważone i pełne emocji. Taką wizytówką tej płyty jest zadziorny i chwytliwy "A new Evil". Prawdziwa petarda.  Ronnie Romero to jeden z najlepszych wokalistów i to wymiata w takim ostrzejszym "Save Your prayers", który pokazuje jaki potencjał ma ten band i jak znakomicie odnajduje się w różnych stylizacjach.  Spokojniejsza ballada w postaci "Heartbeat" też jest urocza i też potrafi poruszyć słuchacza. Jednym z utworów, który promował album był lekki i przyjemny "No matter how hard we fall", który również ma w sobie sporo z starego Masterplan, Magnus gra z niezwykłą finezją i pomysłowością. Zawsze tam gdzie gra to jest nie lada uczta dla fanów melodyjnego heavy/power metalu. Nie brakuje też podniosłych momentów i tutaj na wyróżnienie zasługuje stonowany "My dearest fear". Znakomicie wypada też szybszy "You Against the world", w którym nie brakuje nawiązań do Primal Fear.

The Ferrymen znów to zrobił. Znów dostajemy płytę wysokiej klasy i jest to płyta dla tych co lubią ambitniejsze melodie, bardziej złożone partie gitarowe.  Do tego świetne wokale Ronniego i mocarne brzmienie. Płyta perełka i każdy fan heavy/power metalu powinien zapoznać się z "A new Evil".

Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza