Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leatherhead. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leatherhead. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 stycznia 2026

LEATHERHEAD - Violent horror stories (2026)

 



Nadszedł czas, aby zweryfikować, czy grecki zespół Leatherhead był jedynie jednorazowym objawieniem, czy też rzeczywiście jesteśmy świadkami narodzin nowej gwiazdy na greckiej scenie metalowej. Grupa powraca z nowym materiałem zaledwie po dwóch latach i udowadnia, że ma sporo do powiedzenia w kategorii heavy/speed metalu inspirowanego latami 80. Muzycy bez kompleksów sięgają po dziedzictwo takich formacji jak Exciter, Enforcer, Agent Steel czy Scanner. Album „Violent Horror Stories” ukaże się 13 lutego 2026 roku nakładem No Remorse Records. Choć całość nie dorównuje perfekcją debiutowi, nadal mamy do czynienia z graniem na bardzo wysokim poziomie. Tego wydawnictwa po prostu nie można przegapić.

Warto zaznaczyć, że jest to pierwszy album nagrany z nowym gitarzystą. Jim Komninos, znany wcześniej z formacji Thorn Burial, w której występował również wokalista Tolis Mekras, doskonale wpisuje się w stylistykę zespołu. Jego współpraca z Thanosem Metaliosem układa się wzorcowo. Duet stawia na zadziorne, kreatywne partie gitarowe oraz chwytliwe, łatwo zapadające w pamięć solówki. Leatherhead doskonale wie, jak dogodzić słuchaczowi i pobudzić jego zmysły. Z jednej strony mamy tu granie dobrze znane i wielokrotnie eksploatowane, z drugiej – podane z pomysłem, pasją i dbałością o detale. Słychać autentyczne zaangażowanie i miłość do gatunku. Wokal Tolisa ponownie robi ogromne wrażenie i potrafi wywołać dreszcze. Dostajemy także soczyste, selektywne brzmienie oraz znakomitą okładkę z charakterystyczną maskotką zespołu. Brawo!

Album składa się z ośmiu utworów i oferuje 37 minut muzyki, która naprawdę potrafi zachwycić. Już rozpędzony „V.H.S.” oddaje esencję heavy/speed metalu rodem z lat 80. Główny motyw dosłownie rozwala system i pokazuje klasę zespołu – nic dziwnego, że to właśnie ten numer wybrano na singiel. Następnie otrzymujemy dynamiczny „Summoning the Dead”, który imponuje efektownymi solówkami i znakomitą dynamiką. Sekcja rytmiczna błyszczy w „The Visitors”, gdzie można wychwycić echa Iron Maiden czy Kinga Diamonda. To utwór, który doskonale eksponuje możliwości wokalne Tolisa – jego głos sieje tu prawdziwe spustoszenie. Siedmiominutowy „Children of the Beast” to bardziej rozbudowana kompozycja, oparta na mrocznym klimacie i umiejętnym budowaniu napięcia. Klasyczne patenty i wyraźne nawiązania do lat 80. są jednym z największych atutów Leatherhead. Zespół świetnie odnajduje się również w szybkim, bezkompromisowym speed metalowym graniu, co znakomicie potwierdza „Incubus”. Mnóstwo klasycznych elementów znajdziemy także w prostym, chwytliwym „Crimson Eyes”, który czerpie pełnymi garściami z NWOBHM. Podobnie prezentuje się pomysłowy i energetyczny „Dreamcatcher”.

Leatherhead nagrał kolejny znakomity album w swoim charakterystycznym heavy/speed metalowym stylu. Jest klimat lat 80., potężne brzmienie, przemyślane riffy i wciągające refreny. Zespół udowadnia, że ma talent, wizję i jasno określony kierunek artystyczny. Album aż kipi energią i kryje w sobie wiele potencjalnych hitów. Grecki band pokazuje, że nie jest sezonową sensacją, lecz formacją z prawdziwym potencjałem.

Ocena: 9/10

piątek, 25 października 2024

LEATHERHEAD - Leatherhead (2024)


 Prawda, że ta okładka ma sporo z Iron maiden? Jest coś z "Book of Souls", jest coś z "Live after Death" czy przede wszystkim "the reincarnation of benjamin Breeg". Jest klimat grozy, tajemniczości i klimat lat 80. Okładka z tych co zachęca by sięgnąć po owe dzieło. Z czym mamy do czynienia? Leatherhead to band, który istnieje dwa lata, ale tworzą go doświadczeni muzycy. To kolejna mocna pozycja z Grecji i troszkę lekki szok, że w tamtych rejonach powstała płyta w stylizacji heavy/speed metalowej. Jest oldscholowo, jest wysoki poziom i pomysł na to wszystko. Tak wiem, często to już pisałem w tym roku, ale to kolejna płyta która zaliczam do najciekawszych w roku 2024. Nie można przegapić debiutu Leatherhead o tytule "Leatherhead".

Wszystko tutaj zagrało tak jak trzeba. Jest utalentowany wokalista Tolis Mekras, który ma ciekawą barwę, dobrą technikę i umiejętność śpiewania w wysokich rejestrach. To jest tajna broń Leatherhead, który sieje zniszczenie.  Za partie gitarowe odpowiada dwóch gitarzystów i chylę czoło bo Zachos Karabasis i Thanos Metalios stają na wysokości zadania. Jest szybkość, to wiadomo, ale jest coś więcej. Dbałość o ciekawe melodie, finezja, lekkość, pomysłowość i dobre wyczucie. Tego nie da się kupić i stworzyć na siłę. Sekcja rytmiczna nadaje całości szybkości i odpowiedniej dynamiki. No nie sposób się nudzić przy dźwiękach Leatherhead.

37 muzyki i 10 utworów tak zapowiada się zawartość. Klimat grozy daje o sobie znać w intrze "From Beyond". Czuć dreszcze, nie pokój i jest ciekawość co będzie dalej. Wejście gitar, szybkie tempo i wkracza "Equinox" i jest to speed metal w czystej postaci. Jest troszkę Agent Steel, trochę Exciter, ale też coś np z takiego Scanner. Solówki robią wrażenie i tutaj jest totalna demolka. Serce zaczyna szybciej bić, ale to dopiero początek. Dobra czas troszkę odsapnąć i wkracza stonowane tempo i dostajemy "Dressed To kill". Brzmi to oldscholowo i band czaruje pod każdym względem. Kawałek taki utrzymany nieco w klimatach Judas Priest. Piękne nastrojowe inro rozpoczyna "Vampires Kiss" i to nie jest ballada moi drodzy. Band znów serwuje nam kolejny killer, ale ileż w tym przebojowości, pasji i nawet trochę patentów iron maiden można wyłapać. Ten wokal idealnie współgra z warstwą instrumentalną. Te zwolnienia, ten refren i wpływy NWOBHM są tutaj naprawdę urocze. Zostałem kupiony od pierwszych dźwięków.  Wolniejszy jest "When death is near" i to troszkę słabszy kawałek, ale pokazuje nieco inne oblicze zespołu. Nie jest to gniot, a jak ktoś ma wątpliwości to zapraszam do momentu solówek. "Into The Warewolfs lair" to pomysłowy killer, który osadzony jest również w speed metalowej stylizacji. Brzmienie, praca gitar, sekcja rytmiczna brzmią idealnie i to jest uczta dla fanów gatunku. Niewinnie zaczyna się "Judge Steel", ale i tutaj słychać pasję, pomysł na riff, solówki czy refren. Band idzie za ciosem. Ciarki przechodzą kiedy wkracza rozpędzony "Under Your Bed" i taki speed metal to ja rozumiem. Kwintesencja gatunku i Leatherhead takimi kawałkami mnie kupił i rozerwał na strzępy. Jak to genialnie brzmi i każda sekunda, każdy dźwięk jest na wagę złota. Nic tylko chłonąć. Klimat grozy wraca w instrumentalnym "The awakening", który poprzedza zamykający, a zarazem tytułowy "Leatherhead" . Końcówka również pomysłowa. Jest lekkie zabarwienie hard rocka, NWOBHM.

Mam słabość do greckiej sceny. Tam jest pełno genialnych zespołów, które potrafią wywrócić heavy metalowe życie do góry nogami. Leatherhead wziął się w sumie znikąd i zaserwują śmiertelny cios. Płyta klimatyczna, przebojowa, dynamiczna i pełna świetnych i pomysłowych dźwięków. Można słuchać w kółko się nie znudzi. Płyta idealnie trafiła w mój gust i wiem, że z tego roku wyniosę wiele świetnych płyt i debiut Leatherhead jest jedną z nich. Ktoś ma wątpliwości, to niech odpala i zapnie pasy. Czeka Was jazda bez trzymanki! Hail to Greece! Hail to Leatherhead!

Ocena: 10/10