Marco Concoreggi to jeden z najbardziej rozpoznawalnych włoskich wokalistów i popularność przyniosła mu kapela Battleroar. Obecnie Marco funkcjonuje pod szyldem Dexter Ward i tak też nazwał swój band. Dexter Ward powstał w 2009r i w sumie nagrał 3 płyty pod tym szyldem. Co ciekawe każdy z tych albumów coś innego wnosi do twórczości Dexter Ward i każdy z nich pokazał nieco inne oblicze zespołu. Najnowsze dzieło zostało zatytułowane po prostu "III", ale na pierwszy rzut oka widać, że będzie to inny album niż poprzednie. Nowe logo, bardziej rycerski klimat okładki i od razu na myśl przychodzi Battleroar.
Dwa pierwsze albumy Dexter Ward uderzały w rynek melodyjnego metalu, z kolei "III" to powrót do korzeni, czyli do epickiego heavy metalu w rycerskim wydaniu. Dla fanów Battleroar, a także Manilla Road czy Ironsword. Znajdziemy tutaj sporo klasycznych patentów i tutaj brawa dla Akisa i Manolisa, którzy tworzą naprawdę ciekawe motywy gitarowe. Jest energia, jest pomysłowość i finezja. Każdy utwór zaskakuje i nie ma tutaj miejsca na nudę i monotonność. Do tego sam Dexter, który jest w naprawdę świetnej formie. To właśnie on buduje ten epicki, rycerski klimat. Bart Gabriel zadbał o uroczy, mocny sound, który nadaje całości klasycznego wydźwięku.
Na płycie znajdziemy 8 utworów i razem tworzą znakomitą ucztę dla fanów epickiego heavy metalu. Rozpędzony "Return of the Blades" to prawdziwy pokaz mocy Dexter Ward. Zmiana stylistyki okazała się strzałem w dziesiątkę. Dalej mamy melodyjny i bardzo energiczny "Soldiers of light", który potrafi zauroczyć klasycznym riffem i swoją przebojowością. Epickość i znakomity rycerski klimat są fundamentem marszowego "In the days of epic metal", czy true metalowego "The eyes of merlin". Mamy też szybki i bardzo melodyjny "Conan the barbarian" , który oddaje to co najlepsze w klasycznym heavy metalu. Uroczy jest marszowy i epicki "The dragon of the mist", który nawiązuje do twórczości Manilla Road czy Manowar. Całość zamyka stonowany i mroczny "The demonslayer", który jest pięknym zwieńczeniem tego pięknego albumu.
Dexter Ward zaskoczył wszystkich i nagrał z klasycznym epickim heavy metalem i nawiązał do swoich korzeni, czyli do twórczości w Battleroar. "III" to płyta dojrzała i bardzo dopracowana. Wszystko jest spójne i zachwyca od samego początku. Oby taki styl i poziom dexter ward utrzymał jak najdłużej. Jedna z najlepszych płyt roku 2020.
Ocena: 9.5/10
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dexter Ward. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dexter Ward. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 marca 2020
czwartek, 8 grudnia 2011
DEXTER WARD - Neon Lights (2011)
Choć rozdział NWOBHM w heavy metalu został zamknięty, to jednak duch tamtego okresu, tej stylistyki wciąż jest utrzymywany przy życiu i wciąż powstają coraz to nowe kapele grające heavy metal wzorowany na działalności kapel z kręgu NWOBHM. W tym roku zadebiutował grecki DEXTER WARD za pośrednictwem swojego pierwszego pełno metrażowego albumu, który został zatytułowany „Neon Lights”. Kapela została założona w 2009 roku z inicjatywy byłych muzyków BATTLEROAR tj wokalista Mark Dexter i gitarzystę Monolis Karazeris. A skład zespołu uzupełnili basista John Tsimas, gitarzysta Akis Pestras oraz perkusista Stelios Darakis. Każdy z tych muzyków odwalił kawał dobrej roboty, tak dobrej bo poza przeciętnym graniem opartym na sprawdzonych, utartych nie znajdziemy w tym wszystkim za wiele oryginalności. Wokal dobry i większych emocji nie wywołuje,a le tak miało być, miało być bardzo w stylu lat 80 i ta sztuka się udała. Nawet patrząc na okładkę mam na myśli lata 80 i okres na pływu albumów z kręgu heavy/speed metalu. Brzmienie tez bardzo dobrze wyselekcjonowane i nawiązuje również do lat 80. Większych zastrzeżeń nie można mieć do dynamicznej sekcji rytmicznej, czego nie mogę powiedzieć o duecie gitarzystów, który poza średnią krajową nie wykracza i serwuje wyłącznie solidne partie gitarowe, obdarte z drapieżności i emocji, tak wszystko jest przyzwoite i to jest największa bolączka tego albumu. Mamy proste kompozycje heavy metalowe, które opierają się na banalnym riffie, zadziornym wokalu i chwytliwym refrenie. Taki właśnie jest „Metal Rites” z gościnnym udziałem Puala Kratkiego z SLAUGHTER XSTROYERS. Taki właśnie jest nieco mroczny, nieco przybrudzony „Ghost Rider”. Czasami wkroczy trochę hard rocka tak jak to słychać w „Evil Nightmares”, czasami poleci jakiś chwytliwy refren taki jak w „Youngblood”. Jeśli chodzi o najatrakcyjniejsze utwory na albumie to zapewne wskazałbym dwie najdłuższe kompozycje, a mianowicie posępny , w stylu ACCEPT „Back To Saigon”, czy też dynamiczny, pełen szaleństwa „Return of the Longships” , który w liczbie przeplatających się motywów, melodii jest największą atrakcją tego krążka. Jak dla mnie idealny przykład jak powinien brzmieć cały album. Materiał lubi płatać figle i całościowo jest niskiej klasy heavy metal wzorowany na kapelach lat 80 i wszystko jest zagrane w granicach przyzwoitości, czy też przeciętności. Okładka, brzmienie i pomysły to jedno, umiejętności muzyków i samo wykonanie to drugie. Ocena: 5.5/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)
