Niemiecki Masters of Disguise w najlepsze kontynuuje to co niegdyś zaczął Savage Grace. Nie dość, że w zespole są instrumentaliści z składu Savage grace, który grywał na koncertach w ostatnim czasie, to jeszcze muzyczne zespół brzmi jak Savage Grace z dawnych lat. To już bardzo ułatwiło zespołowi przedrzeć się do grona najciekawszych kapel naszych czasów. Kapela stara się czerpać garściami z lat 80, a przy tym być świeżym i zaskakiwać swoich fanów. Pierwsze dwa albumy to kwintesencja heavy/speed metalu, z kolei najnowszy krążek Alpha/Omega cechuje większa agresja i znamiona speed/thrash metalu. Nie trzeba szukać na płycie zbyt daleko, by się o tym przekonać. Wystarczy odpalić "Sacrifice", który pokazuje że nie brakuje elementów thrash metalu. Kali i Wolle stworzyli zgrany duet i nie szczędzą fanom ostrych, melodyjnych riffów, czy intrygujących solówek. Te cechy śmiało można odszukać w rozpędzonym "Demons from the past" czy w rozbudowanym i epickim "Shadows of The Death". Na płycie roi się od szybkich speed metalowych petard co potwierdza "Killer's Redemption"czy agresywny "Alpha/Omega". Warto zwrócić uwagę też na ocierający się o thrash metal "Witchhammer" czy zamykający "The leech", który tylko potęgują doznania. Soczyste brzmienie, świetna forma muzyków i jasny cel sprawia, że nowy album jest bardzo łatwy w odbiorze, dynamiczny i bardzo klasyczny. Fani Savage Grace przypomną sobie na dobre lata 80. Świetna kontynuacja tego co mieliśmy na "The savage and grace".
Ocena: 9.5/10
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masters Of Disguise. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masters Of Disguise. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 30 stycznia 2018
poniedziałek, 23 lutego 2015
MASTERS OF DISGUISE - The Savage and the Grace (2015)
„The Savage and The
Grace” tytuł nowego albumu niemieckiego Masters of Disguise.
Lepszego tytułu nie można było wybrać, zwłaszcza jeśli się
jest jedynym prawowitym spadkobiercą spuścizny speed metalowego
Savage Grace. W końcu skład Masters Disguise tworzył ostatni znany
skład Savage Grace, który koncertował. Teraz zespół
działa pod swoją nazwą i dopisuje kolejne rozdziały historii
jednego z najlepszych speed metalowych zespołów lat 80.
Debiutancki album zrobił furorę i sprawił, że wspomnienia odżyły.
Mam wrażenie, że niemiecka ekipa poszła za ciosem i nagrywając
„The Savage and Grace” zrobiła krok na przód i nagrała
jeszcze ciekawszy album. Tak więc mamy tutaj więcej energii,
więcej, przebojów, więcej patentów Savage Grace.
Niemiecka formacja
postanowiła wiele nie zmieniać w swoim stylu i właściwie
dostajemy to samo co na debiucie. Szybki, prosty i bardzo chwytliwy
speed/power metal. Tym razem jednak jest wszystko w większej ilości.
To przedkłada się na jakość muzyki i automatycznie mamy
mocniejszy materiał. Gitarzysta Kalli Coldsmith wyczynia tutaj cuda
i każdy kto lubi szybkie granie w postaci Savage Grace, Scanner czy
Gamma Ray ten z pewnością wchłonie z łatwością partię tego
pana. Z tego albumu bije energia i to musi się podobać. „The
Enforcer” to prawdziwa petarda i taki niemiecki speed/power
metal nigdy się nudzi. Mamy też bardziej rozbudowany „Conquering
the World” , który
pokazuje, że chłopaki nie mają problemu z przejściami i
urozmaiceniem. O szybsze bicie serca przyprawia rozpędzony „Knutson
II”,
w którym dzieje się naprawdę sporo. To dopiero przedsionek
tego speed/power metalowego światka jaki nam prezentuje Masters of
Disguise. Agresywny riff „Heavens Fall”
przypomina nieco ostatnie albumy Alltheniko czy Enforcer. Właściwie
taki styl tutaj dominuje i wystarczy jeszcze wyróżnić w tej
kategorii „Sins of the Damned”
czy „War of The gods pt 1”.
Nie jest jednak to też płyta na jedno kopyto co ukazuje
spokojniejszy, wręcz balladowy „The
Scavenger's Daugter”
czy rycerski „Barbarian At the Gate”.
W
taki o to sposób mamy godnego kontynuatora stylu Savage Grace.
Naradził się na naszych oczach znakomity zespół, który
odnajduje się speed/power metalu lat 80. Nowy album, tylko
potwierdza ile są warci i że są na dzień dzisiejszy jednym z
najlepszych zespołów speed metalowych .
Ocena:
9/10
poniedziałek, 17 lutego 2014
MASTERS OF DISGUISE - Back With Vengeance (2013)
Jednym z moich ulubionych
zespołów heavy/speed metalowych z lat 80 jest Savage Grace i
to nie tylko z tego powodu, że to kolejny znakomity amerykański band.
Nagrali dwa znakomite albumy oddające to co najlepsze w speed
metalu. Kapela próbowała się odrodzić o czym mogły
świadczyć udane koncerty na przełomie 2009 -2010. Nieco inny
skład, ale na żywo słychać było że radzili sobie całkiem
dobrze i wiedzieli jak odtworzyć stare dobre kawałki tej znakomitej
formacji z lat 80. Niestety nic więcej z tego nie wynikło, a muzycy
którzy tworzyli nowy skład Savage Grace postanowili założyć
własny band, będący jedyną właściwą kontynuacją tego co grał
Savage Grace. Założyli Masters Of Disguise, oczywiście nazwę
zapożyczając od debiutanckiego albumu Savage Grace. Zespół
szybko się wziął za pracę nad pierwszym swoim własnym
wydawnictwem z własnym materiałem. I tak o to się ukazał w 2013
„Back With a Vengeance”.
Nie inaczej Savage Grace
powraca z zemstą, z tym że pod inną nazwą. Masters Of Disguise
kojarzy się z starym niemieckim speed metalowym zespołem nie tylko
za sprawą nazwy, czy tego że tworzą tą formację ludzie, którzy
grali na koncertach Savage Grace. Spójrzcie na frontową
okładkę „Back with A Vengeance” i powiedźcie czy wam też
główna postać kojarzy się z tą z okładki „Master Of
Disguise” Savage Grace? Na pewno tak, a jeśli się dobrze
przyjrzycie to w okularach zobaczycie odbicie pani przywiązanej do
motocyklu, czyli to co widzieliśmy na pierwszym albumie Savage
Grace. Co ciekawe Masters Of Disguise jako jeden z niewielu zespołów
kontynuuje to co grał niegdyś Savage Grace i jako jedyny brzmi tak
bliźniaczo. Masters Of Disguise też stawia na szybkie tempo sekcji
rytmicznej, na chwytliwe melodie i dużą dawką energii, która
ma swoje odbicie w przebojach, których tutaj nie brakuje. Nie
można by mówić o Masters Of Disguise jako drugim Savage
Grace, gdyby nie to że wokalista Alexx Stahl brzmi jakby został
wyciągnięty z lat 80 i na jego korzyść działa to że brzmi jak
Mike Smith z oryginalnego składu Savage Grace. Płyty Savage Grace
cechowały się godnymi uwagi popisami gitarowymi, które
bazowały na mocnym i ostrym riffie czy też przemyślanych
pojedynkach na solówki. Tutaj Coldsmith i Deguis stawiają na
tradycyjne rozwiązanie i przede wszystkim liczy się dobra melodia,
a tych nie brakuje. Dawno nie słyszałem tak szczerego materiału,
który tak znakomicie oddaje klimat lat 80 oraz stylistykę
Savage Grace. Zaczyna się jak za dawnych lat bowiem od
instrumentalnego intra w postaci „Back With Vengeance”,
który nasuwa Iron Maiden, ale też „Little Roar” z debiutu
Savage Grace. Tradycji staje się zadość wraz z kolejną
kompozycją, która jest po prostu szybka i pełna agresji.
Właśnie taki jest znakomity „Never Surrender”.
Rytmiczny „The Omen” wyróżnia się niezłą
rytmiką i bardziej złożonym motywem, który nie dopuszcza
rutyny na płycie. Potem mamy serię szybkich kawałków, które
podgrzewają temperaturę, ale na szczególne wyróżnienie
zasługuje melodyjny „Alliance”, który
wyznacza standard heavy/speed metalowego grania jaki powinno się
zachować. Zespół jakby przyspiesza w energicznym „Sons
Of Doomed”, natomiast w „Liar” pokazują
się z nieco innej strony. W tym drugim kawałku mamy stonowane tempo
i mroczniejszy klimat. Ta płyta to majstersztyk jeśli chodzi o
heavy/speed metal, a najbardziej co zachwyca tutaj to praca gitar
oparta o stare, tradycyjne rozwiązania, jednocześnie przenosząc
nas do lat 80. Gdyby nie soczyste i takie dopieszczone brzmienie, to
pewnie nie jeden by zwątpił czy jest to płyta z roku 2013.
Znakomitą grę gitarzystów przypieczętowują „Into
The Unknown” i zamykający album „The
Templars Gold”.
Savage Grace powrócił
i jego zemsta jest słodka. Jasne jest to teraz Masters Of Disguise i
w nieco innym składzie, ale jak inaczej o nich mówić jak nie
o drugim Savage Grace? Logo, okładka i styl muzyczny, właściwie
wszystko za tym przemawia. Cieszę się, że muzyka Savage Grace
przetrwała próbę czasu i że w końcu pojawia się ktoś,
kto przejmie ich dziedzictwo. Jeden z najlepszych albumów
heavy/speed metalowych ostatnich lat.
Ocena: 9/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)
