Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masters Of Disguise. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masters Of Disguise. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 stycznia 2018

MASTERS OF DISGUISE - Alpha/Omega (2017)

Niemiecki Masters of Disguise w najlepsze kontynuuje to co niegdyś zaczął Savage Grace. Nie dość, że w zespole są instrumentaliści z składu Savage grace, który grywał na koncertach w ostatnim czasie, to jeszcze muzyczne zespół brzmi jak Savage Grace z dawnych lat. To już bardzo ułatwiło zespołowi przedrzeć się do grona najciekawszych kapel naszych czasów. Kapela stara się czerpać garściami z lat 80, a przy tym być świeżym i zaskakiwać swoich fanów. Pierwsze dwa albumy to kwintesencja heavy/speed metalu, z kolei najnowszy krążek Alpha/Omega cechuje większa agresja i znamiona speed/thrash metalu. Nie trzeba szukać na płycie zbyt daleko, by się o tym przekonać. Wystarczy odpalić "Sacrifice", który pokazuje że nie brakuje elementów thrash metalu. Kali i Wolle stworzyli zgrany duet i nie szczędzą fanom ostrych, melodyjnych riffów, czy intrygujących solówek. Te cechy śmiało można odszukać w rozpędzonym "Demons from the past" czy w rozbudowanym i epickim "Shadows of The Death". Na płycie roi się od szybkich speed metalowych petard co potwierdza "Killer's Redemption"czy agresywny "Alpha/Omega". Warto zwrócić uwagę też na ocierający się o thrash metal "Witchhammer" czy zamykający "The leech", który tylko potęgują doznania. Soczyste brzmienie, świetna forma muzyków i jasny cel sprawia, że nowy album jest bardzo łatwy w odbiorze, dynamiczny i bardzo klasyczny. Fani Savage Grace przypomną sobie na dobre lata 80. Świetna kontynuacja tego co mieliśmy na  "The savage and grace".

Ocena: 9.5/10

poniedziałek, 23 lutego 2015

MASTERS OF DISGUISE - The Savage and the Grace (2015)

„The Savage and The Grace” tytuł nowego albumu niemieckiego Masters of Disguise. Lepszego tytułu nie można było wybrać, zwłaszcza jeśli się jest jedynym prawowitym spadkobiercą spuścizny speed metalowego Savage Grace. W końcu skład Masters Disguise tworzył ostatni znany skład Savage Grace, który koncertował. Teraz zespół działa pod swoją nazwą i dopisuje kolejne rozdziały historii jednego z najlepszych speed metalowych zespołów lat 80. Debiutancki album zrobił furorę i sprawił, że wspomnienia odżyły. Mam wrażenie, że niemiecka ekipa poszła za ciosem i nagrywając „The Savage and Grace” zrobiła krok na przód i nagrała jeszcze ciekawszy album. Tak więc mamy tutaj więcej energii, więcej, przebojów, więcej patentów Savage Grace.

Niemiecka formacja postanowiła wiele nie zmieniać w swoim stylu i właściwie dostajemy to samo co na debiucie. Szybki, prosty i bardzo chwytliwy speed/power metal. Tym razem jednak jest wszystko w większej ilości. To przedkłada się na jakość muzyki i automatycznie mamy mocniejszy materiał. Gitarzysta Kalli Coldsmith wyczynia tutaj cuda i każdy kto lubi szybkie granie w postaci Savage Grace, Scanner czy Gamma Ray ten z pewnością wchłonie z łatwością partię tego pana. Z tego albumu bije energia i to musi się podobać. „The Enforcer” to prawdziwa petarda i taki niemiecki speed/power metal nigdy się nudzi. Mamy też bardziej rozbudowany „Conquering the World” , który pokazuje, że chłopaki nie mają problemu z przejściami i urozmaiceniem. O szybsze bicie serca przyprawia rozpędzony „Knutson II”, w którym dzieje się naprawdę sporo. To dopiero przedsionek tego speed/power metalowego światka jaki nam prezentuje Masters of Disguise. Agresywny riff „Heavens Fall” przypomina nieco ostatnie albumy Alltheniko czy Enforcer. Właściwie taki styl tutaj dominuje i wystarczy jeszcze wyróżnić w tej kategorii „Sins of the Damned” czy „War of The gods pt 1”. Nie jest jednak to też płyta na jedno kopyto co ukazuje spokojniejszy, wręcz balladowy „The Scavenger's Daugter” czy rycerski „Barbarian At the Gate”.

W taki o to sposób mamy godnego kontynuatora stylu Savage Grace. Naradził się na naszych oczach znakomity zespół, który odnajduje się speed/power metalu lat 80. Nowy album, tylko potwierdza ile są warci i że są na dzień dzisiejszy jednym z najlepszych zespołów speed metalowych .

Ocena: 9/10

poniedziałek, 17 lutego 2014

MASTERS OF DISGUISE - Back With Vengeance (2013)

Jednym z moich ulubionych zespołów heavy/speed metalowych z lat 80 jest Savage Grace i to nie tylko z tego powodu, że to kolejny znakomity amerykański band. Nagrali dwa znakomite albumy oddające to co najlepsze w speed metalu. Kapela próbowała się odrodzić o czym mogły świadczyć udane koncerty na przełomie 2009 -2010. Nieco inny skład, ale na żywo słychać było że radzili sobie całkiem dobrze i wiedzieli jak odtworzyć stare dobre kawałki tej znakomitej formacji z lat 80. Niestety nic więcej z tego nie wynikło, a muzycy którzy tworzyli nowy skład Savage Grace postanowili założyć własny band, będący jedyną właściwą kontynuacją tego co grał Savage Grace. Założyli Masters Of Disguise, oczywiście nazwę zapożyczając od debiutanckiego albumu Savage Grace. Zespół szybko się wziął za pracę nad pierwszym swoim własnym wydawnictwem z własnym materiałem. I tak o to się ukazał w 2013 „Back With a Vengeance”.

Nie inaczej Savage Grace powraca z zemstą, z tym że pod inną nazwą. Masters Of Disguise kojarzy się z starym niemieckim speed metalowym zespołem nie tylko za sprawą nazwy, czy tego że tworzą tą formację ludzie, którzy grali na koncertach Savage Grace. Spójrzcie na frontową okładkę „Back with A Vengeance” i powiedźcie czy wam też główna postać kojarzy się z tą z okładki „Master Of Disguise” Savage Grace? Na pewno tak, a jeśli się dobrze przyjrzycie to w okularach zobaczycie odbicie pani przywiązanej do motocyklu, czyli to co widzieliśmy na pierwszym albumie Savage Grace. Co ciekawe Masters Of Disguise jako jeden z niewielu zespołów kontynuuje to co grał niegdyś Savage Grace i jako jedyny brzmi tak bliźniaczo. Masters Of Disguise też stawia na szybkie tempo sekcji rytmicznej, na chwytliwe melodie i dużą dawką energii, która ma swoje odbicie w przebojach, których tutaj nie brakuje. Nie można by mówić o Masters Of Disguise jako drugim Savage Grace, gdyby nie to że wokalista Alexx Stahl brzmi jakby został wyciągnięty z lat 80 i na jego korzyść działa to że brzmi jak Mike Smith z oryginalnego składu Savage Grace. Płyty Savage Grace cechowały się godnymi uwagi popisami gitarowymi, które bazowały na mocnym i ostrym riffie czy też przemyślanych pojedynkach na solówki. Tutaj Coldsmith i Deguis stawiają na tradycyjne rozwiązanie i przede wszystkim liczy się dobra melodia, a tych nie brakuje. Dawno nie słyszałem tak szczerego materiału, który tak znakomicie oddaje klimat lat 80 oraz stylistykę Savage Grace. Zaczyna się jak za dawnych lat bowiem od instrumentalnego intra w postaci „Back With Vengeance”, który nasuwa Iron Maiden, ale też „Little Roar” z debiutu Savage Grace. Tradycji staje się zadość wraz z kolejną kompozycją, która jest po prostu szybka i pełna agresji. Właśnie taki jest znakomity „Never Surrender”. Rytmiczny „The Omen” wyróżnia się niezłą rytmiką i bardziej złożonym motywem, który nie dopuszcza rutyny na płycie. Potem mamy serię szybkich kawałków, które podgrzewają temperaturę, ale na szczególne wyróżnienie zasługuje melodyjny „Alliance”, który wyznacza standard heavy/speed metalowego grania jaki powinno się zachować. Zespół jakby przyspiesza w energicznym „Sons Of Doomed”, natomiast w „Liar” pokazują się z nieco innej strony. W tym drugim kawałku mamy stonowane tempo i mroczniejszy klimat. Ta płyta to majstersztyk jeśli chodzi o heavy/speed metal, a najbardziej co zachwyca tutaj to praca gitar oparta o stare, tradycyjne rozwiązania, jednocześnie przenosząc nas do lat 80. Gdyby nie soczyste i takie dopieszczone brzmienie, to pewnie nie jeden by zwątpił czy jest to płyta z roku 2013. Znakomitą grę gitarzystów przypieczętowują „Into The Unknown” i zamykający album „The Templars Gold”.

Savage Grace powrócił i jego zemsta jest słodka. Jasne jest to teraz Masters Of Disguise i w nieco innym składzie, ale jak inaczej o nich mówić jak nie o drugim Savage Grace? Logo, okładka i styl muzyczny, właściwie wszystko za tym przemawia. Cieszę się, że muzyka Savage Grace przetrwała próbę czasu i że w końcu pojawia się ktoś, kto przejmie ich dziedzictwo. Jeden z najlepszych albumów heavy/speed metalowych ostatnich lat.


Ocena: 9/10