Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Battleroar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Battleroar. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2026

BATTLEROAR - Petrichor (2026)

 


Jedna z największych greckich formacji heavy metalowych powraca z nowym albumem, który z pewnością ucieszy fanów epickiego grania. Zespół tej klasy jak zwykle zadbał zarówno o dopracowaną szatę graficzną, jak i potężne, charakterystyczne brzmienie. W składzie pojawiły się nowe twarze, które wniosły do muzyki świeżą energię.

Za mikrofonem stanął Michalis Karasoulis, który nadaje utworom epickiego rozmachu, drapieżności oraz rycerskiego klimatu. Jego interesująca barwa głosu i sceniczna charyzma sprawiają, że kompozycje potrafią oczarować słuchacza i wciągnąć go w wykreowany przez zespół świat. Do składu dołączył także nowy gitarzysta Zack Kotsikis, znany z formacji Thelmite. Wraz z Kostas Tzortzis tworzy on znakomicie zgrany duet gitarowy, który z powodzeniem oddaje piękno epickiego heavy metalu. W ich grze słychać wyraźny hołd dla klasyki gatunku, a jednocześnie świeżość i pomysłowość w podejściu do kompozycji. Warto również wspomnieć, że w 2023 roku do zespołu dołączył basista Loukas Libertos. Cała ekipa daje z siebie maksimum energii.

Album zespołu Battleroar zawiera dziewięć utworów i każdy z nich potrafi porwać słuchacza oraz przenieść go do świata magii, heroizmu i melancholii. Płytę otwiera nastrojowe intro „The Last Mythkeeper”, które od razu buduje klimat i zapowiada epicką muzyczną podróż. Szczególnie pięknie wypada „The Missing Note”, przywodzący na myśl dokonania takich zespołów jak Manowar czy Triumpher. Monumentalny motyw przewodni oraz mroczny klimat robią ogromne wrażenie, a epicki rozmach tylko potęguje siłę tego utworu.

Kolejnym punktem programu jest rozbudowany i wielowątkowy „Ate, Hybris, Nemesis”. Z kolei w „Legacy of Suffering” można wyczuć ponurą aurę i wpływy doom metalu. Zespół świetnie radzi sobie z budowaniem melancholijnego, refleksyjnego klimatu, co doskonale potwierdza „The Earth Remembers, The Rain Forgives”. W tym utworze muzycy w pełni ukazują swój potencjał i kompozytorski talent.

Większą dawkę energii i klasycznego heavy metalowego pazura przynosi przebojowy „What Is Best in Life?”. Z kolei motyw przewodni w klimatycznym „Chaosbane” robi ogromne wrażenie i z powodzeniem mógłby znaleźć się na płycie z pogranicza epickiego i symfonicznego heavy metalu. To naprawdę potężna kompozycja. Bardzo dobrze wypada również „Wield the Myth”, który ponownie oddaje piękno epickiego metalu i pozwala słuchaczowi zanurzyć się w mrocznym, heroicznym klimacie kreowanym przez zespół. Całość w znakomity sposób domyka utrzymany w podobnej stylistyce „Storm Inside”.

Battleroar to klasa sama w sobie. Długa przerwa w działalności oraz zmiany personalne nie zdołały powstrzymać zespołu przed dalszym rozwijaniem i gloryfikowaniem epickiego heavy metalu. Greckie zespoły potrafią oczarować słuchacza swoją muzyką, a ten album jest tego kolejnym potwierdzeniem. Chwała Battleroar za powrót w wielkim stylu – w końcu pojawiła się w tym roku naprawdę wartościowa płyta, bo jak dotąd na scenie dominowała raczej przeciętność.

Ocena: 9/10

wtorek, 6 maja 2014

BATTLEROAR - Blood of Legends (2014)

14 lat na scenie, 4 albumy, 6 lat oczekiwania na nowe wydawnictwo i to nie są korzystne statystyki jeśli chodzi o grecki zespół o nazwie Battleroar. Dotychczas ta formacja nie zawodziła i nagrywała solidny epicki heavy metal z domieszką power metalu. Wielu z słuchaczy widziało w nich drugi Manilla Road, Virgin Steele czy też Sacred Steel, a takie skojarzenia zawsze dobrze wywierają pozytywny wpływ na całokształt zespołu i na poziom prezentowanej muzyki. Po 6 latach milczenia grecki Battleroard powraca i choć jest to już nieco inny zespół to wciąż starają się pokazać, że trzeba liczyć się z nimi jeśli chodzi o epicki heavy metal i właśnie świadectwem tego jest nowy album zatytułowany „Blood of Legends”.

Odległy czas między albumami zrobił jednak swoje i gdzieś uleciała moc tego zespołu, gdzieś uleciała pomysłowość i umiejętność kreowania prawdziwych hitów. Swoje też zrobiła roszada w składzie. Pojawił się wokalista Sacred Steel Gerrit Mutz, który śpiewa w swoim stylu i Battleroar brzmi jeszcze bardziej analogicznie jak Sacred Steel. Pojawia się też nowy basista Stavros i gitarzysta Antreas, ale ich wpływ na wydźwięk płyty jest jakby mniejszy. Co ciekawe zespół dalej korzysta z podobnych rozwiązań i w dalszym ciągu słychać epicki klimat, budowanie napięcia za pomocą rozbudowania, różnych smaczków, jest sporo bojowych motywów i jest w tym coś z rycerskiego metalu. Nie uświadczymy zmiany stylistyki co jest sporym plusem, ale problem tkwi nie tyle w zmianach, co w spadku jakości granej muzyki przez Battleroar. Uświadczymy piękny klimat i bogate aranżacje jak choćby ta w „Relentless Waves”. Nadzieję na bardzo mocny album daje energiczny „The Swords are Drawn”, który zabiera nas na wycieczkę po latach 80. Sporo w tym Judas Priest, czy innych klasycznych kapel. Niestety, ale są też momenty w których zespół popada w rutynę, monotonność i zmęczenie materiału. Wady same przemawiają przez średniej klasy „Blood of Legends”. Jeśli chodzi o rozbudowane kompozycje to z pewnością na uwagę zasługuje żywszy „Immortal Chariot” i przydałoby się więcej tak energicznych utworów. Z kolei pod względem klimatu wyróżnia się „Valkiries Above Us”. Mamy też marszowego „Exile Eternal”, który też dobrze się prezentuje.

Fani wykazali się cierpliwości, a Battleroar wolą walki, jednak nie to tutaj oceniamy, lecz muzykę jak zespół stworzył na przestrzeni 6 lat. Ta niestety tutaj jest pełna niedociągnięć i dopracowań. Jest epickość, jest soczyste, dopieszczone brzmienie, kilka ciekawych melodii i pomysłowych aranżacji. Jednak za brakło tutaj mocnego kopa, zadziorności, zaskoczenia, a przede wszystkim zapadających w pamięci utworów, które pojawiały się na poprzednich wydawnictwach. Niby tak mało, a jednak tak dużo. Spodziewałem się czegoś bardziej w stylu „The Swords are drawn” i czegoś na poziomie choćby „Age of Chaos”


Ocena: 5.5/10