Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jorn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jorn. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2022

JORN - Over the horizon Radar (2022)


 Choćby Jorn zaczął śpiewać do muzyki pop cyz pop rocka to i tak bym posłuchał jego płyt bo to jeden z najlepszych wokalistów stąpających po ziemi. Ta charyzmą i te emocje które zawsze potrafi przekazać to niezapomniane przeżycie. To jest prawdziwy mistrz. Ostatni album "life on death road" to jeden z najlepszych albumów jakie nagrał to też liczyłem po cichu, że i nowy album utrzyma wysoki poziom. Nowy album zatytułowany "over the horizon radar"  ukazał się 17 czerwca nakładem frontiers records. Ta wytwórnia ostatnio wydaje same świetne płyty z muzyką z pogranicza melodyjnego metalu i hard rocka. Tak też jest i tym razem. 


Skład tym razem również uległ zmianie. Został Del Vecchio na klawiszach i pwrskusiat Jovino. Pojawił się Adrian SB na gitarze, jest też basista Labyrinth czyli NIK Mazucconi. Najważniejsza informacja to taka ze wrócił gitarzysta Torę moren który przecież mocno ukształtował muzykę Jorna. Słychać te nawiązania do czasów "worldchanger", ale cieszy fakt że są też i patenty Masterplan czyy też klasycznych hard rockowych tuzów jak deep purple. Ogólnie płyta robi bardzo pozytywne wrażenie, choć na kolana nie powaliła swoją zawartością

Okladka trochę taka nie w stylu Jorna, natomiast brzmienie i ustawienie instrumentów to czysta perfekcja. Jorn od samego początku czaruje swoim głosem i to jest właśnie potęga jego głosu. Przepiękny jest tytułowy Over the horizon radar" i ten klasyczny riff rodem z lat 80 jest uroczy. Przypominają mi się złote czasy rainbow czy deep purple. No jest coś w tym kawalku, że na długo zostaje w pamięci. Dalej mamy " dead london" który wciaga intrygującym riffem i nieco progresywnym zacięciem. Niesamowity klimat panuje w złożonym "my rock and roll" i znów czuć klimat lat 80 i wpływy wielkich zespołów. Klasa sama w sobie i kawałek znakomicie wciaga w ten mroczny klimat. Klasyczny Jorn wybrzmiewa w melodyjnym "one man war" i znów niezła dawka emocji i klasycznego hard rocka. Te dźwięki po prostu płyną i traci się poczucie czasu. Proste motywy, ale właśnie takie są najlepsze.  Fani Masterplan pokochają taki zadziorniejszy "black phoenix" i to kolejny mocny punkt tej płyty.  Mocno wkręcił mi się "in the dirt" który też jest świetnym hołdem dla heavy metalu i hard rocka lat 80. Jest klasycznie i z pomysłem, a to przedkłada się na jakość.  Całość wieńczy perełka w postaci "Faith bloody Faith" z którą Jorn chciał wystartować w Eurowizji. Szkoda ze się nie udało, bo utwór jest mega przebojowy. Co za riff i co za refren. Prawdziwy hicior.

Czego mi zabrakło? Może kilka zrywów, może jakieś 2 petardy? Mimo że troszkę będę narzekał to i tak jest to jedna z najlepszych płyt Jorna i śmiało można ją polecić. Klasa sama w sobie, a przecież Jorn wie jak nagrać materiał w klimatach heavy metalu i hard rocka. Brawo Jorn i dziękuje za twój głos i muzykę.

Ocena : 8.5/10

piątek, 2 czerwca 2017

JORN - Life on death road (2017)

Jorn Lande to jeden z najlepszych wokalistów w heavy metalowym światku, jeden z najbardziej zapracowanych muzyków. Dał się poznać jako frontman power metalowego Masterplan, działał też w różnych projektach jak Allen - Lande czy Avantasia. Jednak Jorn najwięcej zdziałał w swojej solowej karierze. W końcu nagrał pod szyldem Jorn 13 albumów i ma za sobą 17 lat działalności. Przez ten długi okres w jego zespole przewinęło się wiele ciekawych muzyków. Ostatni album zatytułowany "Traveller" był ciekawy i bardzo udany. Tym bardziej wzrosły oczekiwania na nowe dzieło tego fantastycznego wokalisty. Z tamtego składu został sam Jorn i co ciekawe zaprosił do współpracy muzyków, których znamy z Voodoo Circle czy Primal Fear. Czy to oznacza najlepszy album Jorna?

Alex Beyrodt to specjalista od mocnych wyrazistych riffów, od finezyjnych solówek i ciekawych melodii. Mat Sinner to nie tylko świetny basista, ale też pomysłowy kompozytor. Jest też klawiszowiec Alessandro, który nadaje całości klimatu lat 80. Perkusista Francesco Jovino dał się poznać jak solidny pałkarz w zespole Udo czy Primal Fear. Jednym słowem prężny skład, który instrumentalnie daje czadu na nowym albumie Jorna. Mamy ostre riffy, urozmaicone kawałki i wiele ciekawych motywów. Najlepsze jest to, że płyta rzeczywiście brzmi jak miks stylistyki Jorna z poprzednich płyt i primal Fear. Jednym słowem mamy wybuchową mieszankę. Do tego wszystkiego znów Jorn postawił na soczyste i mocne brzmienie.

Ciężko ocenić czy jest to najlepszy album Jorna, ale bez wątpienia jeden z najlepszych. Każdy utwór ma swój charakter i nie ma mowy o graniu na jedno kopyto.  Całość otwiera klimatyczny i rozbudowany "Life on death road". Zaczyna się spokojnie, akustycznie i tak jakoś w stylu Dio. Jednak po kilku sekundach wkracza mocny i ostry riff, który od razu kojarzy się z twórczością Primal Fear. Jest melodyjnie, jest luz i klimat lat 80 co może się podobać. Nieco hard rockowego feelingu mamy w stonowanym "Hammered to the cross". Płytę promował dynamiczny i przebojowy "Love is the remedy", który potrafi zauroczyć ciekawymi zagrywkami Alexa. Riff jest naprawdę wyrazisty i szybko wpada w ucho. Jorn też sprawdza się w spokojnych utworach i "Dreamwalker" to potwierdza. Taka mieszanka ballady i hard rocka.  Jednym z ostrzejszych kawałków na płycie jest zadziorny "Fire to the Sun", ale największym zaskoczeniem jest mroczny i toporny "Imsoluble Maze", który bardziej nawiązuje do twórczości Black Sabbath za czasów Dio. "The slippery slope" to kolejny mocniejszy heavy metalowy kawałek i w takiej stylistyce Jorn czuje się świetnie. Nieco słabszy jest "The optimist", który nic nie wnosi do płyty. Końcówka płyty to przebojowy "Man of the 80s" i klimatyczny "Blackbirds", który jest również bardziej rozbudowanym kawałkiem.

Nowy skład, nowa świeżość i w efekcie mamy naprawdę jeden z ciekawszych albumów Jorna Lande. Nie brakuje przebojów, dynamiki i zadziornych riffów. Całość jest składna i przemyślana. Warto zapoznać się z tym dziełem, zwłaszcza jeśli jest się fanem Voodoo Circle, czy Primal Fear.

Ocena: 8.5/10

niedziela, 23 października 2016

JORN - Heavy Rock Radio

Ostatnie poczynania Jorna Lande budziły zachwyt wśród fanów muzyki metalowej, w końcu ostatni jego solowy album w postaci „Traveller” czy nagrany wspólnie album z Trondem Holterem pod szyldem Dracula szybko stały się jednymi z najlepszych wydawnictw Jorna. Tak więc apetyt rósł w miarę jedzenia i tak zamiast dostać kolejny nowy solowy album to dostaliśmy album „Heavy Rock Radio”, który jest składanką coverów. Na płycie znajdziemy covery tych zespołów, które miały ogromny wpływ na Jorna. Nie mogło zabraknąć więc coverów Black Sabbath, czy Dio. „Die young” czy właśnie „Rainbow in the Dark” to świetne covery, które pokazują, że Jorn mógłby śmiało zostać nowym wokalistą Rainbow czy bandu ku chwale Dio. Dobrze też wypadł w coverach bardziej popowych i mam tu na myśli „I know there something going on” czy „Running Up that Hill”. Dobrze radzi sobie też Jorn z stricte rockowymi kawałkami i potwierdza to cover Queen w postaci „Killer Queen” czy „Dont Stoop Beliven” z repertuaru Journey. Największą niespodzianką i w sumie takim punktem kulminacyjnym jest „Stormbringer” Deep Purple i „The Final frontier” Iron maiden. Oba te kawałki brzmią świeżo i zaskakują. Jest w nich energia i autentyczność, tak więc Jorn znów pokazał klasę i tylko pokazał, że odnajduje się w różnych konwencjach, różnych gatunkach. Dla fanów składanek z coverami czy też Jorna jest to pozycja obowiązkowa.

Ocena : 7/10

czwartek, 13 czerwca 2013

JORN - Traveller (2013)

Jednym z najważniejszych głosów w metalowym świecie na dzień dzisiejszy jest bez wątpienia nie kto inny jak Jron Lande. Ten norweski wokalista znany jest przede wszystkim z mocnego głosu o szerokiej skali, w którym nie brakuje tego wszystkiego czego się oczekuje od wokalisty metalowego czy też rockowego. Jest bez wątpienia jednym z tych, który ma manierę wokalną podobną do Ronniego James Dio. Jorn rozpoczął karierę w 1994 roku i osiągnął sławę za sprawą występów w Masterplan jak i pod szyldem Jorn. Od kiedy nie jest już częścią Masterplan, znów może się skupiać na swojej karierze solowej, to też w tym roku wydany został kolejny album o tytule „Traveller”.

Jorn od początku swojej kariery tworzył muzykę, będącą miksem hard'n heavy, hard rocka i heavy metalu i w tej kwestii nie ma większego zaskoczenia. W dalszym ciągu to słychać na nowym albumie, gdzie słychać przekrój wcześniejszych albumów, zwłaszcza tych ostatnich typu „Bring Heavy Rock To The Land” czy „Spirit Black”. W tej kwestii nie ma większego zaskoczenia, ale tego nikt zapewne nie oczekiwał. Jak również nikt nie spodziewał się, że norweg nagra jeden z najlepszych albumów w swojej historii. Co wyróżnia ten album na tle innych, jeżeli styl, konstrukcja utworów, budowanie klimatu jak i patenty zostały niezmienione? Bez wątpienia świeża krew wniesiona przez gitarzystę Trenda Holtera i basistę Bernta Jansena. Popisy Trenda są tutaj pełne gracji, rytmiczności i niezłego wyczucia. Balansuje on między ciężkim heavy metalem, a melodyjnym, finezyjnym hard rockiem czy hard'n heavy. Ten kontrast nadaje zestawienie typu znany wcześniej znakomity przebój w postaci „Traveller” i melodyjny „Legend Man”, w którym słychać coś z Rainbow czy Dio. Nieodzownym elementem, który sprawia że nowy album brzmi znakomicie są bez wątpienia udane melodie. Ostatnio bywało różnie z tym na płytach Jorna. Tym razem dostarczył fanom niezłej mieszanki hard'n heavy i heavy metalu. Melodie, proste, ale nie pozbawione pomysłowości, czy też mocy. Dzięki temu czynnikowi kawałki zapadają w pamięci, co jest istotne. Co z pewnością też czyni „Traveller” wyśmienitym wydawnictwem w swojej dziedzinie to oczywiście konstrukcja i dobre rozplanowanie materiału. Urozmaicona budowa wydawnictwa sprawia, że słucha się nie nudzi. Już wrzucając ciężki, metalowy „Overload”Jorn pokazuje że miał od razu pomysł co do rozłożenia materiału. Z mrocznego, przesiąkniętego Black Sabbath kawałka szybko przechodzimy w kierunku bardziej rockowego „Cancer Demon”.Nie uświadczymy może jakiegoś szybkiego kawałka, ale przebojowość i melodyjność to wynagradza w 100 %. „Window Maker” , podniosły „Make Your Engine Scream” czy „Rev On” to jedne z najlepszych utworów jakie stworzył ostatnim czasy Jorn. Smaku dodaje z pewnością bardziej ponury z elementami ballady „The Man Who Was A King”, który brzmi jak kawałek Dio czy też bardziej rozbudowany „Carry The Black”.

Jorn jako jeden z nie wielu udanie kontynuuje to co tworzył Ronnie James Dio i na „Traveller” słychać spuściznę po jednym z największych wokalistów jaki heavy metal miał. Niby styl ten sam, niby dalej Jorn gra miks hard'n heavy i heavy metalu, to jednak dawno nie nagrał tak przebojowego, dobrze wyważonego albumu. Jeden z najlepszych wydawnictw sygnowanych szyldem Jorn.

Ocena: 8.5/10