Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nordic Union. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nordic Union. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 sierpnia 2022

NORDIC UNION - Animalistic (2022)


 Ronnie Atkins to jeden z moich ulubionych wokalistów i zawsze, gdy słyszę jego głos to mam ciary. Potrafi odnaleźć się w melodyjnym metalu, hard rocku czy nawet heavy/power metalu. Jak wiemy wciąż walczy z rakiem, ale nie przeszkadza mu to aktywnie tworzyć nową muzykę. Fakt ostatnio album Pretty maids miał miejsce w 2019r, ale były występy w Avatasia były solowe płyty, a teraz przyszedł czas na trzeci album projektu Nordic Union, który współtworzy z Erykiem Martenssonem z Eclipse. Póki co ten projekt wypada znacznie lepiej niż ostatnie płyty pretty maids. Najnowszy krążek zatytułowany "animalistic" to świetny tego przykład.


Debiut był bardzo przebojowy i pełen ciekawych melodii. Drugi krążek Nordic Union był nieco słabszy, a "animalistic" to kopalnia hitów i powrót do wysokiego poziomu z debiutu. Wiadomo, Ronnie niczym jak wino. Im starszy tym jego głos jeszce bardziej niszczy. Czysty fenomen. Pomijam kwestie gwiazd i ich statusu. Tu po prostu mamy świetnie skrojony materiał. Dynamiczny, przebojowy i urozmaicony. Balansują na pograniczu hard rocka i melodyjnego metalu, momentami nawet ocierając się o power metal.Wszystko zagrane z dbałością o detale. Nie ma chybionych motywów czy wypełniaczy. Od początku do końca płyta pozytywnie zaskakuje. Klimatyczna okładka i soczyste brzmienie też robią niezłą robotę. 


Takie echa power metalu można wyłapać w otwierającym "on this day i fight". Jest energia, pazur, echa pretty maids, a nawet takiego Masterplan. Prawdziwy killer i jedne z najcięższych kawałków Nordic union. Hiciorów nie brakuje i taki melodyjny "in every waking hour" to idealny tego przykład. Partie gitarowe wciągają i zapadają w pamięci. Co za perełka. Nutka nowoczesności, hard rockowego pazura mamy w marszowym "if i coupe fly". Znów świetny refren i bujająca melodia. Majstersztyk. Wokal Ronniego oczarowuje nas w pięknej balladzie "Riot". Singlowy "This means war" to kolejny killer z mocnym riffem  i wyraźnymi wpływami Pretty maids. Brzmi to świeżo i zarazem mocno. Ronnie przeżywa drugą młodość. "Scream" to kolejny bardzo chwytliwy kawałek, który zachwyca prostym motywem i przebojowym refrenem. Idealny na koncert to na pewno. Tytułowy utwór "animalistic" również sprawdza się w roli hiciora. Niezwykle energiczny i zapadający w głowie kawałek. Rozpędzony "wildfire" przypomina stare dobre czasy Pretty maids i również tutaj można doszukać się patentów power metalowych. Refren po prostu niszczy. Bardziej komercyjny jest "last Man Alive" który troszkę odstaje od reszty. Całość wieńczy kolejny killer jakim jest "King for a day".


Liczyłem na udany album, a i tak Nordic union mnie pozytywnie zaskoczył. Prawdziwa perełka i jedna z najlepszych płyt z Ronnie Atkinsem w roli głównej. Majstersztyk w swojej kategorii. Na takie.plyty warto czekać i mam nadzieję że na tym nie skończy się przygoda z Nordic Union.


Ocena: 9.5/10

sobota, 27 października 2018

NORDIC UNION - Second Coming (2018)

Ronnie Atkins i Eric Martensson powracają z drugim albumem pod szyldem Nordic union. Dwa lata temu kompozytor, gitarzysta znany z Eclipse i wokalista Pretty Maids połączyli siły w projekcie, który skupiał się na graniu melodyjnego metalu z domieszką hard rocka. Mając w składzie dwóch tak znakomitych muzyków to można było spodziewać się naprawdę udanego albumu. Tak też było z debiutem. Jak wygląda sprawa z "Second Coming"? Czy udało się utrzymać wysoki poziom z poprzedniego wydawnictwa?

Drugi raz to samo już tak nie rajcuje i nie daje już tyle radości. Jest dalej ta sama stylistyka i ta sama formuła jeśli chodzi o komponowanie. Brakuje już nieco kopa i tego pazura. Jednak mimo tych wad nie ma mowy o słabym albumie. Mamy wciąż bardzo dobry hard rock/heavy metal, który może się podobać.  Ten projekt póki co wypada lepiej niż ostatnie dzieła Pretty Maids i to już dobrze świadczy o zawartości. Sam otwieracz "My fear and my faith" pokazuje, że Eric i Ronnie kontynuują to co prezentowali na "Nordic Union". Mocny hard rockowy "Because of us"  to kolejny solidny kawałek, choć słychać już bardziej komercyjny wydźwięk.  Dalej mamy  chwytliwy "Walk me through the fire", który brzmi niczym brak bliźniak "No surrender" Judas Priest. Jednym z moich faworytów jest mocny i zadziorny "the final war", który pokazuje heavy metalowe oblicze tego projektu. Na pewno do albumu wiele nie wnoszą nijakie rockowe kawałki typu "die together". Całość zamyka równie spokojny "Outrun You".

"Second Coming" to solidne hard rockowe granie, ale już bez fajerwerków . Brakuje wyrazistych riffów i mocnych przebojów. Płyta to posłuchania i raczej zapomnienia, a szkoda bo jedynka była znakomita.

Ocena: 5.5/10

sobota, 9 stycznia 2016

NORDIC UNION - Nordic Union (2016)

Żyjemy w czasach że nie ma żadnych granic i łatwo muzykom nawiązać współpracę i stworzyć jakiś ciekawy projekt muzyczny będący odskocznią od macierzystych kapel. Napotykamy wiele super zespołów i ciekawych projektów, które pozwalają zobaczyć nam naszych idoli w nowych odsłonach. Nordic Union to projekt muzyczny powołany do życia przez duńskiego wokalistę Ronnie Atkinsa znanego z Pretty Maids i szwedzkiego gitarzystę i kompozytora Erika Martnesonna, który dał się bliżej poznać w Eclipse. Owocem tej współpracy jest debiutancki album „Nordic Union”, który premierę ma 29 stycznia tego roku. Może i ja popadam w herezję, ale w końcu doczekałem się płyty z udziałem Ronnie Atkinsa, który przywołuje jego klasyczne albumy w postaci „Future World” czy „Red Hot and heavy”, a jednocześnie daje posmak świeżości.

Rzeczywiście tak jest. Płyta jest przebojowa i klimatyczna. Ma w sobie sporo z dynamiki wykreowanej na Avantasii, bo przecież Ronnie i tam się pojawił. Przyniósł też energiczny i melodyjny hard'n heavy znany nam z płyt Pretty Maids. Mamy więc ciekawą mieszankę hard rocka, melodyjnego metalu i heavy metalu. Wszystko jest zagrane z polotem i pasją. Ronnie brzmi świetnie i jego forma wokalna imponuje. Jest jak wino im starszy tym lepszy. Dzięki Erikowi album zyskuje niezwykłej techniki i przebojowości. Jego partie zagrane są z taką lekkością i niezwykłą przebojowością, tego gdzieś mi brakowało na ostatnich płytach Pretty Maids. Dodatkowo mamy więcej przebojów, więcej popisów gitarowych i większy wachlarz różnorodności. A najciekawsze jest to że i killerów nie brakuje. Dawno nie słyszałem tak poukładanej i wciągającej płyty z kręgu hard rocka. Panowie mogą być zadowoleni z ostatecznego efektu. Zresztą już sama okładka w stylu okładek płyt Jorna intryguje i zachęca by sięgnąć po ten album.

Zaczyna się mocnym akcentem bo „The War Has begun” to kwintesencja melodyjnego metalu czy hard'n heavy. Mocny i wyrazisty riff, który porywa swoją prostotą i pomysłowością. Jest mieszanka Jorna, Pretty Maids i Avantasia. Nie wiedziałem, że w dzisiejszych czasach można tworzyć jeszcze takie proste i chwytliwe przeboje i to bez żadnych sztuczek. „Hypocrisy” to już ukłon w stronę progresywności i nowoczesności. Tutaj Erik pokazuje, że potrafi być elastyczny i nie lubi trzymać się kurczowo jednego motywu. „Wide Awake” to może nieco komercyjny kawałek, ale tak został skonstruowany że i z niego bije moc. Hit goni hit, a to dopiero początek. Ronnie potrafi zbudować emocje i wzruszyć swoją manierą i świetnie odzwierciedla to romantyczny „Every Heartbeat”. Płyta jest wypełniona pomysłowymi riffami i dlatego słucha się tego z takimi wypiekami. Taki „When Death is calling” czy „21 guns” niszczą swoją dynamiką i przebojowością. Pretty Maids dawno tak nie grało. Nutka tajemniczości i dobrze wprowadzone klawisze czynią „falling” kolejnym utworem przesyconym Pretty Maids. Końcówka płyty jest również emocjonująca. Mamy petardę w postaci „The other Side” i nieco power metalowy „Point of no return”, które są świetną mieszanką najlepszego okresu Pretty Maids i ostatnich dokonań Avantasia. Ja to kupuje i właśnie na takim album czekałem od dawna. Drugim bardziej spokojnym utworem na płycie jest „True love awaits You”. Trzeba przyznać, że panowie radzą sobie z balladami. Na koniec oczywiście kolejny znakomity przebój z duchem Def Leppard czyli „Go”.

Ronnie Atkins to legenda i pamiętamy go dzięki płytom Pretty Maids, a ostatnio świetnie sprawdza się w Avantasia. Jednak dawno nie wydał nic na miarę swojego talentu. Nordic Union przerywa złą passę i dorównuje klasycznym albumom z Ronnie Atkinsem. Wieki czekaliśmy na taki album w stylu Pretty Maids. Dawno nie było tak dobrze wyważonego albumu z muzyką hard rockową. Perfekcja i mam nadzieję, że na jednym albumie się nie skończy przygoda Erika i Ronniego.

Ocena: 10/10