Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paradox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paradox. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 lipca 2025

PARADOX -Mysterium (2025)


 44 lata działalności, 9 albumów i wierna rzesza fanów. Niemiecki Paradox to dobrze znana marka wśród maniaków speed/thrash metalu z domieszką power metalu. Na swoim koncie mają kilka znakomitych płyt, takich jak Heresy czy Pangea. Teraz Charly Steinhauer powraca z nowym krążkiem zatytułowanym Mysterium, którego premiera zaplanowana jest na 26 września 2025 roku nakładem High Roller Records.


Choć niegdyś Paradox był pełnoprawnym zespołem, dziś to właściwie jednoosobowy projekt – za wszystko odpowiada Steinhauer. Trudno jednak mówić tu o jakimkolwiek problemie, ponieważ Charly to muzyk wszechstronny i utalentowany. Na Mysterium serwuje słuchaczom charyzmatyczne partie wokalne, ciekawe melodie i wyraziste motywy gitarowe, dzięki czemu naprawdę nie ma powodów do narzekań.


Pod względem jakości to zdecydowanie krok naprzód w porównaniu z Heresy II – śmiało można stwierdzić, że to jeden z najlepszych albumów w dorobku Paradox. Na wyróżnienie zasługuje również klimatyczna okładka oraz potężne, selektywne brzmienie, które dodaje całemu materiałowi siły i wyrazistości. Sama grafika idealnie wpisuje się w estetykę zespołu, ale jak zawsze – najważniejsza jest muzyka.


Album zawiera 11 utworów. Już otwierający go, rozpędzony "Kholat", pokazuje geniusz Charliego – agresywny riff, szybkie tempo i bezkompromisowa energia czynią z niego jeden z najmocniejszych punktów płyty. Taki Paradox uwielbiamy!


Kolejny mocny akcent to rozbudowany, pełen nieoczywistych rozwiązań "Abyss of Pain and Fear" – siedem minut doskonale wyważonej mieszanki thrashu i power metalu, które mijają w mgnieniu oka.


Dalej robi się jeszcze ciekawiej – progresywny i zróżnicowany "Those Who Resist", brutalny "One Way Ticket to Die", który doskonale oddaje ducha niemieckiego thrashu, czy kolejny energetyczny cios – "Fragrance of Violence" – to numery, które aż kipią od metalowej pasji i technicznej precyzji.


Tytułowy "Mysterium" wyróżnia się atmosferą i kompozycyjną finezją, a "The Demon God" to kolejna bezlitosna thrashowa petarda, która nie pozostawia miejsca na wytchnienie.


Całość wieńczy melodyjny, pełen detali "Within the Realms of Grey" – doskonałe zakończenie intensywnej, przemyślanej podróży przez świat Paradox.


Zespół – a właściwie Charly Steinhauer – powraca w wielkim stylu z albumem godnym swojej legendy. Mysterium to potężna dawka thrashu, podlana heavy/power metalowym sosem, pełna znakomitych kompozycji i muzycznego ognia. Bez wątpienia jedna z najciekawszych płyt w ich dorobku – warto czekać na premierę!


Ocena: 9/10

piątek, 3 września 2021

PARADOX - Heresy II : End of a Legend (2021)

Zdarzało się nie raz, że dana kapela postanowiła nagrać kontynuację swojego klasyka. Zazwyczaj dana  płyta ponosiła klęskę, a fani tylko narzekali jak tak można. Niemiecki Paradox, który gra mieszankę heavy/speed/thrash metalu postanowił nagrać kontynuację "Heresy' z 1990r. Czy druga część zatytułowana "Heresy II: End of a legend" ma szansę zagościć w sercach fanów tej grupy?

Do składu wrócił basista Olly Keller oraz gitarzysta Christian Munzner, ale to wciąż Charly Steinhauer rozdaje karty. To on napędza ten band i przesądza o jego brzmieniu i jakości. Cieszy fakt, że band dalej gra mieszankę heavy/power/thrash metalu. Czuć tutaj niemiecką precyzję i toporność. Nie brakuje też agresjii i melodyjności i w zasadzie dostajemy typowy album Paradox. Nie jest to ich najlepszy album i daleko do klasyki, ale wstydu nie przynosi. Jest tu wszystko do czego nas przyzwyczaili, a wokal Charliego nic nie stracił na atrakcyjności. 

Wiecie jaki mam problem z nowym albumem? Jest dla mnie za długi, bo 75 minut tego typu muzyki musi trzymać wysoki poziom, a tu czasami wkrada się nuda i monotonność. Ciekawie zaczyna się otwieracz "Escape from the burning" i choć utwór jest rozbudowany to zachwyca dynamiką, agresją i przebojowością. Taki właśnie Paradox kocham i to jest właśnie to. Dobrze wypada thrash metalowy killer w postaci "mountain and caves". Mocny riff i odpowiednią szybkość to atuty tego kawałka.  Techniczne granie dostajemy w "the visitors". Charly i Christian dają czadu i tylko potwierdzają że dogadują się i jest tego efekt.  Kolejny rozbudowany utwór to "Journey Into fear" który utrzymany jest w bardziej w heavy metalowej stylistyce. Minus tylko taki, że trochę za długi. Nuda wkrada się w 9 minutowym " a meeting of a minds". Co za dużo to nie zdrowo. Z tych kolosów najlepiej prezentuje się energiczny  " the great denial". Jest też kilke wypelniaczy i nie trafionych rozwiązań, przez co płyta traci na wartości. 

Materiał może nie jest zły, ale jest przerost formy nad treścią. Za dużo kolosów, za długi materiał i za mało konkretów. To po prostu kolejna płyta Paradox i nic poza tym. Szkoda. 

Ocena: 6.5/10
 

wtorek, 11 października 2016

PARADOX - Pangea (2016)

30 lat już działa niemiecki band o nazwie Paradox i trzeba przyznać, że mieli ogromny wpływ na takie gatunki jak power/thrash czy właśnie speed metal. Ukształtowali swój własny styl i pokazali jak można znakomicie łączyć te trzy różne gatunki metalowe. Szybko zdobyli sławę i uzyskali status kultowego. To wszystko kosztowało ich ogromnego wysiłku, poświęcenia i ciężkiej pracy. Przetrwali wiele ciężkich momentów i można to uświadczyć patrząc na zmieniający się skład zespołu i liczne perturbacje, które napotykali. Ze starego składu został założyciel zespołu, czyli Charly Steinhauer. Jego specyficzny wokal, a także ciekawe i pomysłowe zagrywki gitarowe stały się znakiem rozpoznawczym Paradox. To on stał się ostoją zespołu i to dzięki niemu mamy taki ładny jubileusz. Zespół postanowił darować sobie zbędnie komplikacje typu best of i postawili na wydanie 7 albumu studyjnego. „Pangea” to świetna kontynuacja „Tales of Weird” i jeden z najlepszych dzieł Paradox.

Choć skład daleki od klasycznego, choć wiele lat minęło od pierwszych płyt, choć zespół miał wiele kłopotów po drodze, to jednak udało się pokonać wszelkie przeciwności i nagrać album w stu procentach w stylu Paradox, a jednocześnie świeży i pomysłowy. Paradox na nowo definiuje swój styl, w którym słychać klasyczne elementy, słychać patenty charakterystyczne dla thrash/power/heavy metal czy też właśnie speed metalu. Zespół ładnie łączy te elementy, dodając sporo agresji i przebojowości. Soczyste brzmienie podkreśla popisy gitarowe Gusa i Charliego, a także dynamiczną sekcję rytmiczną. Nowy album niszczy swoją energią i przebojowością. Dawno Paradox nie stworzył tyle hitów, tyle petard na jednej sesji. To tylko pokazuje w jakiej formie jest zespół i jak świetny album nagrali. Mamy tutaj wszystko. Zaczyna się klimatycznie i akustyczne partie gitarowe budują napięcie w otwierającym „Apophis”. Utwór szybko nabiera na szybkości i agresji. Dostajemy petardę w speed / thrash metalowym klimacie. Jeszcze więcej brutalności i energii mamy w rozpędzonym „Raptor”, który przemyca elementy power metalowe. Kolejny mocny punkt tej płyty. Dalej mamy równie udany i żywiołowy „The Ranging Planet”, który pokazuje, że Paradox jest w formie. Jednym z najostrzejszych utworów na płycie jest „Ballot or Bullet”, który najlepiej identyfikuje styl Paradox oraz to co nazywamy niemieckim thrash metalem. Miłe nawiązanie do takich bandów jak Sodom, Destruction czy Kreator. „Manhunt” jest bardziej rozbudowany i bardziej złożony w swojej formule. Tutaj zespół stara się wtrącić różne motywy i zadbać o różne tempa. Bardziej techniczny charakter dodaje uroku i zbliża Paradox do ostatniej płyty Megadeth. Mocna rzecz i można tylko być w szoku, że Paradox dostarcza nam tylu killerów naraz. Bardziej heavy metalowy i stonowany „Cheat & Pretend” pozwalają złapać tchu i są dowodem, że Paradox potrafi urozmaicić swój materiał. Tytułowy „Pangea” to również bardziej thrash metalowe łojenie i nacisk na agresję. Bez wątpienia oddaje to co najlepsze w tej płycie i muzyce niemieckiej formacji. Kolejnym zaskoczeniem jest nieco balladowy „Vale of Tears” i sporo dzieje się w tej kompozycji. Na sam koniec mamy równie energiczny i nieco progresywny „El Muerte”, który dobrze podsumowuje ten album.


30 lat to kawał czasu i wiele może się przez ten czas wydarzyć. Wiele zespół nie może się pochwalić takim jubileuszem i taką bogatą dyskografią. Może to tylko 7 albumów, ale każdy z nich to prawdziwa frajda dla maniaków speed/thrash metalu. „Pangea” idealnie podsumowuje lata pracy Paradox, ich styl i jakość. To band, który przeżywa swoją drugą młodość i nic tylko czekać na kolejne takie albumy jak „Pangea”. Przebojowość + agresja + szybkość = „Pangea” i to jest fakt.

Ocena: 9.5/10

środa, 19 grudnia 2012

PARADOX - Tales Of The Weird (2012)

Granica między współczesnym thrash metalem i power metalem zaciera się dość często i nasuwają się tutaj takie tegoroczne kapele jak KREATOR, 3 INCHES OF BLOOD czy też w końcu PARADOX, który właśnie wydał swój nowy album „Tales Of The Weird” będący 6 studyjnym krążkiem. To jest bardzo dobry przykład albumu, gdzie zespół stylistycznie balansuje na granicy thrash metalu i power metalu, przemycając elementy takich kapel jak DEATHROW, SCANNER, VENDETTA czy też DESTRUCTION. Czy zespół w odmienionym składzie jest wstanie nagrać dzieło, który wzbudzi pozytywne emocje?

PARADOX został założony w 1986 r i kapela w latach 80 nagrała dwa solidne albumy, jednak potem kapela się rozpadła i wrócili dopiero w 2000 roku i tak do dzisiaj zajmują ważne miejsce na rynku muzycznym jako kapela, która gra solidny heavy/power metal jednak dwa ostatnie albumy były tylko dobre i brakowało przede wszystkim ognia, czy też ciekawych pomysłów. Wokal był wymęczony, a partie gitarowe takie bez przekonania, bez mocy, bez wyrazu. Może i było to solidne i słuchalne, to jednak nie było to granie, które byłoby warte odświeżania i wracania do niego. Brakowało mi przebojowości, dynamiki, pazura, który jest charakterystyczny dla thrash metalu oraz melodyjności i przebojowości godnej power metalu. Dopiero nowy album w postaci „Tales Of the weird” dostarczył mi w pełni tego czego od dawna oczekiwałem od tego zespołu. Co takiego się stało, że zespół w końcu nagrał dopieszczony album pod względem wizualnym, technicznym, czy kompozytorskim? Duża w tym zasługa nieco zmienionego składu gdzie pojawił się nowy perkusista Daniel Budd i doświadczony w bojach gitarzysta Christian Munzer, który znany jest choćby z takich bandów jak MAJESTY czy CIVILIZATION ONE. To dzięki nim muzyka PARADOX nabrała świeżości, jakby więcej mocy, zadziorności i wszystko nabrało zupełnie innego wymiaru. Brzmienie mocne, takie dość nowoczesne, ale w zupełności oddające charakter kompozycji, czy też styl zespołu, co wcześniej było raczej nieudaną próbą wykreowania czegoś takiego. Lider zespołu Charly zalicza wzrost formy co zresztą słychać po tym jak śpiewa, jakie partie wygrywa w duecie z Christianem i ta współpraca między nimi układa się wyśmienicie. W końcu są jakieś przemyślane, dobrze rozplanowane motywy, w końcu wszystko trzyma się kupy i jest energiczne i przesiąknięte thrash metalem i co ciekawe wszystko jest bardziej przystępne, łatwiejsze w odbiorze. Te elementy wcześniej tak niebyły zadbane, nie trzymały takiego wysokiego poziomu jak tutaj na nowym albumie i słychać, że zespół się odrodził dorobił się własnego stylu i pewnej renomy.

Największe zmiany słychać oczywiście w samych kompozycjach, które w porównaniu z poprzednimi dziełami są o wiele ciekawsze dla potencjalnego słuchacza. Więcej ostrych, zadziornych riffów, więcej dynamiki, więcej thrash metalu, a także więcej przebojowości. Album jest w miarę zróżnicowanym, bo występują tutaj aż 3 bardziej rozbudowane utwory, które przekraczają czas 6 minut. W tej kategorii mamy otwierający album „Tales Of The Weird”, który jest pełen urozmaiceń zwolnień, czy przyspieszeń i dzieje się tutaj sporo i co ciekawe utwór nie przynudza, nie przytłacza swoją rozbudowaną formą, a długie, rozwinięte solówki są tutaj dużą atrakcją. „Fragile Allegiance” już nieco wolniejszy, bardziej stonowany i z pewnością nieco za bardzo przekombinowany, przez co traci na mocy i gdzieś tam zaliczam go do słabszych utworów. Trzecim kolosem jest melodyjny, zadziorny „Brainshwed” który jest petardą z prawdziwego zdarzenia, w dodatku rasowym przebojem. Nie brakuje oczywiście mocnych, energicznych kompozycji, gdzie króluje thrash metal i świetnie to odzwierciedla szybki „Day Of Judgment” , czy też melodyjny „Brutalized”. Bardzo przypadł mi do gustu żywiołowy, nieco złowieszczy „Escalation” z bardzo mocnym motywem, który łatwo wpada w ucho i nie wiem czy nie jest to mój ulubiony kawałek z tej płyty. Nie pasuje mi do całości instrumentalny „Zeitgeist”, który swoją formą i wykonaniem bardziej prezentuje się jako wypełniacz. Na koniec warto wspomnieć o „The Downward Spiral” , który jest najbrutalniejszym utworem na płycie oraz o coverze RAINBOW , a mianowicie „A Light In Black”, który wypadł naprawdę przyzwoicie.

Kto by się spodziewał, że kapela którą zapewne nie jeden słuchacz już dawno temu skreślił nagra album naprawdę solidny, energiczny, dopieszczony, żywiołowy a do tego z dominowany przez przeboje, które zapadają w pamięci. Wyższa forma muzyków, zmieniony skład dały efekt w postaci jednego z najlepszych albumów tej niemieckiej formacji. Album naprawdę godny przesłuchania i polecania znajomym. Dla fanów thrash metalu i power metalu pozycja obowiązkowa. Miłe zaskoczenie pod koniec roku 2012.

Ocena: 8.5/10