czwartek, 29 października 2026

FORBIDDEN - Forbidden (2026)


 Są zespoły, które po długiej przerwie wracają wyłącznie po to, by przypomnieć o swojej dawnej chwale. Są też takie, które mimo upływu lat wciąż mają coś do udowodnienia i nie zamierzają odcinać kuponów od przeszłości. Właśnie do tej drugiej kategorii należy amerykański Forbidden, który w 2026 roku powraca z albumem zatytułowanym po prostu „Forbidden”. To pierwsza studyjna płyta grupy od wydanego w 2010 roku „Omega Wave” i jednocześnie odważne otwarcie nowego rozdziału w historii zespołu. Album ukazał się 23 października nakładem BLKIIBLK.  Ten album potwierdza, że ten powrót po latach miał sens, a band mimo zmian personalnych ma sporo do powiedzenia. Płyta skierowana do  fanów exodus, czy testament.

Forbidden od zawsze należał do tych formacji, które w thrash metalu szukały czegoś więcej niż tylko szybkości, agresji i bezlitosnego ataku gitar. Oczywiście, fundamentem pozostaje klasyczne brzmienie amerykańskiej szkoły, ale równie ważne są tutaj technika, rozbudowane kompozycje, nieoczywiste rozwiązania i umiejętne łączenie brutalności z melodią. Nowy album potwierdza, że Craig Locicero i jego koledzy nie zamierzają zamykać się w nostalgicznej kapsule z końca lat 80. To jest właśnie atut nowej płyty.  Jest hołd dla wcześniejszych płyt i jednocześnie powiew świeżości. Brzmi to naprawdę bardzo dobrze.

Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to powrót w klasycznym składzie. Za mikrofonem stoi Norman Skinner, na gitarze obok Locicero gra Jeremy Von Epp, sekcję rytmiczną tworzą basista Matt Camacho i perkusista Chris Kontos. To właśnie ten skład odpowiada za nowe oblicze Forbidden. Z klasycznego składu został Craig i Matt. Nowe nabytki wpasowały się w styl grupy i przywrócili ten band do życia. 

Już otwierający „Single Point Failure” pokazuje, że Amerykanie nie zapomnieli, jak pisać rasowe thrashmetalowe kompozycje. Jest szybko, technicznie i agresywnie, a gitarowe pojedynki przypominają, dlaczego Forbidden od lat cieszy się uznaniem fanów bardziej wyrafinowanej odmiany gatunku. Norman Skinner prezentuje szeroki wachlarz możliwości wokalnych, choć jego styl różni się od charakterystycznego śpiewu Russa Andersona. Jednak początek jest  obiecujący.

Burning The Lungs Of Earth” to kolejny mocny punkt programu. Pędzące riffy, rozbudowane partie instrumentalne i tekstowa refleksja nad niszczeniem planety tworzą kompozycję, która łączy klasyczną thrashową energię z bardziej współczesnym podejściem do aranżacji. Jest melodyjnie i z nutką heavy/speed metalowej motoryki.  To kolejny killer na płycie. 

DCLXVI” zwalnia, stawia na cięższy, niemal doomowy klimat i pokazuje mroczniejszą stronę zespołu. Z kolei „Psyclops” opiera się na masywnym basie, gęstym riffowaniu i hipnotycznym rytmie. Nie jest to thrash nastawiony wyłącznie na zawrotną prędkość, lecz muzyka, która potrafi przygnieść ciężarem. To tylko pokazuje, że band stawia na urozmaicenie. To akurat nieco słabszy moment płyty. 

Jednym z najbardziej zaskakujących momentów jest „Jisei”. Zamiast kolejnego gitarowego ataku dostajemy bardziej nastrojową, niemal balladową kompozycję. To odważne rozwiązanie, chociaż nie każdemu przypadnie do gustu. Podobnie jest z „Sycophantasy”, w którym gościnnie pojawia się Brann Dailor z Mastodon. Utwór wyróżnia się ciężkim pulsem i bardziej industrialnym charakterem.

Na szczególną uwagę zasługują również agresywny  „Mutually Assured Dysfunction” oraz rozpędzony „The Burden”. Pierwszy to prawdziwy pokaz siły zespołu, z dynamiczną sekcją rytmiczną i bezkompromisowym riffowaniem. Drugi umiejętnie łączy agresję z melodyjnymi partiami gitarowymi. „Sol Grave” pokazuje natomiast, że muzycy potrafią budować napięcie bez nieustannego przyspieszania.Całość zamyka „Flower Of Life (Chaos By Design)”, trwający niemal dziesięć minut rozbudowany finał.

Forbidden przypomina, że prawdziwy thrash metal nie musi być muzealnym eksponatem. Może być agresywny, techniczny, melodyjny i jednocześnie poszukiwać nowych środków wyrazu. Ta płyta nie jest pozbawiona słabszych momentów, ale pokazuje, że legenda Bay Area wciąż ma coś do powiedzenia. Płyta na pewno godna uwagi dla fanów thrash metalu.

Ocena : 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz