Największą zaletą „Beyond Spacetime” jest umiejętne połączenie galopujących gitar, melodyjnych refrenów, neoklasycznych ozdobników oraz bardziej progresywnych fragmentów. Zespół nie rezygnuje ze swoich power metalowych korzeni, ale stara się nadać kompozycjom bardziej rozbudowany charakter. Słychać nacisk na technikę, monumentalne partie wokalne i aranżacje, które nie zawsze podążają najprostszą drogą do refrenu. Band ma pomysł na siebie i jest w tym potencjał.
Wśród potencjalnych punktów odniesienia można wymienić Stratovarius, Theocracy czy Primal Fear, choć Signum Regis zachowuje własną tożsamość. To muzyka dla fanów europejskiego power metalu, którzy lubią zarówno prędkość, jak i bardziej wyszukane rozwiązania instrumentalne.
Nie wszystko jednak działa idealnie. Rozbudowane aranżacje bywają przeładowane, a częsta zmiana wokalistów może sprawiać wrażenie, że słuchamy kilku różnych odsłon zespołu zamiast jednej konsekwentnej płyty. Czuć brak konsekwencji i dopracowania by powstało coś wielkiego. Niby jest dobrze, ale zabrakło ostatecznego szlifu aby powstało coś wyjątkowego. Wielkie nazwiska i kilka świetnych pomysłów to za mało, żeby powstal album idealny.
Nowy album zawiera 51 minut muzyki rozpisanej na 13 kompozycji. Na pierwszy ogień idzie bardzo udany "Time to pay"".Mocne otwarcie z Timem „Ripperem” Owensem za mikrofonem. Jego charakterystyczny, wysoki i agresywny głos idealnie pasuje do szybkiego power metalu. To utwór, który od początku ustawia wysoko poprzeczkę pod względem energii. Dalej jest "back to zero" , o nieco hard rockowym zacięciu. To bardziej wyważona kompozycja, w której istotną rolę odgrywa chwytliwy refren. Zamiast nieustannego pędu dostajemy nieco więcej przestrzeni dla melodii.
Jednym z moich ulubionych utworów na płycie jest " Free again" i szkoda że cała album nie ma takiej energii i świeżości. Powrót do szybszego tempa i klasycznej power metalowej energii. Jota Fortinho wnosi inną barwę niż Owens, a łagodniejsze linie melodyczne refrenu kontrastują z mocniejszym instrumentalnym podkładem. W końcu dostajemy power metal wysokich lotów. Trochę słabszy jest bardziej progresywny "Throne of gold" który nie wywołuje już takich emocji.
Band wraca na właściwe tory przy okazji rozpędzonego "Beyond spacetime". Utwór tytułowy rozwija kosmiczny, podniosły charakter albumu. To właśnie tutaj najbardziej pasuje skojarzenie z melodyjnym power metalem spod znaku Stratovarius: szybkie partie, przestrzenne melodie i bazowanie na klasycznych patentach. Oj przypominają się złote lata 90. Z kolei więcej progresji i nowoczesnych ozdobników znajdziemy w "Into the rabbit hole". Kolejny mocny punkt płycie to oldscholowy "demon lord", który w pełni oddaje charakter zespołu i piękno power metalu. Band próbuje nieco na siłę tworzyć bardziej progresywne kompozycje i to pokazuje "morning dawn".Rozbudowana kompozycja, w której kontrastują szybsze fragmenty i spokojniejsze melodie. Ralf Scheepers wnosi mocny, rozpoznawalny wokal, a bardziej kręta konstrukcja sprawia, że utwór nie jest wyłącznie kolejnym prostym power metalowym galopem.
Beyond Spacetime” to solidna porcja melodyjnego power metalu, w której nie brakuje kilku ciekawych przebłysków. Niestety, nie wszystkie kompozycje trzymają równy poziom, a całość nie pozostawia po sobie większego niedosytu. Przyzwoity album, ale bez fajerwerków.
Ocena : 6/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz