Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amberian Dawn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amberian Dawn. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2026

AMBERIAN DAWN - Temptation's Gates (2026)


 Po dość zaskakującym epizodzie w postaci albumu poświęconego twórczości , fińska formacja  powraca do autorskiego materiału, jednocześnie otwierając nowy rozdział w swojej historii. „Temptation's Gates” to pierwsza płyta nagrana z nową wokalistką, , która zastąpiła . Ta zmiana personalna okazuje się czymś więcej niż tylko wymianą głosu – wyraźnie wpływa na charakter całego wydawnictwa. To już jedenasty album studyjny Amberian Dawn, który ukazał się 26 czerwca nakładem Napalm Records.

Czas płynie nieubłaganie i trudno uwierzyć, że Amberian Dawn świętuje już 20 lat działalności. Mimo licznych zmian personalnych i długiego stażu na scenie zespół pozostaje wierny swojej muzycznej tożsamości, łącząc symfoniczny heavy metal z elementami power i metalu progresywnego. Nietrudno wychwycić inspiracje twórczością Nightwish,Epica czy Kamelot.. Fińska grupa konsekwentnie stawia na budowanie emocji i atmosfery, które odgrywają tutaj kluczową rolę.

Ma to jednak zarówno zalety, jak i wady. Z jednej strony otrzymujemy muzykę pełną rozmachu i oddziałującą na wyobraźnię słuchacza, z drugiej – momentami brakuje większej dawki energii, metalowego pazura i power metalowej dynamiki. W efekcie album bywa przewidywalny i chwilami sprawia wrażenie zbyt zachowawczego. Na szczęście nowa wokalistka wypada bardzo przekonująco, wnosząc do zespołu świeżość i nową energię. Jej charyzma oraz operowa maniera śpiewu dodają kompozycjom dodatkowego uroku.

Największym atutem albumu pozostaje właśnie Nicole Willerton. Jej głos umiejętnie łączy metalową siłę z popową przebojowością, a miejscami zaskakuje także bardziej agresywną ekspresją. Dzięki temu utwory takie jak „Unchained” czy „Moon” zyskują energię, której momentami brakowało na poprzednich wydawnictwach zespołu. Co ważne, wokalistka nie próbuje kopiować swoich poprzedniczek, lecz nadaje utworom własny charakter i tożsamość.

Pod względem kompozytorskim  pozostaje wierny swojej filozofii tworzenia muzyki. Melodyjne refreny stanowią fundament niemal każdego utworu. Album nie stawia na radykalne eksperymenty, ale skutecznie łączy power metalową przebojowość z symfonicznym rozmachem. Słychać również subtelne echa bardziej popowych inspiracji z poprzedniego etapu działalności zespołu, choć tym razem zostały one wplecione w materiał znacznie naturalniej i nie dominują całości. Seppälä wciąż potrafi tworzyć chwytliwe melodie i interesujące motywy przewodnie, choć nie wszystkie rozwiązania kompozycyjne wypadają równie przekonująco.

Już utwór tytułowy pokazuje, że zespół postawił na nieco cięższe brzmienie. Nadal obecne są charakterystyczne dla Amberian Dawn neoklasyczne partie klawiszy, chwytliwe refreny i symfoniczny rozmach, ale całość brzmi nowocześniej i bardziej gitarowo. Produkcja jest pełna, selektywna i dopracowana, dzięki czemu nawet najbardziej rozbudowane aranżacje zachowują przejrzystość. Kompozycja emanuje energią i doskonale oddaje power metalowy charakter zespołu. To bez wątpienia jeden z najmocniejszych punktów albumu. Szkoda jedynie, że podobnie intensywnych momentów jest tutaj stosunkowo niewiele.

The Vision of Dreaming” to z kolei bardzo udany i wyjątkowo przebojowy utwór. Zespół od lat udowadnia, że ma talent do tworzenia lekkich, melodyjnych i nastrojowych kompozycji. Elementy progresywne dochodzą do głosu w zadziornym „Moon”, który zachowuje wyraźny power metalowy charakter. „Unchained” próbuje natomiast zabrzmieć bardziej nowocześnie i mrocznie, choć akurat ten kierunek nie do końca mnie przekonuje. Na uwagę zasługuje również melodyjny i energiczny „Eternal Flame”, w którym można odnaleźć wyraźne wpływy neoklasyczne.

Niestety, w dalszej części albumu pojawia się coraz więcej mniej trafionych pomysłów. Pod koniec materiał zaczyna tracić impet i nużyć swoją formułą. Kilka kompozycji sprawia wrażenie wypełniaczy, którym brakuje wyrazistych melodii i zapadających w pamięć momentów.

„Temptation's Gates” nie rewolucjonizuje symfonicznego metalu, ale stanowi całkiem udany restart dla Amberian Dawn. Album przypomina o największych atutach zespołu – melodyjności, bogatych aranżacjach i umiejętności tworzenia chwytliwych utworów – jednocześnie otwierając nowy rozdział z Nicole Willerton za mikrofonem. Szkoda jednak, że materiał jest nierówny i momentami zbyt zachowawczy oraz nastawiony na komercyjną przystępność. Obok kilku bardzo udanych kompozycji pojawiają się słabsze fragmenty, które wyraźnie obniżają ogólny poziom wydawnictwa. W rezultacie pozostaje pewien niedosyt, a album, mimo swoich mocnych stron, trudno uznać za w pełni satysfakcjonujący.

Ocena: 5/10

poniedziałek, 3 lutego 2020

AMBERIAN DAWN - Looking For You (2020)

Fiński Amberian Dawn żyje troszkę w cieniu Nightwish. Obie kapele reprezentują ten sam kraj i grają ten sam typ muzyki. Różnica tkwi w tym, że Nightwish nagrał kilka albumów z górnej półki i wyznaczył pewne trendy. Amberian Dawn kopiuje Nightwish i robi to trochę nie udolnie. Poza tym Amberian Dawn ma bardziej popowy wydźwięk. Najnowsze dzieło tej formacji zatytułowane "Looking for You" nic nie zmienia w tej kwestii. Dla fanów Amberian Dawn to dobra informacja, a dla pozostałych słuchaczy już niekoniecznie.

Moją uwagę przyciągnęła okładka, która nawiązuje do klimatów s-f. Kocham taki klimat i do tego robot w roli głównej. Brzmienie to kolejny aspekt, który dobrze się prezentuje. Jest krystalicznie czyste i znakomicie współgra z popowym wokalem Capri.  Jej wokal jest uroczy, ale jakoś nie pasuje mi do metalu. W klimatach popowych i takich radiowych wypada idealnie. Pod względem melodii rodem z twórczości Abba to album wypada znakomicie. Mamy bowiem przebojowy otwieracz "United" czy chwytliwy "Eternal Fire Burning". Oba kawałki może i mało metalowe, ale bardzo szybko zapadają w pamięci. Tytułowy "Looking for You" trąci disco z lat 80 i komercja bierze tutaj górę. Wszędzie gdzieś słychać echa Abby i przykładem tego jest "Two blades" czy "Go for a ride". Ukoronowaniem tych zalotów pod twórczość abby jest cover ich hitu, czyli "Lay all your love on me". Sam cover wypada całkiem nieźle.

Zawsze z ciekawości sięgam po Amberian Dawn, choć wiem że ta kapela nie dostarczy mi emocji, czy utworów, które rzucą na kolana. W kategorii komercyjnego symfonicznego metalu album się sprawdza i ma kilka chwytliwych melodii. Jednak to wciąż muzyka niszowa, która nie porywa i nie rzuci świat na kolana. Płyta skierowana tylko do fanów zespołu.

Ocena: 4,5/10

sobota, 17 lutego 2018

AMBERIAN DAWN - Darkness of eternity (2017)

Okładka najnowszego dzieła fińskiej formacji Amberian Dawn mówi uciekaj i nie sięgaj po ten album. Bije z niej kicz i popowy charakter, co nieco odstrasza. Jednak zespół znam i poprzednie wydawnictwa utkwiły głęboko w pamięci i często się po nie. Znają się na symfonicznym power metalu z domieszką neoklasycznego power metalu, co już dostarcza sporo frajdy słuchaczowi. Muzyki w stylu starego Dark Moor, Nightwish czy Iron Mask są jak najbardziej pożądane. Nowy krążek zatytułowany "Darkness of Eternity" jest typowy dla tej formacji, czyli nie brakuje szybkich galopad, przebojów, chwytliwych melodii i neoklasycznych patentów.  Motorem napędowym zespołu jest bez dwóch zdań wokalistka Capri, która ma nieco operowy wokal, troszkę taki podniosły, co dodaje smaku całości. Z kolei Tuomas i Emil dbają o ciekawe partie gitarowe i mocne doznania. To jak brzmi całość zdradza energiczny "I'm the one", który ukazuje w jak dobrej formie jest zespół. Nie brakuje nutki komercyjności, co potwierdza "Sky is falling" czy spokojny "maybe". Uwagę zwracają bez wątpienia bardziej power metalowe kompozycje typu"Golden Coins", melodyjny "Abyss" czy przebojowy "Ghostwoman". Jak ktoś lubi takie klimaty, ten szybko polubi najnowsze dzieło finów. Nie jest to może album, który podbije notowania roku 2017, ale ma w sobie coś co czyni go klimatycznym i wartym uwagi.

Ocena: 7/10

niedziela, 13 grudnia 2015

AMBERIAN DAWN - Innuendo (2015)

Komercja, duże wpływy popu, rocku czy innych bardziej radiowych gatunków w połączeniu z symfoniką i heavy/power metalem zazwyczaj kończy się katastrofą. Tego typu zespoły nie mają lekkiego życia bo są znienawidzone przez fanów prawdziwego metalu, ale znów cieszą się popularnością wśród młodzieży. Tak w sumie jest też z Fińskim Amberian Dawn, który nie kryje swoich zainteresowań twórczością Nightwish, Epica czy Vision of Atlantis. Grają od 2006 roku i już dorobili się 7 albumów a ich najnowsze dzieło w postaci „Innuendo” umacnia tylko ich pozycję, pokazując jednocześnie że komercja nie oznacza zawsze słaby materiał.

Amberian dawn nigdy nie starał się tworzyć czegoś na siłę i właściwie od samego początku w ich muzyce były elementy popu, rocka, wokalistka zawsze miała słodki i popowy głos, a wszystko wydawało się słodkie. To się nie zmieniło. Jeśli już szukać jakieś różnice, to z pewnością zespół jest dojrzalszy i nie kryje się z tym. Znacznie łatwiej im przychodzi hitów, bez problemu udaje się to wszystko skierować na heavy/power metalowy tor. Mimo popowego głosu Capri, to i tak nowy album jest godzien uwagi dla fanów wszelakiego melodyjnego heavy/power metalu w symfonicznej odmianie. Zaletą jest mocne, soczyste brzmienie, które w połączeniu z partiami gitarowymi Tuomasa i Emila stanowią źródło mocy i podstawowy czynnik atrakcyjności tej płyty. To właśnie te zróżnicowane zagrywki ocierające się o progresywność, a czasami o neoklasyczny power metal sprawiają że płyta zyskuje na mocy i na drapieżności. Nie brakuje szybkich riffów, nie brakuje klimatycznych motywów, czy też bardziej przyjaznych dla miłośników popowych melodii. To wszystko znakomicie tworzy spójną całość. Bardzo dobrze album promował melodyjny, nieco piracki „Fame & Gloria”. Bardzo energiczny i łatwo wpadający w ucho kawałek to udany chwyt by przyciągnąć potencjalnego słuchacza i to zdało swój egzamin. „Ladyhawk” to dobry przykład owego przesiąknięcia pop rockiem i komercją. Zespół często wkracza w świat progresywności co potwierdza taki nieco zakręcony „Innuendo”. Jeśli chodzi o same melodie i formę ich podania to często na myśl przychodzi kultowa Abba. Bardzo dobrze tą cechę oddaje lekki i przyjemny „The Court of Mirror Hall”. Oczywiście Amberian Dawn ma dobre predyspozycje by grać agresywniejszy i bardziej rasowy symfoniczny power metal co potwierdza w rozpędzonym „Rise of The Evil”. Jeżeli już mówi o tych najlepszych kompozycjach to z pewnością godny uwagi jest rozbudowany „Symphony nr 1 part 1 – the witchcraft” czy zamykający „Your Time My time” , które mogą zachwycić nieco baśniowym klimatem.

Zapomnijmy na chwilę o naszych listach najlepszych płyt i zestawieniach roku 2015 bo Amberian Dawn nie ma szans na jaką walkę w tym roku. Jednak nie skreślajmy tej płyty z tego względu że za mało metalu, że za dużo komercji. Nowy album finów na swój sposób jest miły w odsłuchu i potrafi być dobrą odskocznią od rasowych heavy metalowych płyt, które katujemy właściwie na co dzień.

Ocena: 7/10

sobota, 3 marca 2012

AMBERIAN DAWN - Circus Black (2012)


Ci którzy czują niedosyt po ostatnim wyczynie NIGHTWISH mogę z większym entuzjazmem sięgnąć po nowy album AMBERIAN DAWN, który stylistycznie nie odbiega od tego co gra wyżej wspomniany zespół i nawet pochodzą z tego samego kraju, a mianowicie Finlandii. „Circus black” bo tak się nazywa nowy krążek tej formacji i choć nie ma takiego rozmachu i muzycznego przepychu co ostatni album NIGHTWISH to jednak ma to coś czego mi tam brakowało, a mianowicie samego pierwiastka metalu. Tutaj to jest. Zanim jednak zacznę się wgłębiać w sam album warto przybliżyć nieco niektórym czytelnikom sylwetkę samego zespołu. Kapela została założona w 2006 roku z inicjatywy gitarzystę Tuomasa Seppälä i basistę Tommi Kuri. Do tej pory formacja wydała 3 albumy, a „Circus Black” to ich czwarta płyta studyjna i trzeba przyznać, że fanów zespołu ona zadowoli w 100 %, gdyż nie ma tutaj jakiś rewolucji muzycznej, a jedynie umocnienie swojej pozycji jako zespołu grającego symfoniczny power metal. W przeciwieństwie do NIGHTWISH niniejsza kapela dysponuje operową wokalistką w postaci Heidi Parviainen, który dysponuje głosem o szerokiej skali, a w takiej muzyce to jest wręcz wymagane i mile widziane. Tak więc album zjedna sobie fanów Tarjii a także jej ery w NIGHTWISH, gdyż również i tutaj jest bardzo metalowa muzyka, czego mi brakowało na komercyjnym wydawnictwie zespołu. Czego można się spodziewać po „Circus Black”? Przede wszystkim dojrzałości pod względem zarówno technicznym, jak i kompozytorskim. Zdobyte doświadczenie, a także rozwinięte umiejętności muzyków przedłożyły się na sam materiał, który można określić mianem zróżnicowanego i przebojowego.

Już na samą myśl przychodzi NIGHTWISH, czy też VISION OF ATLANTIS kiedy słucha się takiego przebojowego „Circus Black”, który w zupełności oddaje to z czym mamy do czynienia i w jakiej formule trzyma się kapela. Samo wykonanie nadzwyczaj dobre, fakt nieco okrojone z oryginalności i zaskoczenia. Natomiast zespół nadrabia przede wszystkim warsztatem, melodiami i przebojowością. Świetnie dopasowano patenty symfoniczne do rockowego riffu. Poziomem nie odbiega też power metalowy „Cold Kiss” który też przesiąknięty jest nieco mroczniejszym klimatem. Nie wiem czy trafionym pomysłem okazały się tutaj wszelkiego rodzaju zwolnienia. Na szczęście kawałek potrafi zapaść w pamięci a to już coś. Trzeba przyznać, że w stylizacji power metalowej zespół brzmi najlepiej. Dzięki takimi utworami jak rozpędzony „Fight”, melodyjny „Letter” czy też przebojowy „Lily of the Moon” album sporo zyskuje i brzmi bardzo atrakcyjnie. Żeby nie popaść w rutynę zespół czasami stawia na wolniejsze i bardziej klimatyczne motywy tak jak choćby w „Charnel’s Ball” i jest to jedyny kawałek w takiej formie które mi przypadł do gustu. Duża w tym zasługa samego motywu, który jest chwytliwy i taki zapadający w pamięci. W podobnej stylizacji utrzymany jest nieco mniej atrakcyjny „ I share With you this dream” który jak dla mnie zbyt komercyjnie brzmi. Do udanych kompozycji śmiało można zaliczyć za to taki instrumentalny „Rivalry Between Good and Evil”, który w dobrym świetle postawia duet gitarzystów, którzy jak można usłyszeć fascynują się nieco neoklasycznym metalem, co brzmi bardzo dobrze. Ten utwór dowodzi, że muzycy mają umiejętności i wszelkie zarzuty należy kierować w stronę procesu komponowania utworów. Tu właśnie leży problem, bo zespołowi wystarczyło pomysłów na kilka utworów, a reszta niestety nie do końca zachwyca i jest kilka niedociągnięć.

Circus Black” to album kierowany przede wszystkim do fanów symfonicznego power metalu, do tych osób które kiedy usłyszą coś w stylu NIGHTWISH to ślinka cieknie. Album jest łatwy w odbiorze i duża w tym zasługa melodyjnego charakteru materiału. Dla mnie jednak to wciąż tylko średnie granie, momentami nieco wyżej mierzone, ale zbyt wtórne i zbyt mało ambitne. Album dla mało wymagających i wyłącznie na kilka odtworzeń, bez możliwości na dłuższy pobyt w odtwarzaczu.

Ocena: 6/10