Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brainstorm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brainstorm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 stycznia 2025

BRAINSTOM - Plague Of Rats (2025)


 Od czasu wydania "Midnight Ghost" w 2018r niemiecki band o nazwie Brainstorm przeżywa swoją drugą młodość. Band stawia na drapieżność, chwytliwe refreny, mocne riffy i dużą dawkę przebojowości. To coś podobnie jak Mystic Prophecy. Brainstorm nie trzeba nikomu przedstawiać, bo to zasłużona i rozpoznawalna marka. Teraz po 4 latach ciszy kapela powraca z nowym materiałem. "Plague of Rats" będzie miał premierę 28 lutego nakładem Reigning Phoenix Music.

Warto wspomnieć, że w 2024r dołączył do zespołu nowy basista tj  Jim Ramses, ale stylistycznie band dalej gra swoje. Wszystko kręci się wokół dobrze rozegranych partii gitarowych Milana i Torstena, gdzie jest nacisk na zadziorność, nowoczesne brzmienie, a wszystko utrzymane w heavy/power metalowej konwencji. Znajdziemy sporo dobrych melodii, solówek czy riffów i w tej sferze nie ma nudy. Może momentami wdziera się monotonia i można by to bardziej urozmaicić, albo wstawić więcej szybkich killerów. Nie ma co narzekać, bo nie jest źle. Brainstorm znów nagrał godny uwagi album. Jak zwykle swoim głosem niszczy Andy B Franck, który jest motorem napędowym tej formacji i jej znakiem rozpoznawczym. Bez niego to nie byłby ten sam Brainstorm.

Piękna okładka, soczyste brzmienie to dopiero początek dobrych wiadomości. Intro nie wiele zdradza, ale "Beyond Enemy Lines" to rasowy killer i coś dla fanów power metalu spod znaku gamma ray czy Primal Fear. Przewodni motyw sieje zniszczenie i daje nam poczuć potęgę Brainstorm. Można chwalić i chwalić, bo wszystko tutaj zagrało tak jak trzeba. Więcej toporności i niemieckiego heavy metalu uświadczymy w "Garuda" i to całkiem udany utwór, ale do ideału trochę brakuje. Kolejny killer godny pochwały to "False Memories" i to znów power metalowa jazda bez trzymanki. Znajdziemy tu elementy Wizard, Iron Savior czy Paragon. Ostry niczym brzytwa riff, a do tego duża dawka melodyjności. Orientalny motyw w "the Shepherd Girl"  całkiem pomysłowy, ale sam utwór tylko dobry. Zabrakło pomysł na wykończenie tego w pełni. Dalej jest nieco stonowany "Your soul that lingers in me" i to znów słabszy moment na krążku. Gościnny występ zalicza tutaj Elina Sirrala i to też nic nie zmienia. O szybsze bicie serca przyprawia "Masquerade Conspiracy", który znów oddaje to co najlepsze w niemieckim heavy/power metalu, a momentami ocieranie się o thrash metal też jest jak najbardziej na plus. Jeden z najlepszych utworów na płycie i dowód na to, że stać Brainstorm na przejaw geniuszu. Podobne emocje wywołuje " From hell" z gościnnym udziałem Alexem Kullem i uwielbiam jak Brainstorm gra tak agresywnie. Co za moc, co za energia! Znów lekko i troszkę mniej wyraziście jest w "Dark of Night" czy "Crawling". Znacznie ciekawszy jest "Curtains Fall", który wieńczy ten album. To znów mroczniejszy heavy/power metal, do którego przyzwyczaił nas band.

Jest sporo dobrej muzyki, tylko jakoś materiał ma słabsze momenty, przez co zawartość jest troszkę nie równa. Mimo pewnych niedociągnięć, czy wad, to wciąż wysokiej klasy materiał, który zasługuję na uwagę. Brainstorm póki co nie zawodzi i ta marka wciąż ma znaczenie. Warto było czekać 4 lata !

Ocena: 8/10

środa, 18 sierpnia 2021

BRAINSTORM - Wall of Skulls (2021)


 Niemiecka scena metalowa to prawdziwa potęga, zwłaszcza kiedy zagłębimy się w rejony heavy/power metalu. Jest tu sporo gwiazd i sporo wartościowych zespołów, ale znajdą się też takie które grają od lat i jakoś nie mogą przebić się do pierwsze ligi. Mam wrażenie, że taki właśnie los spotkał Brainstorm, którego historia się roku 1989. Niesamowite jest to, że kapela o tak bogatej dyskografii i historii nie jest tak rozpoznawalna jak choćby Primal Fear czy Gamma Ray. Myślę że problem trochę tkwi w tym, że band miewa dobre momenty i wydaje perełki jak "Metus Mortis", "Liquid monster" czy "Downburst", ale wydaje też sporo średnich albumów jak "Memorial Roots". Strasznie nie równy poziom trzyma Brainstorm, przez co szybko tracą fani zainteresowanie takim zespołem. Jednak już "Midnight Ghost" z 2018r pokazał, że kapela potrafi grać heavy/power metal na wysokim poziomie i słychać było, że panowie przeżywają drugą młodość. Była nadzieja, że nadchodzący album "Wall of skulls" może być ważnym albumem dla zespołu. Tak też jest, bowiem jak dla mnie jest to najlepsze co stworzył ten niemiecki, zasłużony band.

Ciekawe jest to, że band lubi bawić się konwencją i urozmaicać swoje płyty, bo przecież cały czas trzymają się heavy/power metalu, a każdy album ma swój charakter. Skład jest bez zmian od roku 2007, ale dobrze widzieć, że band obiera właściwy kurs od 2018 r, a "Wall of skulls" to tak naprawdę punkt kulminacyjny nowego kierunku i jego idealne podsuwanie. Nowa jakość Brainstorm, prawdziwa precyzja i świeżość, a  przecież Brainstorm nie zmienił stylistyki i dalej gra swój heavy/power metal. Z partiami gitarowymi bywało różnie u Brainstorm, ale tutaj Torsten i Milan wspinają się na wyżyny swoich możliwości. Jest energia, zróżnicowanie, a przede wszystkim masa atrakcyjnych melodii, która imponują chwytliwością i przebojowością. Co za przemiana i co za jakość muzyki. Brawo panowie, teraz to można Was chwalić pod niebiosa. Andy B.Franck to doświadczony i utalentowany wokalista, który jest bardzo niedoceniany. Wysokie górki, czy klimatyczne niskie tony to są jego atuty, a nowy album wydobywa z niego to co najlepsze.

Płytę otwiera nośne i klimatyczne intro "Chamber Thirteen", które tak naprawdę nie wiele zdradza. Zawartość jest przemyślana i dojrzała. Nie ma chybionych pomysłów, czy serwowanie nam wypełniaczy. Każdy utwór ma swoją wartość i wkład w całość. Płytę promował z wielkim sukcesem "Where ravens fly". Energiczny power metal z mocnym, zadziornym riffem i podniosłym refrenem. Gdzieś tam słychać echa Silent Force, Primal Fear czy mystic Prophecy. Niech tego kierunku trzyma się band, bo jest po prostu imponujący. Band od razu przenosi się do pierwszej ligi heavy/power metalu, a ten kawałek znakomicie oddaje klimat i styl całości. Kiedy wkracza na wstępie refren "Solitude" to nieco jakbym słyszał coś pokroju Powerwolf i tutaj band dostarcza nam stonowanych dźwięków. Prosty kawałek, który przemyca elementy heavy metalu i hard rocka. Drugi singiel to "Escape the silence", który znów kusi nas agresywnym riffem i niezwykłą dynamiką. Peavy z Rage też idealnie się tutaj wpasował. Kolejny killer na płycie. Zaproszono również Seeb z Orden Ogan, który wsparł Andiego w partiach wokalnych "Turn off the light".To nieco toporniejszy kawałek, który miesza heavy metal z power metalem i dostajemy coś w stylu Primal fear. No świetnie się to wszystko zaczyna. Urok swój ma też klimatyczna ballada "Glory Disappears" i znów Andy czaruje swoim głosem. Niby wolniejszy kawałek, a to wciąż wysoki poziom grania. Rozpędzony i niezwykle melodyjny "my dystopia" też śmiało mógłby znaleźć się na płycie Primal Fear. Mamy tu podobny poziom energii, zadziorności i przebojowości. Brainstorm przeszedł niesamowitą transformację i ta ich nowa jakość jest imponująca. Troszkę odstaje stonowany i nieco bardziej hard rockowy "End of my innocence". Kto kocha granie spod znaku Judas Priest, czy Gamma ray ten odnajdzie się w agresywnym i przebojowym "Stigmatized (shadows fall)". No panowie tutaj wygrywają znakomity i wysokiej klasy riff. Idealny kawałek, no nic bym tu nie zmienił. Jest jeszcze dynamiczny i chwytliwy "I deceiver" z nośnym refrenem.

Brainstorm nagrywał różne płyty, ale pierwszy raz mamy do czynienia z bardzo spójnym i dojrzałym materiałem. Jest agresywnie, współcześnie, ale zarazem bardzo melodyjnie. Panowie rozwinęli pomysły z "Midnight Ghost" i jeszcze bardziej rozwinęli styl z tamtej płyty. Teraz status Brainstorm na pewno się zmieni, bo nowy krążek to najlepsze co nagrali i oby taki poziom już utrzymali. "Wall of skulls" ma wszystko co powinien mieć album heavy/power metalowy, a ten tutaj to jeden z tych najlepszych roku 2021. Szok i wielkie uznanie dla zespołu. Kto nie zna Brainstorm niech sięga, a kto zna ten jeszcze bardziej powinien to mieć w swojej kolekcji. Petarda!

Ocena: 9.5/10

piątek, 28 września 2018

BRAINSTORM - Midnight Ghost (2018)

Ostatni album niemieckiej formacji Brainstorm, który mnie porwał to był "Downburst" z 2008r. Każdy kolejny album był solidny i miał kilka mocnych momentów, ale już brakowało tego czegoś, co by wyróżniało te wydawnictwa na tle innych podobnych płyt. Brainstorm działa sukcesywnie od 1989r i ma na swoim koncie 12 albumów, z czego ten najnowszy zatytułowany "Midnight ghost" właśnie ujrzał światło dzienne. Jest to z pewnością album, który wzbudza więcej emocji niż poprzednie dzieła. To przede wszystkim krążek pełen ikry, agresji, dynamiki i przebojowości. Album jest zróżnicowany i każdy znajdzie coś dla siebie. Panowie starają się wrócić do swoich korzeni i to jest dobry znak.  Moc tej kapeli tkwi w wokaliście Andy, który nadaje całości agresji i drapieżności. Ciężko sobie wyobrazić kogoś innego w tej roli. Kawał dobrej roboty odwalają gitarzyści. Torsten i Milan dają czadu w sferze gitarowej i dostarczają wiele intrygujących solówek czy riffów. Na tej płycie dzieje się sporo. Sam otwieracz "Devils eye" to power metalowa petarda, która od razu rzuca na kolana. Brakowało mi takich hitów na ostatnich płytach Niemców. Ostry riff pokazuje prawdziwy charakter muzyków i ich umiejętności. Toporność i nieco stonowane tempo sprawdza się w  "reavalig the darkness" . Nutka progresywności i rocka wybrzmiewa w urozmaiconym "Ravenous minds",z kolei dynamiczny "the pyre" to jeden z najciekawszych kawałków na płycie. Warty uwagi jest kolos w postaci "Jeanne boulet", w którym band przemyca sporo ciekawych motywów.  Znalazło się też miejsce dla balladowego "The path" czy heavy metalowego "Haunting Voices". Nie jest to płyta idealna i są pewne nie dociągnięcia., jednak jest to album którego Brainstorm nie musi się wstydzić. Kawał porządnego heavy/power metalu.

Ocena: 8/10

czwartek, 7 kwietnia 2016

BRAINSTORM - Scary Creatures (2016)

Jak ten czas szybko leci, aż można zastanowić się kiedy nam umknęło 11 albumów niemieckiej formacji Brainstorm. Jedna z tych kapel, która pojawiła się w połowie lat 90 kiedy tak naprawdę był boom na europejski power metal. Sama kapela muzycznie zawsze miała bliżej do Nocturnal Rites, Vicious Rumors, Bloodbound czy Metallium aniżeli do Gamma Ray czy Helloween. Czy tego chcemy czy nie to należy szanować ten band, bo w końcu są na scenie metalowej od 1989r. Nieustannie wydają kolejne albumy i wszystko raczej mieści się w przedziale szczerego rzemiosła aniżeli arcydzieła. Ostatni warty uwagi Brainstorm to „Downburst”, choć „Firesoul” też dobrze się słuchało, bo zespół postawił na mocne, agresywne riffy i dość mroczny klimat. Opłaciło się i dzięki temu zespół znów wydał album, który mógł niektórych zainteresować. Najnowsze dzieło muzyków to „Scary Creatures” i właściwie można rozpatrywać ten krążek jako swoista kontynuacja poprzednika. Pytanie czy nowy album jest równie interesujący?

Nas pewno brzmieniowo „Scary creatures” nie zawodzi i podtrzymuje tendencje mocnego i soczystego brzmienia, które ma podkreślić agresywność zespołu. Miłym zaskoczeniem jest miła dla oka szata graficzna, bo z tym ciężko w Brainstorm od lat. Skład zespołu bez zmian, tak więc i muzycznie nie wiele się zmieniło. Zespół dalej raczy nas rzemieślniczym heavy/power metalem, w którym uleciała przebojowość i żar. Ciężko mówić o „Scary creatures” w kategoriach udanego albumu, do którego będzie się wracać przy każdej możliwej okazji. To jest ten rodzaj płyty, którą przesłucha się dwa, trzy razy i popada w zapomnienie. Na pewno album byłby o wiele ciekawszy, gdyby na płycie byłoby więcej power metalowych petard pokroju „Twisted ways”, które przypominają dokonania Primal Fear czy Vicious Rumors. Mocna rzecz, która pozwala mieć wciąż nadzieje, że w przyszłości Brainstorm nagra album bardziej dopracowany i godny ich marki. Płytę promował „The World to See”, który jest typowym rasowym heavy/power metalowym kawałkiem, który niczym specjalnym się nie wyróżnia. „How much can you take” jest bardziej stonowany, bardziej hard rockowy, który też w pełni nie potrafi zadowolić. Nie ma tego kopa którego się oczekuje, ani tej energii która jest tak potrzebna w muzyce Brainstorm. Na pewno dobrze się słucha takich agresywnych kawałków jak „We Are” zwłaszcza że przypomina to ostatnie albumy Primal Fear. Godnym pochwały na pewno jest rozpędzony „Where Angels Dream”, który w pełni pokazuje, że Brainstorm grać power metal potrafi, tylko w pełni nie wykorzystuje swoich atutów. Milan i Torsten troszkę się oszczędzają jeśli chodzi o partie gitarowe i słychać to w nijakim „Caressed by the blackness” czy „Take me to the never”. Na koniec warto wspomnieć o udanym hicie w postaci „Scars in Your Eyes”, który prezentuje się solidnie. Jeden z nie wielu utworów, który wyróżnia się chwytliwą melodią czy porywającym i prostym refrenem.

Brainstorm nagrał kolejny album tylko po to by podtrzymać swoje funkcjonowanie i działalność. Od dłuższego czasu ta niemiecka formacja nagrywa średniej klasy albumy, które niczym specjalnym się nie wyróżniają. Niestety, ale „scary creatures” niczego nie wnosi i nie zapada w pamięci na długo. Szkoda, że zespół tak się marnuje i nie jest wstanie przemóc się by nagrać coś dobrego. Ostatni dobry album to „Downburst”, ale to było 6 lat temu. Nic czekam dalej na przebłysk tej kapeli.

Ocena: 6/10

poniedziałek, 24 marca 2014

BRAINSTORM - Firesoul (2014)

Kiedy w połowie lat 90 był bum na power metal, nagle zaczęło powstawać wiele formacji, które chciały poszerzać ten gatunek muzyczny. Do tego szerokiego grona na pewno należy zaliczyć niemiecką formację Brainstorm. Choć powstała pod koniec lat 80, to jednak ich przygoda z power metalem na dobre rozpoczęła się w 1997 roku. Można rzec, że ta kapela nie wie co to zmęczenie, nie wie co to złożenie broni i poddanie się. Mają na swoim 10 albumów i kilka jakże udanych wydawnictw, które ustawiły ten zespół w drugiej, a może nawet i pierwszej lidze jeśli chodzi o power metal. Nic nie muszą udowadniać to fakt, ale stęskniłem się za jakimś mocniejszym uderzeniem, a przede wszystkim za graniem melodyjnym i godnym zapamiętania. Niestety ostatnie wydawnictwa do takich nie należały. Czy nowy album „Firesoul” to nadzieja na coś lepszego? Może powrót do korzeni?

Takie nadzieje zrodziły się w momencie spojrzenia na okładkę, która wygląda podobnie do tej zdobiącej „Soul Temptation”. Jednak materiał nie jest już tak łatwy do porównania. Jasne Brainstorm nie zamierza udawać kogoś kim nie jest, tak więc słychać od samego początku że trzymają się swojego stylu. Jest to dalej power metal. Agresywny, melodyjny, nieco amerykański, ale wciąż na solidnym poziomie. Pytanie tylko czy udało się zmajstrować ciekawszy materiał, kompozycje które dałyby się zapamiętać? I to jest dobre pytanie, bowiem Brainstorm miał ostatnio z tym problem. Od czasu „Downburst” nic ciekawego nie pojawiło się. Nie owijając w bawełnę trzeba stwierdzić, że „Firesoul” miał potencjał na bardzo dobry album, ale nie został w pełni wykorzystany. Jest soczyste i takie drapieżne brzmienie, nie brakuje ostrych zagrywek Torstena i Milana, ani mocnego uderzenia, tylko momentami górę bierze toporność czy monotonność i wtedy robi się nie ciekawie. Wciąż ozdobą muzyki Brainstorm jest wokalista Andy B Franc, który ma mocny i doniosły głos, a jego zaloty pod Bruce'a Dickinsona można uznać za zaletę. Pisząc o monotonności miałem na myśli takie momenty jak „Recall The real”, które działają na nie korzyść Brainstorm. Słaby, nijaki utwór, który jest tylko wypełniaczem. Drugim takim zbędnym kawałkiem jest „The Choosen”. Rockowy „And i Wonder” tez jest tutaj zbyteczny. Zastanawiacie się gdzie w tym potencjał? Album poza tymi 3 utworami ma całkiem udany materiał, zwłaszcza jeśli ma się ochotę na agresywny, drapieżny power metal, z lekkim nowoczesnym feelingiem. Już otwieracz „Erased By The dark” wprawia słuchacza w dobry nastrój i pozwala mieć nadzieje na całkiem udany album. Troszkę brzmi to jak skrzyżowanie Firewind i Nightmare, ale przecież nie pierwszy raz Brainstorm gra ciężej i drapieżniej. W podobnej stylizacji utrzymany jest tytułowy „Firesoul”. Jednak zespół osiąga szczyt swoich możliwości w rozpędzonym „Shadowseeker” czy przebojowym „Feed Me Lies”. No i jest jeszcze znakomity „What Grows Inside”, który przenosi nas do najlepszych lat Brainstorm i można rzec, że to jest definicja stylu niemieckiej formacji.

Może „Firesoul” nie jest najlepszym albumem w historii Brainstorm, ale z pewnością znakomicie oddaje stare czasy i pokazuje że kapela wie jeszcze jak grać mocny power metal. Jest kilka niedociągnięć, słabych momentów, ale i tak całościowo jest to najlepszy krążek od czasów „Downburst”, a może i nawet właśnie „Soul Temptation”? Bardzo udany album, który pokazuje że zespół jeszcze stać na porządne wydawnictwa, które nie są przekombinowane i nijakie jak to miało miejsce przy ostatnich produkcjach. Warto sięgnąć po „Firesoul”.


Ocena: 7.5/10

P.s Recenzja przeznaczona dla magazynu HMP

poniedziałek, 18 lipca 2011

BRAINSTORM - Downburst (2008)

Kiedy znalazłem w końcu trochę czasu wróciłem do Brainstorm – Downburst.
Na pewno album był oczekiwany przez dużą grupę słuchaczy, no bo jak można przejść obojętnie obok takiego zespołu? Zespół znany i ma dość znaczące miejsce w tym gatunku.
Ale czy nagrali swój najlepszy album, który na mieszał w rankingach? Raczej nie, ale jest to album którego nie muszą się wstydzić, bo jest to bardzo dobra rzecz w tych kręgach.
A, że znalazły się o wiele lepsze rzeczy w tym roku to już inna sprawa.
To tak na wstępie.

Ale jak to wszystko się przedstawia w zawartości?
No więc panowie jakby poszli w kierunku heavy metalu, ale i porządne power metalowe wystąpi gdzie nie gdzie,ale od pierwszych sekund słychać, że zespół postanowił nieco zróżnicować swoją muzyką co zresztą im wyszło, bo nagrali materiał inny niż się spodziewała większość fanów,ale powodów do narzekań nie ma. Bowiem mamy 10 zróżnicowanych kompozycji utrzymanych na wysokim poziomie . Już otwieracz „Falling Spiral Down” to kawała porządnego łojenia. Od razu słychać wycieczkę w nieco cięższe horyzonty muzyki. Ale nie zatracili melodyjności,rzekł bym nawet że jest jej tutaj w cholerę. Riff choć ciężki to jednak melodyjny,a reszta również bardzo chwytliwa,no choćby refren, który od razu siadł mi w głowie, a najlepszym tego dowodem są solówki, które również są diabelnie melodyjne. Co by nie powiedzieć o tym utworze, jest to bardzo dobry otwieracz. Jednym z moich ulubionych utworów na płycie jest „Fire Walk With Me” -nie jest to jakiś szybki utwór czy coś, ma raczej wolne tempo, ale poraża pomysłem oraz chwytliwym refrenem, jednym z najlepszych na płycie. Zaś kolejny utwór to „Stained with Sin”i jest to najkrótszy utwór na płycie i wg mnie jest on trochę słabszy od dwóch poprzednich utworów. Nie ma takiej siły przebicia, nie ma zbytnio czym się zachwycać, bo riff jest smętny, a refren też nie przemawiający do mnie. Natomiast o szybsze bicia serca przyprawia mnie taki „Redemption In Your Eyes” i jest to prawdziwa perła. Szybkie tempo, znakomity refren czy też ostre partie gitarowe, to się nazywa przebój panowie.
Mocnym punktem albumu jest bardzo piękna ballada- „End In Sorrow”. Utwór słucha się tak przyjemnie, że nawet nie wiemy kiedy wskakuje już utwór nr. 6 „How Do You Feel” i jest to kolejny krótki utwór trwający nie całe 4 minuty, ale to nie robi mi różnicy w tym przypadku, ważne że utwór fajnie buja. Można tutaj się delektować naprawdę dobrą pracą gitar. I kolejną perłą na albumie jest „Protect Me From Myself” prawdziwy killer, szybki i bardzo energiczny. Nie sposób nie lubić tak rytmicznego utworu, tutaj wszystko jest perfekcyjne, refren,riff oraz popisy gitarowe.
Dobrze prezentuje się „Surrounding Walls” i choć jest to wolny utwór to i tak wybija się pod względem melodyjności i dobrego refrenu. I kolejnym killerem na albumie jest „Frozen”, który jest jedną z ostrzejszych kompozycji z imponującą sekcją rytmiczną i ten unikatowy i jakże chwytliwy refren. Cóż tu chcieć więcej skoro wszystko tutaj błyszczy? Nawet solówki przyprawiają mnie o dreszcze. A album zamyka nieco wolniejszy „All Alone”,ale w żadnym wypadku nie jest słaby czy coś. Spokojnie mogę go postawić obok tych najlepszych na albumie.
Dobre zakończenie albumu, które pozostawia dobre wrażenie po sobie stawiając album w dobrym świetle.

Co można więcej powiedzieć o muzyce na „Downburst”?
Produkcja płyty jak zawsze bardzo dobra,ale jest to podstawa każdej znanej niemieckiej kapeli. Muzycy też dają z siebie 7 poty żeby wszystko dobrze wyszło i mogą być z siebie zadowoleni, bo wypuścili na rynek naprawdę bardzo dobry album godny nazwy Brainstorm. Co z tego, że nie udało im się nim zwojować świata, co z tego że wyszły lepsze rzeczy,ale album w dyskografii Brainstorm broni się i robi dobre wrażenie,ba może się nawet podobać a to już duży sukces.
Album jest równy i praktycznie ma 1-2 nieco słabsze momenty, ale to wszystko. Reszta znakomicie się prezentuje, to też nie mam podstaw żeby dać mniej niż 8/10 !
Bardzo dobry album i szczerze mogę go polecić fanom niemieckiego grania.