Na uwagę zasługuje nieco futurystyczna i klimatyczna okładka oraz mocne, wyraziste brzmienie, które dobrze współgra z zawartością albumu. Pyroclast nie próbuje tutaj zostać drugim Iron Maiden, Judas Priest czy Helloween, choć oczywiście można znaleźć pewne punkty wspólne z tradycyjnym heavy i power metalem. Zamiast tego Szkoci sięgają po sprawdzone elementy, dodają do nich odrobinę progresji i agresji, współczesnego ciężaru oraz własnych pomysłów. Największą siłą zespołu pozostają gitary, mocny wokal i umiejętność pisania refrenów, które łatwo zapadają w pamięć. Mark Reid spisuje się bardzo dobrze jako wokalista, a jego doświadczenie i charakterystyczny styl śpiewania odgrywają ważną rolę w muzyce Pyroclast.
„Fractured State” to przede wszystkim zgrane i przemyślane partie gitarowe w wykonaniu duetu Fitzsimmons/Horne. Muzycy stawiają na urozmaicenie, klasyczne rozwiązania, a przede wszystkim melodyjność i przebojowość. Dzięki temu płyta jest łatwa w odbiorze, a jednocześnie dostarcza sporo frajdy.
Album trwa 44 minuty i znajdziemy na nim osiem kompozycji. Już otwierający „Pyroclast” pokazuje, z czym będziemy mieli do czynienia. Najpierw pojawia się odpowiednio budowane napięcie, a później wchodzą potężne gitary, mocna sekcja rytmiczna i wokal Marka Reida. To numer, który ma wszystko, czego można oczekiwać od współczesnego heavy metalu – energię, melodię, chwytliwy refren i gitarowe pojedynki. Co za mocne wejście! Band potrafi umiejętnie balansować między agresją a melodyjnością, łącząc świat chwytliwych melodii z przebojowością. Znakomicie potwierdza to „Slaughterhouse”.
Pewne echa Dio znajdziemy w mrocznym i stonowanym „Break the Tide”, który jest jednym z najlepszych utworów na płycie. Dużo charakteru ma „Prisoner Game”, w którym świetnie wypada duet gitar Baz Fitzsimmonsa i Chrisa Horne'a. Harmonizowane partie gitarowe są jednym z fundamentów brzmienia zespołu i mocno zakorzeniają Pyroclast w tradycji brytyjskiego heavy metalu. Nie brakuje tutaj również elementów power metalu. To naprawdę mocny kawałek.
Mamy też nieco bardziej hardrockowy „Brought by Flame” i jest to zarazem słabszy moment albumu. Pewne elementy Iron Maiden odnajdziemy natomiast w „Beneath the Beyond”, który dobrze wpisuje się w charakter całego materiału.
Na finał otrzymujemy ponad dziewięciominutowy „Erebus and Terror”. To odważne zakończenie i jednocześnie utwór, w którym Pyroclast pokazuje swoje bardziej epickie oblicze. Kompozycja nie jest jedynie sztucznie wydłużonym kawałkiem – pojawiają się zmiany tempa, różne nastroje oraz bardziej rozbudowane partie instrumentalne. Dzięki temu finał nie nuży i stanowi efektowne zwieńczenie całej płyty.
Pyroclast udowadnia, że klasyczny metal nadal może brzmieć świeżo, jeśli za muzyką stoją dobre kompozycje i autentyczna pasja. „Fractured State” nie robi rewolucji, ale zdecydowanie rozpala ogień. Do ideału trochę brakuje, jednak mimo kilku słabszych momentów płyta potrafi zrobić wrażenie i pokazuje, że Pyroclast ma jeszcze sporo do powiedzenia.
Ocena: 8/10

















