Choć kanadyjski zespół Warsenal istnieje już od 14 lat, dotąd nie miałem okazji zetknąć się z jego twórczością. 10 kwietnia wytwórnia Massacre Records wydała trzeci album studyjny zatytułowany Endless Beginnings. Już sama okładka – klimatyczna i mroczna – skutecznie zachęca, by sięgnąć po to wydawnictwo. Warsenal to kolejna formacja poruszająca się w obrębie heavy/speed i thrash metalu, czerpiąca pełnymi garściami z klasyki pokroju Razor, Destruction czy Exciter. Miłośnicy szybkiego, agresywnego, a jednocześnie melodyjnego grania szybko odnajdą się w tej stylistyce.
Siłą napędową zespołu jest bez wątpienia jego lider, Mathieu Rondeau, odpowiedzialny zarówno za partie gitarowe, jak i wokalne. Śpiewa z dużą pasją i charakterystycznym pazurem, nadając kompozycjom wyrazisty, thrashmetalowy sznyt. Jego sposób interpretacji zdecydowanie przypadł mi do gustu. Również od strony gitarowej dzieje się tu sporo dobrego – słychać dbałość o różnorodność, klimat oraz wykorzystanie sprawdzonych, klasycznych rozwiązań. Całość utrzymana jest w oldschoolowym duchu, nawiązującym do płyt z lat 80., co stanowi istotny atut „Endless Beginnings”. Choć album nie wnosi nic przełomowego do gatunku i podąża utartymi ścieżkami, ta wtórność w tym przypadku nie razi.
Już otwierający „Mass Grave Mass” wywołuje dreszcze – to rasowy killer imponujący tempem, melodyjnością i pomysłowymi solówkami. Brzmi niczym zapomniany klasyk z lat 80., stanowiąc mocne wejście. Podobne emocje budzi zadziorny i przebojowy „Flying Fortress”, momentami przywodzący na myśl Enforcer na sterydach. Wyraźnie słychać tu również wpływy New Wave of British Heavy Metal. Najdłuższym utworem na płycie jest „Phantom Hope” – udana kompozycja utrzymana w heavy metalowej konwencji, pełna ciekawych rozwiązań i pozbawiona dłużyzn.
Kolejny numer, „Feeding the Wildfire”, to rozpędzony i agresywny speedmetalowy cios – dopracowany i energetyczny. Następnie pojawia się bardziej thrashowy „The Numbing”, który momentami przywołuje skojarzenia z twórczością Megadeth. Na pochwałę zasługuje również melodyjny i chwytliwy „Dawn Movers”, oparty na energetycznym riffie i nośnych liniach melodycznych – utwór dobrze oddaje potencjał zespołu. Na zakończenie dostajemy dwa nieco dłuższe kawałki – „Onward to Our Death” oraz „Endless Beginnings” – które podtrzymują obrany kierunek stylistyczny. Niestety, pod koniec albumu pojawia się pewna monotonia i brak elementu zaskoczenia.
Mimo kilku niedociągnięć i słabszych momentów, Warsenal prezentuje się bardzo solidnie. Słychać, że muzycy doskonale czują się w tej stylistyce i świadomie ją rozwijają. Dysponują dobrym warsztatem oraz ciekawymi pomysłami, co przekłada się na jakość materiału. To bardzo dobry album w swojej kategorii.
Ocena: 7,5/10























