Polska scena heavy metalowa wciąż potrafi pozytywnie zaskakiwać, a najnowsze wydawnictwo Młota Na Czarownice jest tego bardzo dobrym przykładem. „W Sidłach Złudzeń” to drugi album formacji z Pionek, która po latach powraca z materiałem pokazującym, że klasyczny heavy metal wcale nie musi być jedynie nostalgiczną podróżą do lat 80. Muzycy doskonale rozumieją ducha tamtej epoki, ale nie ograniczają się do odtwarzania sprawdzonych schematów. Jest tutaj odpowiednia dawka ciężaru, mroku, melodyjności i charakterystycznego, nieco teatralnego klimatu. Słychać przywiązanie do tradycji, ale również ambicję, żeby rozwijać własną tożsamość. Debiut był bardzo udany, ale w " w sidłach złudzeń" to już inna liga. Bez wątpienia jedna z najciekawszych płyt na polskim rynku ostatnich lat. Płyta ukazała się 30 października i warto było czekać 11 lat na nowy materiał.
Warto również wspomnieć o zmianach personalnych, które wpłynęły na obecne oblicze zespołu. Do składu dołączyli gitarzysta Michał Michalczewski oraz perkusista Tomasz Śwital, natomiast dotychczasowy perkusista Paweł Wilcan przeszedł za instrumenty klawiszowe. To właśnie ta ostatnia zmiana okazała się szczególnie interesująca, ponieważ klawisze wprowadzają do muzyki więcej przestrzeni, tajemniczości i mrocznego klimatu. Trzon formacji pozostaje jednak niezmienny – Dawid „Dejff” Siwecki, Krzysztof Kuśmierz i Dominik Niemirski nadal odpowiadają za tożsamość Młota Na Czarownice. Duet gitarowy Kuśmierz/ Michalczewski imponuje zgranie , techniką i pomysłowością. Najlepsze w tym jest, że nie ma mowy o graniu na jedno kopyto.
Na szczególną uwagę zasługuje również kierunek obrany przez zespół w kwestii aranżacji. W porównaniu z debiutanckimi „Popiołami Wiar” otrzymujemy bardziej urozmaicony i dojrzalszy materiał. Nowością są partie instrumentów klawiszowych, które nie dominują nad gitarami, lecz subtelnie budują atmosferę i dodają kompozycjom odpowiedniej głębi. Teksty również zasługują na uwagę. Nie mamy tutaj typowego koncept albumu, ale poszczególne utwory łączy temat ludzkich słabości, iluzji, zabobonów i manipulacji. To ciekawy pomysł, który nadaje całemu wydawnictwu dodatkowego charakteru. To pokazuje, jak ambitnie podszedł do żądania Młot na czarownice.
W muzyce Młot na czarownice słychać ducha klasycznego Kat, odrobinę NWOBHM, tradycyjnego heavy metalu spod znaku Turbo,Destroyed, Judas Priest, a także mroczniejsze, bardziej teatralne oblicze znane z Mercyful Fate. Młot Na Czarownice nie próbuje jednak bezrefleksyjnie kopiować swoich idoli. Łączy te wpływy z własną słowiańską tożsamością, polskimi tekstami i charakterystyczną, momentami niemal diaboliczną atmosferą. Klawisze dodatkowo wzbogacają brzmienie, nadając mu bardziej tajemniczego charakteru. Band bardzo się rozwinął i zaskakuje forma i stylem.
Już otwierająca album „Amanita Muscaria” wprowadza nas w nieco tajemniczy, hipnotyczny świat zespołu. Mocne wejście, gdzie od razu wita nas energiczny riff i można doszukać się wpływów Mercyful Fate, turbo, Black sabbath czy kat. Brzmi to obłędnie i już od razu słychać, że czeka nas ambitne dzieło. „Prawa Ręka Zbawcy” oraz utwór tytułowy to kolejne mocne punkty, w których klasyczne metalowe riffy spotykają się z ciekawymi aranżacjami. Band pokazuje, że sporą rolę w ich muzyce odgrywa mroczny klimat i wyszukane motywy gitarowe. Jestem w tym hołd dla klasyki, a zarazem powiew świeżości. "De Non Existentia Dei” pokazuje bardziej rozbudowaną stronę twórczości grupy i mocno nawiązuje do twórczości Kat, ale jest też coś z Turbo. Uroku dodaje nieco bardziej rockowy feeling utworu. Natomiast ponad sześciominutowe „Nawałnice Klątw” pozwala zespołowi rozwinąć skrzydła i zbudować odpowiednio mroczny klimat. Piękna partia basu na początku robi robotę. Bojowy i zarazem bardziej przebojowy "Lilith" to ukłon w stronę bardziej klasycznego heavy metalu. Co za klasa! Klasyczny heavy metal z lat 80 wybrzmiewa w energicznym "Bożek Opój", który przemyca elementy Turbo czy nawet iron maiden. Jest moc. "Mgła” i „Pustkowia Tworów Mglistych” podtrzymują tajemniczą atmosferę i ukłon w stronę klasyki gatunku. Całość zamyka „Tęsknota”, czyli kompozycja, która stanowi bardzo dobre zwieńczenie tej muzycznej podróży.
„W Sidłach Złudzeń” to dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie i jeden z ciekawszych tegorocznych polskich albumów z kręgu klasycznego heavy metalu. Młot Na Czarownice udowadnia, że ma pomysł na siebie, potrafi czerpać z najlepszych tradycji gatunku, a jednocześnie nie boi się wzbogacać swojego brzmienia o nowe elementy. To muzyka dla tych, którzy cenią tradycyjne metalowe granie, mocne riffy, mroczniejszą atmosferę i kompozycje z charakterem. Zdecydowanie warto dać tej płycie szansę. Bardzo udany powrót i mocny kandydat do czołówki polskich wydawnictw 2026 roku!
Ocena : 9/10




















