Trzeba przyznać, że panowie doskonale wiedzą, w jakim kierunku chcą podążać. Nie szukają na siłę nowoczesnych rozwiązań, nie eksperymentują z brzmieniem, lecz stawiają na sprawdzoną receptę: soczyste gitarowe riffy, galopujące partie perkusji, efektowne solówki oraz chwytliwe refreny. Ich muzyka to przede wszystkim hołd dla niemieckiej szkoły heavy i speed metalu lat 80., w której wyraźnie pobrzmiewają echa wczesnego Helloween, Running Wild, Accept, ale ogólnie dużo tam patentów Stormwarrior czy Hammerking, co uważam za spory plus.
Na pochwałę zasługuje również produkcja, za którą ponownie odpowiada Rolf Munkes. Brzmienie jest odpowiednio mocne, selektywne i gitarowe, a instrumenty mają wystarczająco dużo przestrzeni. Duet gitarowy tworzony przez Ott/Bauer, który stawia na klasyczne Nieco kontrowersyjnie może wypaść wokal Dennisa Bauera, który ma charakterystyczną barwę i nie każdemu przypadnie do gustu, ale doskonale wpisuje się w surową estetykę zespołu. Mnie akurat bardzo pasuje, bo przypomina mi Larsa Ramcke z Stormwarrior.
Już otwierający album „Follow The Flame” pokazuje, że Defender nie zamierza brać jeńców. Jest szybko, melodyjnie i niezwykle klasycznie, z charakterystycznymi bliźniaczymi gitarami oraz refrenem, który szybko wpada w ucho. To taki ukłon w stronę najlepszych płyt Stormwarrior i mnie to bardzo cieszy. Prawdziwa petarda. "Unbeliever” kontynuuje tę ofensywę, przywołując skojarzenia z Kai Hansenem i pierwszymi dokonaniami Helloween. Band gra z pomysłem i potrafi tworzyć hity z prawdziwego zdarzenia, które na dlugo zapadają w pamięci Tytułowy „Titans Of Fire” to kolejna porcja rozpędzonego heavy metalu, w którym pierwszoplanową rolę odgrywają chwytliwe melodie i efektowne gitarowe pojedynki. Znów nie brakuje odesłań do twórczości Stormwarrior.„Don't Play With Evil” nieco mocniej skręca w stronę klasycznego, bardziej tradycyjnego heavy metalu, ale nie brakuje mu energii i odpowiedniego pazura. Jest tutaj coś z starych płyt Accept czy Judas priest. Znakomity hołd dla lat 80. „Sinners” oraz „Thunder, Steel & Destiny” utrzymują wysokie tempo, oferując wszystko to, czego można oczekiwać od przedstawicieli starej szkoły niemieckiego metalu. Defender tylko potwierdza jak umiejętnie potrafi wykorzystać patenty starego Helloween czy Stormwarrior. Co za dawka przebojowości.W dalszej części otrzymujemy „Sea Of Tears”, czyli bardziej nastrojową, balladową odsłonę zespołu, która pozwala nieco odetchnąć od gitarowej galopady. „Soulbreaker” ponownie przywraca klasyczny, mocny heavy metalowy charakter. Brzmi to klasycznie i oddaje piękno niemieckiej sceny metalowej. Brzmi jak mieszanka hammerking i Stormwarrior. Natomiast „Blackout The Sun” podtrzymuje energetyczny klimat płyty. Całość zamyka ponad sześciominutowy „Gods Of Desire”, w którym zespół rozwija swoje kompozycyjne pomysły, serwując kolejne porcje melodyjnych gitar i szybkiego power metalu. Epicki rozmach pokazuje, że band potrafi pozytywnie zaskoczyć i urozmaicić swój materiał.
Titans Of Fire” to bardzo udana propozycja dla wszystkich miłośników klasycznego heavy i speed metalu. Defender robi to, co potrafi najlepiej – gra z pasją, energią i szacunkiem do metalowej tradycji. Oczywiście momentami można odnieść wrażenie, że podobne riffy i melodie słyszeliśmy już wielokrotnie, jednak trudno odmówić Niemcom umiejętności komponowania chwytliwych, pełnych energii utworów. Jeżeli tęsknicie za klimatem wczesnego Helloween i stormwarrior zdecydowanie warto dać tej płycie szansę. Udało się utrzymać poziom świetnego debiutu. Brawo Defender !
Ocena: 9/10




















