Nazwa Wreck-Defy była dla mnie do tej pory nowością i wcześniej nie miałem styczności z tym zespołem. Jak się jednak okazuje, ten kanadyjski band thrashmetalowy działa już od około 10 lat. W ich muzyce można odnaleźć inspiracje takimi zespołami jak Annihilator, Overkill czy Testament. Na swoim koncie mają już sześć albumów studyjnych, a najnowszy krążek zatytułowany „Dissecting the Leech” ukazał się 6 marca nakładem Massacre Records. W końcu pojawiło się w tym roku coś mocniejszego i jednocześnie naprawdę wartościowego. Zespół pozytywnie mnie zaskoczył.
Na nowym albumie Wreck-Defy pojawia się wielu interesujących gości, którzy dodatkowo podnoszą poziom i atrakcyjność wydawnictwa. Usłyszymy tu między innymi Chris Poland, Stu Block czy Michael Gilbert. Trzon zespołu stanowi jednak przede wszystkim charyzmatyczny i utalentowany wokalista Greg Wagner. Słychać wyraźnie, że dysponuje dużym talentem i bez problemu odnalazłby się także w stylistyce heavy lub power metalu. Jego głos jest bez wątpienia jednym z najmocniejszych punktów zespołu i potrafi przyprawić o dreszcze.
Nie byłoby jednak aż tak wielu zachwytów nad nowym materiałem Wreck-Defy, gdyby nie znakomite partie gitarowe Matt Hanchuck. Muzyk świetnie balansuje między energicznym, agresywnym thrash metalem a elementami zaczerpniętymi z heavy i power metalu. Nie brakuje tutaj chwytliwych melodii, wpadających w ucho refrenów ani mocnych gitarowych motywów. Na płycie dzieje się naprawdę sporo, a Wreck-Defy wyraźnie pokazuje, że trzeba się z nimi liczyć na thrashmetalowej scenie. Duży plus należy się również za urozmaicone partie wokalne, sporą przebojowość oraz momenty zaskoczenia. Zespół imponuje energią i pomysłowością.
Album rozpoczyna się od prawdziwego killera w postaci „Under the Sun”. Szybkie tempo, agresywny wokal i ostry jak brzytwa riff zwiastują bardzo udane wydawnictwo. To mocne otwarcie sprawia, że od razu chce się więcej muzyki Wreck-Defy. Następny w kolejności „Do It Again” jest nieco bardziej toporny, ale dzięki temu wprowadza pewne urozmaicenie do całości. Dalej pojawia się bardziej stonowany i rozbudowany „Millennial Dystopia”, który wyraźnie czerpie inspiracje z dokonań Megadeth. Bardzo dobrze wypada także melodyjny i przebojowy „Revolt”, w którym zespół pokazuje swoje najmocniejsze atuty.
Nieco bardziej techniczny utwór tytułowy „Dissecting the Leech” momentami wydaje się jednak zbyt przekombinowany i nie do końca do mnie przemawia. Kolejnym mocnym punktem płyty jest natomiast „Another Day”, w którym zespół zahacza o power metal i stylistykę kojarzoną z Iced Earth. To zdecydowanie jeden z najmocniejszych fragmentów albumu. „I Don’t Care” skręca z kolei bardziej w stronę klasycznego heavy metalu, choć można odnieść wrażenie, że kompozycji przydałoby się jeszcze nieco dopracowania.
Mocniejsze uderzenie powraca w „The Haunting Past”, gdzie zespół prezentuje się w swoim najbardziej naturalnym wydaniu. Właśnie w takim, bardziej agresywnym stylu Wreck-Defy brzmi najlepiej. Całość zamyka rozpędzony „Apocalypse”, w którym dostajemy stuprocentowy thrash metal z wyraźnym klimatem lat 90.
Wreck-Defy nie nagrał albumu idealnego – zdarzają się tu słabsze momenty. Zespół potrafi jednak zagrać agresywnie, a jednocześnie postawić na chwytliwość i melodyjność. Słychać w tym wszystkim autentyczną pasję oraz zamiłowanie do thrash metalu. Jeśli w przyszłości muzycy dopracują styl komponowania i aranżacje, może być jeszcze ciekawiej. Na pewno warto sprawdzić najnowsze dzieło kanadyjskiego Wreck-Defy.
Ocena: 7,5/10

























