Francuski Existance jest obecny na scenie heavy/power metalowej nie od dziś. Swoje pierwsze kroki stawiali w 2008 roku i w dość szybkim tempie nagrali pięć albumów studyjnych. Najnowszy z nich, zatytułowany „Wildfire”, ukazał się 6 marca. W ich muzyce wyraźnie słychać wpływy takich zespołów jak Mystic Prophecy, Ratt, Iron Maiden czy Judas Priest. To przede wszystkim mieszanka klasycznego heavy metalu i power metalu z delikatną domieszką hard rocka. Zespół potrafi tworzyć kompozycje ciekawe i chwytliwe, dzięki czemu płyta może okazać się bardzo atrakcyjna dla potencjalnego słuchacza.
Mroczna i klimatyczna okładka przywodzi na myśl grafiki znane z albumów Jorn czy Primal Fear i doskonale pasuje do stylistyki muzycznej zespołu. Również samo brzmienie jest dopracowane – potężne, selektywne i nadające całości odpowiedniej drapieżności. Existance to przede wszystkim charyzmatyczny wokalista Julian Izard, który potrafi operować wysokimi rejestrami i nadać utworom wyraźny, rockowy feeling. Izard wraz z Antoine’em Poiretem odpowiada również za partie gitarowe, dbając o melodyjność i efektowne, a przy tym bardzo smakowite solówki. Wszystko zostało zagrane z pasją i autentyczną miłością do heavy metalu, co bezpośrednio przekłada się na jakość materiału i jego odbiór. To po prostu solidna, czysta rozrywka.
Album zawiera dziewięć utworów i trwa około 41 minut. Nie ma tu zbędnych dłużyzn, a całość została dobrze rozplanowana. Otwierający płytę „Wildfire” kusi mrocznym klimatem i klasycznym heavy metalowym charakterem. Już na starcie zespół pokazuje talent do pisania chwytliwych numerów. Bardzo efektowny jest rozpędzony „Ocean’s Cry”, który zachwyca tempem i wyraźnymi wpływami Iron Maiden – to naprawdę mocna propozycja. Miłośnicy prostych, nośnych riffów w stylu Judas Priest z pewnością docenią „Riding Fast”, będący wyraźnym ukłonem w stronę heavy metalu lat 80.
Nutę hard rocka słychać w zadziornym „Eternal Flame” – to solidny utwór, choć nie porywa tak bardzo jak wcześniejsze kompozycje. Power metalowy klimat powraca w energicznym i bardzo przebojowym „See the Light”, który w pełni pokazuje potencjał tej formacji. Kolejnym mocnym punktem płyty jest „Against the World” – zadziorny kawałek, w którym można wychwycić echa Manowar i Judas Priest. Utwór ma bardziej epicki charakter i wyróżnia się odpowiednim rozmachem.
Hardrockowy klimat oraz pewne skojarzenia z Def Leppard pojawiają się w „Love Affair”. Z kolei „Brighter Days” to znakomita mieszanka power metalu i klasycznego heavy metalu – dynamiczna, świeża i pełna energii. Oby więcej takich killerów. Najdłuższym utworem na płycie jest zamykający album „Angel of Darkness”, w którym warto pochwalić szczególnie rozbudowane i pomysłowe partie solowe. Naprawdę sporo dobrego się tu dzieje.
Existance pozytywnie zaskakuje albumem „Wildfire”. To płyta zróżnicowana, energiczna i bardzo przebojowa. Zespół czerpie pełnymi garściami z klasyki gatunku, jednocześnie dostarczając słuchaczowi sporo muzycznej frajdy. Solidna rozrywka na wysokim poziomie – zdecydowanie warto sprawdzić, co ma do zaoferowania Existance.
Ocena: 8/10

























