Czas płynie nieubłaganie i trudno uwierzyć, że Amberian Dawn świętuje już 20 lat działalności. Mimo licznych zmian personalnych i długiego stażu na scenie zespół pozostaje wierny swojej muzycznej tożsamości, łącząc symfoniczny heavy metal z elementami power i metalu progresywnego. Nietrudno wychwycić inspiracje twórczością Nightwish,Epica czy Kamelot.. Fińska grupa konsekwentnie stawia na budowanie emocji i atmosfery, które odgrywają tutaj kluczową rolę.
Ma to jednak zarówno zalety, jak i wady. Z jednej strony otrzymujemy muzykę pełną rozmachu i oddziałującą na wyobraźnię słuchacza, z drugiej – momentami brakuje większej dawki energii, metalowego pazura i power metalowej dynamiki. W efekcie album bywa przewidywalny i chwilami sprawia wrażenie zbyt zachowawczego. Na szczęście nowa wokalistka wypada bardzo przekonująco, wnosząc do zespołu świeżość i nową energię. Jej charyzma oraz operowa maniera śpiewu dodają kompozycjom dodatkowego uroku.
Największym atutem albumu pozostaje właśnie Nicole Willerton. Jej głos umiejętnie łączy metalową siłę z popową przebojowością, a miejscami zaskakuje także bardziej agresywną ekspresją. Dzięki temu utwory takie jak „Unchained” czy „Moon” zyskują energię, której momentami brakowało na poprzednich wydawnictwach zespołu. Co ważne, wokalistka nie próbuje kopiować swoich poprzedniczek, lecz nadaje utworom własny charakter i tożsamość.
Pod względem kompozytorskim pozostaje wierny swojej filozofii tworzenia muzyki. Melodyjne refreny stanowią fundament niemal każdego utworu. Album nie stawia na radykalne eksperymenty, ale skutecznie łączy power metalową przebojowość z symfonicznym rozmachem. Słychać również subtelne echa bardziej popowych inspiracji z poprzedniego etapu działalności zespołu, choć tym razem zostały one wplecione w materiał znacznie naturalniej i nie dominują całości. Seppälä wciąż potrafi tworzyć chwytliwe melodie i interesujące motywy przewodnie, choć nie wszystkie rozwiązania kompozycyjne wypadają równie przekonująco.
Już utwór tytułowy pokazuje, że zespół postawił na nieco cięższe brzmienie. Nadal obecne są charakterystyczne dla Amberian Dawn neoklasyczne partie klawiszy, chwytliwe refreny i symfoniczny rozmach, ale całość brzmi nowocześniej i bardziej gitarowo. Produkcja jest pełna, selektywna i dopracowana, dzięki czemu nawet najbardziej rozbudowane aranżacje zachowują przejrzystość. Kompozycja emanuje energią i doskonale oddaje power metalowy charakter zespołu. To bez wątpienia jeden z najmocniejszych punktów albumu. Szkoda jedynie, że podobnie intensywnych momentów jest tutaj stosunkowo niewiele.
„The Vision of Dreaming” to z kolei bardzo udany i wyjątkowo przebojowy utwór. Zespół od lat udowadnia, że ma talent do tworzenia lekkich, melodyjnych i nastrojowych kompozycji. Elementy progresywne dochodzą do głosu w zadziornym „Moon”, który zachowuje wyraźny power metalowy charakter. „Unchained” próbuje natomiast zabrzmieć bardziej nowocześnie i mrocznie, choć akurat ten kierunek nie do końca mnie przekonuje. Na uwagę zasługuje również melodyjny i energiczny „Eternal Flame”, w którym można odnaleźć wyraźne wpływy neoklasyczne.
Niestety, w dalszej części albumu pojawia się coraz więcej mniej trafionych pomysłów. Pod koniec materiał zaczyna tracić impet i nużyć swoją formułą. Kilka kompozycji sprawia wrażenie wypełniaczy, którym brakuje wyrazistych melodii i zapadających w pamięć momentów.
„Temptation's Gates” nie rewolucjonizuje symfonicznego metalu, ale stanowi całkiem udany restart dla Amberian Dawn. Album przypomina o największych atutach zespołu – melodyjności, bogatych aranżacjach i umiejętności tworzenia chwytliwych utworów – jednocześnie otwierając nowy rozdział z Nicole Willerton za mikrofonem. Szkoda jednak, że materiał jest nierówny i momentami zbyt zachowawczy oraz nastawiony na komercyjną przystępność. Obok kilku bardzo udanych kompozycji pojawiają się słabsze fragmenty, które wyraźnie obniżają ogólny poziom wydawnictwa. W rezultacie pozostaje pewien niedosyt, a album, mimo swoich mocnych stron, trudno uznać za w pełni satysfakcjonujący.
Ocena: 5/10

















