Sins of Shadows – The Last Frontier (2026)
Francuska scena heavy metalowa od lat dostarcza interesujących wykonawców, którzy potrafią połączyć szacunek dla tradycji z własnym spojrzeniem na gatunek. Do tego grona aspiruje również Sins of Shadows. Na wydanym w 2026 roku albumie The Last Frontier kwartet stawia na melodyjny heavy/power metal pełen gitarowych harmonii, dynamicznych riffów i epickiego rozmachu. Sprawdźmy, czy ta wyprawa ku „ostatniej granicy” rzeczywiście zasługuje na uwagę.
The Last Frontier to trzeci album studyjny francuskiej formacji Sins of Shadows. Zespół działa od 2014 roku, więc zdążył już zdobyć doświadczenie i wypracować własne miejsce na scenie heavy i power metalu. Premiera krążka odbyła się 5 maja, a sam materiał powinien szczególnie przypaść do gustu fanom Iron Maiden, Iced Earth, Symphony X czy Saxon. Już od pierwszych minut słychać, że muzycy doskonale znają klasyczne metalowe schematy i potrafią umiejętnie wykorzystać je we własnych kompozycjach.
Jednym z największych atutów albumu są gitary Nicolasa Jacona. Riffy są wyraziste, chwytliwe i odpowiednio nośne, a gitarowe harmonie przywołują najlepsze tradycje NWOBHM. Solówki nie pełnią jedynie funkcji technicznych popisów, lecz naturalnie rozwijają poszczególne utwory i wzbogacają ich strukturę. Solidnym fundamentem pozostaje także sekcja rytmiczna, która skutecznie napędza kolejne kompozycje. Na szczególne wyróżnienie zasługuje wokal Tasosa Lazarisa. Frontman, znany również z Fortress Under Siege, prezentuje wysoką klasę wykonawczą, imponując skalą, pewnością siebie oraz umiejętnością budowania odpowiednich emocji. Najlepiej wypada w bardziej epickich fragmentach materiału, gdzie jego głos nabiera dodatkowej siły i wyrazistości.
Otwierający album „The Void” pokazuje, że zespół postawił na cięższe i bardziej bezpośrednie brzmienie niż na wcześniejszych wydawnictwach. Dynamiczne riffy, galopująca sekcja rytmiczna oraz melodyjne partie gitar budują atmosferę tajemniczości i napięcia. Jeszcze lepiej prezentuje się utwór tytułowy „The Last Frontier”, który umiejętnie łączy chwytliwe melodie z rozbudowaną warstwą instrumentalną, zachowując przy tym odpowiednią dawkę energii. Klasyczne rozwiązania sprawdzają się tutaj znakomicie.
Dalej otrzymujemy dynamiczny i zadziorny „Walls of Past”, mocno osadzony w stylistyce Iron Maiden. Nie brakuje charakterystycznych gitarowych harmonii i galopujących rytmów, które od lat stanowią znak rozpoznawczy brytyjskich legend. Z kolei „Tell Me Why?” to bardziej przystępna i melodyjna propozycja – prosty, ale skuteczny heavy/power metal nastawiony przede wszystkim na chwytliwe refreny i łatwo wpadające w ucho melodie. Zespół bardzo dobrze odnajduje się również w szybszych i bardziej energetycznych kompozycjach, czego najlepszym przykładem jest przebojowy „Rise Again”.
Jednym z najmocniejszych punktów albumu pozostaje „As Darkness Falls”, który imponuje ciężarem i wyraźnie mroczniejszym charakterem. Mocniejsze riffy oraz ponura atmosfera przywołują skojarzenia z twórczością Iced Earth, dodając całości nieco agresji i dramaturgii. Na zakończenie otrzymujemy rozbudowany, epicki „The End of the Road”. To bez wątpienia ambitna kompozycja z ciekawymi pomysłami aranżacyjnymi, choć momentami można odnieść wrażenie, że zabrakło jej większej precyzji i dopracowania, by w pełni wykorzystać drzemiący w niej potencjał.
The Last Frontier to album skierowany przede wszystkim do słuchaczy ceniących tradycyjny heavy metal wzbogacony o elementy power i prog metalu. Nie jest to wydawnictwo, które redefiniuje gatunek czy wyznacza nowe kierunki rozwoju, ale oferuje blisko czterdzieści minut solidnie skomponowanej, pełnej pasji muzyki. Francuzi udowadniają, że klasyczne metalowe wartości wciąż mają rację bytu, jeśli stoją za nimi umiejętności, dobre kompozycje i autentyczne zaangażowanie. Choć nie wszystkie pomysły zostały wykorzystane w stu procentach, The Last Frontier pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenie i pokazuje, że Sins of Shadows wciąż ma sporo do zaoferowania.
Ocena: 7,5/10




















