Największą zaletą „Devil’s Highway” jest właśnie ta prostota. Steelover nie próbuje stworzyć kolejnego przełomowego albumu w historii heavy metalu. Zamiast tego dostarcza muzykę, która ma przypominać, dlaczego klasyczny hard rock i heavy metal wciąż potrafią działać. Riffy są czytelne, refreny melodyjne, a gitarowe partie mają odpowiednią dawkę charakteru. Duet Farina/Freson spisuje się i napędza ten band. Stawiają na klasyczne patenty i starają się utrzyma klimat lat 80. Co na pewno napędza ten band to charyzmatyczny wokalista Vince Cardillo, kory potrafi nadać kompozycjom charakteru i drapieżności. Potrafi odnaleźć się zarówno w klasycznym heavy metalu jak i hard rocku. Mimo upływu lat wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć.
„Devil’s Highway” to jedenaście utworów zanurzonych po uszy w klasycznym hard rocku i heavy metalu. Nie ma tutaj pogoni za nowoczesnością, eksperymentów czy prób dopasowania się do aktualnych trendów. Jest za to wszystko to, za co wielu z nas pokochało metal kilkadziesiąt lat temu: mocne gitarowe riffy, melodyjne refreny, charakterystyczny wokal, solówki i przede wszystkim ogromna miłość do starej szkoły. Sam wydawca określa muzykę zespołu jako mieszankę Scorpions i Saxon i trudno z tym porównaniem specjalnie dyskutować. Materiał jest zróżnicowany i taki oldscholowy.
Już otwierający „Devil’s Call” pokazuje, że Steelover nie zamierza brać jeńców. Mocny riff, klasyczna konstrukcja utworu i wokal Vince’a Cardillo tworzą numer, który mógłby spokojnie znaleźć się na płycie któregoś z europejskich zespołów hardrockowych z pierwszej połowy lat 80. Nie jest to jednak bezmyślne kopiowanie przeszłości. Steelover gra ten materiał z przekonaniem i przede wszystkim z autentycznością.
Dużo frajdy daje również „Sing Along This Song”, który już samym tytułem zdradza, czego możemy się spodziewać. To jeden z tych numerów, które mają przede wszystkim sprawiać przyjemność i aż proszą się o wspólne śpiewanie podczas koncertu. Z kolei „Chains of Love” pokazuje bardziej melodyjną stronę zespołu, a „My Pride” należy do utworów, w których najlepiej słychać charakterystyczne dla Steelover połączenie hardrockowej przebojowości z metalowym pazurem. To tylko potwierdza, że Steelover nie zatracił swojego uroku i charakteru z lat 80.
Nieco cięższy charakter ma „Out of a Living Hell”, który wraz z „Bleeding Pain” przypomina, że Steelover nie jest wyłącznie zespołem od lekkich, stadionowych refrenów. Gitary potrafią zabrzmieć naprawdę konkretnie, a rytmiczna sekcja nadaje całości odpowiedniej siły. W tych momentach muzyka zespołu zbliża się do klasycznego heavy metalu, choć nigdy całkowicie nie porzuca swoich hardrockowych korzeni. Te utwory pokazują zamiłowanie zespołu do takich kapel jak judas priest czy dokken.Na uwagę zasługuje również „The Doorway Effect”, natomiast „Canyon” pokazuje bardziej przestrzenną i melodyjną stronę albumu. „Keep on Running” to kolejny kawałek oparty na sprawdzonych rozwiązaniach, ale właśnie takie numery najlepiej pokazują, że Steelover nie potrzebuje komplikować muzyki, żeby była ona skuteczna. Band niby niczym specjalnym nie zaskakuje, ale ta szczerość i klimat lat 80 potrafi zauroczyć.
„Devil’s Highway” działa przede wszystkim jako szczery hołd dla muzyki, na której zespół wyrósł. Belgowie nie próbują odmładzać swojego wizerunku ani udowadniać, że potrafią grać bardziej ekstremalnie od młodszych zespołów. Grają swoje i robią to z gracją, poszanowaniem klasyki, ale nie zapominając o swoich korzeniach i działalności w latach 80. Nowy album wpada w ucho i jest miłą podróżą do heavy metalu i hard rocka z lat 80. Trochę zabrakło większej przebojowości i większej pewności siebie.
Ocena : 7/10


















