Beyond Eternity pokazuje, że Zsolt Szilagyi ma pomysł na rozwijanie swojego projektu. Różnorodność wokalistów działa na korzyść albumu, a połączenie melodyjnego power metalu z progresywnymi i rockowymi elementami sprawia, że materiał nie staje się monotonny. Zsolt jest zdolny, co już nie raz pokazał w Dreamtale, a i tutaj robi dobrą robotę. Płyta zawiera 9 kompozycji co daje 50 minut muzyki. W zamian za nasz cenny czas dostajemy klasyczny power metal, który został skrojony na wzór lat 90. Jest do rzęs to zagrane, tylko nie wszystkie kompozycje są wysokich lotów.
Otwierający „Crooked Carnival” to teatralny, pełen rozmachu power metal, w którym złowieszcza melodia wprowadza nas w klimat osobliwego, muzycznego przedstawienia. Aitor Arrastia wnosi do kompozycji odpowiednią dawkę ekspresji, a gitarowe partie dobrze współgrają z symfonicznym tłem. Nie da się ukryć, że to jedna z najlepszych kompozycji na płycie. Jest magia i prawdziwy hołd dla klasyki gatunku. Infinite Feeling” zmienia nieco kierunek, stawiając na bardziej rockową przebojowość i chwytliwy refren. Duet Nitte Valo oraz Leonarda F. Guillana dodaje utworowi uroku, a całość pokazuje, że After Infinity nie zamierza kurczowo trzymać się klasycznych powermetalowych schematów. To całkiem lekki i przyjemny utwór, który nieco wzoruje się na dokonaniach Battle beast czy Avantasia.
„King With No Crown” to ukłon w stronę bardziej tradycyjnego, melodyjnego power metalu. Mocniejsze gitary, podniosły charakter i rozbudowane partie wokalne przywołują skojarzenia z neoklasycznym graniem. Paolo Ribaldini dobrze odnajduje się w tej stylistyce, nadając kompozycji odpowiednią siłę. To kolejny mocny punkt na płycie. Jest jeszcze Maybe She's Crying”, czyli znacznie spokojniejsza odsłona albumu. Fortepian i emocjonalny śpiew wysuwają się tutaj na pierwszy plan. To przyjemna, romantyczna ballada, choć jej konstrukcja nie zaskakuje szczególnie oryginalnymi rozwiązaniami. Jak dla mnie mogłoby nie być tej kompozycji. Niestety trochę wieje nudą.
Warty uwagi jest też everlasting Mark” , czyli jeden z najciekawszych utworów na płycie. Sara Strömmer pokazuje tutaj szeroki wachlarz możliwości, przechodząc od melodyjnego śpiewu do bardziej agresywnych partii. Gitary są ostrzejsze, aranżacja nabiera energii, a solówka stanowi dodatkowy atut. To właśnie takich kompozycji chciałoby się usłyszeć więcej. Jest przebojowość i podniosłość, dzięki czemu utwór nabiera przebojowego charakteru. „Eternal Resentment” stawia na szybkość, mocniejszy rytm i bardziej bezpośrednie uderzenie. Nitte Valo wypada tutaj znacznie drapieżniej niż w „Infinite Feeling”, a utwór powinien przypaść do gustu miłośnikom dynamicznego grania w stylu Dreamtale, czy stratovarious. Mocna rzecz i szkoda, że płyta nie ma więcej tego typu perełek. Z kolei „Whisper in the Air” przynosi wyciszenie. Mika Tauriainen nadaje kompozycji bardziej rockowy, melancholijny charakter, a fortepian i skrzypce budują subtelny klimat. Znów wieje nudą i za brakło ciekawego pomysłu.
Na finał otrzymujemy niemal dwunastominutowy „Hands of Time”. To najbardziej rozbudowana kompozycja na płycie, w której After Infinity pozwala sobie na progresywne rozwinięcia i zmiany nastroju. Aitor Arrastia prowadzi utwór przez kolejne muzyczne etapy, a rozbudowane aranżacje pozwalają wybrzmieć zarówno gitarom, jak i symfonicznym dodatkom. Nie wszystkie fragmenty wymagają aż tak długiej formy, ale ambicji i rozmachu temu zakończeniu odmówić nie można.
After Infinity dostarcza solidną porcję melodyjnego metalu, w którym nie brakuje chwytliwych refrenów, ciekawych głosów i symfonicznego rozmachu. Nie jest to album pozbawiony słabszych momentów, ale jego różnorodność i kilka naprawdę mocnych kompozycji sprawiają, że warto dać mu szansę. Fani Sonata Arctica, Helloween czy Symphony X powinni znaleźć tutaj coś dla siebie.
Ocena : 7/10



















