Szwedzki wokalista Rob Lundgren to niezwykle zapracowany muzyk. Pojawia się na wielu wydawnictwach — raz jako główny wokalista, innym razem jako gość. Z pewnością nie może narzekać na brak zajęć. W tym roku można go usłyszeć na debiutanckim albumie formacji Sanctum Pyre. Płyta „He Who Remains”, która ukazała się 20 marca, skierowana jest do miłośników epickiego heavy metalu z domieszką power metalu. W końcu coś, co potrafi wywołać prawdziwe ciarki emocji.
Trzeba przyznać, że zespół sprawia sporą niespodziankę. Nie stawia bowiem na agresję, zawrotne tempo ani łatwo wpadające w ucho hity. Zamiast tego skupia się na monumentalności, epickim klimacie i narracyjności. Kompozycje są rozbudowane, a partie gitarowe — bardziej złożone i dopracowane. W każdym utworze dzieje się naprawdę dużo dobrego. Sanctum Pyre opiera swoją siłę na pięknych melodiach i poruszających dźwiękach. To prawdziwy pokaz talentu i muzycznej wrażliwości.
Rob Lundgren to doświadczony i uznany artysta. Towarzyszy mu klawiszowiec Nikos Tzouannis, znany z Battle Symphony, który dodaje subtelnych ozdobników i wzmacnia klimat kompozycji. Największą pracę wykonuje jednak nieco tajemniczy Mike G., odpowiedzialny za gitary, bas oraz perkusję. Wyraźnie zna się na rzeczy i zadbał o wysoki poziom instrumentalny. Partie gitarowe przesiąknięte są wpływami takich zespołów jak Arrayan Path, Manilla Road czy Crimson Glory. Pomysłowość, świeżość oraz dbałość o detale znacząco podnoszą jakość całego albumu. Trzech muzyków stworzyło dzieło pełne magii — prawdziwą ucztę dla duszy.
Już od pierwszych chwil płyta uderza energią za sprawą utworu „Break Thy Chains”, pełnego power metalowych rozwiązań. To swoista zmyłka — dostajemy epicki, przystępny hicior, który zachwyca dynamiką i podniosłym charakterem. Monumentalność oraz bardziej zróżnicowane partie gitarowe pojawiają się w melodyjnym „Ride Through Fire”, gdzie zespół wyraźnie pokazuje kierunek, w jakim chce podążać. Utwór ma niesamowity klimat i potrafi poruszyć.
„Behold the Thrones” ponownie czaruje epickim rozmachem i naciskiem na atmosferę. To doskonały przykład na to, że nie zawsze trzeba grać szybko i agresywnie — dbałość o szczegóły, klimat i piękne melodie potrafią zdziałać cuda. Wpływy Arrayan Path słychać wyraźnie w nieco progresywnym „Pay the Price”. Z kolei „The Hammer and the Cross” to kwintesencja nastrojowego, epickiego heavy metalu — utwór płynie, hipnotyzuje i zachwyca klimatem. Podobne emocje przynosi marszowy i stonowany „The oath”, którego refren stanowi esencję gatunku.
Dalej otrzymujemy spokojniejszy, lekko rockowy „She Was a Flame”, wyróżniający się ciekawymi zmianami tempa i nastroju. Punktem kulminacyjnym albumu jest utwór tytułowy „He Who Remains” — pełen epickiego rozmachu, z gregoriańskimi chórami i wyjątkową atmosferą. To moment, w którym zespół pokazuje pełnię swojego potencjału.
Na zakończenie dostajemy bardziej energiczny „Daughter of the Wind”, w którym powraca power metalowa żywiołowość. Orientalne motywy przywodzą na myśl Arrayan Path, a neoklasyczne zagrywki mogą kojarzyć się z Iron Mask. To znakomite zwieńczenie całości.
Sanctum Pyre to niezwykłe doświadczenie i dowód na to, że heavy metal może być piękny bez konieczności uciekania się do ostrych riffów czy chwytliwych, prostych melodii. Siła tej muzyki tkwi w emocjach, nastroju i subtelnych dźwiękach. To album, który na długo pozostaje w pamięci.
Ocena: 9.5/10


























