Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rexoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rexoria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2026

REXORIA - Fallen Dimension (2026)




 Szwedzki zespół Rexoria od kilku lat konsekwentnie buduje swoją pozycję na scenie melodyjnego heavy i power metalu. Na czwartym albumie studyjnym, zatytułowanym Fallen Dimension, grupa nie próbuje rewolucjonizować gatunku. Zamiast tego stawia na sprawdzone atuty: chwytliwe refreny, mocarne riffy, dynamiczne tempo oraz charakterystyczny wokal Fridy Ohlin. Efektem jest dopracowane, przebojowe wydawnictwo, wypełnione koncertową energią od pierwszej do ostatniej minuty. Premiera albumu odbyła się 8 maja nakładem Black Lodge Productions i jest to już czwarta pozycja w dorobku formacji. Dla fanów takich zespołów jak Battle Beast, Metalite czy Dreamtale będzie to pozycja wręcz obowiązkowa.

Rexoria działa od 2016 roku i od samego początku siłą napędową zespołu pozostaje wokalistka Frida Ohlin. Jej głos potrafi być jednocześnie drapieżny i melodyjny, a w bardziej emocjonalnych fragmentach nadaje kompozycjom autentyczności i głębi. Na uwagę zasługuje również świetnie zgrany duet gitarowy tworzony przez Martina Gustavssona i Jonathana Svenssona. Muzycy doskonale wiedzą, jak budować chwytliwe melodie i atrakcyjne aranżacje. Choć czerpią inspiracje od uznanych przedstawicieli gatunku, nie ograniczają się do bezrefleksyjnego kopiowania sprawdzonych schematów. To profesjonalnie skomponowana rozrywka na wysokim poziomie, dostarczająca słuchaczowi mnóstwo satysfakcji.

Rexoria stawia przede wszystkim na zwięzłe i treściwe kompozycje. Jedenaście utworów składa się na około 45 minut muzyki, podczas których roi się od chwytliwych refrenów i pomysłowych melodii. Już otwierający album „Metallic Rain” pokazuje, czego można spodziewać się przez kolejne kilkadziesiąt minut: zwartych kompozycji, wyrazistych melodii oraz produkcji nastawionej na maksymalną przejrzystość brzmienia. To utwór niezwykle energetyczny, pełen świeżych pomysłów i charakteru.

Kompozycje takie jak „Awakening”, „Dancing on the Ruins” czy „Break the Wave” umiejętnie łączą klasyczny heavy metal z nowoczesnym power metalem, unikając przy tym zbędnego eksperymentowania. Zespół świadomie podąża sprawdzoną ścieżką, koncentrując się na tworzeniu łatwo przyswajalnych, ale jednocześnie angażujących utworów. Doskonałym przykładem takiego podejścia jest „Malleus Maleficarum”, który zachwyca prostym, lecz niezwykle skutecznym motywem przewodnim oraz przebojowym charakterem. Znajdziemy tu energię i chwytliwość przywodzącą na myśl najlepsze momenty Bloodbound czy wczesnego Battle Beast.

Nieco bardziej taneczny „Running with the Stars” przemyca rozwiązania znane z twórczości Sabaton i Metalite. Choć balansuje na granicy kiczu, robi to z dużym wyczuciem i wdziękiem, dzięki czemu słucha się go z nieskrywaną przyjemnością. Z kolei marszowy „Dominion” przynosi solidną dawkę epickości i rycerskiego klimatu, stanowiąc udany ukłon w stronę takich gigantów jak HammerFall czy Manowar.

Nie zabrakło również bardziej radiowych momentów. „Himalaya” sprawdza się jako lekki, melodyjny przebój, choć nie traci przy tym metalowego charakteru. Z drugiej strony album oferuje także bardziej wymagające fragmenty utrzymane w stylistyce heavy/power metalu z wyraźnymi wpływami Bloodbound. Jeszcze więcej klasycznego power metalowego ducha, przywołującego skojarzenia z pierwszymi albumami Helloween czy Avantasii, można odnaleźć w rozpędzonym „Wasted Land”.

Szczególnie dobrze wypada finałowy „Heart of Sorrow”, nagrany z udziałem Johnny’ego Gioeliego. Duet wokalistów wnosi do kompozycji dodatkową dramaturgię i emocjonalną głębię, czyniąc ją jednym z najmocniejszych punktów całego wydawnictwa. To piękna ballada, która potrafi wzruszyć i na długo pozostaje w pamięci.

Fallen Dimension nie zmienia zasad gry w melodyjnym metalu, ale oferuje wszystko, czego można oczekiwać od świetnie napisanej płyty power metalowej: energię, emocje, znakomite wokale oraz refreny, które zostają w głowie jeszcze długo po zakończeniu odsłuchu. Dla Rexorii jest to kolejny krok naprzód i bez wątpienia jeden z najmocniejszych albumów w dotychczasowej dyskografii zespołu. Wydawnictwo powinno szczególnie przypaść do gustu fanom Battle Beast, Beast in Black oraz Frozen Crown.

Ocena: 8,5/10

środa, 8 lutego 2023

REXORIA - Imperial Dawn (2023)


Narzekałem, że poprzedni album szwedzkiego Rexoria zatytułowany "Ice Breaker" miał ciekawe momenty i brakowało mi większej przebojowości. Chyba ktoś mnie posłuchał i dokonał poprawek przy tworzeniu nowego materiału, bowiem "Imperial Dawn" jest o wiele ciekawszym wydawnictwem i kryje sporo hitów. Premiera 3 wydawnictwa w dorobku tej grupy miał 3 lutego roku 2023 nakładem Black Lodge Records.

Inspiracje i wpływy, które słychać w muzyce Rexoria w zasadzie się nie zmieniły, Dalej band wykorzystuje patenty Bloodbound, Dynazty, czy Battle beast. Jest nacisk na melodie, na chwytliwość i dobrą zabawę. Tym razem gitarzyści Cristofer i Jonas stawiają na proste i łatwo wpadające w ucho motywy.  Wszystko zagrane jest z pomysłem, przez co płyta nie nudzi i dostarcza sporo frajdy.  Bardzo ważnym ogniwem zespołu jest Frida Ohlin, której głos dodaje uroku do całości i nadaje odpowiedniego klimatu. Trzeba przyznać, że to w niej tkwi siła tego zespołu i można stwierdzić, że na nowym albumie jeszcze bardziej się rozwinęła i w pełni pokazuje na co ją naprawdę stać.

Płyta krótka i bardzo treściwa. Mamy 10 kawałków, które dają nam 35 minut i może pod tym względem nie ma szału, ale lepsze to niż granie i wydłużanie na siłę. Jakoś tak znajomo brzmi "Paradigm", który otwiera ten album. Troszkę tutaj Sabaton, troszkę Bloodbound i ogólnie wrażenie bardzo pozytywne. Słychać, że band rozwinął skrzydła od ostatniego wydawnictwa. Podobne emocje wywołuje hicior w postaci "The New Revalation" . Lekki, niezwykle melodyjny riff i pełen wdzięku refren sieją tutaj zniszczenie. Band przyspiesza w dynamicznym "Rage and madness" i pokazuje band w nieco innym świetle. Brzmi to naprawdę dobrze i chce się jeszcze więcej muzyki Rexoria. Stonowany i bardziej komercyjny "Fiding Rose" to znów ukłon w stronę Sabaton, Bloodbound, ale nie tylko. Utwór zapada w pamięci, a to już coś. Niby patent ten sam przejawia sie w kawałkach, ale to akurat zaleta. Mamy też power metalowy "Crushing for more" czy pomysłowy "Set me on Fire", który pokazuje jak band przestawił się na melodyjny aspekt.

35 minut melodyjnego metalu i to na wysokim poziomie. Jest to zagrane z pomysłem i dbałością o melodie. Do tego soczyste brzmienie i obłędna Frida, która ma świetny głos. Wszystko współgra ze sobą bardzo dobrze i to czyni "Imperial Dawn" najlepszym albumem tej szwedzkiej formacji!

Ocena: 8/10
 

niedziela, 3 listopada 2019

REXORIA - Ice breaker (2019)

Mamy co raz więcej kapel metalowych, w których królują wokalistki i to jest fakt. Rexoria to przykład młodej formacji, która na rynku istnieje 3 lata i próbuje znaleźć swoje miejsce w melodyjnym heavy/power metalu. Grają mało wymagającą muzykę, w której rządzą proste melodie i duża dawka melodyjności. Stawiają na proste rozwiązania i bardziej komercyjny wydźwięk, ale to może im przysporzyć więcej słuchaczy. W tym roku band powraca z drugim wydawnictwem o tytule "Ice Breaker" i jest to pozycja dla fanów Crystal Viper, Battle Beast czy Bloodbound. Potencjał jest, ale czy został w pełni wykorzystany? Oto jest pytanie?

Okładka jest idealna do takiej muzyki i ta cukierkowatość wylewa się z niej. Brzmienie jest dobrze wyważone, bo słychać wyraźnie soczyste gitary, a wokal Fridy nie jest w żaden sposób zagłuszony. Tak więc od strony technicznej jest bardzo dobrze. A jak jest z zawartością?

Rexoria kontynuuje to co grał na debiucie, ale brakuje jeszcze precyzji i pomysłów wartych grzechu. Wszystko jest solidne i miłe w odsłuchu, ale nie wymaga przemyśleń czy nie porusza słuchacza. Dobra muzyka i niestety nic ponadto.

Płyta dobrze się zaczyna, bo od melodyjnego i zadziornego "Velvet Heroes".. Słychać, że gitarzyści Cristofer i Jonas dają popis swoich umiejętności. Jest lekko i niezwykle melodyjnie. Zadziorny "Fight the demons" przemyca więcej patentów Bloodbound i chwytliwy refren robi tu niezłą robotę. Kolejny hit na płycie to marszowy i nieco folkowy "In the Wild". Tytułowy "Ice breaker" to utwór, który ma coś z Crystal Viper, co słychać w początkowej fazie kompozycji.Power metal pojawia się w rozpędzonym i dynamicznym "Brothers of Asgard", czy w "Roaring".

Zawartość ma kilka przebłysków i natrafiamy tutaj na ciekawe utwory, który potrafią zaskoczyć ciekawą melodią czy solidnym riffem. Brakuje mi jedynie większej dawki mocy i jakiegoś elementu zaskoczenia. Wszystko została zagrane bezpiecznie, bez nutki szaleństwa. Szkoda, może jeszcze kiedyś dostanę właśnie taki album od Rexoria?

Ocena: 6/10