Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blizzard Hunter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blizzard Hunter. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 września 2026

BLIZZARD HUNTER - The pact (2026)


 

Jednym z dobrze znanych zespołów heavy metalowych z Peru jest formacja Blizzard Hunter, która jest na scenie od 20 lat. Mimo długiego stażu na koncie mają zaledwie trzy albumy studyjne. Najnowsza płyta, zatytułowana „The Pact”, ukazała się 21 sierpnia. Peruwiański zespół od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję, czerpiąc garściami z klasycznego heavy i speed metalu. „The Pact” to kolejny rozdział tej historii – trzynaście utworów, w których królują ostre riffy, melodyjne solówki, charakterystyczny wokal i energia, której zdecydowanie nie brakuje. Tym razem Blizzard Hunter brzmi wyjątkowo pewnie i pokazuje, że południowoamerykańska scena metalowa wciąż ma sporo do powiedzenia. Do tej pory band nie wydał słabego albumu i czas sprawdzić, czy udało się utrzymać wysoki poziom poprzednich płyt.

„The Pact” jest płytą dla tych, którzy w heavy metalu szukają przede wszystkim emocji, gitar, melodii i energii. Blizzard Hunter nie próbuje być zespołem laboratoryjnym, analizującym każdy riff pod kątem nowatorstwa. Oni po prostu grają metal z przekonaniem. I robią to na tyle dobrze, że po zakończeniu albumu zdecydowanie chce się nacisnąć „play” jeszcze raz. W ich muzyce słychać wpływy Iron Maiden, Judas Priest, Enforcer czy Running Wild.

Od ostatniej płyty skład zespołu przeszedł pewne roszady. Tony Rojas de la Chyba wrócił w 2023 roku do roli gitarzysty. Razem z Lucho Sanchezem znów tworzą zgrany duet i starają się wrócić do jakości z debiutu. Słychać świetną formę i dobre zgranie między muzykami. Nie brakuje pomysłowych riffów, chwytliwych melodii czy wciągających motywów. Nie ma miejsca na nudę.

Alejandro Rojas objął funkcję perkusisty, a wokalista Sebastian Palma dodatkowo przejął obowiązki basisty. Każdy z muzyków sporo wnosi do muzyki Blizzard Hunter i band po prostu błyszczy. Ten album zawiera wszystko to, co jest ważne w klasycznym heavy/speed metalu. Ostre riffy, urozmaicenie tempa, klasyczne dźwięki, no i ta dawka przebojowości.

Na uwagę zasługuje również produkcja. Nie jest przesadnie sterylna ani wypolerowana do granic możliwości. Instrumenty pozostają czytelne, ale zachowują odpowiednią metalową surowość. Sama okładka też bardzo dobrze pasuje do całości.

Zawartość płyty to 13 utworów. Znajdziemy tutaj dwa utwory z minialbumu „Legacy of Survival”. Trzeba przyznać, że zarówno „New Age”, jak i „Stayin' Alive” to kwintesencja stylu zespołu i świetna mieszanka heavy i speed metalu. Oj, czuć klimat lat 80.

Płytę otwiera klimatyczne intro, które wprowadza odpowiedni klimat i buduje napięcie. „Nebulaforged” podkręca tempo i pokazuje bardziej speedmetalowe oblicze zespołu. Perkusja napędza kompozycję, gitary tną powietrze ostrymi riffami, a Sebastian „Dragón” Palma prowadzi wszystko charakterystycznym, wysokim i zdecydowanym wokalem. Jego głos jest jednym z najważniejszych elementów brzmienia Blizzard Hunter – ma w sobie zarówno klasyczny metalowy patos, jak i pewną surowość, która pasuje do południowoamerykańskiego charakteru zespołu. Rasowy killer, który pokazuje wszystkie atuty Blizzard Hunter.

Tytułowy „The Pact” należy do najbardziej reprezentacyjnych momentów albumu. To utwór, w którym Blizzard Hunter najlepiej pokazuje swoją umiejętność łączenia szybkości z melodyjnością. Zamiast bezmyślnego pędzenia mamy tutaj dobrze rozłożone akcenty, gitarowe harmonie i refren, który aż prosi się o wspólne śpiewanie podczas koncertu. Ten przebojowy charakter płyty imponuje i dostarcza sporo frajdy.

Bardzo dobrze wypada również „Forever The Road” – bardziej melodyjny, ale nadal utrzymany w metalowym galopie. Z kolei „Fueled By Rage” przynosi większą dawkę klasycznego heavy metalu w klimatach Saxon czy Judas Priest.

Jednym z ciekawszych punktów jest „Blessings From Hell”, gdzie Blizzard Hunter pokazuje, że potrafi budować klimat nie tylko za pomocą tempa. Gitary mają odpowiednią ciężkość, wokal jest bardziej dramatyczny, a całość otrzymuje niemal epicki charakter. To właśnie takie momenty sprawiają, że „The Pact” nie jest jedynie kolekcją szybkich heavy/speedmetalowych numerów. To jeden z najlepszych momentów na płycie. Prawdziwa dewastacja i pokaz mocy.

Potem dostajemy „Blasting Out”, czyli kawałek stworzony wręcz do grania na żywo. To przede wszystkim świetny hołd dla lat 80. Mamy jeszcze rozpędzony i bardziej speedmetalowy „Steel Youth” i w takim wydaniu band wypada znakomicie. Pewne echa hard rocka mamy w „V.O.L.T.” i to znów świetnie wyważony kawałek.

Zamykający album „Peruvian Attack” jest znakomitym podsumowaniem całej płyty. Ten ostatni numer szczególnie mocno podkreśla pochodzenie zespołu i jego przywiązanie do tradycyjnego, bojowego heavy metalu. Słychać w nim ducha starego Running Wild, co mnie bardzo cieszy. Rasowy killer, który na długo zapada w pamięci.

Nowy album Blizzard Hunter to metal bez zbędnych ozdobników, ale za to z charakterem. „The Pact” ma w sobie ten rodzaj energii, który przypomina, dlaczego człowiek w ogóle zaczął słuchać heavy metalu. Gdy pojawiają się pierwsze gitary, wiadomo, że przez następne kilkadziesiąt minut będzie szybko, głośno i melodyjnie. Nagrali świetny album, który powinien znaleźć się na półce każdego maniaka.

Ocena: 9/10


środa, 27 lipca 2022

BLIZZARD HUNTER - The path of triumph (2022)


  W roku 2015 ukazał się album zatytułowany "Heavy metal to the vain" który od razu mnie zauroczył i w pełni przekonał do pochodzącego z Peru bandu o nazwie Blizzard Hunter.  Kapela działa od 2006 r, ale po wydaniu swojego debiutanckiego krążka znikła i do teraz było o niej cicho. Band powraca i ma dla nas drugi album."Tha paith Of Triumph"  rozwija patenty z debiutu i dalej utrzymany jest w stylizacji heavy/speed metalowej. Panowie dalej czerpią inspiracje z Iron Maiden, Grim Reaper czy Agent Steel.

Nie ma w tym za grosz oryginalności. Blizzard Hunter może tylko nas porwać dbałością o detale, dynamiką i chwytliwymi melodiami. Na szczęście tego tu nie brakuje, choć można odnieść że debiutu nie udało się przebić. Pierwsze skrzypce w zespole gra niezwykle utalentowany Sebastian Palma, który znakomicie odnajduje się w wysokich rejestrach. To dzięki niemu czuć klimat lat 80 i tą speed metalową motorykę. Gitarzyści tj Sanchez i Lau też wkładają sporo pracy partie gitarowe. Nie brakuje ciekawych i wciągających melodii, czy mocnych riffów. Niby to wszystko takie znajome, a wciąż dobrze się tego słucha.


Klasycznie brzmi taki "Final Flash" i znajdziemy tutaj sporo odesłań do wielkich kapel, ale panowie robią swoje i stawiają na klasyczny wydźwięk. Nieco hard rockowy feeling dodaje uroku temu kawałkowi. Tytułowy "Tha path of triumph" to już granie bliższe mojemu sercu. Jest pazur, jest szybkość i speed metalowa formuła. Brzmi to naprawdę dobrze. To jest Blizzard Hunter jaki mi się spodobał na debiucie. Podobne emocje wzbudza rozpędzony "Screaming". Wokalista daje tutaj popis swoich umiejętności. Rozbudowany "Lost in my madness" to też granie na wysokim poziomie i pokazuje jak świetne pomysły band ma kompozycje. nie brakuje też przebojów,  a takim właśnie jest niezwykle chwytliwy "Born to be free". Całość wieńczy niczego sobie ballada "The last time", które jakoś średnio mi pasuje do koncepcji albumu.

Blizzard Hunter kazał czekać fanom 7 lat na nowy album, ale warto było czekać, bo to w dalszym ciągu muzyka na wysokim poziomie. Każdy kto kocha lata 80, heavy/speed metal, to ten powinien zapoznać się z tym krążkiem. Satysfakcja gwarantowana!

Ocena: 8/10

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

BLIZZARD HUNTER - Heavy Metal To The Vain (2015)

Wiele młodych kapel jest zapatrzone w dokonania żelaznej dziewicy i to nie jest żadna ujma. Jak czerpać inspiracje to z najlepszych, ale nie zawsze udaję się stworzyć coś równie dobrego i chwytliwego. Problem tkwi może nie tyle w tym, że Iron Maiden stworzył swój charakterystyczny styl i nagrał tyle świetnych płyt, ale też wykazali się umiejętności tworzenia wielkich hitów. Z tym obecnie niektóre młode kapele mają problem. No ale dobrze, jeśli już dzisiaj ktoś czerpie z Iron Maiden to stara się to przedłożyć na styl nie NWOBHM, lecz heavy/speed metal. Skoro taki Striker czy Enforcer odniósł sukces, czemu miałoby się nie udać Blizzard Hunter, który pochodzi z Peru? Jeśli szukacie dobrego bandu, który wie jak odtworzyć styl Iron Maiden i wlać nieco Savatage, Grim Reaper czy Agent Steel to z pewnością debiutancki album o nazwie "Heavy Metal To The Vain" dostarczy wam tego.

Na samym wstępie warto wspomnieć, że kapela powstała z inicjatywy gitarzysty Luisa Sancheza. Wstępnie to był tylko projekt muzyczny, jednak z czasem zaczął przybierać formę pełno metrażowego bandu. Nazwę została zaczerpnięta z "Czarodzieja z Oz" i w początkowym okresie działalności band skupiał się na graniu tylko coverów właśnie Iron maiden czy Judas Priest.  z wokalistami był problem od samego początku i kiedy odszedł Mauricio Medina to jego miejsce zajął Sebastian Palma, który bardziej pasuje do tej speed metalowej formuły. Ma ciekawą manierę, która przypomina front menów takich klasycznych bandów jak Agent Steel, Mad max, Crossfire czy właśnie Iron Maiden.  Jego znakiem rozpoznawczym są wysokie rejestry i zadziorność typowego rasowego metalowego wokalisty.  Zespół tak dopasował brzmienie i styl sekcji rytmicznej, by jeszcze bardziej odtworzyć lata 80 i twórczość żelaznej dziewicy. To się udało, bowiem płyta ma ten klimat i jakość z tamtych lat. Jest szczerość, proste granie, który ma porwać słuchacza szybkością, przebojowością i energicznymi solówkami. Tak też jest z debiutem Blizzard Hunter. Można odnieść wrażenie, że płytę zdominowali Lucho i Tino poprzez swoje zagrywki gitarowe. Wszędzie ich pełno i to jest właśnie urok tej płyty. Cały czas się coś dzieje, cały czas jest adrenalina.  Początek płyty to taki ukłon w stronę starych płyt z lat 80, gdzie zawsze na wstępie pojawiało się instrumentalne intro. Tak też jest i tutaj i "Conqueror of Destiny" spełnia sie tutaj idealnie.  Dalej już mamy jazdę bez trzymanki. "Im on my way" to przykład, że można jeszcze coś ciekawego stworzyć w sferze heavy/speed metalu. Utwór z jednej strony energiczny, a z drugiej niezwykle melodyjny, to też od razu zapada w pamięci. Co może się też podobać, to pewne cechy Iron Maiden, ale też czegoś na miarę Agent Steel. Brzmi to znacznie lepiej niż tegoroczny Enforcer. Tytułowy utwór to jeszcze więcej Iron Maiden i to tego w klasycznej formie. Bardziej rozbudowany i zaskakujący jest "Hearts on Fire", który ma coś z starego Judas Priest czy Helloween. To jest idealny przykład tego ile zespół wkłada serca w to co gra i jak wielkie znaczenie mają tutaj popisy gitarowe. Solówki zagranie z pomysłem, ikrą i pazurem, a w dodatku stanowią siłę każdego utworu. "Nemesis" mógłby trafić śmiało na jakiś wczesny album żelaznej dziewicy i w dodatku to stonowane tempo jeszcze bardziej podkreśla stylizację NWOBHM. "The Murder" to kolejna dłuższa kompozycja i tutaj można wyłapać pewne elementy hard rocka, co tylko dodaje smaczku. Najostrzejszym na płycie utworem jest "My Revenge", który brzmi jak swego rodzaju hołd dla Anthrax. Właściwie końcówka to takie podsumowanie całości, a zwłaszcza tego, że zespół zbudował swój świat wykorzystując pewne znamiona twórczości Iron Maiden. Taki "The Joke" czy "The final Judgment" to najlepsze dowody na to.

Prawie 50 minut czystego heavy/speed metalu w stylizacji lat 80 mija bardzo szybko. Nie ma tutaj wad, nie ma jakiś zbędnych kompozycji, a wszystko zostało dopracowane. Nie ma może w tym za grosz oryginalności i wszystko można zdefiniować jako kolejna kalka żelaznej dziewicy. Jednak czystego speed metalu nigdy za dużo, tak samo klonów Iron Maiden, dopóki ich muzyka jest na takim wysokim poziomie jak ta zaprezentowana przez Blizzard Hunter.


Ocena: 9/10