Crystal Eyes od początku pozostaje wierny swojej stylistyce, czerpiąc inspiracje z takich legend jak Judas Priest, Iron Maiden, Accept,Helloween czy Running Wild. Szczególnie słychać to w gitarowych harmoniach, klasycznych riffach i sposobie budowania refrenów. Stawiają na klasyczne rozwiązania i to ich spory atut. Szkoda tylko że jakoś mniej patentów Running Wild i za dużo hard rockowych wstawek.
Za mikrofonem, gitarą i klawiszami stoi Mikael Dahl, któremu towarzyszą Jonatan Hallberg na gitarze, Claes Wikander na basie oraz Henrik Birgersson za perkusją. To zgrany skład, który doskonale rozumie, na czym polega granie tradycyjnego metalu. Niby skład ten co na poprzednim albumie, a jednak czuć spadek formy.
Na płycie znajdziemy dziewięć kompozycji. Otwierający „Whirlwind of Doom” to dynamiczny, rozpędzony power metal z podwójną stopą i epickim rozmachem. „We Came, We Saw, We Conquered” oraz „Follow the Storm” powinny przypaść do gustu fanom Running Wild – jest tutaj odpowiednia dawka szybkości, bojowego charakteru i gitarowych melodii. Nie da się ukryć, że to najlepszy moment na płycie. Powinno być więcej tego typu utworów.
Kids of Rock 'n' Roll” to z kolei bardzo chwytliwy, niemal stadionowy hymn, w którym nie brakuje rock'n'rollowej energii. Taki lekki radiowy hit o zabarwieniu hard rockowy. Przez takie kompozycje album sporo traci. The Battle Will Be Won” przyspiesza tempo i dostarcza klasycznych heavy metalowych emocji. To taki ukłon w stronę klimaty Iron maiden czy heavy load. Shadows of the Night” nieco zmienia nastrój, ale nadal pozostaje w tradycyjnej metalowej stylistyce. Brawo za pomysłowy i chwytliwy motyw gitarowy. Takich hitów tutaj trzeba. „Metal Bound” to kolejny mocny punkt albumu, z bardzo nośnym refrenem i wyraźnym ukłonem w stronę klasycznego heavy metalu. Dużo tutaj wpływów accept czy Hammerfall. To kolejny mocny punkt tej płyty. Całość zamyka „A Silent Farewell”, który stanowi bardziej refleksyjne i emocjonalne zakończenie tej muzycznej podróży.
Thunder God” to udany powrót Crystal Eyes. Nie ma tutaj rewolucji, nie ma prób podążania za modą ani niepotrzebnego kombinowania. Jest za to szczery, melodyjny heavy/power metal, który czerpie garściami z najlepszych wzorców lat 80. Szczególnie doceniam gitarowe pojedynki, chwytliwe refreny i oldschoolową atmosferę. Może nie każdy utwór zostanie metalowym hymnem na lata, ale jako całość album prezentuje naprawdę solidny poziom. Jednak czuć spadek formy i spodziewałem się bardziej zadziornej i energicznej płyty.
Ocena : 7/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz