poniedziałek, 19 października 2026

GLORYHAMMER - Space 1993 : Wrath of Kor Virliath (2026)


 

14 lat wystarczyło, by nazwa Gloryhammer stała się znaczącą w świecie power metalu. Band szybko stał się prawdziwą gwiazdą młodego pokolenia. Kapela została założona w 2012r przez Christophera Bowesa, który stoi za sterami Alestorm i to był strzał w dziesiątkę. Zrodziła się nowa gwiazda, która postanowiła prezentować podniosły symfoniczny power metal w stylu rhapsody, czy Twilight Force. "Space 1993: Wrath of Kor-Virliath "to piąty album szkockich bohaterów kosmicznego power metalu, który ukazał się 16 października 2026 roku nakładem Napalm Records. To bezpośrednia kontynuacja Space 1992: Rise of the Chaos Wizards, ponownie zabierająca słuchacza w absurdalnie epicką podróż pełną galaktycznych bitew, magii i bohaterskich czynów.  Jak dla mnie to jeden z ich najlepszych albumów.

Już sam tytuł sugeruje, że nie będzie tu miejsca na subtelności – i całe szczęście! Gloryhammer doskonale wie, na czym polega magia tego zespołu. Chwytliwe melodie, podniosłe refreny, klawiszowe pasaże, galopujące gitary i charakterystyczna teatralność ponownie tworzą mieszankę, której trudno odmówić uroku. Tym razem grupa sięga również po bardziej zróżnicowane wpływy, od klasycznego power metalu, przez bardziej agresywne akcenty, aż po rozbudowane, filmowe aranżacje. Momentami można poczuć się jak na seansie nowego filmu ze świata Gwiezdnych Wojen. Bardzo dobrze obrazuje to choćby instrumentalne intro.  

Okładka rodem z płyt iron savior czy dopieszczone i mocne brzmienie to tylko kolejne atuty nowej płyty gloryhammer. Ten band nie byłby sobą gdyby nie przepięknie i chwytliwe partie klawisze Bowesa. Nie można też pominąć świetnej formy gitarzysty Paul Templinga. Zaskakuje pomysłowością i techniką .Każdy riff czy solówka jest na wagę złota. Bazuje na klasycznych patentach, ale jest w tym przestrzeń na świeżość i pomysłowość. Nie można też pominąć wysokiej klasy wokalisty, jakim jest Sozos Michael. Idealny głos do tego typu muzyki. 

Na płycie znajduje się 11 utworów i całość dane nam 50 minut muzyki.  Intro szybko mija i wkracza "Ultimate Sacrifice". Potężna dawka epickiego power metalu. Dynamiczne partie gitarowe, rozbudowane aranżacje i podniosły charakter sprawiają, że to jeden z mocniejszych punktów albumu. Kwintesencja symfonicznego power metalu. Przypominają się klasyki rhapsody, power quest czy nawet gamma Ray. Dalej mamy "On a Quest for Aberdeen" który jest kolejnym wielkim hitem na płycie. Utwór pełen przygody, energii i charakterystycznego dla zespołu poczucia humoru. Melodyjność oraz chwytliwy refren sprawiają, że szybko wpada w ucho. Gloryhammer w najlepszym wydaniu. 

"Die with a Sword in My Hand – Wojenny hymn, w którym nie brakuje bojowego ducha i chóralnych zaśpiewów. Gloryhammer pokazuje tutaj, jak stworzyć numer, który aż prosi się o wspólne śpiewanie podczas koncertów. Utwór brzmi znajomo, bowiem band nie boi się czerpać z dokonań rhapsody, Helloween czy beast in Black.  Więcej słodkości i kiczu znajdziemy w "silver talon". To krótki, dynamiczny kawałek nastawiony na szybkość i melodyjne prowadzenie gitar. Konkretna dawka power metalu bez niepotrzebnego przeciągania. 

Klimat filmów Star Wars wraca przy okazji" Starfighters of Leuchars  "Bardziej rozbudowana kompozycja, w której kosmiczna tematyka idealnie współgra z rozmachiem instrumentalnym. To propozycja dla fanów przygodowego, pełnego melodii grania. Jest jeszcze energetyczny "Warriors of Auchtermuchty . To kolejny dynamiczny hymn, łączący galopujące tempo z podniosłym refrenem. Wszystko jest tutaj podporządkowane chwytliwości i budowaniu epickiego klimatu. Słychać w tym wpływy Sabaton czy bloodbound. "Pax Galactica " to utwór wyróżniający się rozmachem i bardziej przestrzennym charakterem. Zespół udowadnia, że potrafi wyjść poza typowy, szybki power metal, nie tracąc przy tym własnej tożsamości. Słychać w tym wpływy Powerwolf, zwłaszcza jak wsłuchamy się w motyw przewodni. Dyskotekowy i nieco kiczowaty "demonic devotion", który przywołuje na myśl beast in Black. "Hammer of Fate" to  powrót do sprawdzonych patentów: melodyjne gitary, podniosła atmosfera i energia napędzająca całość. Idealny wstęp do wielkiego finału.

"The Celestial Warhost of the Dundonian Empire Marches to Space Against the Dark Sorcerer: Final Assault on Battlemoon X-22"  to monumentalny finał trwający niemal trzynaście minut, podzielony na cztery części. To kulminacja całej kosmicznej historii, pełna teatralnego rozmachu i charakterystycznej dla zespołu przesady, która w tym przypadku stanowi jeden z jego największych atutów. Prawdziwy epicki finał.

Space 1993: Wrath of Kor-Virliath to Gloryhammer w najlepszym wydaniu – epickie, melodyjne i pełne fantazji. Zespół nie próbuje na siłę odcinać się od swojego charakterystycznego stylu, lecz rozwija go, dodając nieco większą różnorodność aranżacyjną i jeszcze więcej filmowego rozmachu. Nie wszystkie pomysły muszą być równie świeże, a przy takiej dawce patosu można czasami odnieść wrażenie, że niektóre rozwiązania są już dobrze znane. Nie zmienia to jednak faktu, że album dostarcza mnóstwo znakomitych melodii i przypomina, dlaczego power metal potrafi być tak cholernie ekscytujący. To jeden z ich najlepszych albumów.

Ocena : 9.5/10

1 komentarz:

  1. :) a wasz stary Stefan daje 10/10 bo to przykład że jak się ma co do pokazania to pokazuje a nie kombinuje i poszukuje. Kupując ich płyte wiem z czym mam do czynienia i o to chodzi :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń