Livewire nie ukrywa swoich inspiracji. Fundamentem pozostaje klasyczny heavy metal, ale Australijczycy bardzo chętnie przyspieszają, sięgając po rozwiązania charakterystyczne dla speed metalu. W gitarach można odnaleźć ducha takich zespołów jak Riot, Exciter, Agent Steel czy wczesny enforcer, natomiast sposób budowania kompozycji pokazuje, że muzycy doskonale czują również klasyczną szkołę NWOBHM. Nie jest to jednak granie pozbawione własnej energii. Livewire przede wszystkim stawia na dynamikę, świetne riffy i bardzo żywiołowe wykonanie.
Livewire brzmi jak zespół, który przede wszystkim chce dobrze się bawić metalem i zarazić tym słuchacza. Steel Surpasses Flesh jest dynamiczny, energetyczny i bardzo oldschoolowy. To muzyka dla fanów skórzanych kurtek, gitarowych solówek, szybkich riffów i klasycznego heavy metalu, który nie potrzebuje dodatkowych ozdobników. Stawiają na sprawdzone patenty i riffy, co przedkłada się na solidny materiał.
Motorem napędowym zespołu jest wokalista Nick Wilks , który ma ciekawą barwę głosu i pasuje do tego rodzaju heavy metalu. Nadaje całości drapieżności i klimatu lat 80. Puglia i Lerardo stworzyli zgrany i dobrze rozumiejący się duet gitarowy. Nie znajdziemy tutaj nic nowego, tylko znane i oklepane motywy. Brakuje elementu zaskoczenia i powiewu świeżości. Brakuje też jakiś wielkich hitów, które rzuciłyby na kolana
Już otwierający album" all consuming nightmare" pokazuje, że będzie szybko. Gitary pracują niemal bez przerwy, sekcja rytmiczna nadaje całości odpowiedniego rozpędu, a wokal prowadzi kompozycje wysoko i agresywnie. Nie ma tutaj długiego wprowadzania słuchacza w klimat – zespół od razu rzuca go w sam środek metalowej zawieruchy. Mocny start i dostajemy udany miks heavy/ speed metalu.
W podobnym tonie utrzymany jest " Demon witch" i tutaj band stawia znów na szybkość i zadziorny riff. Proste, oldscholowy granie. Jednym z moich ulubionych utworów na płycie jest rozpędzony "epinephrine attack". Właśnie w takim wydaniu band sporo zyskuje. Dalej mamy singlowy "fast mean killing machine" który zabiera nas w rejony bliższe hard rockowi.
Bardzo dobrze wypada także „Lightspeed Crazy”, który jeszcze mocniej podkreśla zamiłowanie zespołu do szybkości. Nie jest to jednak bezmyślne pędzenie przed siebie. Australijczycy potrafią budować chwytliwe partie gitarowe i dorzucać melodyjne solówki, dzięki czemu utwory nie zlewają się ze sobą. Klasyczne patenty band serwuje nam w dynamicznym i chwytliwym ",pathway to ruin"..
W podobnym kierunku idzie „Speed Kills” – tutaj tytuł również mówi właściwie wszystko. To kawałek, w którym heavy metalowa melodyjność zostaje połączona z prędkością speed metalu. Gitary prowadzą utwór do przodu, a rytm sprawia, że trudno spokojnie usiedzieć przy słuchaniu. Warto też pochwalić, za melodyjny i dobrze zagrany tytułowy kawałek, który bardzo dobrze oddaje charakter livewire.
Steel Surpasses Flesh nie jest arcydziełem ani albumem przełomowym, ale jest bardzo solidną porcją tradycyjnego heavy/speed metalu, która potrafi skutecznie rozruszać słuchacza. Jeśli ktoś tęskni za czasami, kiedy metal był przede wszystkim szybki, głośny i pełen gitarowych riffów, powinien dać tej płycie szansę. Niby nie ma nic odkrywczego, a słucha się tego całkiem przyjemnie.
Ocena : 7/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz