Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arch Enemy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arch Enemy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 marca 2025

ARCH ENEMY - Blood Dynasty (2025)


 Jeff Loomis, czyli jeden z najbardziej uzdolnionych gitarzystów młodego pokolenia  nie jest częścią szwedzkiego Arch Enemy. Taki stan jest od 2023r, a jego miejsce zajął Joey Concepcion, który grywał w Dark Tranquility czy Armageddon. Jeff Loomis to gwiazda wielkiego formatu i płyty z nim na pokładzie były na wysokim poziomie. Poprzeczka została zawieszona wysoko. Minęły 3 lata od znakomitego "Deceivers" z  2022r. Teraz przyszedł czas na "Blood Dynasty", który ukazał się 28 marca za sprawą Century Media Records.To kolejny świetny album tej formacji w ich bogatej dyskografii. To kwintesencja stylu Arch enemy i melodyjnego death metalu.

Na pewno cieszy urozmaicenie, zabawą konwencją, chwytliwe melodie, duży ładunek agresji, świetne zagrywki gitarowe, ale też świeżość i dbałość o przebojowy charakter. Arch Enemy podobnie jak na ostatnich albumach stawia na jakość. Na mocne brzmienie, przemyślane riffy i łatwo wpadające w ucho melodie.Amott i Concepcion stworzyli zgrany duet gitarowy, który wzajemnie się uzupełnia i mobilizuje. Panowie dają czadu i tutaj jest klasa sama w sobie. Nie ma miejsca na nudę. Od 2014 r prawdziwą gwiazdą zespołu i jej znakiem rozpoznawczym jest niebiesko włosa  Alissa White- Gluz, która ma naprawdę wszechstronny głos. Prawdziwy diament, który zawsze oczaruje swoim blaskiem. Bez niej ten band już nie był taki sam. Band zadbał o znakomitą szatę graficzną i mocne, agresywne brzmienie. To wszystko to efekt ciężkiej pracy.

Materiał może trochę krótki, ale za to treściwy. Mamy 40 minut muzyki, która oddaje to co najlepsze w Arch Enemy. Monumentalne i pełne epickości wejście w "Dream Stealer" wywołuje dreszcze, ale dopiero mocne uderzenie riffów robi swoje.  Riff troszkę ociera się o thrash metal i ta brutalność rozrywa na strzępy. Jeden z najlepszych kawałków na płycie! Ponuro i tak nieco topornie zaczyna się "Illuminate the Path" , ale utwór zachwyca taki heavy metalowym pazurem. Jest bardzo melodyjnie i przebojowo. W samym refrenie Allisa śpiewa tak bardziej kobieco i ten zabieg wyszedł naprawdę dobrze. Brutalny też w swojej aranżacji jest "March of The Miscreants", ale ta praca gitarzystów, ten ostry wokal Allise sieją tutaj zniszczenie. To również jeden z najlepszych kawałków na płycie, a refren to już czysta perfekcja. Jak to świetnie brzmi! Arcydzieło! Dalej mamy niezwykle melodyjny i przebojowy "A million suns" i band dalej trzyma wysoki poziom artystyczny. Band przyspiesza w "Don't Look Down" i tutaj nie ma żartów.  Mocny riff atakuje, a wszystko otoczone mrocznym klimatem. Alissa znów daje popis swojego głosu i do tego ta praca gitar. Można tonąć w tych dźwiękach i zachwycać się tym światem, który tworzy Arch Enemy, Takich killerów nam trzeba! Piękne wejść gitar mamy w "Blood Dynasty"  i brzmi to bardziej heavy metalowo. Utwór sam w sobie bardzo melodyjny na tle całości i taki podniosły. Czuć ten epicki rozmach, a ja to kupuje. Elementy heavy metalowe można wyłapać w drapieżnym "paper Tiger" i to jest kolejny killer na płycie. Do tego te solówki, które na długo zostają w pamięci. Cudo! Jest cover Blaspheme w postaci "Vivre Libre", które wnosi trochę spokoju i łagodnego wymiaru do całości. Można też posłuchać jak Alissa brzmi w nieco łagodniejszej osłonie. No brzmi to świetnie! Dalej mamy nieco komercyjny, nieco taki nowocześnie brzmiący "The Pundulum" i to znów dawka melodyjnego grania na najwyższym poziomie. Na sam koniec Arch Enemy serwuje nam rasowy killer w postaci "Liars And Thieves" i utwór przyprawia o dreszcze.  Główny motyw gitarowy kipi energią i agresją, a do tego wszystko jest bardzo melodyjne i przebojowe. Znajdą się tutaj nawet pewne echa power metalu. Wielki finał !

"Blood Dynasty" to mocna pozycja w dyskografii tej szwedzkiej formacji. Od początku do końca słucha mi się nowej płyty Arch Enemy z niezwykłą przyjemnością. To znów dawka świetnych melodii, znakomitego głosu Alise, świetnych zagrywek gitarowych i wszystkiego tego co składa się na melodyjny death metalu, wszystko to co kształtuje ten band. Płyta jest dla mnie bez skazy i przemyślana. To jeden z najlepszych albumów w dorobku grupy i na pewno jedna z tych płyt, które mnie powali na kolana w roku 2025. Mocna rzecz !

Ocena: 10/10

środa, 10 sierpnia 2022

ARCH ENEMY - Deceivers (2022)


 Nowy album Arch Enemy to zawsze wielkie wydarzenie dla maniaków melodyjnego death metalu, ale też fanów ogólnej odmiany heavy metalu. Ten band od lat przyzwyczaił nas do muzyki na wysokim poziomie. Czasy wokalistki Gossow były świetne, ale era Allisy white Gluz i gitarzysty Jeffa Loomisa wniosła band na jeszcze wyższy poziom. Tak od roku 2014 dostarczają nam samych świetnych albumów.Ostatni "Will to power" miał premierę w 2017r i teraz po 5 latach ciszy band powraca z nowym krążkiem. "Deceivers" to kolejny ważny album w ich dyskografii, może mnie brutalny, może bardziej przystępny dla nowych słuchaczy, którzy nie mieli do czynienia wcześniej z tą szwedzką potęgą.

Zaletą "Deceivers" jest niezwykłe urozmaicenie i znajdziemy tu wszystko. Spokojniejsze momenty, motywy bardziej heavy metalowy, czy nawet power metalowe, jest też sporo szybkich momentów i agresywnych. Płyta nastawiona na pomysłowe melodie, ale tym razem to nie agresja jest motywem przewodnim. Postawiono na bardziej stonowane i chwytliwe melodie, które śmiało mogły by zdobić album heavy metalowy czy power metalowy. Czy to jest wada? Szczerze dla mnie zaleta. Oczywiście to jest dalej Arch Enemy jaki znamy. Allise wymiata pod względem wokalny i jeszcze daje niezły popis w czystych partiach wokalnych. Może jestem mało obiektywny, bo to jedna z moich ulubionych wokalistek.  Duet gitarowy Loomis/Amott jak zwykle dostarcza nam sporo emocji i cały czas słychać pomysłowe rozwiązania. Nie ma nudy i cały czas się coś dzieje. Plusem jest to, że nie idą na łatwiznę i nie grają w kółko jednego motywu. Okładka może nie jest mocnym atutem, ale brzmienie już tak. Jest dobrze wyważone, mocne i zarazem czyste. Oddaje w pełni charakter płyty.

Troszkę szkoda, że przed premierą już znaliśmy praktycznie połowę płyty. Otwieracz "Handshake with hell" to rasowy hicior. Jest energia, pazur i znakomity motyw przewodni. Arch Enemy najwyższych lotów i na pewno warto wspomnieć o świetnych czystych partiach Allise. Jest moc! Rozpędzony "Deceiver, Deceiver" to prawdziwa petarda. Riff wgniata w fotel i do takich killerów band już na przyzwyczaił. Stonowany "In the eye of the storm" to mroczniejszy kawałek, ale bardziej stonowany i skierowany w stronę heavy metalowej stylizacji. Fanów melodyjnego death metalu bez wątpienia zadowoli "The Watcher". Powiew szczerze, że to mój nr 1. Refren i gitarowe tło w tym momencie to najpiękniejszy motyw tej płyty. Marszowy i nieco toporny "Poisoned Arrow" pokazuje nieco inne oblicze zespołu, ale ta heavy metalowa natura Arch enemy pasuje mi. Kolejny dobrze znany nam singiel to "Sunset over the empire" i tutaj znów band stawia na szybkość i agresję. Sporo udanych melodii na tym krążku i pod tym względem na wyróżnienie zasługuje "house of mirrors". Końcówka płyty to hicior" One last Time" i marszowy "Exiled from earth".

Ciężko do czegoś się przyczepić. Ja może osobiście wcisnął bym więcej petard pokroju "The Watcher". Płyta ukazuje nieco inne oblicze Arch Enemy i jest szansa że ten album trafi do większej liczny odbiorców. Stałych miłośników muzyki Arch enemy na pewno album nie zrazi i kto wie może stwierdzą tak jak ja, że to kolejna ważna pozycja w ich dyskografii. "Deceivers" to wg mnie jeden z ich najlepszych albumów. Warto mieć ten album w swojej kolekcji.

Ocena: 9.5/10

sobota, 23 września 2017

ARCH ENEMY - Will to power (2017)

Dla wielu fanów melodyjnego death metalu Arch Anemy to jeden z tych zespołów, który zaliczyć należy do tych najbardziej rozpoznawalnych. Ta kapela osiągnęła w sumie wiele z Angelą Gossow i mało kto przypuszczał, że nadejdą kiedyś czasy, kiedy Arch Anemy będzie miał nową wokalistkę. Nowy etap rozpoczął się w 2014r, kiedy do zespołu dołączyła  Alissa White - Gluz. Nowa wokalistka wniosła spory pokład energii i świeżości. Jest nieco inna od Angeli, ale ma swoją technikę i klasę i czyni zespół wyjątkowym. Nadaje muzyce sporo melodyjności i zadziorności. To było słychać na pierwszym jej albumie z Arch Enemy czyli "War Eternal". Najnowsze dzieło ukazuje się po 3 letniej przerwie i rozwija cechy zaprezentowane na poprzednim albumie. "Will to power" to wyjątkowy album i to już nie chodzi o to, że zespół rozkręcił się z Allisą, ale też pod tym względem, że jest to pierwszy album z nowym gitarzystą - Jeffem Loomisem. Znany gitarzysta z Sanctuary czy Nevermore dołączył do Arch Anemy w 2014r. Na nowym albumie jest dzięki niemu sporo ciekawych melodii, riffów i dzieje się naprawdę sporo. Album jak i zespół sporo zyskał na tym transferze. Już promujący "The world is Yours" ukazał właśnie atuty Loomisa i to ile wniósł z swoim przyjściem. Idealny kawałek promujący, który należy zaliczyć do tych najlepszych w historii grupy. Bardzo dobrze wypada też melodyjny i marszowy "the eaglies flies alone", który również promował nowy krążek. Płyta jest agresywna, nie brakuje typowego death metalu, co słychać w "The Race", który atakuje nas na początku płyty. Zaskakuje spokojny i komercyjny "Reason to believe", ale to jest dobry sposób na urozmaicenie albumu death metalowego. Zespół znakomicie wypada w bardzo melodyjnych kawałkach pokroju "Murder scene" czy "First day in Hell". W takim "Days of retribution" zespół wkracza w rejony power metalu.  Warto jeszcze wyróżnić podniosły i nieco symfoniczny "a fight i must win". Nie ma słabych kawałków i w zasadzie od początku do końca jest utrzymany wysoki poziom. Mamy szybkie kawałki jak i wolne, stonowane, tak więc nie ma grania na jedno kopyto. Udało się utrzymać poziom z "war Eternal" i spora w tym zasługa Jeffa. Dobra Robota!

Ocena: 9/10

sobota, 17 maja 2014

ARCH ENEMY - War Eternal (2014)

Dożyliśmy dnia, kiedy kończy się pewien rozdział szwedzkiego Arch Enemy. Zespół pożegnał Angele Gossow, który była znakiem rozpoznawczym tej formacji i była jego motorem napędowym. Arch Enemy był kojarzony z jej osobą, tak więc nastały ciężkie czasy dla szwedzkiego zespołu. Nie poddali się i szybko znaleźli Allise White Gluz, która nie tylko dobrze prezentuje się wizualnie, ale ma równie agresywny głos co Angela i tak o to odmieniony Arch Enemy nagrał nowy album „War Eternal”, który otwiera nowy rozdział Arch Enemy.

Nowa wokalistka, nowy gitarzysta, ale muzyka wciąż ta sama i dalej jest to melodyjne death metal do jakiego nas przyzwyczaili na przestrzeni lat. Jest w tym melodyjność, agresja, dynamika i pazur. Choć można odnieść wrażenie, że na nowym albumie zespół włożył więcej serce w kreowanie melodii i kompozycji. Dzięki temu płyta jest bogata w ciekawe i pomysłowe melodie, które są tutaj główną atrakcją. Podkreślają, że jest to melodyjny death metal, a nie jakiś inny gatunek. Krążek wyróżnia się nie tylko melodyjnością na tle innych płyt zespołu, ale też właśnie klimatyczną i pomysłową okładką. Ciężkie zadanie stało przed Allisą. Miała bowiem zachować styl formacji jaki dotychczas podobał się fanom, a jednocześnie miała pokazać swój własny styl, wnosząc pewien powiew świeżości. O dziwo udało się wszystko zrealizować, dając godny podziwu występ. Allisa wypada bardzo dobrze i zadowoli tych co lubią melodyjne linie wokalne jak i tych co przywiązują uwagę do agresji. Wraz z „Never Forgive Never Forget” można dostać lekkiego szoku, bowiem zespół dawno nie nagrał tak udanego kawałka i brakowało ostatnio takich hitów w ich wykonaniu. Co też przykuwa uwagę od samego początku to współpraca Cordle i Amotta. Jest chemia między nimi, słychać że się rozumieją i cenią sobie te same wartości. Można tutaj naprawdę się tym delektować. Kiedy trzeba to zespół dostarcza nam ciężkiego riffy i agresywnego grania, tak też jest z „War Eternal”. Wrażenie robią takie szybkie petardy jak „As The Pages Burn” czy „No More Regrets”. Klimatem i emocjonalnym charakterem urzekł mnie „You Will know My Name” . Nowoczesny wydźwięk „Stolen Life” czy „Avalanche” w których nie brakuje symfonicznych wstawek sprawia, że płyta jest urozmaicona i dopasowana do oczekiwań słuchaczy. Dalej mamy agresywny „Down To Nothing” i jedynie zamykający „Not long for this World” jest tutaj nie wypałem.

Nie wyczekiwałem tego albumu, nie żyłem ostatnimi wydarzeniami związanymi z Arch Enemy, ani też nie miałem jakiś oczekiwań względem tego wydawnictwa. Z pewnością jednak nie obstawiałem albumu, który sprawi mi radość . Ostatnim takim albumem Arch Enemy był „Doomsday Machine” i miło że po tylu latach dostałem bardzo udany album szwedów. Dobra robota.

Ocena: 8/10