Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rated X. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rated X. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 listopada 2014

RATED X - Rated X (2014)

Nie ma póki co reaktywacji Rainbow, nie ma solowego albumu Joe Lynn Turnera, ale jest za Rated X. Kolejny projekt muzyczny, czy też zespół, w którym kluczową rolę odgrywa Joe Lynn Turner. Jest też perkusista Carmine Appice, basista Tony Franklin, oraz gitarzysta Carl Cochran, który z Turnerem już współpracował. Ta grupka doświadczonych muzyków połączyła siły, aby nagrać album oddający piękno lat 80, by przypomnieć stare dobre czasy Rainbow i Deep Purple. To właśnie znajdziemy na debiutanckim albumie Rated X zatytułowanym po prostu „Rated X”. Klimat Deep Purple zapewnia klawiszowiec Alessandro Del Vecchio. Konstrukcja utworów, dobór riffów, styl wykonania oraz to w jaki sposób wygrywa swoje partie Carl to wszystko sprawia, że muzyka Rated X spodoba się fanom twórczości Joe Lynn Turnera, Raibow czy Deep Purple. Mamy tutaj do czynienia z hard rockiem przesiąkniętym latami 80. Brzmienie trochę za mocne, trochę zbyt nowoczesne, jak na to co zespół gra, ale można je zaakceptować. Nie wypałem i odstraszaczem w przypadku tej płyty jest paskudna okładka, która przypomina oczywiście Giant X. Muzyka na szczęście jest o wiele ciekawsza. Otwarcie albumu w postaci „Get Back My Crown” to taki typowy, mocny kawałek, który daje kopa. Słychać oczywiście Rainbow i Deep Purple, a to nie powinno dziwić. Do promocji wybrano przebojowy „This is who I Am” i to był strzał w dziesiątkę. Stonowany, ale jakże rytmiczny kawałek, który zabiera nas do najlepszych lat Rainbow oczywiście z okresu komercyjnego. Joe Lynn zawsze pasował do łagodniejszych, rockowych kawałków, tak więc nie dziwi mnie taki romantyczny utwór jak „Fire and Ice”. Dalej mamy żywszy, bardziej energiczny „I dont Cry no more”. Tutaj dostajemy jakże udany i pomysłowy motyw, który od razu rozgrzewa do czerwoności. Ciekawym utworem jest ponury „Lhasa”, który trwa przeszło 7 minut. Kawałek zaskakuje klimatem rodem z Black Sabbath i rozbudowaną formą. Z całej płyty wyróżnić należy jeszcze szybszy „Peace of Mind” no i ostrzejszy „Stranger in us All”, który ma taki tytuł jak ostatni album Rainbow. Cała płyta jest dobra, ale brakuje geniuszu, brakuje zrywu i takiego czegoś zaskakującego. Chciałbym, że cała płyta była tak energiczna jak „On The Way to Paradise”. Najlepszy utwór na płycie i taki zagrany z pomysłem i przekonaniem, że można dosięgnąć tęczy Blackmore'a. Kto wie może kolejny album będzie ciekawszy? Albo po prostu sen stanie się rzeczywistością i Rainbow powróci w glorii i chwale? Bardzo bym tego chciał.

Ocena: 7/10