Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglorious. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglorious. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 czerwca 2025

INGLORIOUS - V (2025)

l

 

Nie ma to jak brytyjski hard rock w klimatach Deep purple, voodoo Circle  czy uriah heep. Taka muzyka zawsze jest w cenie, zwłaszcza kiedy idzie za tym jakość. Inglorious działa od 2014 i  ma na koncie 5 albumów studyjnych i najnowszy zatytułowany "v" ukazał się 6 czerwca nakładem Frontiers Records. To w dalszym ten stary dobry Inglorious, który znam i cenię.

Nic się nie zmieniło i wciąż liderem grupy jest utalentowany Nathan James. Ma charyzmę, odpowiednie wyszkolenie i pasuje idealnie do takiego klasycznego hard rocka. Reszta jest klimatyczna i klasyczna. Band na siłę nie próbuje tworzyć klimat lat 80 i wolą brzmieć bardziej autentycznie i bardziej współcześnie. Dobrze spisuje się Richard Shaw, który stawia na urozmaicenie i klasyczne patenty. Niby nic nowego nie ma tu, a jest radość z odsłuchu, zwłaszcza że mało takiego hard rocka w takiej stylizacji.



Piękny bas Collins Parkinsona robi nastrój w otwierającym "Testify". Brzmi to klasycznie i elementy deep purple są tutaj miłym dodatkiem. Mocny i zadziorny utwór. Taki Inglorious to ja uwielbiam. Następny w kolejce jest dynamiczny i przebojowy "eat you Alive" i znów duża dawka hard rocka. Jest też ciężar w "devil inside" , który idzie bardziej w stronę mrocznego heavy metalu." Say what you wanna say" to energiczny killer, który nieco przypomina dokonania deep purple. Mocna rzecz. Nieco toporniejszy i mroczniejszy jest "Stand" i brawa za pomysłowy motyw przewodni. Troszkę za bardzo komercyjny "silent", który niczym specjalnym się nie wyróżnia. Killerem bez wątpienia jest " end of the road", który dużo czerpie z dokonań Dio. Jest pazur i dbałość o detale. Za takie kompozycje kocham Inglorious. Całość zamyka klimatyczne ballada " power of truth", która potrafi poruszyć i podziałać na zmysły.


Inglorious nie zmienił się i idzie swoją ścieżką, która obrał już przy okazji debiutu. Dalej jest hard rock z wpływami deep purple czy voodoo Circle, ale tym razem troszkę zabrakło killerów i bardziej wyrównanego materiału. Udany album, ale nie powala na kolana. Poprzednie płyty były ciekawsze. Trochę szkoda.


Ocena: 7.5/10

sobota, 13 lutego 2021

INGLORIOUS - We will ride (2021)


 Dobrze, że jeszcze są takie kapele jak Inglorious, które kontynuują brytyjską tradycję, jeśli chodzi o hard rock. Band niby młody, bo działa od 2007r to jednak już nagrał 4 albumy i tym samym umocnili swoją pozycję. Najnowsze dzieło "We will Ride" to naprawdę udany krążek, który dostarcza nam muzyki z pogranicza Deep Purple czy Whitesnake.  Tak więc band dalej gra swoje i dobrze, bo znakomicie oddają klimat tych wielkich zasłużonych kapel, a poza tym co raz mniej takiego grania.

W tej kapeli pierwsze skrzypce gra wokalista Nathan James. Wyjątkowy wokalista, który swoim głosem potrafi nadać kompozycjom emocji i hard rockowego pazura. Słychać, że mocno czerpie z Doggie White'a czy Davida Coverdale. Utalentowany i charyzmatyczny frontman. Gitarzyści też dostarczają nam sporo frajdy. Stevens i Cruz to zgrany duet i wprowadza do płyty sporo dynamiki, lekkości i finezji. Panowie dobrze czują się w takim hard rocku z lat 80.  Taki, romantyczny "She wont let you go" od razu wskazuje nam kierunek muzyczny nowego albumu. Jest zadziornie, ale też oldchoolowo. Klimatyczny "Messiah" troszkę przypomina dokonania Voodoo Circle, czy whitesnake. Refren jest tutaj punktem kulminacyjnym. Czysta perfekcja i panowie po raz kolejny udowadniają, że hard rocka to ich życie i pasja. Balladowy "Eye of the storm" to ukłon w stronę twórczości Whitesnake i ta lekkość i romantyczność jest tutaj naprawdę urocza.  Też ciekawą mieszankę patentów Whitesnake czy Voodoo Circle dostajemy w nastrojowym i pełnym emocji "My misery" . Piękna kompozycja i dużo tutaj takich perełek. Z kolei "God of War" czy tytułowy "We will ride" mocno nawiązują do dokonań Deep Purple. Tak więc sporo klasyki kryje się w tych utworach.

Inglorious wciąż trzyma wysoki poziom z poprzednich płyt. "We will ride" to niezła dawka przebojowości i oldschoolowego hard rocka. Mało takich płyt, z taką muzyką i na takim poziomie. Każdy fan Whitesnake czy Deep Purple powinien znać to wydawnictwo!

Ocena: 8.5/10

wtorek, 10 października 2017

INGLORIOUS - II (2017)

Jeżeli ktoś nie polubił najnowsze dzieło Deep Purple, bądź nie jest zadowolony z powrotu Ritchiego Blackmore;a może najzwyczajniej w świecie odpalić najnowsze dzieło Inglorious. To młody brytyjski band, którzy idzie w ślady starszych kolegów po  fachu. Czerpią garściami z Deep Purple, Rainbow czy whitesnake. Do tego wszystkiego dochodzi znakomite wyczucie rytmu, finezyjne solówki, charyzmatyczny wokal  Nathana Jamesa i talent do tworzenia przebojów. Inglorious mimo młodego wieku i mimo krótkiego doświadczenia znają się na swojej robocie i wiedzą jak stworzyć hity na miarę klasyków . Debiut z 2016 był wielkim sukces i podbił serca fanów hard rocka i muzyki z lat 70/80. Oczekiwania wobec nadchodzącego "II" były ogromne, ale śmiało można stwierdzić, że wymagania fanów zostały spełnione.

Nie dość, że udało się utrzymać stylistykę z poprzedniego dzieła, to jeszcze udało się zachować wysoki poziom wykonania utworów. Z jednej strony mamy klasyczne rozwiązania, stylistykę rodem z lat 70, a z drugiej finezję, nowoczesne brzmienie i masę przebojów. Drugi album jest jeszcze bardziej dopieszczony, jeszcze bardziej urozmaicony i jeszcze bardziej energiczny. Zespół poszedł na całość i słychać to w każdym utworze. Sam otwieracz to wymarzony miks Rainbow, deep Purple w najlepszym wydaniu i nic dziwnego, że "I dont need Your loving" został wybrany na utwór promujący nowe dzieło. Stonowane tempo, hard rockowy feeling i przebojowy charakter to jest to.  Dalej mamy rozpędzony "Taking the blame", który potrafi zauroczyć szybkim tempem i energią. Utwór przypomina te szybkie petardy jakie stworzył na przestrzeni lat Ritchie Blackmore.Dalej mamy rockowy i klimatyczny "Tell me why".  Jednym z ostrzejszych utworów na płycie jest "Read all about it" w którym Andreas i Drew niezły popis umiejętności. Dzieje się sporo w tym kawałku. Nieco bluesowy klimat napędza progresywny "Change is coming". Spokojna, romantyczna ballada "Making Me Pay" nawiązuje z kolei do najlepszych kawałków Whitesnake. Nathan James nadaje takim kompozycjom znakomitego klimatu i buduje napięcie. Kolejnym szybkim utworem na płycie jest dynamiczny "Hell or high water" i w takich kompozycjach wypada znakomicie. "I got a feeling" to znów bluesowy utwór, który nawiązuje do starych albumów Deep Purple. Całość zamyka przebojowy "high Class Woman", który podsumowuje znakomicie cały materiał.

inglorious wymiata i nie ma co tutaj pisać. Drugi album jest równie świetny co debiut, a każdy utwór to perełka. Płyta idealna dla fanów Deep Purple czy Rainbow. Prawdziwa kopalnia hitów.

Ocena: 9.5/10

piątek, 24 czerwca 2016

INGLORIOUS - Inglorious (2016)

„Nadzieja Brytyjskiego Rocka” czy „ młodsza wersja Deep Purple” takich słów używa się do określenia debiutanckiego albumu brytyjskiej formacji Ingloriuous. Wielkie słowa, które dają jednocześnie tyle nadziei, co obaw. W końcu nie tak łatwo jest osiągnąć poziom Deep purple, Rainbow czy Whitesnake. Skoro taki Voodoo Circle czy Demons Eye dają radę to czemu innym kapelom może się nie udać. Brytyjski Inglorious to żywy przykład, że taka muzyka wciąż jest pożądana i wziąć cieszy zarówno stare pokolenie jak i młode. Każdy fan hard rocka ma ochotę posłuchać wyrazistego i specyficznego wokalistę o bluesowych korzeniach, czy finezyjnych solówek, które przenoszą nas do prawdziwego raju rockowych dźwięków. Inglorious to na pewno nie grupa żółtodziobów, którzy nie wiedzą czego chcą. Oni mają swój styl, mają pomysł na granie, a kiedy grali covery Rainbow to nic dziwnego, że wielu z nas zobaczyło w końcu jakiś młody zespół, który nie boi się nieco odświeżyć znaną nam formułę. „Inglorious” to jedna z najważniejszych premier roku 2016.

Już sama okładka płyty dało jasno do zrozumienia z czym mamy do czynienia tak naprawdę. Klimat płyt Deep Purple, Rainbow czy Whitesnake wybrzmiewa w niej i to w każdym detalu. Kapela powstała w 2014 r z inicjatywy frontmana Nathana Jamesa, który ma coś z natury Iana Gilliana, Doggie White'a czy Joe Lynn Turnera. Prawdziwy hard rockowy głos, który jeszcze bardziej zbliża nas do świata Deep Purple czy Rainbow. Bardzo ważnym elementem układanki Inglorious jest duet gitarzystów. Will Taylor i Andreas Erikson znakomicie się uzupełniają i potrafią się bawić melodiami. Urozmaicają swoją grę przez wykorzystywanie bluesowych rozwiązań i różnych progresywnych elementów. W efekcie dostajemy niezłe riffy i pomysłowe solówki, które potrafią zauroczyć swoim wykonaniem. Na płycie dzieje się sporo i wszystko to przywołuje miłe wspomnienia i wielkie albumy z lat 70. Mocne brzmienie też odgrywa tutaj znaczącą rolę, bo dzięki temu wiemy, że panowie żyją w naszych czasach, a płyta to nie żaden zaginiony skarb lat 70. Co mnie zaskoczyło w przypadku Inglorious to przede wszystkim materiał, który ma w sobie coś magicznego. Kompozycje są przemyślane, dojrzałe i dobrze wyważone między finezją, agresywnością i hard rockowym szaleństwem. Nie ma mowy tutaj o granie na jedno kopyto czy bezmyślne kopiowanie mistrzów. Wszystko brzmi świeżo i magicznie. Kiedy na samym wstępie atakuje nas intro wygrywane przez klawiszowca to już wiadomo co gra Inglorious. „Until I Die” to kompozycja wzorowana na twórczości Blackmore'a i Rainbow. To jest dobry znak, dobry wzór do naśladowania. Sam riff z pewnością o wiele ostrzejszy i bardziej nasuwający Black Sabbath pod wieloma względami. Wyszedł z tego klasyczny hard rockowy hit, który pokazuje, że muzyka Rainbow żyje w młodzieńcach z Inglorious. Szybki, rozpędzony i nieco rock;n rollowy „Breakway” ma coś z Toto, ma coś z Led Zeppelin, jednak brytyjski band cały czas pozostaje sobą. Ostry riff pokazuje, że zespół nie ma zamiaru oszczędzać się czy grać pod publikę. Słychać, że grają z miłości do klasycznego rocka z lat 70, że chcą udowodnić światu że ta muzyka wciąż jest warta uwagi i jej ogień nie zgasł. „High Flying Gypsy” to kolejny hit, choć bardziej stonowany z nutką progresywności. Bluesowy „Holy water” to już większy ukłon w stronę Whitensnake czy Deep Purple. Takie lekkie, rockowe kawałki zawsze są mile widziane. Ukazują wyjątkowe zdolności gitarzystów, którzy nawet w takich kompozycjach potrafią oczarować i poruszyć emocje słuchacza. Nieco żywszy jest bez wątpienia „Warning” w którym czadu daje Nathan James. Dobry dowód na to, że ten frontman odnajduje się w każdej stylistyce. Ballada w wykonaniu tej brytyjskiej formacji przywraca nadzieję w tego typu kawałki. Często napotykamy stworzone na siłę balladę, które tylko pełnią funkcję wypełniaczy. Tutaj „Bleed For You” robi spore wrażenie. Ciekawy, wciągający motyw główny i przepiękny wokal Nothana czynią ten utwór jednym z najlepszych na płycie. Jednym z najostrzejszych kawałków na płycie jest bez wątpienia zadziorny „You're Mine” . Mocny riff, ostry wokal Nothana i odpowiednia tonacja i killer gotowy. W podobnym tonie utrzymany jest tytułowy „Inglorious” czy zamykający „Unaware”, który idealnie wieńczy ten album.


Jesteśmy świadkami narodzin nowej gwiazdy hard rocka. Inglorious to jeden z najciekawszych zespołów, jakie ostatnio pojawiły się na rynku. Nagrali swój pierwszy album, który w swojej kategorii jest po prostu świetny. Charyzmatyczny wokalista, ciekawe, świeże podejście gitarzystów, którzy wiedzą jak połączyć finezyjność z nutką szaleństwa. Echa Deep Purple czy Rainbow są słyszalne i stanowią miłą ozdobę tego wydawnictwa. Nie jest łatwo nagrać muzykę w klimatach tych zespołów, nie jest łatwo nawiązać stylistycznie do nich i to jeszcze na podobnym poziomie. Jednak brytyjska formacja Inglorious dała rade i widzę przed nimi świetlaną przyszłość. Oby tak dalej panowie.

Ocena: 9/10