Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolfpakk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolfpakk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2020

WOLFPAKK - Nature strikes back (2020)

Kto by przypuszczał, że projekt muzyczny o nazwie Wolfpakk, który powstał w 2010r będzie działał po dzień dzisiejszy. Jednak lata lecą, a projekt stworzony przez Micheala Vossa z Mad Maxa i Marka Sweeneya z Crystall Ball wciąż działa i ma się dobrze.  W tym roku panowie powracają z nowym albumem zatytułowanym "Nature strikes back". To już 5 album tego projektu i tym razem udało się zebrać ciekawych gości. W efekcie dostajemy kolejny solidny materiał Wolfpakk.

Na płycie znajdziemy 11 utworów i każdy z nich jest godny uwagi. Na pierwszy ogień idzie tytułowy "Nature strikes back" i tutaj jest czym się zachwycić. Melodyjny riff, duża dawka przebojowości i wszystko to co najlepsze w power metalu. Micheal Sweet robi tutaj furorę. Dalej mamy Yannisa Papadopoulosa w energicznym "The Legend" i znów kolejny hicior. Idealnie dopasowany kawałek do głosu Yannisa. Dużo mocnego i bardziej klasycznego heavy metalu mamy w melodyjnym "Beyond the sites" z Carlem Sentancem w roli głównej. Uroczy jest też stonowany, epicki "Land of Wolves", gdzie nastrój buduje nie kto inny jak utalentowany Mats Leven. Ileż energii i zadziorności mamy w rozpędzonym "Under Surveillance". Urocze są tutaj partie klawiszowe i niezwykły wokal Perrego McCarty'ego znanego z zespołu Warrior. To bez wątpienia kolejny killer na płycie.  Micheal Bormann, który znany jest z Bloodbound czy Silent Force błyszczy w marszowym, epickim "Lone Ranger".Kocham takie klimaty.  Nie brakuje też hard rockowych utworów i w tej roli sprawdza się "Lovers Roulette" czy "One Day". Jako fan Gamma Ray czekałem na popis Francka Becka w "Revolution". Wyszedł prawdziwy killer i jego wokal jest naprawdę bardzo dobry.  Sam utwór to mieszanka Primal Fear i Gamma Ray. To mój ulubiony kawałek z nowej płyty Wolfpakk.

Wolfpakk nie zawodzi. To dobrze naoliwiona machina, która zawsze się sprawdza. "Nature strikes back" to dobra mieszanka heavy i power metalu. Plejada gwiazd zapewnia prawdziwą ucztę dla fanów tego gatunku.

Ocena: 8/10

piątek, 31 marca 2017

WOLFPAKK - Wolves Reign (2017)

Obok Ayeron czy Avantasia to właśnie projekt Wolfpakk współtworzony przez Marka sweeney'a ( ex Crystal Ball) i Micheala Vossa ( Mad Max) jest tym najciekawszym jeśli chodzi o efektywność i listę gości. Projekt ten działa od 2011r i już udało się wydać 4 albumy. Najnowsze dzieło w postaci „Wolves Reign” to jeden z najciekawszych wydawnictw tego projektu. Każdy kto kocha hard rock, heavy/power metal, ten szybko odnajdzie się w świecie Wolfpakk.

Niby ten projekt nie zmienił drastycznie stylu, nie ma też eksperymentowania, ale to jest mocną stroną najnowszego dzieła. Jest klasycznie, jest przebojowo i zadziornie. Płyta jest urozmaicona i trzeba przyznać, że sporo dzieje się na „Wolves reign”. Otwierający „Failling jest bardzo energiczny i naszpikowany atrakcyjnymi melodiami. Jeszcze mocniej i agresywniej jest w dynamicznym „Run All night”. Micheal Vescera spisuje się tutaj bardzo dobrze. Z kolei Biff Byford daje niezły popis w „Blood Brothers, który nawet stylistycznie przypomina twórczość Saxon. Jest to jeden z mocniejszych punktów na płycie. Pod względem aranżacji wyróżnia się na pewno mroczny i marszowy „Wolves Reign”, czy rockowy i melodyjny „No Remorse. Płyta jest mieszanką heavy/power metalu i hard rocka tak więc nie mogło zabraknąć kompozycji iście hard rockowej. „Inside the animal mind” to taki rasowy hard rockowy hit, który nawiązuje do klasyków Krokus, Ac/Dc czy Dokken. Steve Grimmett z Grim Reaper pojawia się stonowany i klasycznym „Scream of the Hawk”, który oddaje klimat lat 80. Więcej power metalu mamy w zadziornym Commandments, w którym gościnnie występuje Pasi Rantanen. Najdłuższym utworem na płycie jest nieco progresywny „Mother Earth”, w którym kluczową rolę odgrywa Ronnie Atkins. Całość wieńczy przebojowy Im onto You, który idealnie podsumowuje najnowsze dzieło.

Nie wykryto słabych kawałków, a całość jest bardzo spójna. Znane nazwiska to jedna strona medalu, ale i bez tego materiał jest wystarczająco ciekawy. Ostre riffy, klasyczne melodie, chwytliwe refreny i już można być kupionym nowym Wolfpakk. Polecam oczywiście „Wolves reign”.


Ocena: 8/10

niedziela, 25 stycznia 2015

WOLFPAKK - Rise Of The Animal (2015)

Trzeba przyznać, że rok 2015 jest pełen póki co różnych projektów muzycznych, płyt z ciekawymi gośćmi. Wystarczy wspomnieć nową płytę Orden Ogan, Dracula którą tworzy Holter i Lande, czy w końcu takie super grupy jak Level 10 czy Serious Black. Do tej całej śmietanki trzeba dopisać nowy Wolfpakk. „Cry Wolf” który miał premierę w 2013 roku bardzo mi się podobał. Niemiecki projekt muzyczny założony przez Marka Sweeneya (ex Crystal Ball) i Micheala Vossa ( Mad Max) w 2010r pokazał tym albumem, że wciąż można grać niezobowiązujący, prosty melodyjny hard rock z domieszką heavy metalu. Nie sądziłem, że tak panom współpraca będzie się układać, że powstaną kolejne odsłony Wolfpakk. Jednak solidnego hard rocka nigdy za wiele, zwłaszcza jeśli jest na poziomie i z ciekawymi gośćmi. Nowy album „Rise of The Animal” będzie miał swoją premierę 27 lutego i jest to data, która warto sobie zapisać w kalendarzu.

Kto oczekuje czegoś nowego, powiewu świeżości, czy elementu zaskoczenia, to może poczuć się zawiedziony. W końcu Vossa i Sweeneya czuwają nad całością i to oni są odpowiedzialni za aspekt komponowania. Nic więc dziwnego, że dalej zostajemy w świecie hard rocka i melodyjnego heavy metalu. Nowy album nie różni się pod tym względem niczym od dwóch poprzednich płyt. Jednak mam wrażenie, że trochę uleciała przebojowość i pomysły też jakby o klasę niższe. Temu projektowi od samego początku towarzyszą znakomicie goście i to oni w sumie przyciągają znacznie większe grono słuchaczy. Wielkie nazwiska robią swoje i jest to dobry sposób na marketing. Do tego są oni gwarantem pewnego dobrego poziomu. Z poprzednich płyt również przerysowano soczyste, czyste, ale i drapieżne brzmienie, które podkreśla hard rockowy charakter tego wydawnictwa. Lista gości jest bardzo długa i przytoczę tylko kilka takich nazwisk jak: Axel Rudi Pell, Rick Altzi, David Reece, czy Mike Terrana. Oj nazwiska są naprawdę imponujące, szkoda tylko że kompozycje zazwyczaj nie są tak świetne jak gości, którzy w nich występują. Energiczny, nieco power metalowy otwieracz „Rider of The Storm” to dobry strzał między oczy. Nic dziwnego że wybrano tutaj Andiego Derisa jako gościa. Znakomicie pasuje do tej formuły. Do grona najlepszych utworów na tej płycie śmiało można zaliczyć „Sock it To Me”, który promował ten album. Jest to kompozycja hard rockowa wzorowana na twórczości Krokus i nic dziwnego, że swojego głosu użyczył tutaj Marc Storace z Krokus. Również trzeba wyróżnić rozbudowany, bardziej progresywny „Highlands” z pewnymi elementami Rainbow. Tutaj kawał dobrej roboty odwala Joe Lynn Turner, który wciąż nieźle się trzyma. Folkowo, celtyckie melodie są tutaj miłym dodatkiem i czynią ten utwór bardziej świeżym i oryginalnym. Najdłuższym kawałkiem jest tytułowy „Rise of The Animal” i dzieje się tutaj sporo. Od power metalowego riffu, przez epicki klimat, aż po złożone i rozbudowane solówki. W dodatku helloweenowy refren zaśpiewany przez Michaela Kiske czynią ten utwór wyjątkowym kąskiem dla fanów melodyjnego metalu i power metalu. Te kompozycje najbardziej się wybijają z całości, ale to nie oznacza, że reszta jest już nic nie warta. Mamy mocny „Monkey on Your Back”, który ma solidny riff, jednak przesadzono tutaj z komercją. Podobnie sprawa wygląda z „Black Wolf”, która przejawia nawet cechy pseudo ballady. Do kompozycji godnych uwagi trzeba by jeszcze zaliczyć przebojowy „Somewhere Far Beyond” czy agresywny „Running out of Time”, jednak to za mało, żeby rzucić słuchacza na kolana.

Sprawa więc wygląda następująco. Mamy projekt muzyczny stworzony przez dwóch doświadczonych muzyków w dziedzinie hard rocka i heavy metalu, mamy znakomitych gości, mamy porządne brzmienie, a mimo wszystko płyta nie robi furory jak choćby poprzednia. Niestety, ale nie włożono serca przy komponowaniu, przez co dostaliśmy mało energiczny i przekonujący materiał. Kompozycje brzmi jakby je tworzono na siłę, bowiem nie ma emocji i ikry w nich. Płyta dobra do przesłuchania czy jako tło podczas podróży, jednak nie spodziewajcie się czegoś ambitnego, czy na poziomie arcydzieła. Tego tutaj niestety nie ma.

Ocena: 6/10

środa, 25 września 2013

WOLFPAKK - Cry Wolf (2013)

Tobias Sammet zaimponował mi gromadząc tyle imponujących gwiazd pod szyldem Avantasia, ale to nic w porównaniu z tym co zrobił Wolfpakk. Niemiecki projekt muzyczny, którego założycielem są Mark Sweeney (ex Crystal Ball) i Micheal Voss ( Mad Max). Pomysł na stworzenia własnego projektu muzycznego zrodził się w ich głowach w 2010 i tak o to w 2011 roku ukazał się debiutancki album „Wolfpakk”. Tamten album to była ciekawa mieszanka hard rocka, heavy i power metalu. Jednak czegoś brakowało temu krążkowi. Lepszych gości? Ciekawszych kompozycji? Lepszych melodii? Cokolwiek brakowało debiutowi, to „Cry Wolf”ma. Drugi album to prawdziwa uczta dla maniaków gatunku hard rock, heavy i power metalu.

Nie trzeba zbytnio zachęcać tych co wątpią w moc tego albumu. Zrobi to za mnie lista gości, która jest tutaj po prostu imponująca. Mamy Amande Sommerville, która znakomicie ubarwia klimatyczną balladę „Cold Winter”. Jest i Ralf Scheepers, który nadaje dynamiki i dzikości otwieraczowi „Moonlight”, który brzmi jak miks Primal Fear i Gamma Ray. Znany z Axel Rudi Pell Johny Gioeli nadaje „A matter Of Time” iście hard rockowego pazura. Również przebojowość i lekkość z występów u Axela została jakby przeniesiona. Jest lekki mrok i progresywność w „Palace Of Gold”, w którym Tony Mills stara się nam nieco przypomnieć twórczość Conerstone czy Dio. Kto lubi szybki power metal ten po lubi energetyczny „The Beast in Me” z Goranem Edmanem w roli głównej. Dla fanów metalowych hymnów, twórczości Accept i Hammerfall mamy stonowany, nieco toporny „Wakken”. Kolejną gwiazdą na płycie jest Doggie White, który świetnie odnajduje się w hard rockowym „Pleasure Down”. Pojawili się tutaj też dwaj znakomici klawiszowce znany z Rainbow czy Deep Purple, a mianowicie Don Airey i Tony Carey. Potwierdzeniem ducha Rainbow na płycie niech będzie udany cover tego zespołu w postaci „Run With The Wolf”. Jeszcze mało? Piet Sielck, Mandy Meyer, czy Roland Grapow to tez osobistości, które występują tutaj i które tylko pokazują ile tutaj wielkich osobistości sceny metalowej. Atutem tej płyty jest nie tylko bogata lista gości, ale i świetne pomysły na kompozycje, nie banalne aranżacje. Utwory stworzone z pasji do muzyki, z dużym luzem i zapasem ciekawych melodii. Nie brakuje ani chwytliwych refrenów, ani rozbudowanych solówek i gitarowych popisów. Choć nie ma tutaj niczego odkrywczego to płyta wciąga i porywa do swojego magicznego świata. Płyta nie pozwala się nudzić i dostajemy tutaj różnego rodzaju urozmaicenia i rozrywki. Prócz szybkich i bardziej stonowanych kawałków mamy też bardziej hard rockowy Kid Raw i rozbudowany „Cry Wolf”, który jest pełen niespodzianek.

Zapomnijcie o nudnych heavy metalu, o słabych kompozycjach, nie trafionych melodiach, topornych gitarach, o wokaliście który nie wie jak budować emocji. Zapomnijcie o metalowych operach, innych dziwnych projektach. Możecie przestać szukać albumu w kategorii heavy metal/hard rock, który was uchwyci formą i treścią, a przede wszystkim szczerym i pomysłowym przekazem. Wolfpakk choć to tylko projekt, to jednak śmiało można pochwalić za nagranie jednego z mocniejszych albumów w tym roku. A czy ty już słyszałeś płacz wilka?

Ocena: 9/10