Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mindless Sinner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mindless Sinner. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 października 2024
MINDLESS SINNER - Metal Merchants (2024)
W roku 2023 szwedzki Heavy load wydał genialny "Riders of the Ancient Storm", który pokazał, że stare zasłużone kapele stać na zryw i nagranie jednej z najlepszych płyt w swojej historii. Teraz mamy rok 2024 i inny szwedzki band z lat 80 wydaje jeden z swoich najlepszych albumów. Mowa o Mindless Sinner, który powrócił na dobre w roku 2014r. "Metal Merchants" to płyta perfekcyjna i pokazuje, że band przeżywa drugą młodość. Ja poczułem się jakbym słuchał zaginiony klasyk z lat 80. Fani Judas Priest, Heavy Load, Lethel Steel, czy Iron maiden nie mogą przegapić tego wydawnictwa.
Okładka oddaje klimat lat 80, zresztą nieco przybrudzone brzmienie też do tego się przyczynia. Band od kiedy powrócił to nagrywa płyty na wysokim poziomie, ale jakoś najnowszy krążek najbardziej przypadł mi do gustu. Ten album ma wszystko. Zróżnicowany materiał, pełno hitów, przebojowych riffów, jest też miejsce na petardy, na pomysłowe melodie, a wszystko rozegrane z pomysłem i polotem. Wokalista Christer Goransson mimo lat wciąż brzmi genialnie i potrafi oczarować barwą, techniką i budowaniem klimatu. Prawdziwy czarodziej. Totalne zniszczenie sieje duet gitarowy tworzony przez Magnusa i Jerkera. Panowie wiedzą jak dogodzić fanom klasycznego heavy metalu i tutaj można poczuć błysk geniuszu. Wszystko rozegrane z niezwykłą dbałością o detale.
Razem z bonusami mamy 13 utworów dających godzinny materiał. Niech przemówi muzyka. Na pierwszy ogień dostajemy killer w postaci "Speed Demon". Speed metalowa jazda bez trzymanki. Brzmi to obłędnie i można słuchać, delektować i niech inne zespoły biorą z nich przykład. Czad! Marszowy, o rycerskim klimacie jest tytułowy "Metal Merchants" i wystarczy posłuchać pomysłowy riff i to jak rozplanowane są melodie. Tutaj poczułem się jakbym słuchał Heavy Load. Ileż energii, pasji dostajemy w rozpędzonym "Carry On" i band błyszczy i kto by pomyślał, że ta kapela powstała w latach 80. Dalej mamy "thirds Time's a charm" i znów epicki rozmach, stonowane tempo i Mindless Sinner pokazuje swój geniusz. Refren w "Hedonia" to jeden z najpiękniejszych refrenów jakie słyszałem w roku 2024. Niby motyw prosty, ale jakże buja. Prawdziwa uczta. Jakże klimatycznie zaczyna się "Mountain of Om", ale szybko nabiera agresji. Przypominają się klasyki typu judas priest, dio czy heavy load. Kolejny killer na tej płycie. Taki heavy metal to ja kocham i ten album trafia idealnie w mój gust. Hit goni hit, a "Let's go crazy" troszkę przypomina mi Grvestone czy Savage Grace. Prosty i łatwo wpadający w ucho hicior. Riff "Monsters" brzmi znajomo i gdzieś tam znów słychać pewne echa Dio, ale nie tylko. Ta pozytywna energia zaraża i dostarcza sporo radości. Finał to epicki, rycerski, stonowany "Storm of Steel" i znów band czaruje i imponuje swoim geniuszem. Szok, że wciąż można tak brzmieć po tylu latach.
Szczęka opadła, muzyka w głośnikach ucichła, ale ona wciąż tam w myślach jest, jest w sercu. To co tutaj szwedzki zasłużony band odwalił zasługuje na owacje na stojąco. Prawdziwy heavy metalowy majstersztyk. Jak ktoś się zastanawia jak brzmi heavy metal, co ta muzyka ze sobą niesie to niech odpala ten album. To jest definicja heavy metalu. Jak dla mnie zaginiony klasyk lat 80. Mindless Sinner nagrał najlepszy album. Szok i jestem pełen szacunku dla tej formacji. Lata lecą, a oni wciąż błyszczą i mają sporo do powiedzenia w heavy metalu.
Ocena: 10/10
piątek, 17 stycznia 2020
MINDLESS SINNER - Poltergeist (2020)
Moda na powroty kultowych kapel z lat 80 nie przemija, a to dobry znak. W końcu w latach 80 najlepiej rozwijał się heavy metal. Szwedzka scena metalowa kryła sporo interesujących zespołów. Jednym z nich jest bez wątpienia Mindless Sinner. Działają od 1982r i w latach 80 wydali dwa świetne krążki i potem przepadli. Wrócili w 2014 r i do teraz mają się dobrze. Najnowsze dzieło zatytułowane "Poltergeist" to znakomita kontynuacja tego co band prezentował w latach 80. To płyta, która oddaje to co najlepsze w klasycznym heavy metalu rodem z lat 80, ale to również wydawnictwo które imponuje świeżością i pomysłowością. Nie ma mowy o odcinaniu kuponów od swoich najlepszych płyt.
Prosta, nieco kiczowata okładka od razu sygnalizuje, że mamy do czynienia z płytą przesiąkniętą latami 80. Te klasyczne rozwiązania przedkładają się również na brzmienie jak i zawartość. "Poltergeist" to dzieło skończone, a przede wszystkim przemyślane i dopracowane. Każdy utwór dostarcza sporo frajdy. Mimo upływu czasu muzycy imponują energią, pomysłowością, a także techniką. Christer Goransson to wokalista z charyzmą i niezłą techniką, co przedkłada się na drapieżność utworów. Na uwagę zasługuje również duet gitarzystów. Magnus i Jerker nie kombinują i grają swoje. Znakomita jazda bez trzymanki i te klasyczne solówki i riffy są urocze. Niby to wszystko jest wtórne i brzmi znajomo, ale najlepsze jest to że nie jest to kolejny nudny album z muzyką w stylu lat 80.
"Poltergeist" to kultowy horror i znakomicie czuć ten klimat grozy w rozpędzonym tytułowym utworze. Co za energia, co za pomysłowość. Takie otwieracze zawsze są mile widziane. Za każdym razem jak widzę w tytule "heavy metal" to wiem, że szykuje się zacny kawałek. Tak jest z melodyjnym "Heavy metal mayhem", który potrafi zauroczyć dynamiką i ostrym riffem. Mindless Sinner momentami brzmi jak Axe witch czy Heavy load, ale to miły akcent całości. Epickość i ponury klimat wybrzmiewa w marszowym "Valkyrie" czy "World of madness". Dalej mamy mroczny i stonowany "The road to nowhere", w którym band wykorzystuje elementy Black Sabbath czy Manowar. Band przyspiesza w energicznym "Rewind the future" i to prawdziwa petarda. Każdy riff potrafi zauroczyć pomysłowością i klasycznym wydźwiękiem. Tak jest z przebojowym "Hammer of thor". Epickość i styl Manowar wraca w "Altar of the king", zaś "Roll the dice" mam w sobie ducha iron maiden.
Mindless Sinner wrócił na dobre i to jeszcze silniejszy niż kiedyś. Najnowsze dzieło to hołd dla lat 80 i znakomita kontynuacja tego co band prezentował na początku swojej kariery. Płyta jest urozmaicona i bardzo dynamiczna. Prawdziwa petarda!
Ocena: 9.5/10
Prosta, nieco kiczowata okładka od razu sygnalizuje, że mamy do czynienia z płytą przesiąkniętą latami 80. Te klasyczne rozwiązania przedkładają się również na brzmienie jak i zawartość. "Poltergeist" to dzieło skończone, a przede wszystkim przemyślane i dopracowane. Każdy utwór dostarcza sporo frajdy. Mimo upływu czasu muzycy imponują energią, pomysłowością, a także techniką. Christer Goransson to wokalista z charyzmą i niezłą techniką, co przedkłada się na drapieżność utworów. Na uwagę zasługuje również duet gitarzystów. Magnus i Jerker nie kombinują i grają swoje. Znakomita jazda bez trzymanki i te klasyczne solówki i riffy są urocze. Niby to wszystko jest wtórne i brzmi znajomo, ale najlepsze jest to że nie jest to kolejny nudny album z muzyką w stylu lat 80.
"Poltergeist" to kultowy horror i znakomicie czuć ten klimat grozy w rozpędzonym tytułowym utworze. Co za energia, co za pomysłowość. Takie otwieracze zawsze są mile widziane. Za każdym razem jak widzę w tytule "heavy metal" to wiem, że szykuje się zacny kawałek. Tak jest z melodyjnym "Heavy metal mayhem", który potrafi zauroczyć dynamiką i ostrym riffem. Mindless Sinner momentami brzmi jak Axe witch czy Heavy load, ale to miły akcent całości. Epickość i ponury klimat wybrzmiewa w marszowym "Valkyrie" czy "World of madness". Dalej mamy mroczny i stonowany "The road to nowhere", w którym band wykorzystuje elementy Black Sabbath czy Manowar. Band przyspiesza w energicznym "Rewind the future" i to prawdziwa petarda. Każdy riff potrafi zauroczyć pomysłowością i klasycznym wydźwiękiem. Tak jest z przebojowym "Hammer of thor". Epickość i styl Manowar wraca w "Altar of the king", zaś "Roll the dice" mam w sobie ducha iron maiden.
Mindless Sinner wrócił na dobre i to jeszcze silniejszy niż kiedyś. Najnowsze dzieło to hołd dla lat 80 i znakomita kontynuacja tego co band prezentował na początku swojej kariery. Płyta jest urozmaicona i bardzo dynamiczna. Prawdziwa petarda!
Ocena: 9.5/10
środa, 28 listopada 2012
MINDLESS SINNER - Turn On The Power (1986)
Szwedzka scena metalowa
kryje wiele ciekawych zespołów z lat 80, które nie
zdobyły większej sławy, nie przebiły się przez silną
konkurencję, jednak pozostawiły po sobie bardzo dobre perełki,
które mimo upływu lat wciąż potrafią zauroczyć. Jednym z
takich zespołów, który wywodzi się ze szwedzkiej
sceny metalowej lat 80 i który zrobił na mnie ogromne
wrażenie jest bez wątpienia MINDLESS SINNER.
Kapela, która
potrafiła znakomicie połączyć elementy heavy metalu z hard
rockiem, ukazując przy tym wyraźne inspiracje DOKKEN, JUDAS PRIEST
czy IRON MAIDEN. Szwedzka formacja została założona w 1981 roku i
pierwszy skład wyglądał następująco: Christer
Göransson (wokal), Magnus Danneblad (gitara), Anders Karlsson
(gitara), Magnus van Wassenaar (bas) i Tommy Johansson (perkusja) i w
owym początkowym stadium kapela znana była pod nazwą PURPLE HAZE.
Wiele zmian zaszło w roku w 1982, kiedy to kapelę opuścił basista
Magnus van Wassenaar, a jego miejsce zajął Anders Karlsson no i
zmianie uległa nazwa kapeli na MINDLESS
SINNER. W 1983 roku zaś
kapelę zasilił drugi gitarzysta, a mianowicie Jerker Edman. W 1984
r wydali swój debiutancki mini album zatytułowany „Master
of Evil”, a w tym samym roku wypadek miał basista Anders Karlsson
, toteż większość partii basowych na debiutanckim albumie „Turn
On The Power” który
ukazał się w 1986 r zagrał wokalista Christer Göransson.
Podobnych albumów było pełno w latach 80, takie granie na
pograniczu heavy metalu, hard rocka, NWOBHM było modne i takich
kapel było pełno, jednak mimo tego MINDLESS SINNER wykreował
własny styl, który przejawia się przede wszystkim w prostych
motywach, w lekkiej, klimatycznej sekcji rytmicznej, specyficznym
wokalu Christera, zróżnicowanej grze Edman/Magnus, którzy
stawiają na proste granie, zadziorne, melodyjne i chwytliwe, to też
nie brakuje zapadających w głowie motywów, nie brakuje
przebojowości i energicznych solówek, która
uatrakcyjniają owy styl. Znajdą się tacy co wytkną słabą
produkcję, wtórność i takie prosty styl, jednak czy to jest
powód do większego narzekania? Takich mało znanych płyt z
niezbyt dopracowaną produkcją było pełno, takich wtórnych
kapel, który czerpały garściami z JUDAS PRIEST i wiele
innych znanych formacji, a że styl prosty to również nie
powinno nikogo jakoś zbytnio dziwić.
Gdyby
miało się oceniać zawartość po okładce, to zapewne „Turn
On The Power” dostałby
niską ocenę, jednak to nie jest przedmiotem oceny, a same
kompozycje, które na przekór okładce dostarcza
słuchaczowi sporo emocji, frajdy i rozrywkę, przy której nie
można się nudzić. Co znajdziemy na płycie? Energiczny, wręcz
speed metalowy „We go
Together” , który
przesiąknięty jest CROSSFIRE, czy JUDAS PRIEST. W podobnej
dynamicznej konwencji utrzymany jest „Live
and Die” , czy „Here
She Comes Again”. Nie
zabrakło również kompozycji heavy metalowych, utrzymanych w
stonowanym tempie, z zadziornym riffem ale JUDAS PRIEST na tapecie i
do takowych zaliczyć należy „I'm
Gonna (Have Some Fun)”
czy też „Standing on
the Stage” . O hard
rockowych zainteresowaniach zespołu można się przekonać słuchając
rytmiczny „Turn on the
Power” z bardzo
atrakcyjnym głównym motywem, czy też „Left
Out on My Own”
przypominający dokonania ACCEPT. Nawet ballada „Tears
Of Pain” jest pełna
szczerości i zaangażowania.
Szwedzka
formacja MINDLESS SINNER choć stylem przypominała wiele kapel, choć
grała wtórny heavy metal z elementami hard rocka, to jednak
ze względu na szczerość, przebojowość, zaangażowanie,
wykonanie, aranżacje, które słychać na debiutanckim albumie
„Turn On The Power” sprawiają, że jest to wydawnictwo godne
uwagi i bardzo dobre w swojej kategorii. Szkoda tylko, że zespół
nie długo się rozpadł i nawet reaktywacja w 2001 nie trwała
długo. Krążek warty uwagi, zwłaszcza dla szperaczy starych
albumów, które gdzieś tam okrył kurz.
Ocena:
8.5/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)


