Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hellraiser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hellraiser. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 czerwca 2019

HELLRAISER - heritage (2019)

Po 5 latach przerwy powraca włoski Hellraiser z nowym wydawnictwem. "Heritage" to kawał solidnego heavy/power metalu, który skierowany jest do fanów Primal Fear, ale też Mystic Prophecy czy Steel Prophet. Band stawia na nowoczesny wydźwięk, na drapieżne riffy i wysokiej tonacji wokal. Wszystko osadzony w mrocznym i ciężkim klimacie. To jest to jak można opisać w bardzo krótki sposób najnowsze dzieło tej kapeli. Mowa oczywiście o "heritage".

Co przykuło moją uwagę? Bez wątpienia nazwa kapeli jak i świetna, kolorystyczna okładka. Kiedy posłuchałem ich utworów, to już wiedziałem, że jest to muzyka dla mnie. Duet Brozzi/Tanzi idą na całość. Stawiają na szybkość, na ostre riffy jak i urozmaicenie. W kwestii gitar dzieje się sporo i tutaj nie ma opcji się nudzić.  Mocnym atutem tej kapeli jest bez wątpienia utalentowany wokalista Cesare Capaccioni, który ma coś z Kiske i Sheepersa. Znakomicie radzi sobie z górnymi partiami. To właśnie słychać w ostrym i ciężkim "Plagues of the north". Mocne uderzenie na sam początek płyty. Melodyjny i przebojowy - tak można opisać energiczny "Ritual Of the Stars", który ma i cechy power metalu jak i heavy metalu. Świetnie zaczyna się "Fairy Veil", który atakuje nas klimatyczną partią basu. Dzieje się tutaj sporo i jest to już bardziej złożony kawałek. Band znów imponuje pomysłowością. Jeden z moich ulubionych utworów na nowej płycie. Więcej ciężaru i toporności band przemyca w ponurym "Mother Molle". Marszowy i nieco bardziej bojowy "Balance of The Universe" to bardziej heavy metalowy kawałek, ale to wciąż solidny utwór.  Prawdziwą petardą na płycie jest rozpędzony, power metalowy "Zephyr's Palace". Całość zamyka bardziej progresywny "Lady in White".

Niby nic odkrywczego, niby panowie grają tylko solidny heavy/power metal i nic ponadto, to jednak jest to płyta którą miło się słucha. Jest wszystko to co powinno być na takiej płycie. Mamy przeboje i ostre riffy, tak więc można śmiało sięgać po drugi album włoskiej formacji Hellraiser.

Ocena: 7.5/10

piątek, 14 września 2012

HELLRAISER - We'll Bury You (1990)


Jakoś zawsze stroniłem od rosyjskiej sceny metalowej, może fakt że ciężko tam o dobry zespół który nie używa rodzimego języka, a przynajmniej nigdy na takowego nie trafiłem, aż do tej pory. HELLRAISER to kapela, która obraca się w thrash metalu z elementami speed metalu, czy heavy metalu, gdzie słychać wyraźne wpływy XENTRIX, czy też METALLICA. HELLRAISER to kapela która została założona w roku 1989 i jej działalność przypada na lat 90, to właśnie wtedy wydała dwa albumy, w tym znakomity debiutancki album „We''ll Bury You” z 1990 r. Kapela w 1997 roku się rozpadła, ale po 10 latach doszło do reaktywacji i czas pokaże czy zakończy się to nowym albumem, póki co skupmy się na debiutanckim albumie. „We' ll bury You” to wydawnictwo, które jest kolejnym dowodem, że thrash metal grać potrafią nie tylko amerykanie i HELLRAISER spisuje się na medal i właściwie można by ich pomylić z jakąś ekipą amerykańską. Sporo cech, które można by powiązać z którąś z wcześniej wspomnianych kapel, jest agresja, podobna konstrukcja utworów, jest dynamika, jest podobny wokal, lecz nie można mówić o kopiowaniu, bo HELLRAISER brzmi dość wyjątkowo. Jest surowe brzmienie, który tworzy odpowiedni klimat, jest ostry, zadziorny wokal, chórki zalatujące pod ANTHRAX, sporo patentów heavy czy też speed metalowych. Alexander Lvov w roli lidera radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Wokal jest mocny, zadziorny i pełen mrocznego klimatu, a gitary brzmią dość specyficznie. Jest agresja, ale nie brakuje w tym wszystkim pomysłowości i melodyjności. Album jest dopracowany pod względem wizualnym ( bardzo miła dla oka okładka, która również ma swój klimat), technicznym ( dopracowane brzmienie, która podsyca agresję) oraz kompozycyjnym (każda kompozycja to potencjalny killer).

Zawartość debiutanckiego albumu to właściwie 8 kompozycji, dynamicznych, agresywnych i w dodatku bardzo melodyjnych i nie można także zapomnieć o fakcie, że nie ma grania na jedno kopyto. Mamy dwa dłuższe utwory czyli dynamiczny i pełen agresji „Rockets In The Air”, a także spokojny, mroczny, złowieszczy i stonowany „Dark Side Of You”z elementami balladowymi, które pokazują że zespół nie ma większych problemów z stworzeniem rozbudowanej kompozycji, gdzie jest większa ilość urozmaiconych motywów, gdzie dzieje się sporo i wszystko jest oczywiście rozegrane z pomysłem. Mamy także utwory przesiąknięte heavy metalem spod znaku takiego ACCEPT, co słychać w rytmicznym „I got the Power” . Jednak najwięcej na albumie jest szybkich, dynamicznych utworów, z których kipi agresja i niezwykła energia, wystarczy posłuchać melodyjnego „I Wanna be Free” , szybkiego z rockowym zacięciem „Danger Zone”, czy też technicznie rozegrane „Win The battle” i „Snakes in The Kitchen”.

Jeśli ktoś gustuje w dynamicznym, agresywnym ale nie pozbawionym melodyjności thrash metalu z lat 90, to bez wątpienia powinien zapoznać się z owy albumem, bo jest tutaj wszystko co powinien mieć taki album. Jest agresja, znakomite kompozycje, jest urozmaicenie, mocne, surowe brzmienie, ostry wokal, klimat i pokręcone motywy. Dobrą wiadomością jest to, że zespół się reaktywował, bo z miłą chęcią posłucham czegoś nowego w wykonaniu rosyjskiego HELLRAISER. Album, który należy znać.

Ocena: 8.5/10