Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burning Point. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burning Point. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 września 2021

BURNING POINT - Arsonist of the soul (2021)

Dawno nie było udanego albumu ze strony zasłużonego Burning Point. Jedna z ważniejszych fińskich kapel jakoś troszkę została zapomniana przez świat. Niegdyś była to potęga, która mogła konkurować z najlepszymi. Często ich muzyka przywoływała na myśl Bloodbound, Edguy,  stratovarius, Helloween czy nawet gamma ray. Ostatnie albumy tej formacji były średnie i jakoś zatrudnienie byłej wokalistki Battle Beast nie odmieniło na lepsze oblicza tego zespołu. Przyszedł czas na zmiany. Nowy skład, nowa jakość i nowy album. To mogło się udać. "Arsonist of the soul" ma premierę 22 października tego roku i jest to jeden z ich najlepszych albumów. Na taki powrót tej formacji fani czekali od lat. Teraz nadciąga album z dynamicznym, klasycznym power metalem w stylu lat 90. Czego można chcieć więcej?

Klawiszowiec Matti Halonen dołączył do bandu w 2020r, a sekcja rytmiczna tworzona przez perkusistę Toumosa Jaatinena i basistę Jarko Poussu w 2019r. No i największa zmiana to wokalista Luca sturniolo, który zasilił band również w 2019r. To właśnie jego zmiana jest tutaj najważniejsza.Luca to włoski wokalista, który faktycznie czerpie z najlepszych wokalistów, ale i też troszkę Kiske momentami przypomina. Odnajduje się w wysokich rejestrach, w epickich momentach czy w prawdziwych power metalowych petardach. Nowy skład wnosi sporo świeżości i dawno burning Point nie było tak silne. 

Skład to jedno, ale same kompozycje są z górnej półki. Nie ma wypelniaczy czy nudnych melodii. Dostaje dojrzały i poukładany album, który zabiera nas do lat 90. Burning Point przeszedł sam siebie. 

Odpalamy płytę i już na start atakuje nas rozpędzony "Blast in the past", który oddaje piękno power metalu. Jest szybkie tempo i ostry riff, a całość inspirowana mocno twórczością gamma ray. W podobnym tonie utrzymany jest dynamiczny "rules in the universe" który miesza patenty helloween czy edguy. Sam refren ma też coś z stratovarius. Klasycznie to brzmi i o to chodzi. Dalej mamy nieco stonowany "Out of control" który tez kusi ostrym riffem rodem z judas priest i do tego mamy tu klimat z płyt stratovarius. "Persona Non Grata"  to kolejny szybki power metalowy cios. Band cały czas trzyma wysoki poziom. Marszowe tempo i epicki feeling to atuty tytułowego "Arsonist of the soul". Jest tu pełno hitów co potwierdza "hit the night" czy "running in the darkness" które są hołdem dla klasyki power metalu. Urozmaicenia dodaje heavy metalowy "Calling" czy przebojowy "off the radar" które zabierają nas do niemieckiej sceny metalowej. Panowie czerpią z dokonań Hammerfall co potwierdza "fire with fire". Na sam koniec jeszcze perełka "eternal life" i to jest idealne podsumowanie całej płyty. 

Z nowym albumem burning Point wraca do czołówki power metalu. Dawno panowie nie grali z taką energia i pasja. Jest tu duża dawka przebojowości i klasycznych melodii. Całość brzmi jakby powstała w latach 90. Pozytywne zaskoczenie, bo nie liczyłem że burning Point stać jeszcze na taki album. 


Ocena: 9/10

sobota, 5 listopada 2016

BURNING POINT - The Blaze (2016)

Muzyka Burning Point zawsze była nastawiona na chwytliwe melodie, na dynamiczny power metal i dla wielu jest to zespół, który nie kryje zamiłowań do Edguy, Ghost Machinery czy Firewind. Wydany w 2012 r „The ignitor” okazał się słabym wydawnictwem i raczej pokazywał, że zespół zatracił swój blask i swoją tożsamość. Muzyka Burning Point jednym słowem stała się nudna. Fani tęsknili za dynamiką, przebojowością, świeżością i poziomem z pierwszych płyt. Nadzieja powróciła, kiedy zespół do współpracy zaprosił Nitte Valo, która ukazała się jako objawienie sceny metalowej. Jej głos na debiutanckim krążku Battle beast był zachwycający i przypominał do bólu głos Ronniego James Dio, co jest sporym atutem wokalistki. W końcu wróciło zainteresowanie nowym dziełem Burning Point. Najpierw był album „Burning Point” gdzie zespół nagrał na nowo swoje największe hity, a teraz po roku wydał swój najnowszy album zatytułowany „The Blaze”. Nie jest to może taka petarda jakbyśmy oczekiwali, ale i tak zespół błysnął i nagrał naprawdę udany album, który momentami przypomina najlepsza dzieła fińskiej grupy. Udało im się stworzyć zróżnicowany, melodyjny i klimatyczny album, który wypełniony jest ciekawymi kompozycjami. Sporo dobrej roboty odwala Nitte, która śpiewa jeszcze lepiej i agresywniej niż za czasów Battle beast. Podszkoliła się pod względem technicznym i jej głos jest bardziej agresywny. Sprawiła, że Burning Point ożył i znów może zachwycać. Ciekawa i taka typowa okładka „The Blaze” oraz soczyste brzmienie przyczyniają się do tego, że faktycznie można poczuć się jak przy odsłuchu pierwszych płyt zespołu. Album zaczyna się od 3 świetnych kawałków, które oddają to co najlepsze w power metalu, pokazują z czego słynie ten band. Te utwory mają w sobie też ducha Battle Beast, co wynika z niezwykłej melodyjności klawiszy. Otwieracz „Master them all” to dynamiczna i energiczna petarda, który zaskakuje taką świeżością i przebojowością. Dawno Burning Point nie grał z taką werwą i pomysłem. Jeden z ich najlepszych kawałków od bardzo dawna. Nieco bardziej rytmiczny i bardziej zadziorny „Time has Come” też zaskakuje pomysłowymi partiami klawiszowymi, a także mocnym riffem. Kawałek bardzo szybko zapada w pamięci dzięki prostym melodiom i chwytliwemu refrenowi. Równie prosty i szybki „Incarnation” robi ogromne wrażenie, bo uwielbiam takie wydanie power metalu. To jest właśnie to i taki początek płyty jest idealny. „My spirit” jest bardziej marszowy, bardziej klimatyczny i stonowany. Nutka hard rocka wymieszana z heavy metalem i to w sumie też zdaje egzamin. Z kolei „The lie” nasuwa klasyczny heavy metal rodem z starych płyt DIO. Też Nitte potrafi znakomicie budować klimat i dominować nad gitarami co tutaj słychać idealnie. Pete i Pekka też zaskakują swoimi zagrywkami i ich współpraca na tym albumie wypada naprawdę zachwycająco. Wystarczy wsłuchać się choćby w taki „Dark winged Angel”, który ociera się momentami o neoklasyczny power metal. Do szybkiego, melodyjnego power metalu zespół wraca w agresywnym „Chaos Rising” i to jest najmocniejszy utwór na tej płycie. „Things that drag me down” jest natomiast bardziej zróżnicowany i bardziej urozmaicony w swojej formule. Do grona udanych kompozycji na pewno warto zaliczyć petardę power metalową w postaci „The king is dead, long live the king” czy zamykający „Metal Queen”. Po tylu latach Burning Point wraca do swojej formy i gra melodyjny power metal na poziomie do jakiego nas przyzwyczaił. Płyta jest zróżnicowana, dynamiczna, przebojowo i dzieje się na niej sporo. Nie ma nudnych kawałków, a jedynie do czego można się przyczepić, ze mało jest petard. Jednak mimo tego faktu płyta broni się. Bije poprzednie wydawnictwa i to bez większego wysiłku. Zachwyca świeżością, a także pomysłowością muzyków. Może momentami kopiuje Battle Beast, ale skoro ma to przenosić taki efekt, to nie mam nic przeciwko. Śmiało można postawić „The blaze” obok pierwszych wydawnictw fińskiej formacji.

Ocena: 8.5/10

poniedziałek, 15 czerwca 2015

BURNING POINT - Burning Point (2015)



Wielkie osobistości nie znikają tak po prostu ze sceny metalowej, nawet jeśli nie wychodzi z pierwszą kapelą. Nitte Valo dała się poznać w Battle Beast jako żywiołowa wokalista o charyzmatycznej manierze. Wielu okrzyknęło ją córką Ronniego Jamesa Dio, co jest trafnym określeniem. Debiut z Battle Beast był godny uwagi i szkoda, że na dłuższy czas przepadła bez wieści. Jednak takie talenty nie przepadają o tak bez walki i Nitte powróciła co było do przewidzenia. Postanowiła zasilić potęgę fińskiego melodyjnego Power metalu, a mianowicie Burning Point. Z nim nagrała najnowsze dzieło zatytułowane po prostu „Burning Point”.

Znajdziemy tutaj oczywiście nowe kawałki, ale jest to przede wszystkim album, który zawiera klasyki zespołu na nowo nagrane z Nitte.  Tak więc można w pełni ocenić jak radzi sobie Nitte w roli wokalistki Burning Point, posłuchać odświeżone hity fińskiej formacji i zorientować się jaki drzemie w nich jeszcze potencjał. Ostatnie dzieła tej kapeli to właściwie równia pochyła i opuszczanie się. Tak więc można śmiało powiedzieć, że Nitte wlała świeżej krwi do zespołu. Dzięki  niej zespół ożył i znów znalazł w sobie ikrę.  Nowy basista i klawiszowiec to również nowe nabytki zespołu. Taka roszada sprawiła, że zespół brzmi jak za dawnych lat.  Warto mieć na uwadze, że Burning Point to kapela, która działa już od lat 90. Szybko znaleźli swoje miejsce na rynku muzycznym i wiele osób wciąż kocha ten zespół za ich wkład w ten gatunek.  Najlepszym potwierdzeniem klasy tego zespołu jest bez wątpienia nowe dzieło. Album brzmi świeżo, mimo iż materiał jest w sumie stary i znany nam.  Jednak odświeżone brzmienie, na nowo zarejestrowanie, sprawiło że zyskały one na świeżości i mocy. Dzięki czemu płyta to nie tylko udany Best of, ale prezentacja nowego wcielenia Burning Point. Z takim składem, z takim zgraniem są wstanie osiągnąć znacznie więcej. Nitte brzmi tutaj jeszcze lepiej niż w Battle Beast. Jest bardziej doświadczona i słychać, że i technicznie już lepiej wypada. Pete i Pekka też dają niezłego czadu w sferze partii gitarowych.  Nie brakuje energii i elementów zaskoczenia. Najbardziej cieszy harmonia, technika, a zarazem lekkość . Płytę otwiera  In the Shadows”, który jest nowym kawałkiem. Czysty Power metal w europejskim wykonaniu. Jest szybkie tempo, ostry riff i chwytliwy refren.  Z starych dobrych kawałków mamy przebojowy „All the Madness” , agresywniejszy „Signs of Danger” , hard rockowy „Heart of Gold  czy rozpędzony „Into the Fire”. Zostawmy stare hity, które nie straciły swojego blasku i skupmy się na zupełnie nowych utworach. „Find Your soul” to prawdziwa petarda i brakowało takich hitów na ostatnich albumach Burning Point.  Nieco słabszy jest „My darkest Times”  czy „Queen of Fire”, w którym więcej komercyjnego klimatu niż Power metalu. Jednak są to dość solidne kompozycje, które nieco urozmaicają owy materiał.

Tak jak w Battle Beast tak i w Burning Point główną atrakcją jest bez wątpienia Nitte, która swoim wokalem po prostu oczarowuje.  To właśnie ona ratuje te momenty, gdzie nieco opada tempo i ciśnienie.  Mimo to fińska formacja od żyła dzięki tym zmianom personalnym. Efektem tego jest naprawdę udane dzieło, szkoda że więcej tutaj starych hitów, ale zobaczymy jak będzie wyglądał kolejny album. Jeśli będzie w podobnych klimatach, to można już mówić o drugiej młodości Burning Point.

Ocena: 8/10

sobota, 16 czerwca 2012

BURNING POINT - The Ignitor (2012)


Finlandia to kraj bogaty w bardzo ciekawe zespoły power metalowe rangi światowej. Jednym z nich jest bez wątpienia BURNING POINT grający miks power metalu i heavy metalu. Kapela dziś ma swoje szerokie grono fanów, a nazwa kapeli szybko urosło do miana znanej i solidnej marki. Formacja która została założona w 1997 roku i dzisiaj promuje swój piąty album o tytule „Ignitor”. Drastycznych zmian nie ma, mamy od kilku lat sprawdzony skład, a zespół dalej czerpie sporo z takiego HELLOWEEN, ale nie tylko i tutaj słychać też styl współczesnego choćby CRYSTALLION, dalej jest nieustanny nacisk na proste, mało wyrachowane melodie, na ubogacenie partiami klawiszowymi, aczkolwiek tutaj ten aspekt jest jakby bardziej wyeksponowany, aniżeli na poprzednim albumie. Co ciekawe „Ignitor” jest na pewno albumem ciekawszym niż ostatnie dzieła fińskiej formacji. Jest więcej przebojowości, więcej ciekawszych, przede wszystkim zapadających melodii, elektryzujących solówek. To wszystko podyktowane jest bez wątpienia lepszą formą muzyków. Wokal Pete Ahonena obija się o styl Kiske i Dickinsona, gdzie jest śpiewanie czyste i wysokich rejestrach. Jako gitarzysta, tworząc duet z Kolivuori spełnia się i nie można narzekać na ich wspólną pracę. Może nie ma tutaj nowych pomysłów, może brzmi to wtórnie, to jednak nie ma mowy o biednych aranżacjach, czy przeciętnym wykonaniu. Jest solidność i mocny wydźwięk. Idąc tym tropem, trzeba podkreślić, że zespół po raz kolejny raz zapewnił albumowi odpowiednie brzmienie i to w połączeniu z całym warstwą instrumentalną tworzy mocny duet.

Styl BURNING POINT nie grzeszy oryginalnością i takich kapel jest pełno. Jednak mimo to mocnym argumentem jest tutaj doświadczenie zespół, który gwarantuje nam odpowiedni poziom prezentowanej muzyki. Świetnie zespół wyczuł jak powinno brzmieć otwarcie albumu i taki „Eternal Flame (Salvation By Fire Part 2)” przypomina lata 80 i podobać się może popis wokalny Pete'a , harmonia jaka została wykreowana między melodyjnymi partiami klawiszowymi i gitarami. Może jest to nieco oklepane, ale brzmi świetnie. Motyw bardziej ubogacony mógłby się kojarzyć z neoklasycznym graniem. Ten kawałek odkrywa znacznie więcej niż mogło by się wydawać. Na przykład to że mamy przebojowy charakter płyty, że jest niezwykła pomysłowość co do solówek i zespół dawno nie był w tak dobrej formie. Jak ktoś lubi granie pod JUDAS PRIEST czy też PRIMAL FEAR to przychylnie oceni taki ostry „In the Fire's of My Self-Made Hell” gdzie świetnie zostały wplecione partie klawiszowe. Lata 80 można wychwycić w stonowanym „In the Night” , gdzie ciekawym urozmaiceniem jest hard rockowy riff wpleciony w heavy metalową konwencję. Fiński styl grania heavy/power metalu można wyczuć w melodyjnym „Ignitor” gdzie główną rolę odgrywają klawisze. Takich kompozycji jak ta w metalowym świecie było pełno i ta jakaś nie jest czymś innym, ale solidność i przebojowy charakter sprawia, że przymyka się na to oko. Zwolnienie, balladowe zacięcie to cechy „Silent screams” i w takiej strukturze zespół może nie błyszczy, ale utwór sam w sobie nie jest taki tragiczny, ma swoje minusy ale i plusy. Ja tam wolę power metalowe pędzenie do przodu z chwytliwą melodią w głównym motywie, z rozpędzoną sekcją rytmiczną tak jak to jest w „Heaven is Hell” czy też „Holier Than Thou” gdzie słychać owe odesłania do HELLOWEEN. Mocnym atutem tego albumu jest duży rozrzut konwencji utworów. I mamy szybkie utwory, ale też bardziej stonowane, heavy metalowe z progresywnym zacięciem tak jak to jest w „Loosing Sleep”, mamy coś z hard rockowego zacięcia w „Demon Inside of You” . Troszkę DIO, coś z RAINBOW można wyłapać w dynamicznym, zróżnicowanym i dynamicznym „Everdream” który jest jak dla mnie najlepszą kompozycją na albumie i przykładem że zespół BURNING POINT wciąż ma to coś. No i mamy też hicior taki w sam raz na koncerty czyli „Lost Tribe” z bojowym zacięciem w stylu MANOWAR.

Ignitor” to bardzo udany album, przede wszystkim wyrównany, zawierający zapadające melodie, dynamiczne, energiczne solówki. Kompozycje są starannie wykonane i ciężko wytknąć jakieś wady, poza wtórnością. Są przeboje, jest precyzja, są doświadczenie muzycy potrafiący grać i mamy w efekcie bardzo dobry album zawierający miks heavy i power metalu. Jeden z ciekawszych albumów formacji. Powrót do wielkiej formy.

Ocena: 8/10