Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arrayan Path. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arrayan Path. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2020

ARRAYAN PATH - The marble gates to apeiron (2020)

Amerykański band o nazwie Arrayan Path szanuje i nawet mam kilka swoich ulubionych kawałków, ale nie jestem wielkim fanem tej formacji. Najnowsze dzieło "The marble gates to apeiron" to bez wątpienia album, który w pełni oddaje styl i jakość tej kapeli. To dzieło utrzymane w klimatach progresywnego, epickiego heavy/power metalu. Najlepsze jest to, że dostałem w końcu album, który w pełni do mnie trafił i porwał swoimi aranżacjami i jakością. Miła niespodzianka.

Premiera nowego krążka dopiero 27 listopada i jest na co czekać. Arrayan path zawsze potrafił zabłysnąć klimatyczną okładką i doprecyzowanym brzmieniem, który podkreśla wyjątkowość tej kapeli. Oj tak brzmienie jest tutaj najwyższej próby. Christofors i Socrates pokazują, że wiedzą co robią i grają muzykę od serca. Tym razem panowie przede wszystkim trafiają w moje gusta. Spory wachlarz ciekawych melodii i pomysłowych riffów czynią ten album wyjątkowy. Ten band wyróżnia się tak naprawdę dzięki świetnemu Nicholasowi Leptos, który swoim głosem przenosi słuchacza do innego świata. Właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Czas przyjrzeć się nieco bliżej zawartości. Płytę otwiera tytułowy kawałek i faktycznie można poczuć prawdziwą moc tego zespołu i pięknego epickiego heavy/power metalu. Prawdziwa petarda. "Metamorphosis" to nieco bardziej stonowany kawałek i najlepsze jest to, że przemyca sporo patentów symfonicznych. Co za podniosłość i dostojność dźwięków. Elementy progresywne band przemyca w uroczym "Virus" i jest to kolejna perełka na tej płycie. Piękny refren i romantyczny feeling to atuty "The mourning ghost" i tutaj sporo się dzieje. Marszowy "The cardinal Order" zachwyca swoją rozbudowaną konstrukcją i bogatymi aranżacjami. Gitarzyści pokazują tutaj w pełni swój ogromny potencjał. W fotel wbija też podniosły "a  silent masquerade", w którym band nie boi się wykorzystać patenty symfoniczne. Dobre emocje wzbudza pomysłowy i klimatyczny "Black Sails".

Arrayan Path nagrał jak zwykle ciekawy album i w pełni potwierdzają swoją wielkość. Tym razem jednak nagrali album, który wpasował się w moje gusta. Mamy klimatyczny, epicki heavy/power metal, w którym dźwięki są zagrane z polotem, lekkością, a aranżacje są świeże i pomysłowe. Dużo się dzieje i nie ma miejsca na nudę. Jak dla mnie jeden z ich najlepszych albumów, ale piszę to osoba która nie jest ich fanem. Każdy musi posłuchać i wyrobić swoje zdanie!

Ocena: 9/10
 

niedziela, 2 czerwca 2013

ARRAYAN PATH - Ira Imperium (2011)

Arrayan to nazwa jednej z egzotycznych roślin, którą można spotkać na obszarze Cypru, Hiszpanii czy Argentyny. Nie jest to tekst poświęcony botanice czy florze, a jednemu zespołowi metalowemu z Cypru, który sprytnie zawarł to egzotyczne słowo w nazwie swojej kapeli. Arrayan Path to formacja, która zrodziła się w 1997 roku z inicjatywy Nicholasa Leptosa i Clementa Funga. Założony na amerykańskiej ziemi Arrayan Path miał być początkowo tylko bocznym projektem wcześniej wspomnianych muzyków. Jednak stało się inaczej i doczekaliśmy się czterech albumów tego cypryjskiego zespołu. Jednym z tych krążków o którym było dość głośno w owym czasie jest „Ira Imperium” z 2011 roku.

Cypryjski band Arrayan Path niczym przytoczona we wstępie roślina Arrayan nie kryje swojej egzotyczności. Niektóre melodie jak choćby te w „Kiss Of Kali” czy w mocniejszym „77 days Till Doomsday” są pełne klimatu i charakteru indyjskiego czy też egipskiego. W takim też klimacie utrzymana jest szata graficzna, która znakomicie oddaje to co można usłyszeć na płycie. To co można odkryć pod miłą dla oka okładką i soczystym, pełnym emocji brzmieniem to dopieszczony materiał. Materiał, który jest wypełniony różnymi smaczkami, ozdobnikami, urozmaiceniami i nawet orkiestrowe patenty świetnie współgrają z całym klimatem płyty. Co można znaleźć na płycie to epicki power metal z wpływami takich kapel jak Yngwie Malmsteen, Iron Mask, Iron Maiden czy Dream Theater. Mimo wykorzystaniu pewnych elementów jest to muzyka, którą nie można posądzić o plagiat. Duża w tym zasługa wokalisty Laptosa, który nie kryje swojego talentu i techniki. Gitarzyści na płycie też robie spore wrażenie i to wynika głównie z tego, że ich partie są zróżnicowane, pełne finezji, lekkości i neoklasycznego charakteru. Znajdziemy na płycie heavy metalowe kawałki jak „Ira Imperium” z epickim wydźwiękiem, power metalowe jak „Gnosis of Prometheus” czy bardziej progresywne jak w przypadku „I Sail Across the Seven Seas”.

Cała płyta nie kryje swojej egzotyczności i różnych dziwnych smaczków, które przesądzają ostatecznie oryginalnym wydźwięku „Ira Imperium”. Ten album, który nie daje się poznać jako dzieło słabe i bez finezji, ciekawych melodii to pozycja obowiązkowa dla fanów progresywnych dźwięków i melodyjnego power metalu.

Ocena:8/10

P.s Recenzja przeznaczona dla magazynu HMP