Hiszpański Nightfear do tej pory uchodził za kapelę z drugiej ligi. Od 2008r wydali 3 albumy i w sumie dwa pierwsze dzieła to solidny heavy/power metal i nic ponadto. Punktem zwrotny w historii zespołu na pewno będzie ich najnowsze dzieło zatytułowane "Apocalypse". W 2016r kapelę zasilił dawny gitarzysta Lords of Black czyli Victor Duran. W takim składzie zarejestrowany materiał, który został wydany pod skrzydłami wytwórni Fighter Records. Co za przemiana i co za miłe niespodzianka. Grali bez polotu i jakiegoś pomysłu, stawiając na solidne patenty, a tu nagle przebijają się do światowej ekstraklasy.
Wychowałeś się na twórczości Gamma Ray, Iron Savior,Primal Fear czy Helloween? To dobrze trafiłeś, bo to jest album skrojony dla Ciebie drogi czytelniku. Ten album tętni swoim życiem. W takim przypadku płyta musi być energiczna, przebojowa, przepełniona ciekawymi zagrywkami czy solówkami. Ma wzbudzać emocje i wbijać w fotel. Tak właśnie jest z "Apocalypse".
Victor i Ismael stworzyli zgrany duet gitarowy i tutaj aż iskrzy między nimi. Mamy tu lekkość, fantazję i polot. Nie ma kopiowania w kółko tego samego motywu i nie ma grania na siłę. Wszystko przychodzi muzykom z łatwością i tak też tego się słucha. Na pochwałę zasługuje również frontman Lorenzo Mutiozabal, który wymiata w wysokich rejestrach. Wszystko ze sobą współgra i nie ma mowy tutaj o jakiś błędach. Nawet brzmienia zostało dopasowane do tego co mamy na płycie. Jest moc i każdy instrument brzmi obłędnie.
A jak zawartość? Tutaj to już w ogóle band pokazuje swoje nowe oblicze. "We are back" to trafiony otwieracz i sam riff jest niezwykle energiczny. Jest pazur, jest szybkie tempo i niezwykła przebojowość. Do tego słychać echa najlepszych kapel gatunku. Nieco zwalniamy w stonowanym i chwytliwym "Shine". Dalej mamy nieco toporniejszy "Living your Life" czy rozpędzony "Better world", który pokazuje w jak świetnej formie jest ten band. Płytę promował genialny "The stranger" i to jest kwintesencja power metalu. Prawdziwa petarda. Agresywny "Psichokiller" to ukłon w stronę twórczości Primal Fear. Na krążku znalazło się również miejsce na bardziej rozbudowane kompozycje i w tej kategorii sprawdza się "Through the stars" czy zamykający "Angels of Apocalypse". Warto też wspomnieć o kilerze zatytułowany "The evil in You", który pokazuje to co najlepsze w tej kapeli. Kocham taki power metal.
"Apocalypse" to płyta przemyślana i nie zwykle dojrzała, ale to przede wszystkim żywy dowód, że zawsze można stworzyć prawdziwą perełką. Czasami trzeba troszkę czasu. Jedna z najlepszych płyt roku 2020.
Ocena: 9.5/10
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nightfear. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nightfear. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 11 lutego 2020
sobota, 14 listopada 2015
NIGHTFEAR - Drums of War (2015)
12 listopada 2015 to
dzień premiery nowego dzieła hiszpańskiej formacji Nightfear. Mało
znana kapela stara się być bandem pokroju Gamma Ray,Primal Fear czy
Bloodbound. Chcą grać ostry, prosty i pełen energii heavy/power
metal, który łatwo i szybko zapadnie w pamięci. Wszystko
budują w oparciu o dynamiczną sekcję rytmiczną, zgrany duet
gitarzystów w postaci Ismaela i Victora czy wreszcie na
specyficznym wokalu Lorenzo. Każdy element ma swoją wartość i
razem stać ich na wiele. Najlepszym tego dowodem jest ich drugi
album „Drums of war”, który jest swoistą kontynuacją
debiutu, z tym że jest to krok na przód w ich twórczości.
To już 7 lat działania
tej hiszpańskiej formacji i może jeszcze nie są tak znani i tak
uwielbiani, ale trzeba przyznać że znają się na rzeczy. Potrafią
tworzyć petardy i kawałki, które chce się słuchać i to
kilka razy. Ich muzyka potrafi porwać i zapaść w pamięci a to już
coś. Kapela ma jednak as w rękawie a jest nim bez wątpienia
wokalista Lorenzo. To właśnie on dość często odwraca naszą
uwagę i pokazuje że potrafi śpiewać agresywnie, emocjonalnie i
mrocznie kiedy trzeba. Z pewnością odnajduje się w tym co
wygrywają gitarzyści. Nowa płyta to przede wszystkim spora dawka
melodyjności i jest naprawdę wiele ciekawych motywów, które
na długo zostają w pamięci. Jedynie co nie przekonuje to nieco
niszowe brzmienie i pozbawiona klimatu okładka frontowa. Znacznie
lepiej prezentuje się sama muzyka, która zdobi ten album. Na
pewno kapela wie jak rozpoczynać album i „Path of Victory”
utrzymana w stylu Juds Priest to strzał w dziesiątkę. Kawałek
jest agresywny, melodyjny i pozytywnie nastraja słuchacza i chce się
już tylko większej dawki takiego heavy/power metalu. Dalej mamy
bardziej klasyczny „The Prophecy”, w którym
zespół zabiera nas w rejony Helloween czy Gamma Ray, co
całkiem dobrze im wychodzi. Jednak znacznie gorzej zespół
radzi sobie z wolniejszymi motywami i z wykorzystaniem toporności,
co słychać w ponurym „Sands of Fire”. Czasami
zespół przesadza z szybkością i wdziera się odrobina
chaosu i w sumie dobitnie to słychać w „The Duel”.
Jednak właśnie w takich klimatach zespół wypada najlepiej i
nic dziwnego że to one zdominowały ten album. Do grona tych
najciekawszych utworów na pewno warto zaliczyć rozpędzony
„Breakout” czy przebojowy „Farewell”,
który też przywołuje na myśl wiele klasycznych albumów
heavy/power metalowych. To akurat żadna ujma dla zespołu, a jedynie
pochwała że radzą sobie naprawdę dobrze. Najsłabszym utworem na
płycie jest niestety miałka i nijaka ballada w postaci „Miracle”
i właściwie znów prawdziwa frajda zaczyna się z
Helloweenowym „The Wrath of the Gods”. Warto też
tutaj zwrócić uwagę na rozbudowany „Drums of War”
czy złożony z 3 utworów „Triumph of The Fallen”.
Trzeba przyznać, że
zespół dość dobrze rozpoczął ten album, ale potem pojawia
się kilka zgrzytów i album nieco traci na wartości. Zespół
potrafi grać i komponować dobre kompozycji, brakuje im tylko
czasami ogłady i stanowczości. Muzyka jest pełna dobrych i
chwytliwych melodii i właściwie drzemie w nich potencjał. Jeszcze
wszystkiego nie pokazali i na pewno z czasem jeszcze bardziej się
rozwiną. Póki co radzą sobie dobrze i warto zapoznać się z
ich najnowszym dziełem „Drums of War”.
Ocena: 7/10
niedziela, 2 grudnia 2012
NIGHTFEAR - Inception (2012)
Rok 2012 to rok premiery
młodego hiszpańskiego zespołu o nazwie NIGHTFEAR, który
obraca się w stylu, który można określić mianem
heavy/power metal. Jak brzmi debiutancki album owej formacji, który
został zatytułowany „Inception”? Czy jest to album, na który
warto zwrócić uwagę? Czy debiut równa się kiepski,
nie dopracowany materiał?
Na pierwszy rzut oka
mogłoby się wydawać, że tak jest, że jest to album które
można sobie darować, zaoszczędzając przy tym swój cenny
czas. Można by stwierdzić, że jest to album młodej kapeli, która
stawia swoje pierwsze kroki na scenie muzycznej i że to może być
przyczyną, że album może być słaby. Cóż z pewnością
debiutancki album NIGHTFEAR nie jest dziełem odkrywczym, oryginalnym
w swojej konwencji, czy też stylu. Nie jest to może świetne i
bezbłędne dzieło, gdzie wszystko zostało dopieszczone. Jednak dla
fanów takich kapel jak IRON MAIDEN, BLACK SABBATH, HELLOWEEN,
czy GAMMA RAY może to być krążek, który dostarczy kilka
ciekawych doznań. Jak się lubi energiczne, mocne granie zbudowane
na ostrych riffach, głośnym, zadziornym wokalu i oklepanych
motywach, ten może polubić ten album. Oczywiście jest to album,
które ma zalety jak soczyste brzmienie, które zapewnia
ciężki wydźwięk kompozycji, miła dla oka okładka i solidne
aranżacje, jednak minusem tego wszystkiego jest najzwyczajniej w
świecie niezbyt trafione pomysły na utwory, które pozbawione
są ciekawych rozwiązań, czy też takich melodii, które
zapadły w głowie na dłużej. To też NIGHTFEAR, który
został założony w 2008 roku nagrał album, który jest
średni w swojej kategorii.
Przyczyny tego końcowego
efektu jak wspomniałem należy doszukiwać w nieco nierównym
materiale, który oczywiście posiada wiele ciekawych i dobrych
momentów. Do takich można zaliczyć ciężki, energiczny „A
new Beginning”, gdzie zostaje wyeksponowany bas Manuelo Moreno,
który oczywiście nasuwa kapele IRON MAIDEN i Steve'a Harrisa,
a także power metalowy „Immortal” , rozbudowany
„Nightmare” z dużą dawką partii gitarowych, mocnych,
urozmaiconych riffów, albo melodyjny „Pride”. Z
kolei fani rasowego heavy metalu, takiego ciężkiego i nieco
zadziornego mogą polubić „Storm watcher „ czy też
„Steel warrior”. Reszta nie jest jakoś warta większej
wzmianki tutaj w recenzji. Średniej klasy kompozycje, które
mają na celu raczej zapełnienie wolnego miejsca.
„Inception” to album,
która ma kilka przebłysków, parę atrakcyjnych
melodii, solidne brzmienie, muzycy potrafią grać (zapada właśnie
śpiew Lorenzo) i wykonanie, jednak pomysły nie do końca przemawiają do
mnie. Jest to jeden z tych albumów, które przesłuchało
się parę razy i się ma dość i nie ma już ochoty się wracać.
Tak więc jest to album głównie kierowany do fanatyków
gatunku power metal. Reszta osób może sobie odpuścić.
Ocena: 5/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)
