Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Innerwish. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Innerwish. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2024

INNERWISH - Ash Of Eternal Flame (2024)



 Koniec żartów. Czas zostawić plastikowe miecze, odłożyć drewnianą nogę i hak, porzucić bajki o smokach i porzucić słodkie melodie i kiczowaty power metal. Wrócił po 8 letniej przerwie wielki gracz. Znany wszystkim maniakom epickiego power metalu Inner Wish, który reprezentuje nikogo innego jak wielką Grecję, która jest ziemią dla genialnych zespołów, które potrafią tworzyć coś więcej niż tylko muzykę. To pokarm dla naszej duszy, dla wyższego stanu. No kto jak nie greckie zespoły. Oni to potrafią. InnerWish niszczył w 2016r i teraz po 8 latach znów się przebudził by siać zniszczenie. "Ash of Eternal Flame" to nowe arcydzieło od tej utalentowanej grupy. Na myśl przychodzi trasa Masterplan i Firewind, gdzie śmiało obok tych graczy mógłby znaleźć się właśnie InnerWish. Wiele te zespoły łączy, ale można też doszukać się coś z Sinbreed, Diviner czy nawet takiego Lords Of Black. To jedna z tych płyt, która namiesza w tegorocznych zestawieniach.Płyta ukaże się już 1 listopada nakładem Reigning Phoenix Music.

Dostajemy najlepsza okładkę Innerwish i jakoś tak mi zaleciało okładką ostatniej płyty Helloween. Dużo się dzieje i jest na czym zawiesić oko. Kocham takie szaty graficzne, gdzie jest dużo smaczków i ukrytych motywów. Brzmienie to już wiadomo klasa światowo i nie ma się do czego przyczepić. Pomówmy o zespole, o tych czarodziejach, którzy działają na nasze zmysły. Wokalista George Eikosipentakis to wysokiej klasy muzyk, którym swoim głosem kruszy mury. Co za charyzma, co za moc, co ekspresja. Mógłby śpiewać bez instrumentów i tak było to coś pięknego. Jeden z najpiękniejszych występów wokalnych roku 2024. Jeśli znamy genialny Fortress under Siege to powinniśmy znać utalentowanego klawiszowca George Georgiou. Te partie klawiszowe dodają troszkę progresywnego charakteru, trochę powagi, trochę epickości i symfonicznego charakteru. Mistrz w swoim fachu. Na straży dynamiki, szybkości i mocy stoi zgrana sekcja rytmiczna. Dają czadu, oj uwierzcie mi. Uwagę i tak skupiają na sobie gitarzyści, a w tej roli genialni Thimios Krikos i Manolis Tsigos. Dwa uzupełniające się elementy, niczym woda i ogień. Panowie to jest czysta magia i portal do innego wymiaru. Coś pięknego. Jak ktoś ma wątpliwości co ten band potrafi, to niech przemówi do niego muzyka. Najlepszy argument na wszystko.

11 kawałków i godzina materiału to spora dawka przebłysku geniuszu Innerwish, Otwieracz "Forevermore" z jednej strony mroczny, agresywny, troszkę progresywny, a z drugiej nowoczesny i podniosły. Echa Firewind są, ale band gra swój epicki power metal. Marszowy, rozpędzony niczym walec "Sea Of Lies". To był trafiony singiel, który przyciągnie tłumy przed odbiorniki. Oczywiście specjalny gość w postaci Hansiego Kurscha dodaje uroku temu kawałkowi. Perfekcja i definicja piękna muzyki Innerwish, ale przede wszystkim tego co definiuje power metalu. Coś pięknego. Troszkę łagodniejszy w swojej oprawie jest "Higher", jednak ta emocjonalna dawka potrafi złapać za serce. Piękna paleta dźwięków i nieco bardziej rockowy feeling dodaje uroku całości. Refren to coś pięknego i troszkę przypominają mi się genialne refreny Dynazty. Dobrze znany jest z zapowiedzi "Soul Of Assunder", który jest nieco skierowany do maniaków mocnego heavy/power metalu w stylu Primal Fear. Podniosły, epicki, pełen pięknych dźwięków jest bez wątpienia "Primal Scream". Co za gracja, subtelność i magia dźwięków. Tytułowy utwór to musi być coś specjalnego, coś co poruszy i będzie wizytówką albumu. Rozbudowany, trwający 7 minut "Ash of Eternal flames" taki jest jest. Epickość otacza nas, otula niczym ciepły kocyk. Robi się nastrojowo i band bawi się konwencją. Greckie zespoły potrafią właśnie tak czarować. Kolejna piękna perełka na płycie. Agresywny i nowoczesny "Cretan Warriors" to znów odesłanie do dźwięków Firewind czy Masterplan. Mocna rzecz! Jakbym miał wskazać jakiś najlepszy kawałek z całej płyty to wybrałbym marszowy, pomysłowy "The hands of Doom". Motyw przewodni jest genialny i do tego ten poruszający refren. Killer! Jest też rockowa ballada o epickim rozmachu w postaci "Once Again" i to pokazuje że band na każdym polu potrafi się odnaleźć. Dla tych co kochają takie bardziej hasnenowskie klimaty to polecam przebojowy "Walk Alone". No i został jeszcze "Breathe", który jest niczym innym jak takim typowym utworem Innerwish.

Cudo! Płyta idealna pod każdym względem. W dodatku zróżnicowana, pełna magii, świeżości i brzmiąca bardzo współcześnie. Greckie zespoły to fenomen i zawsze stworzą coś wyjątkowego, co jest czymś więcej niż muzyką. To prawdziwy pokarm dla duszy, coś co porusza, daje do refleksji i na długo zostaje z słuchaczem nawet kiedy z głośników dobiega cisza i gasną świata i otacza nas mrok z każdej strony. To płyta, która zostaje już z nami na zawsze. A czy ty jesteś gotów na kolejną porcję genialnej muzyki innerwish?

Ocena: 10/10

piątek, 18 marca 2016

INNERWISH - Innerwish (2016)

Jedną z największych potęg greckiej sceny metalowej jeśli chodzi heavy/power metal jest bez wątpienia Innerwish. Nie tak dawno pisałem o świetnym Forbidden seed czy Diviner, które powstały z inicjatywy muzyków Innerwish. Teraz po 6 latach nie obecności, z nowym frontmanem powracają z nowym albumem. „Innerwish” tak zostało zatytułowane najnowsze dzieło i jest to Innerwish w pigułce. Na tym krążku znajdziemy wszystko to co składa się na muzykę greckiej formacji. Wszelkie znaki na niebie wskazują, że jest to jeden z ich najlepszych albumów. Skąd taki werdykt?

Piękna i klimatyczna okładka z pewną nutką mistycyzmu jest sporym atutem, ale nie odgrywa ona głównej roli. Diabeł tkwi w szczegółach. Zespół dopracował każdy detal i właściwie ciężko znaleźć jakiś haczyk. Brzmienie jest soczyste, świeże i mocarne, a nowoczesny charakter podkreśla tylko klasę zespołu. Nowy wokalista George wpasował się w styl grupy i ożywił jego konwencję. Słychać od razu, że mamy do czynienia z profesjonalistami, z bandem grającym heavy/power metal i to na wysokim poziomie. Jego głos jest drapieżny, tak więc i utwory takie są. Klimat jaki panuje na albumie buduje napięcie i tak naprawdę nie wiemy co nas czeka. Największą niespodzianką jest tutaj bez wątpienia materiał. To co zespół stworzył imponuje i budzi podziw, że po 6 latach nie zatracili się i nie stracili zapału do tworzenia ciekawych kompozycji. „Roll The Dice” to prawdziwy killer. Nasuwa się Helstar, czy Primal Fear. Na takie utwory warto czekać i pokuszę się o stwierdzenie, że to jeden z najlepszych kawałków jakie stworzył ten zespół. Ostry riff, sporo agresji wybrzmiewa w „broken” i tutaj zespół pokazuje, że nawet w wolniejszych kompozycjach radzą sobie bardzo dobrze. Marszowy i bardziej epicki „Machines of Fear” pokazuje jak zespół jest elastyczny i jak dobrze urozmaica materiał. Kawałek idealnie nada się na koncerty. Nutka progresywnego rocka wdziera się w nieco spokojniejszy „Needles in My mind”. Ten utwór to przykład ile jest warty nowy nabytek zespołu w postaci George'a Eikosipentakisa. Dalej mamy przebojowy „My World on Fire” i podniosły „Rain of thousend Years”, które też należą do mocnych punktów tego albumu. Właściwie nie ma tutaj słabych kompozycji, które nudzą swoją formą. Kolejną petardą na płycie w klimatach Primal Fear, Avantasia czy Gamma Ray jest „Sins of The Past”. Dawno Innerwish nie grał tak dynamicznie i tak pomysłowo. Jestem za takim obliczem tej kapeli. Spokojniejszy i bardziej klimatyczny „Zero ground” też wnosi sporo do tej płyty, zresztą podobnie jak ballada „Cross the Line”. Wisienką na tym pysznym torcie jest „Tame the seven seas” , który pokazuje epicki charakter zespołu. Pięknie zwieńczenie tego znakomitego krążka.


6 lat czekania to spory kawał czasu. Szkoda, że Innerwish kazał tyle czekać swoim fanom na nowy album. Jednak nie był to zmarnowany czas. Zespół przyłożył się do nagrywania nowego materiału i owocem tego jest świetny „Innerwish”. Płyta bezbłędna, zróżnicowana i zabierająca nas w różne rejony melodyjnego heavy/power metalu. Jednym słowem jeden z najlepszych albumów tej greckiej formacji, jeśli nie najlepszy. Polecam.

Ocena: 9.5/10