Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melodic Death Metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melodic Death Metal. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2026

MORBID DEATH - Veil od ashes (2026)

W okresie 1990–2024 portugalski Morbid Death prowadził aktywną działalność, nagrywając cztery albumy i udowadniając, że potrafi umiejętnie łączyć elementy thrash metalu z melodyjnym death metalem. W ich muzyce wyraźnie słychać inspiracje dokonaniami takich legend jak Death czy Morbid Angel. W 2025 roku wokalista i basista Ricardo Santos reaktywował zespół, kompletując zupełnie nowy skład. Efektem tej decyzji jest świeży materiał, a album „Veil of Ashes” ukazał się 13 marca.

Ricardo Santos to utalentowany wokalista, którego głos idealnie wpisuje się w stylistykę melodyjnego death i thrash metalu. Bardzo dobrze wypada również nowy duet gitarzystów – Raposo i Pinheiro. Choć nie otrzymujemy tu nic przełomowego, dostajemy solidną dawkę thrash metalu z wyraźną domieszką death metalu. Całość jest dopracowana, pełna agresji, chwytliwości i dbałości o szczegóły. 

Już od pierwszych sekund płyty atakuje nas energiczny i bezkompromisowy „Evil Remains”. To imponujący pokaz mocy – agresja i pomysłowość stoją tu na bardzo wysokim poziomie. Utwór stanowi znakomitą mieszankę death i thrash metalu. Z kolei tytułowy „Veil of Ashes” to kompozycja bardziej przebojowa i melodyjna, w której zespół wyraźnie eksponuje swoje inklinacje do melodyjnego death metalu. „Vanity” przyciąga uwagę świetnym wejściem basu i ponownie ukazuje potencjał zespołu – muzycy nie biorą jeńców, a ta stylistyczna mieszanka wypada niezwykle przekonująco. Całość dopełnia soczyste, potężne brzmienie, które podkreśla jakość kompozycji. Nieco bardziej ponury i stonowany „Hole Worm” zdradza wpływy heavy metalu. To utwór, który dostarcza sporo satysfakcji i pokazuje talent zespołu do tworzenia chwytliwych numerów. „Souls of Trauma” brzmi świeżo i nowocześnie – tutaj zespół kładzie większy nacisk na technikę i złożoność aranżacji. Kolejnym mocnym punktem jest melodyjny i łatwo wpadający w ucho „World of Lies”. Wszystko brzmi tu dokładnie tak, jak powinno – trudno znaleźć jakiekolwiek słabe strony. Więcej thrashowego charakteru odnajdziemy w zamykającym album „Death Row” – mocny riff, mroczny klimat i wyraźne nawiązania do klasyki gatunku. Słychać, że zespół czerpie ogromną radość z grania, a ta energia udziela się słuchaczowi.

To mój pierwszy kontakt z Morbid Death i muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Zespół imponuje zgraniem, pomysłowością i konsekwencją stylistyczną. „Veil of Ashes” to około 40 minut dopracowanej, intensywnej muzyki – pełnej zarówno chwytliwych momentów, jak i potężnych riffów. Trudno tu mówić o nudzie. To zdecydowanie pozycja obowiązkowa dla fanów takiego grania.

Ocena: 8.5/10

sobota, 4 października 2025

SUOTANA - Ounas II (2025)


 

W 2023 roku moje serce skradł fiński zespół Suotana oraz ich znakomity album "Ounas". Była to prawdziwa dawka klimatycznego, melodyjnego death metalu z wyraźnymi wpływami Kalmah czy Wintersun. Teraz, po dwóch latach, formacja powraca z drugą częścią tej opowieści. Płyta, która ukazała się 29 sierpnia nakładem Reaper Entertainment, stanowi naturalną kontynuację poprzedniego wydawnictwa – to prawdziwa uczta dla fanów tego rodzaju grania.


Już od pierwszych dźwięków czuć mroczny klimat, który doskonale oddaje również okładka albumu. Zespół potrafi to wykorzystać – to prawdziwi fachowcy w swoim gatunku, doskonale świadomi, jak budować nastrój i tworzyć zapadające w pamięć melodie oraz chwytliwe motywy gitarowe. Tutaj nie ma miejsca na nudę – Suotana potrafi zarówno przyspieszyć tempo, jak i zaserwować agresywne, pełne energii partie gitar.


Na pierwszy plan wysuwa się Tuomo Marttinen – charyzmatyczny wokalista, który potrafi połączyć agresję z melodyjnością, zachowując przy tym przebojowy charakter. Już po kilku sekundach wiadomo, że mamy do czynienia z esencją melodyjnego death metalu. Za gitarowe szaleństwa odpowiada duet Ville i Pasi, który dba o atmosferę, emocjonalny ładunek i pełne ekspresji solówki. Całość dopełnia mocne, selektywne brzmienie i piękna oprawa graficzna – widać, że każdy detal został dopracowany z pasją.


Materiał po raz kolejny potwierdza ogromny talent i klasę zespołu. Album zawiera siedem utworów, w tym cover Children of Bodom – „Hatebreeder”, który wyszedł znakomicie. To doskonały hołd dla kapeli, która miała ogromny wpływ na styl i tożsamość Suotany.


Płytę otwiera klimatyczne intro „The Flood”, a zaraz po nim nadchodzi pełen energii i dzikości „Foreverland” – prawdziwy killer, imponujący dynamiką i przebojowością. W rozpędzonym „Winter Visions” łatwo wychwycić wpływy Kalmah – to dokładnie ten typ melodyjnego death metalu, za który kochamy fińską scenę. Band błyszczy tu pełnią swojego talentu. Kolejny cios to „Twilight Stream” – utwór pełen klimatu, tajemniczości i niesamowitych melodii. Refren natychmiast zapada w pamięć – to po prostu cudo!


Dalej czeka sześciominutowy „The Crowned King of Ancient Forest”, w którym dzieje się naprawdę wiele – momentami można wychwycić nawet echa Running Wild. Zwieńczeniem albumu jest monumentalny, dziesięciominutowy kolos „1473 Ounas” – epicki, rozbudowany i absolutnie wciągający. Nie sposób się przy nim nudzić – to kompozycja z rozmachem i duszą.


Po raz drugi Suotana całkowicie mnie zachwyciła. Zespół postawił na porywające melodie, potężne riffy i podniosły klimat. Z każdego utworu bije pasja, emocje i muzyczna dojrzałość. To melodyjny death metal z najwyższej półki – pełen energii, charakteru i finezji.


Ocena: 10/10

poniedziałek, 22 września 2025

MORS PRINCIPIUM EST -Darkness Invisible (2025)


 26 września to dzień premiery 9 albumu studyjnego fińskiej formacji Mors Principium Est. To band znany wśród fanów melodyjnego death metalu i są na scenie od 1999r.  Stylem trochę przypominają scar symmetry , kalmah czy children of bodom. "Darkness invisible" to płyta skierowana do fanów tej grupy i maniaków melodyjnego death metalu.


Doświadczony zespół i jakoś można być bardziej spokojnym o jakość.  Mocnym atutem zespołu jest wokal Ville Vijanen. Zapewnia klimat i agresywność w muzyce Mors  principium Est. Sporo dobrej roboty robią gitarzyści i brawa dla Jori Haukio i Jakko Kółko. Stawiają na przebojowość, melodyjność i urozmaicenie. Dużo dobrego się dzieje i nie ma przynudzania. Każdy znajdzie coś dla siebie na nowym albumie.


Band zadbał o mocne i soczyste brzmienie, które potęguje wrażenia i o piękna szatę graficzną. Odpalając płytę dostajemy melodyjny " of death" i już czuć moc i potencjał tej ekipy. Rasowy killer, który rozwala system. Drugi kawałek to "venator", który ma chwytliwe partie klawiszowe i szykuje się nam kolejny hicior. Mocna rzecz. Troszkę zwalniamy w " monuments", który idzie w epickość i progresywność.  Kolejny killer to bez wątpienia dynamiczny " summoning the dark". Mamy jeszcze pełen agresji i rozmachu "Beyond the horizon" i brzmi to bezbłędnie. Band nie zwalnia tempa i " in sleep there is peace" to kolejna petarda. Melodyjny death metal pełną gębą. Końcówka płyty ma troszkę lekki przerost formy nad treścią. 


Mors principium Est powraca z naprawdę bardzo dobrym albumem w kategorii melodyjnego death metalu. Jest agresja, przebojowość i pomysłowość. Pozycja obowiązkowa dla fanów zespołu i miłośników melodyjnego death metalu. Band wciąż ma coś do powiedzenia w tej stylizacji.


Ocena : 8/10

wtorek, 19 sierpnia 2025

WARMEN - Band of brothers (2025)


 "Band of Brothers" to kolejny tegoroczny przykład udanej mieszanki melodyjnego death metalu i power metalu. W muzyce Warmen słychać wyraźne wpływy Children of Bodom, Thunderstone czy Sinergy. To przede wszystkim fuzja agresji, drapieżności i melodyjności. "Band of Brothers" to już siódmy album studyjny tej fińskiej formacji, działającej nieprzerwanie od 1999 roku.


Za nazwą Warmen kryje się spore doświadczenie i znane nazwiska. Od 2023 roku w składzie znajduje się Petri Lindroos (Ensiferum), który pełni rolę wokalisty i gitarzysty. Jego charakterystyczny wokal wnosi zarówno agresję, jak i melodyjność, jednoznacznie kierując zespół w stronę melodic death metalu. W partiach gitarowych wspiera go Antti Wirman (Exilbris), serwując solidne, pełne energii riffy – choć do prawdziwego geniuszu trochę im jeszcze brakuje. Nie sposób jednak odmówić całości ciekawych zagrywek i spójnej melodyjności. Za klawisze odpowiada Janne Wirman, znany z Children of Bodom. Mając tak rozpoznawalnych muzyków, można by oczekiwać dzieła z najwyższej półki – tymczasem dostajemy po prostu dobry album, choć niepozbawiony ograniczeń.


Krążek ukazał się 15 sierpnia i oferuje 40 minut muzyki. Otwiera go mroczny i agresywny utwór tytułowy "Band of Brothers" – dynamiczny i melodyjny, choć pozbawiony elementu zaskoczenia. Prawdziwy pazur zespół pokazuje w energetycznym "One More Year", który aż kipi od mocy – to zdecydowanie jeden z najlepszych momentów albumu. Z kolei melodyjny "Nine Lives" ukazuje potencjał Warmen, a utrzymany w podobnym tonie power metalowy "Out for Blood" zachwyca świetną robotą gitarzystów. W nowocześniejszym "March or Die" grupa eksperymentuje z brzmieniem – nie jest to złe podejście, choć zabrakło mu odrobiny przebojowości. Natomiast zadziorny, drapieżny "Untouched" w klimacie power metalu zdecydowanie dodaje albumowi charakteru i świeżości.


Warmen to uznana marka, która dostarcza solidną mieszankę melodyjnego death metalu i power metalu. Stawia na agresję i melodyjność, potrafiąc stworzyć materiał wart uwagi. Niestety, zabrakło nieco polotu i nowatorskich rozwiązań, by mówić o wydawnictwie z najwyższej półki. Mimo to "Band of Brothers" to album, który z pewnością zadowoli wielu fanów gatunku.


Ocena: 7,5/10


poniedziałek, 28 lipca 2025

CRIMSON SHADOWS - Whispers of war (2025)


 W tym roku Exvamon przypomniał nam o starych, dobrych czasach DragonForce — a ich nowa płyta to prawdziwa podróż wyobraźni, która udowadnia, że w tej stylistyce nadal można wiele pokazać i zdziałać. W podobnych klimatach doskonale odnajduje się kanadyjski zespół Crimson Shadows, działający od 2006 roku. Ich początek był imponujący – wydali dwa świetne albumy, na których styl DragonForce został ciekawie połączony z melodyjnym death metalem.Niestety, po tym obiecującym starcie, na aż 11 lat zapadła cisza. Teraz jednak wracają z nowym krążkiem zatytułowanym "Whispers of War", który ukazał się 25 lipca nakładem Napalm Records. To bez wątpienia jedna z najważniejszych premier metalowych roku 2025. Zespół nie utracił ani swojej energii, ani charakterystycznej przebojowości, która tak mocno wybijała się na ich wcześniejszych wydawnictwach.


W tym czasie doszło do pewnych zmian personalnych. Na basie pojawił się Alex Snape, a na wokal powrócił po przerwie Jimi Maltais, znany z wcześniejszych płyt. Jego głos i charyzma to kluczowe elementy brzmienia zespołu – wnosi agresję, emocje i ten specyficzny klimat melodyjnego death metalu. Warto również pochwalić znakomitą współpracę gitarowego duetu Ryan / Greg, którzy stawiają na ekspresję, moc i świetne, chwytliwe melodie. Nie brakuje tu typowo "dragonforce’owych" zagrywek, które doskonale mieszają się z intensywnością i charakterem melodyjnego death metalu. Ci, którzy pokochali ich wcześniejsze wydawnictwa, szybko odnajdą się również w "Whispers of War".


Album zawiera dziewięć utworów i każdy z nich potrafi pozytywnie zaskoczyć. Już otwierający "Dawn of an Age" stanowi prawdziwy pokaz siły – to świetna zapowiedź tego, co czeka słuchacza. Przebojowy "Guardians" zachwyca pomysłowym riffem i dużą dawką melodii, stanowiąc dowód, że w stylistyce DragonForce wciąż tkwi spory potencjał. W dynamicznym "Defenders of the Crown" panowie pięknie łączą świat melodyjnego death metalu z power metalem – podobny klimat odnajdziemy również w utworach "Whispers of War" i agresywnym "Embrace the Fire".


Na szczególną uwagę zasługuje rozbudowany, klimatyczny "Battle Hard II: Battle Harder", w którym słychać nawet echa Running Wild w partiach gitarowych. Zespół wraca do bardziej bezpośredniego, dynamicznego grania w "Secrets of Our Time" – to kolejny mocny punkt albumu. "The Legacy of Steel" to z kolei prawdziwy przebój, a zamykający całość, ponad sześciominutowy "Rise of the Fallen Soul", pokazuje, że Crimson Shadows potrafią również bawić się formą i stawiać na złożone, wielowątkowe kompozycje.


Jedenaście lat to kawał czasu. Powrót Crimson Shadows do świata żywych to jedno z najważniejszych wydarzeń na metalowej scenie roku 2025. Cieszy fakt, że tak długa przerwa nie wpłynęła negatywnie na ich twórczość – wręcz przeciwnie, zespół wciąż emanuje energią, świeżością i kreatywnością. Kocham ich za to.


Ocena: 9,5/10

wtorek, 24 czerwca 2025

CELESTIAL WIZARD - Regenesis (2025)


 Celestial Wizard to ciekawy przypadek,bowiem to zespół, który łączy stylistykę heavy/power metalu z melodyjnym death metalem. Czerpią garściami z kalmah, children of bodom czy destroy destroy destroy.  Kapela działa od 2018 to i nagrali 3.albuny i jeśli ktoś nie słyszał ich, to ma szansę to zmienić. Zespół bowiem powraca z nowym albumem zatytułowanym " regenesis". Płyta ukaże się 11 lipca za sprawą Scarlet records i jest to pozycja godna uwagi jeśli kocha się takie granie


Siłą tej kapeli tkwi w głosie Amethyst Noir. Jego harsh wokale, agresja i charyzmą sprawiają, że muzyka tej kapeli sporo zyskuje i nadaje jej charakteru. Sporo dobrej roboty robią duet gitarowy, który stawia na melodyjność i agresję. Brawa dla Nicka Daggersa i Willa Perkinsa, którzy dają czadu. Znają się na swojej robocie i dostarczają sporo udanych riffów i solówek. Jest trochę heavy/ power metalu i dużo melodyjnego death metalu. Całość jest spójna i przemyślana. To przedkłada się na jakość. Warto wspomnieć, że Soren Bray został nowym basistą.


Na płycie znajdziemy 46 minuty i 10 utworów. Wszystko jest spójne i dobrze się tego słucha. Nie ma niczego nowego, nie ma eksperymentowania, ani też błysku geniuszu. To wszystko juz gdzieś było i nie raz lepiej podane. Najpierw mamy intro, potem przebojowy " pale horse"  i to jest kawałek, który pokazuje ich styl i jakość. Oj wpada w ucho.  Jest też stonowany i nieco nastrojowy " she is blade". To nie jest na pewno szczyt ich możliwości. Mamy też zadziorny i bardziej heavy metalowy "Shores of eternity" i to tylko solidne granie.  Band najlepiej wypada, kiedy ocierają się o melodyjny death metal  tak jak to ma miejsce w "Into the Abyss". Energiczny i melodyjny kawałek.  Band pokazuje pazur w "ride with fire" i to kolejny mocny punkt na płycie. " Emerald Eyes" troszkę nijaki, a " regenesis" przemyca sporo energii i patentów melodyjnego death metalu.


Celestial wizard robi swoje i nagrywa album w swoim stylu. Poprzednie wydawnictwo było o wiele ciekawsze to fakt, ale nowy krążek to wciąż kawał solidnego grania.  Płyta godna uwagi jak kocha się mieszankę melodyjnego death metalu i power metalu. Band stać na więcej, ale nie jest źle. 


Ocena : 7/10

wtorek, 17 czerwca 2025

DEATH REAPERS -Thirst of chaos (2025)


 Death reapers to taki polski odpowiednik arch enemy, czy children of bodom. Słychać że mocno wzorowali się na powyższych kapelach i przypominają nieco polski made of hate. Grają melodyjna odmianę death/thrash metalu i są w tym naprawdę bardzo dobrzy.  Na scenie są od 2019r i właśnie 13 czerwca wydali debiutancki album " thirst of chaos".


Okładka Mroczna, krwista i w pełni pasuje do stylu grupy.  Stylistycznie nie ma może rewolucji, ale band z pomysłem gra właśnie melodyjna odmianę death metalu. Całość naładowana jest chwytliwymi melodiami i ostrymi riffami.  Słucha się tego z niezwykłą przyjemnością. Band potrafi zaciekawić słuchacza przez cały czas i czasami w tym wszystkim partie gitarowe ocierają się o twórczość running Wild. Dobrze to słychać w "wear your leather proud". Znakomita współpraca gitarzystów. Hubert Potomski i Kamil Winter dają czadu i dbają o to żeby było agresywnie, melodyjnie i dynamicznie. Pełno tu ciekawych riffów i wciągających melodii. Jest czym się zachwycać. Całość znakomicie spina wokal Konrada Kropidlowskiego, który dba o to żeby całość była przebojowa i zadziorna. Jego głos znakomicie współgra. Ma odpowiednią technikę i charyzmę. Właściwy człowiek na właściwym miejscu.


Płyta zawiera 10 kompozycji, z czego ostatni to bonusowy "Sightless". Od razu na dzień dobry jest killer w postaci " thirst of chaos". Panowie mają talent i to słychać od pierwszych sekund. Pomysłową melodią, mocny riff i dużą dawką przebojowości. Normalnie jakbym słuchał fińskiej kapeli,a nie polskiej. Dalej mamy energiczny "concrete horizon". Znów dostajemy łatwo wpadająca w ucho melodię. Kolejny hit na płycie. Praca gitar w " no absolution" też momentami przypomina dokonania running Wild.  Mamy też klimatyczny " the hermit"  czy melodyjny "dark fortune". Dobrze wypada też prosty i chwytliwy "break the window" i słychać w tym nawet więcej heavy metalowej maniery. Dalej mamy równie przebojowy i dynamiczny"kiss of the sky". Band gra dalej swoje i niczym tu nie zaskakują.


Debiut Death Reapers jest przemyślany, dojrzały i brzmi naprawdę niczym dzieło fińskiej ekipy. Jest pazur, przebojowość, szybkość i agresja..każdy utwór jest wart uwagi i słychać spory potencjał tej kapeli. Na pewno trzeba obserwować ich poczynania. Gorąco polecam.


Ocena : 8.5/10


poniedziałek, 9 czerwca 2025

FROSTFALL - Inverno (2025)


 Brawa dla włoskiego Frostfall za piękną, klimatyczną i mroczną okładkę do swojego debiutanckiego albumu zatytułowanego "Inverno". To właśnie okładka zachęciła mnie by sięgnąć po ten krążek. Teraz już wiem, że band stawia na świeżość i pomysłowość. Postanowili zagrać bardziej współczesny melodyjny death metal z mieszanką  gotyckiego metalu. Mają pomysł na siebie i to już powinna być zachętą dla Was by sięgnąć po "Inverno". Premiera była 22 maja.


Kapela jest na scenie od 2023r i tworzy ją 4 muzyków.  Perkusista Daniele Brighenti, basista Daniele Piccoli, gitarzysta Maurizio Fracchetti oraz wokalista Manuel Sicchirollo. Wokalista to mocny atut tej kapeli. Ma charyzmę, ciekawa barwę i swoim głosem urozmaica materiał. Dobrze spisuje się też gitarzysta Manuel, który stara się nas zaskoczyć i grać mrocznie i drapieżnie. Wszystko brzmi współcześnie i świeżo. 


Na pierwszy rzut mamy klimatyczne intro,a potem zadziorny "bloodlands". Dostajemy tutaj bardziej mroczny i zadziorny heavy metal niż melodyjny death metal. Stonowany i ciężki "Blackbird days" przemyca więcej patentów melodyjnego death metalu i gotyckiego metalu. Dalej mamy stonowany i zadziorny "the bloodlander", klimatyczny "frosbite" czy melodyjny " blackest mirror". Całość wieńczy drapieżny i mroczny "krampus atonememt".


Frostfall nagrał solidny album, który przemyca elementy melodyjnego death metalu i gotyckiego metalu. Trochę brakuje dopracowania, przebojów czy killerów, które by na dłużej zostały w pamięci. Dobrze się tego słucha, ale niedosyt pozostaje. Szkoda.


Ocena 6.5/10

AFTER COLISSIONS -Dominate (2025)


 Znów okładka zachęciła mnie do zapoznania się z zawartością. Okładka debiutanckiego albumu kolumbijskiej formacji After collisions działa na zmysły i przykuwa uwagę. Dużo detali ciekawa paleta kolorów. Ma to coś, że chce się sięgnąć po "Dominate". Projekt muzyczny powstał w 2015r i teraz po 10 latach udało się wystartować z pierwszym albumem. Krążek miał premierę 3 kwietnia.


Tak,After collisions to kolejny przykład, że w pojedynkę też można wiele zdziałać. Ten projekt muzyczny powstał z inicjatywy Dave arango, który odpowiada za wszystko. Jako wokalista sprawdza się idealnie. Potrafi śpiewać agresywnie, ale i lekko i nastrojowo. Ma technikę i ciekawa barwę, dlatego jest dużą radość z słuchania jego głosu. Od strony instrumentalnej też sporo dobrego się dzieje. Jest melodyjnie, bywa trochę progresywnie, trochę podniosłe. Jest nacisk na urozmaicenie i element zaskoczenia. Udało się dopracować brzmienie i całość prezentuje się okazałe. To co znajdziemy na płycie to melodyjny death metal, ale z wpływami progresywnego metalu czy rocka.


Rockowy i nieco komercyjny jest "fallen" i może mało agresji w tym, to aranżacje potrafią przykuć uwagę.  Więcej energii i mocy mamy w "the monster" i jest więcej melodyjnego death metalu. Bardzo chwytliwy i pomysłowy kawałek. Dave przyspiesza w "failure" i jest to już znacznie szybsze granie. W takim wydaniu brzmi to bardzo atrakcyjnie.  Bardzo chwytliwy motyw przewodni jest w "raging Waters" i nawet nutka progresywnego rocka w niczym nie przeszkadza. Bardziej nowocześniej jest w "fragile" który jest za bardzo nowoczesny i za dużo tutaj eksperymentowania jak dla mnie.  Dalej mamy przebojowy "shattered mirror" i znów After colissions błyszczy. Więcej heavy metal stylizacji mamy w dynamicznym "purify". Całość zamyka tytułowy "Dominate" gdzie postawiono na klimat i podniosłość. Brzmi to pomysłowo i świeżo.


"Dominate" to ciekawy debiut, gdzie liczy się świeżość, pomysłowe melodie i styl, który opiera się na melodyjnym death metalu. Do ideału trochę brakuje, ale płyta jest wartościową i zasługuje na zapoznanie. Polecam!


Ocena 7.5/10

czwartek, 5 czerwca 2025

GRAVECLOUD - A tear in the veil (2025)

 


Ci co mają słabość do kalmah, Gorgon czy aephanemer to powinni posłuchać to co prezentuje niemiecki Gravecloud na debiutanckim albumie zatytułowanym "a tear in the veil". Płyta ukazała się 28 lutego i imponuje jakością i świeżością. To płyta skierowa do miłośników melodyjnego death metalu i symfonicznego metalu. Do każdego kto kocha melodyjne odmiany metalu.


Band, czy też projekt muzyczny powstał w 2021r i tworzą go dwie osobistości. Justys Barth odpowiada za wszystkie partie instrumentalna i cała muzyczna otoczkę. Za partie wokalne odpowiada Fabian Reinecke.  Panowie znakomicie się uzupełniają. Fabian dostarcza agresję i aspekt death metalu. Justys stoi na straży melodyjności i podniosłości. Ma ciekawe pomysły i to przedkłada się na jakość.


Co od razu przyciąga uwagę to bez wątpienia miła dla oka okładka. Zachęca by sięgnąć po debiutancki album Gravecloud. Brawa się należą za mocne i dopieszczone brzmienie. Sam materiał zróżnicowany i dopracowany. Jest czym się zachwycać.


Intro ,"blood horizon"  robi odpowiednie wprowadzenie i robi smaka na całość. Imponuje pomysłowość i przebojowość w "Smoke and iron". Brzmi to naprawdę świetnie i chce się więcej. Potem mamy 3 częściowy utwór "The tower".  Trylogia zaczyna się od tajemniczego "ashen rain", który wykazuje progresywne elementy. Troszkę nijaki jest " evolving chaos",który niczym się nie wyróżnia.  O wiele ciekawszy w swojej konstrukcji jest "into the eventide", który kipi energią i agresją. Dalej mamy prosty i bardzo melodyjny " the covert King", który nieco przypomina Kalmah. Kolejny killer na płycie to "  Night sky apostle". "Jest agresja i ciekawe aranżacje. Dobrze prezentuje się "Divine Dogma", gdzie band znów zaskakuje mocnym riffem i pomysłową melodią. Został jeszcze tytułowy utwór, który pokazuje że można w takiej stylizacji stworzyć ciekawy i wciągający kolos. Dużo dobrego się tutaj dzieje.


W kategorii melodyjnego death metalu debiut  Gravecloud zasługuję na uwagę. Band ma pomysł na siebie, na swój styl. Jest agresja, podniosłość i dbałość o detale. Zdarzają się słabsze momenty, ale całość robi wrażenie.


Ocena: 8/10

poniedziałek, 2 czerwca 2025

ADMIRE THE GRIM - Resist (2025)

 


"Resist" to debiutancki album fińskiej formacji Admire the grim. Band zrodził się w 2021r i obrał sobie za cel granie melodyjnego death metalu na wzór takich kapel jak children of bodom, kalmah czy arch enemy. Płyta ukazała się 31 stycznia nakładem inverse records.


Podobnie jak w Arch enemy tak i tutaj za sitkiem jest wokalistka, która potrafi śpiewać równie brutalnie. Katri Snellman nadaje całości drapieżności i charakteru. Mocnym filarem zespołu jest duet gitarowy. Jani loikkanen i Sirja Ojaniemi dają czadu. Stawia na pomysłowe riffy i chwytliwe melodie. Nie brakuje techniki i pomysłowości. Do tego klimatyczna okładka i mocne brzmienie. To wszystko sprawia, że nie można przejść obok tej płyty.


Materiał nie jest długi bo trwa 36 minut. Płytę otwiera energiczny " crescent moon".  Od razu słychać, że jest potencjał w tym zespole. Dalej dostajemy niezwykle przebojowy "resist". Dużo pozytywnej energii niesie ze sobą " revolutions". Band błyszczy i stawia na porywające melodie. Nieco lżejszy jest przebojowy "Rivers to Surge", który imponuje świeżością i pomysłowym przewodnim motywem. Admire the grim świetnie wypada w szybszym graniu i to potwierdza w dynamicznym "Choke on your words". Co za moc i świeżość. Dużo children of bodom słychać w przebojowym "Hypocrite" i na takie hity zawsze warto czekać. Wokalistka pokazuje na co ją stać. Całość zamyka niezwykle melodyjny " no limits". Szybkie tempo, ostry riff, duża dawka agresji i melodyjności. Mocna rzecz.


Admire the grim to młoda formacja, która jest głodna sukcesu i chce iść ścieżka children of bodom czy arch enemy. Jeśli będzie szła za tym jakość i świeżość tak jak na debiucie to jestem za. Nowa gwiazda melodyjnego death metalu.


Ocena 8.5/10

piątek, 30 maja 2025

CYROX - No reedemer left (2025)


 18 kwietnia ukazał się nowy album austriackiej formacji  Cyrox. Ta kapela młodego pokolenia działa od 2016 r  i nagrali póki co 2 albumy, z czego najnowszy ukazał się 18 kwietnia. Mowa o "no reedemer left". To co tutaj znajdziemy to bardzo dobrze skrojony melodyjny death metal. Fani children of bodom, czy in flames nie powinni narzekać. ".


Względem debiutu mamy jedną zmianę w składzie, bowiem w 2021r do zespołu dołączył perkusista Tobi.  Ważną rolę w zespole odgrywa zadziorny wokalista Manuel Kirchleitner, który nadaje całości charakteru melodyjnego death metalu. Mocnym ogniwem zespołu jest również duet gitarowy  tworzony prze Andreasa i Leo. Panowie stawiają na agresję i ciekawe melodie. Nie ma w tym a grosz oryginalności, ale panowie grać potrafią i robią to bardzo umiejętnie. Mają talent, tylko w pełni go nie wykorzystują. Panowie zadbali o mocne brzmienie i klimatyczna okładkę.


Materiał trwa 41 minut i band rusza od porządnego uderzenia czyli "short circuit". Mocny riff i przemyślana melodia robią swoje.  Dalej mamy bardziej zadziorny "latent detect", który jest niezwykle przebojowy.  Dobrze wypada " haunting Shadows", gdzie band stawia na sprawdzone patenty i jest tu trochę thrash metalowego feelingu. Dalej mamy łatwo wpadający w ucho "scattered". Mocny i wyrazisty utwór. ,Breaking the chain" to kawałek troszkę mroczny, troszkę toporny, ale wciąż warty uwagi. Można pochwalić za agresywniejszy "Red halo, który potwierdza styl grupy i ich umiejętności. Na sam koniec rozbudowany i bardziej klimatyczny "Beyond Control".


Cyrox 5 lat kazał czekać swoim fanom. Nagrał solidny album w kategorii melodyjnego death metalu. Mamy mocne riffy, chwytliwe melodie i duże pokłady agresji. Zabrakło świeżości i pomysłów na cały materiał. Jak widać wszystkiego nie można mieć. Dobra robota.


Ocena 7/10

piątek, 23 maja 2025

EONIAN -Born from ice (2025)

 


31 marca ukazał się jeszcze warty uwagi debiut z kręgu melodyjnego death metalu w symfonicznej odmianie, a mianowicie amerykański Eonian. Kapela działa od 2020r i czerpie wzorce z takich kapel jak kalmah, aephanemer czy Gorgon. "Born from ice" to płyta nastawiona na klimat, podniosłe motywy i chwytliwe melodie. Jest pomysł i jakość. 


Okładka nie wiele zdradza, ale muzyka potrafi poruszyć i pozytywnie zaskoczyć.  Jest na pokładzie utalentowany wokalista Jon Sasche, który swoim głosem sieje zniszczenie. Idealnie pasuje do takiego grania. Figueroa odpowiada za klimatyczne partie klawiszowe, które nadają całości symfonicznego charakteru. Cała siła Eonian tkwi w dobrze zgranym duecie gitarowym. Cook i Antuano dają czadu i starają się na każdym kroku pozytywnie nas zaskoczyć. 


Płyta jest zwarta i treściwa i nie męczy słuchacza. Mamy 7 kompozycji, a wszystko trwa 30 minut. jest podniosłe intro "invocation". Energiczny i epicki "blood of my blood"  zachwyca agresja i rozmachem. Co za moc i drapieżność. Brawo! Kolejny killer to przebojowy " Born from ice" i każdy dźwięk jest tu na wagę złota. Czysty geniusz i taki melodyjny death metal to ja mogę słuchać. Potem wkracza energiczny i agresywny " for all the nights to come". Refren i chórki robią tu furorę. Dalej mamy klimatyczny i pełen emocji "mathair". Dużo smaczków, pięknych melodii. Band wie jak porwać słuchacza w ten magiczny świat.  Band nie zwalnia również w melodyjnym "the emperors hounds" i na koniec spokojny, instrumentalny "oathkeeper".


Eonian zalicza udany debiut i pokazuje że ma coś do zaoferowania. Znakomicie wyszło połączenie melodyjnego death metalu z symfonicznym metalem. Duża dawka agresji, klimatu i chwytliwych melodii. Tego trzeba posłuchać. Brawo Eonian!


Ocena: 9/10

THROW ME TO THE WOLVES - Days od retribution (2025)


 Wilki, klimat grozy i ciekawa kolorystyka okładki i nie trzeba mi dwa razy powtarzać aby sięgnąć po debiutancki album Throw me to the wolves. To młoda brazylijska kapela, która powstała w 2023r. Band postanowił grać melodyjny death metal z wpływami metalcore. Lubią czerpać z twórczości bullet for my vallentine, children of bodom czy arch enemy. Debiutancki album zatytułowany " days of retribution"  ukazał się 15 maja i jest to pozycja godna uwagi.


W muzyce Brazylijczyków jest miejsce na elementy progresywne czy symfoniczne. Całość brzmi współcześnie i bardzo świeżo. Band stara się stawiać na urozmaicenie, na chwytliwe melodie i agresywny wydźwięk.  Kawał dobrej roboty robią gitarzyści. Miło posłuchać współpracy Calegari i Oliveira. Mocnym atutem jest tutaj wokal Diogo  Nunes, którego charyzma i technika wiele wnoszą do muzyki Throw me to the wolves.


Na start mamy klimatyczne intro, potem wkracza energiczny "chaos". Band pokazuje na co ich stać i ja to kupuje. Jest melodyjny " tartarus"  czy przebojowy "Gaia", które pokazuje jak umiejętnie band tworzy hity. Nutka progresywnego metalu wdziera się w "nyx", z kolei ",days of retribution" to ostry i melodyjny utwór. Jednym z najostrzejszych utworów na płycie jest bez wątpienia drapieżny " fragments". Na takie perełki zawsze warto czekać. Jest moc. Niezwykle chwytliwa melodia napędza energiczny "awekening my demons" i troszkę przypominają się hity arch enemy. Dalej mamy klimatyczny "Gates of oblivion" i ocierający się o heavy/power metal "an hour of wolves".


Throw me to the wolves stawia pierwsze kroki na metalowym rynku. Ich debiutancki album to przemyślany i dojrzały melodyjny death metal, który słucha się z wielką przyjemnością. Oczywiście gorąco polecam.


Ocena : 8/10

czwartek, 22 maja 2025

HELLDRIFTER -Shell of inexistance (2025)


 Helldrifter działa nie od dziś i ta marka funkcjonuje od 2018r. Mają na koncie debiut "lord od damnation" z 2021r. Czas na album nr 2 i "shell of inexistance" to krok na przód i kolejny poziom dla tej niemieckiej formacji. Grają melodyjny death metal, choć są też patenty thrash metalu  czy też coś z progresywnego metalu. Kto kocha agresję, melodyjność i pomysłowość, ten pokocha Helldrifter. 


Ten niemiecki czerpie garściami z dokonań arch enemy, deeadlock, heaven shall Burn, ale nie tylko. Band potrafi grać na wysokim poziomie i zadbać o jakość. Muzycy są utalentowani i to słychać od pierwszych sekund.  Uwagę przyciąga zadziorny i techniczny wokal Billy Kolinsa. Daje czadu i rozwala system. Band napędza siła dwóch gitarzystów i na pochwałę zasługuje Vasilis i Ben. Jest świeżość, pomysłowość i dbałość detale. Nic tylko delektować się zagrywkami gitarzystów.


Brzmienie ostre niczym brzytwa tylko potęguje doznania i do tego jeszcze miła dla oka okładka. Band zadbał o wszystko.  Warto było czekać 4 lata na nowy materiał. Płytę wydał Violent creek records 16 maja. Znajdziemy tu 10 utworów dających 52 minuty muzyki. Już otwieracz "Martyrs of dying Age" to prawdziwa petarda na sam start. 6 minut szybko zlatuje, bo band bawi się konwencją i urozmaica swoją formułę. Stonowany i nieco toporniejszy "suicide strike" przemyca thrash metalowe patenty. Piękna partia basu rozpoczyna agresywny "ark of doom". Co za pokaż mocy i przebojowości. Mocna rzecz. Elementy heavy metalowe można wyłapać w stonowanym " cosmic justice". Band przyspiesza w " Beyond the grave", który oddaje piękno melodyjnego death metalu. Duża dawka przebojowości i słychać jaki potencjał drzemie w kapeli. " Deception", który jest kolejnym hitem na płycie. Brzmi to świetnie i nie ma do czego się przyczepić. Chwytliwe melodie, soczyste riff i łatwo wpadający w ucho refren to atuty "reckoning in blood". To kolejny killer na płycie, a do tego melodie przesiąknięte running Wild. Mamy jeszcze drapieżny "divine command", rozpędzony " flesh  from bone", gdzie znów słychać motorykę running Wild. Najdłuższy kawałek to "Shell of inexistance", który wieńczy album. Jest trochę w tym progresywnego metalu.


Nowy album Helldrifter to miłe zaskoczenie, bo nie liczyłem że tak mnie porwie "Shell of inexistance. Ta płyta ma wszystko co liczy się w melodyjnym death metalu. Kopalnia hitów i świetnych riffów. To trzeba znać!


Ocena: 9/10


poniedziałek, 19 maja 2025

DESTINITY - Ascension (2025)


 Ostatnio dużo płyt wychodzi z kręgu heavy metalu i power metalu i przez co mało czasu na poszukiwania w tematyce melodyjnego death metalu. Ostatnio przez przypadek natknąłem się  francuski Destinity.  Najlepsze jest, że formacja działa od 1996r i nagrała 10 albumów. Najnowszy album nosi tytuł "Ascension" i ukazał się 11 kwietnia za sprawą Crimson productions. To album skierowany do fanów soilwork, in flames czy dark tranquility. 


Uwagę od razu przyciąga miła dla oka okładka. Doznania powiększa mocne i ostre brzmienie. Band utalentowany i to doświadczenie jest tutaj gwarantem jakości. Głównym filarem Destinity jest bez wątpienia utalentowany wokalista Mick, którego głos nadaje całości drapieżności i przebojowości. Od razu wiadomo, że band gra melodyjny death metal. Zephiros i Seb stoją na straży chwytliwych melodii i wciągających partii gitarowych. Starają się by materiał urozmaicony i łatwo wpadający w ucho. Misja na pewno się udała. 


Płytę otwiera intro' a potem wkracza przebojowy "light up your sky", który pokazuje potencjał grupy i ich umiejętności. Killer, który pobudza zmysły i wzbudza ciekawość co do pozostałej części. Potem mamy bardziej brutalny " dying light" i band pokazuje pazur. Jest moc i oto chodzi. Mamy jeszcze singlowy " Crimson portrait", który imponuje przebojowym charakterem. Dalej znajdziemy nastrojowy " children of the sun" z gościnnym udziałem Stevy Deathless z Deathless Legacy. To kolejny udany utwór na płycie. Band przyspiesza w rozpędzonym "Final Fiction". Duża dawka energii i przebojowości. Podobne emocje wzbudza hit Silver shades" gdzie melodyjne solówki robią robotę. Jest jeszcze agresywny "Hollow intent"  i nieco bardziej komercyjny "everdark". Kolejny killer to bez wątpienia " the Wolf Within" gdzie band stawia na mroczny klimat i brutalny charakter. Mocna rzecz.  Całość wieńczy  melodyjny "in thorns".


Destinity i ich najnowszy album "Ascension" okazał się miłą niespodzianką. To płyta doświadczonych muzyków, którzy stawiają na jakość, przebojowość i przemyślane melodie. Wszystko stanowi spójną całość i jest czym się zachwycać. Pozycja obowiązkowa dla miłośników melodyjnego death metalu.


Ocena : 8/10



piątek, 28 marca 2025

ARCH ENEMY - Blood Dynasty (2025)


 Jeff Loomis, czyli jeden z najbardziej uzdolnionych gitarzystów młodego pokolenia  nie jest częścią szwedzkiego Arch Enemy. Taki stan jest od 2023r, a jego miejsce zajął Joey Concepcion, który grywał w Dark Tranquility czy Armageddon. Jeff Loomis to gwiazda wielkiego formatu i płyty z nim na pokładzie były na wysokim poziomie. Poprzeczka została zawieszona wysoko. Minęły 3 lata od znakomitego "Deceivers" z  2022r. Teraz przyszedł czas na "Blood Dynasty", który ukazał się 28 marca za sprawą Century Media Records.To kolejny świetny album tej formacji w ich bogatej dyskografii. To kwintesencja stylu Arch enemy i melodyjnego death metalu.

Na pewno cieszy urozmaicenie, zabawą konwencją, chwytliwe melodie, duży ładunek agresji, świetne zagrywki gitarowe, ale też świeżość i dbałość o przebojowy charakter. Arch Enemy podobnie jak na ostatnich albumach stawia na jakość. Na mocne brzmienie, przemyślane riffy i łatwo wpadające w ucho melodie.Amott i Concepcion stworzyli zgrany duet gitarowy, który wzajemnie się uzupełnia i mobilizuje. Panowie dają czadu i tutaj jest klasa sama w sobie. Nie ma miejsca na nudę. Od 2014 r prawdziwą gwiazdą zespołu i jej znakiem rozpoznawczym jest niebiesko włosa  Alissa White- Gluz, która ma naprawdę wszechstronny głos. Prawdziwy diament, który zawsze oczaruje swoim blaskiem. Bez niej ten band już nie był taki sam. Band zadbał o znakomitą szatę graficzną i mocne, agresywne brzmienie. To wszystko to efekt ciężkiej pracy.

Materiał może trochę krótki, ale za to treściwy. Mamy 40 minut muzyki, która oddaje to co najlepsze w Arch Enemy. Monumentalne i pełne epickości wejście w "Dream Stealer" wywołuje dreszcze, ale dopiero mocne uderzenie riffów robi swoje.  Riff troszkę ociera się o thrash metal i ta brutalność rozrywa na strzępy. Jeden z najlepszych kawałków na płycie! Ponuro i tak nieco topornie zaczyna się "Illuminate the Path" , ale utwór zachwyca taki heavy metalowym pazurem. Jest bardzo melodyjnie i przebojowo. W samym refrenie Allisa śpiewa tak bardziej kobieco i ten zabieg wyszedł naprawdę dobrze. Brutalny też w swojej aranżacji jest "March of The Miscreants", ale ta praca gitarzystów, ten ostry wokal Allise sieją tutaj zniszczenie. To również jeden z najlepszych kawałków na płycie, a refren to już czysta perfekcja. Jak to świetnie brzmi! Arcydzieło! Dalej mamy niezwykle melodyjny i przebojowy "A million suns" i band dalej trzyma wysoki poziom artystyczny. Band przyspiesza w "Don't Look Down" i tutaj nie ma żartów.  Mocny riff atakuje, a wszystko otoczone mrocznym klimatem. Alissa znów daje popis swojego głosu i do tego ta praca gitar. Można tonąć w tych dźwiękach i zachwycać się tym światem, który tworzy Arch Enemy, Takich killerów nam trzeba! Piękne wejść gitar mamy w "Blood Dynasty"  i brzmi to bardziej heavy metalowo. Utwór sam w sobie bardzo melodyjny na tle całości i taki podniosły. Czuć ten epicki rozmach, a ja to kupuje. Elementy heavy metalowe można wyłapać w drapieżnym "paper Tiger" i to jest kolejny killer na płycie. Do tego te solówki, które na długo zostają w pamięci. Cudo! Jest cover Blaspheme w postaci "Vivre Libre", które wnosi trochę spokoju i łagodnego wymiaru do całości. Można też posłuchać jak Alissa brzmi w nieco łagodniejszej osłonie. No brzmi to świetnie! Dalej mamy nieco komercyjny, nieco taki nowocześnie brzmiący "The Pundulum" i to znów dawka melodyjnego grania na najwyższym poziomie. Na sam koniec Arch Enemy serwuje nam rasowy killer w postaci "Liars And Thieves" i utwór przyprawia o dreszcze.  Główny motyw gitarowy kipi energią i agresją, a do tego wszystko jest bardzo melodyjne i przebojowe. Znajdą się tutaj nawet pewne echa power metalu. Wielki finał !

"Blood Dynasty" to mocna pozycja w dyskografii tej szwedzkiej formacji. Od początku do końca słucha mi się nowej płyty Arch Enemy z niezwykłą przyjemnością. To znów dawka świetnych melodii, znakomitego głosu Alise, świetnych zagrywek gitarowych i wszystkiego tego co składa się na melodyjny death metalu, wszystko to co kształtuje ten band. Płyta jest dla mnie bez skazy i przemyślana. To jeden z najlepszych albumów w dorobku grupy i na pewno jedna z tych płyt, które mnie powali na kolana w roku 2025. Mocna rzecz !

Ocena: 10/10

czwartek, 6 lutego 2025

ALL THAT REMAINS - Antifragile (2025)


 Przyznam się szczerze, że nazwa All that remains nic mi nie mówiła. Jak się okazuje, ta amerykańska kapela działa od 1998r i ma dość pokaźną dyskografię liczącą 10 płyt. Najnowsze dzieło zatytułowane "Antifragle" ukazało się 31 stycznia i co ciekawe na ten album przyszło fanom czekać 7 lat. Pierwszy raz band kazał tyle czekać na nowy materiał. To też pierwszy album z nowym perkusistą tj Anthonym Barone. Band serwuje nam muzykę z pogranicza melodyjnego metalcore z elementami melodyjnego death metalu czy też power metalu. To jest płyta skierowana do fanów przede wszystkim bulelt For My Vallentine, ale też scar Symmetry, czy in Flames.

Nowe dzieło amerykanów wyróżnia się mocnym, zadziornym brzmieniem, który dodaje całości odpowiedniej mocy i świeżości. Brzmi to współcześnie i odpowiednio do tego typu muzyki. Cała muzyka tej formacji w głównej mierze opiera się na ciekawych i wciągających partiach gitarowych duetu Richardson/ Martin. Panowie idą w agresywne riffy, złożone solówki, ale potrafi też pójść w klimatyczne motywy i dać upust emocjom. Bardzo dobrze się tego słucha. Całość idealnie spina głos Phillipa Labonte, którego można kojarzyć z Shadows Fall. Ma talent do śpiewania zarówno agresywnie, jak i spokojnie, nastrojowo. Jego głos przyciąga uwagę, a to już coś.

Sam materiał jest zróżnicowany i dobrze wyważony. Każdy znajdzie coś dla siebie. Najlepiej band prezentuje się w takim agresywnym graniu, w którym melodie nadają tonacji i charakteru. Tak właśnie jest w przypadku otwierającego "Divine", który rzuca na kolana i imponuje jakością. Nutka progresywności pojawia się w "Kerosene", z kolei "No tommorow" potrafi wnieść trochę spokoju i rockowego feelingu. "The Piper" to taki zadziorny, melodyjny utwór w nowoczesnej odmianie. Band odnajduje się w takim graniu i to jest ich żywioł. Kolejny killer na płycie to "Poison it", który oddaje to co najlepsze w tej kapeli. Utwór imponuje agresją i wyrazistym riffie. Nie brakuje tutaj hitów i "Let you go" to tylko potwierdza. Na finał zostaje nieco zakręcony i progresywny "Blood & stone".

Kto lubi mieszankę melodyjnego metalcore z nutką melodyjnego death metalu czy power metalu, ten szybko odnajdzie się w świecie All that remains. Pełno tu mocnych riffów, agresji, chwytliwych melodii, a wszystko rozegrane z pomysłem i dbałością o jakość. Ta płyta naprawdę może się podobać!

Ocena: 8/10

poniedziałek, 13 stycznia 2025

THE HALO EFFECT - March of The Undead (2025)


 Minęły 3 lata od wydania debiutanckiego albumu szwedzkiej formacji The Halo Effect, który obraca się w sferze melodyjnego death metalu. To supergrupa, która działa od 2019r . W składzie mamy wokalistę Mikaela Stanne z Dark Tranquillity , gitarzystę Niclasa Engelin z In Flames, basistę Petara Iwersa z In Flames,perkusistę Daniela Svenssona z In Flames i gitarzystę Jespera Stromblada który grywał w In Flames i Hammerfall. Wielkie nazwiska i wielkie oczekiwania. Szwedzi to specjaliści w dziedzinie melodyjnego death metalu, więc gdzieś tam można być spokojnym o jakość. Czy faktycznie tak jest? Czy drugi album zatytułowany "March of The Undead" faktycznie jest pozycją godną uwagi i robi furorę?

Na próżno szukać tutaj czegoś oryginalnego, świeżego i pomysłowego, gdzie na lewo i prawo słychać pełno elementów wyjętych z twórczości Arch Enemy, In flames czy Soilwork. Na pewno band gra dobrze skrojony melodyjny death metal, gdzie jest energia, a chwytliwe melodie potrafią przyciągnąć uwagę. Band potrafi stworzyć godne uwagi melodie, motywy, dlatego płyta jest miła w odsłuchu. Troszkę momentami przeszkadzają wolniejsze momenty, czy nastawienie na komercyjny wydźwięk. Na szczęście idzie się do tego przyzwyczaić i czerpać radość z odsłuchu. Muzycy to wiadomo, prawdziwa śmietanka melodyjnego death metalu i każdy z nich to specjalista w swoim fachu. Mikael swoim głosem sieje zniszczenie i słuchanie jego głosu to prawdziwa przyjemność.  Partie gitarowe Jespera i Niclasa są ekscytujące i tym razem odnoszę wrażenie, że jest lepiej niż na debiucie.

Płytę otwiera melodyjny i nieco stonowany "Conspire to Deceive"  sprawdza się jako otwieracz i to rasowy hit.Troszkę komercyjnie, troszkę spokojnie, ale słucha się tego z niezwykłą przyjemnością. Stonowany i bardziej wyważony "Detonate" brzmi jak kawałek w klimatach melodyjnego heavy metalu. Pierwszy rasowy killer "Our channel To the Darkness" i czuć tą moc. Jest pazur, szybkość i dużo dobrego się tutaj dzieje. "Cruel Perception" to kolejny lekki, melodyjny i przyjemny kawałek. Nie ma super szybkości, czy agresywnego riffu, ale jest to spójne. Mocniejszym kawałkiem jest bez wątpienia "What We Become" i znów band pokazuje wyszkolenie technicznie i umiejętne tworzenie hitów. "March Of The Undead" to solidny utwór, ale jakoś więcej tu komercji, a za mało konkretów.  Od tego momentu troszkę zaczyna wiać nudą, a taki "Between Directions" jest taki nieco radiowy i jest przerost formy nad treścią. Emocje wracają wraz z agresywnym i rozpędzonym "The burning point", który również jest jasnym punktem tego wydawnictwa.

Solidna porcja melodyjnego death metalu, gdzie początek płyty jest imponujący i potrafi rozpalić zmysły. Końcówka płyty troszkę już bardziej spokojniejsza, nieco bardziej komercyjna. Znakomici muzycy tutaj są gwarancją jakości i dostarczyli nam udany album, który zasługuje na uwagę. Troszkę rozczarowuje fakt, że nie jest to album petarda, bo mając takich muzyków powinien powstać album perfekcyjny. Niestety tak nie jest.

Ocena: 7.5/10

sobota, 19 października 2024

ENSIFERUM - Winter Storm (2024)


 "Thalassic" z 2020r to był naprawdę bardzo udany album i dowód na to, że Ensiferum ma jeszcze coś do powiedzenia w sferze folk metalu. Dużo ciekawych melodii i dobrze skrojonych motywów gitarowych. Oj działo się na albumie, choć do ideału sporo zabrakło. Teraz po 4 latach Ensiferum powraca ze swoim 9 albumem studyjnym  i "Winter Storm", który ukazał się 18 października nakładem Metal Blade Records jest jeszcze lepszym dziełem niż poprzednik.

Tym razem Ensiferum bardzo pozytywnie zaskakuje i nagrał bardzo dojrzały i przemyślany album. Przede wszystkim pojawiają się elementy folk metalu, ale też coś z power metalu czy melodyjnego death metalu, co czyni "winter storm" zabójczym albumem, który może trafić do szerokiego grona. Band jest doświadczony i znany w swoim środowisku i nigdy nie schodzili poniżej swojego poziomu, tak więc można brać w ciemno nowy album. Można tylko pozytywnie się zaskoczyć. Okładka miła dla oka i oddaje klimat płyty. Siła tej płyty tkwi w duecie gitarowym tworzonym przez Toivonena i Lindroosa. Panowie znakomicie się rozumieją i potrafią wykreować taki naturalny folkowy klimat. Jest w tym nutka tajemniczości i fińskiego chłodu. Pełno urozmaicenia i wciągających motywów. Płyta jest bardzo melodyjna i przebojowa, co tylko dodaje jej uroku. Do tego wszystkiego dochodzi bardzo miły dla ucha wokal Pekka Montina, który potrafi nadać całości klimatu i przebojowego charakteru.

Zawartość to tak naprawdę 43 minuty muzyki, która potrafi oczarować. Pomimo, że nie jest oryginalne, ani też ocierające się o geniusz. Trzeba przyznać, że podniosły "Aurora" sprawdza się jako intro. Buduje napięcie i pokazuje melodyjny aspekt tej płyty. Szybko wkracza przebojowy "Winter Storm Vigilantes",  w którym jest pełno elementów power metalu, jest energia i folkowy charakter. Co za hicior! Marszowy, bardziej epicki "Long cold winter of Sorrow and strife" to  7 minutowy rozbudowany utwór, który przemyca sporo elementów muzyki Orden Ogan. Jednym z najlepszych utworów na płycie jest bez wątpienia energiczny i pomysłowy "Fatherland", który pokazuje w jak świetnej formie jest Ensiferum. Co za pasja, drapieżność i świeżość bije z tego kawałka. Brawo Panowie! Madeleine Liljestam zalicza gościnny występ w lżejszym i bardziej nastrojowym "Scars in my heart". Jak dla mnie jest to słabszy moment tej płyty. Przebojowy "The howl" to granie bardziej nastawione na folkowy klimat. Troszkę za długi jest "From order to chaos", ale to nie oznacza że utwór jest słaby. To w dalszym ciągu znakomita dawka power metalu i folk metalu. Dużo dobrego się dzieje. Całość wieńczy rozpędzony "Victorious", który znów pokazuje nieco power metalowy aspekt Ensiferum. Mocna rzecz!

Nie jest to może najlepsze co nagrał ten zasłużony fiński band. Jednak to żywy dowód na to, że wciąż potrafią zmajstrować płytę na wysokim poziomie. Stać ich na pomysłowe hity, na wciągające motywy gitarowe. Bardzo udany miks folk metalu, melodyjnego death metalu i power metalu. Ensiferum znów błyszczy i pokazuje że to klasa sama w sobie.

Ocena: 9/10