niedziela, 4 października 2026

CRYSTAL THRONE - Chantry of sacrifice (2026)


 Crystal Throne wraca po pięciu latach od debiutanckiego albumu z płytą zdecydowanie bardziej ambitną, rozbudowaną i dojrzalszą. „Chantry of Sacrifice” to konceptualny album, który porusza się w świecie science-fiction i fantasy.  Najnowszy album ukazał się 2 października i jest skierowana do fanów progresywnego heavy/ power metalu  zwłaszcza spod znaku Queensryche, Crimson Glory, czy iron maiden. Potencjał był na coś ciekawego, ale nie udało się w pełni wykorzystać.

Największym problemem „Chantry of Sacrifice” jest jednocześnie jego największa zaleta. Crystal Throne ma mnóstwo pomysłów. Gitary są pełne technicznych zagrywek, utwory zmieniają tempa, pojawiają się partie progresywne, chóry, narracja i różne nastroje. Momentami jest tego jednak trochę za dużo. Niektóre kompozycje mogłyby być krótsze i bardziej konkretne. Przy ponad godzinie muzyki pod koniec albumu koncentracja nieco spada.

Okładka wieje kiczem, a samo brzmienie trochę jest przybrudzone,  Crystal throne to przede wszystkim charyzmatyczny wokalista Terry Defire, który nadaje całości drapieżności i klimatu. Trochę brakuje tutaj jeszcze idealnego wyszkolenia technicznego. Za partie gitarowe odpowiada duet Waynn /Lemoine, który stawia na klasyczne rozwiązania, ale czasami za dużo chcą umieścić w utworze i brakuje trochę pomysłów na chwytliwe melodie czy przeboje. To wszystko jest solidne, ale brakuje tego czegoś co by wyróżniło ten album na tle innych. Sam klimat i historia to nie wszystko.

Już otwierający „A Hero's Call” pełni funkcję krótkiego, filmowego prologu. Narracja, narastające gitary i atmosfera oczekiwania przygotowują słuchacza na właściwe uderzenie. To przychodzi wraz z „Children of the Ruins” – ponad ośmiominutową kompozycją, która bardzo dobrze pokazuje kierunek obrany przez Francuzów. Jest ciężko, melodyjnie i technicznie, ale bez popisywania się dla samego popisywania. Gitary Maxa Waynna i Johna L. mają tutaj sporo przestrzeni, a mocny wokal Terry'ego DeFire'a świetnie odnajduje się zarówno w cięższych fragmentach, jak i bardziej podniosłych refrenach. To jeden z ciekawszych utworów na płycie. 

„Tides of Ages” przyspiesza i wprowadza więcej power-metalowej energii. To jeden z najbardziej przystępnych numerów na płycie, choć nadal nie brakuje tutaj charakterystycznych dla zespołu zmian tempa, harmonii gitarowych i technicznych solówek. Momentami można odnieść wrażenie, że słucha się zagubionego gdzieś pomiędzy Queensrÿche, Crimson Glory i Helloween ogniwa łączącego klasyczny heavy metal z amerykańskim power metalem. To również udany i warty uwagi utwór.

Jeszcze bardziej progresywny charakter ma „Electrical Savior”. Kompozycja jest wielowątkowa, rytmicznie bardziej poszarpana i wymaga od słuchacza większego skupienia. Crystal Throne pokazuje tutaj, że nie chce być kolejnym zespołem grającym po prostu melodyjny power metal.  W takim wydaniu band mnie nie przekonuje i dla mnie to jakieś łagodne i bardziej komercyjne. 

„Walls of Silent Mourn” to bardziej ponury i atmosferyczny fragment albumu. Wolniejsze tempo pozwala wyeksponować wokal oraz gitarowe partie budujące napięcie. Trochę brakuje tutaj mocy i bardziej wpadającego w ucho motywu. Czuję niedosyt.

Następny „Antagonists” ponownie podkręca tempo. Ostre riffy, zmiany rytmu i techniczne partie gitar sprawiają, że jest to jeden z bardziej metalowych momentów albumu. Utwór postawiony na połamane melodie i techniczne zagrywki.

Podobnie jest w „Insurgent Outcry”, trwającym niemal dziewięć minut. To najbardziej wymagający utwór na płycie, z licznymi zmianami tempa i bardzo efektownymi partiami gitarowymi. Szczególnie imponują techniczne zagrywki oraz praca sekcji rytmicznej.  To jeden z najciekawszych utwór na płycie, który pokazuje potencjał tej formacji. Francuzi w natarciu.

Na koniec dostajemy ponad dziewięciominutowy „Sleeping in the Void”. To rozbudowany epilog, w którym pojawiają się również bardziej symfoniczne i chóralne elementy. Jest epickość i rozmach, co daje w efekcie Wielki finał.

„Chantry of Sacrifice” to zdecydowanie krok naprzód względem debiutu. Nie wszystko jest tutaj idealne, a miejscami przydałoby się więcej dyscypliny w komponowaniu, ale potencjał Crystal Throne jest ogromny. To płyta dla tych, którzy lubią, kiedy heavy metal ma nie tylko mocne riffy i refreny, ale również historię, klimat i odrobinę progresywnego szaleństwa. Płyta mimo pewnych niedociągnięć ma spory potencjał i może przypaść do gustu fanom progresywnego heavy/power metalu.

Ocena: 8/10


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz