„A Time of Sword and Sorcery Part I” jest albumem mocno zakorzenionym w klasycznym power metalu. Słychać tutaj ducha Rhapsody, Gamma Ray, Stratovarius czy Blind Guardian, ale Lunage nie ogranicza się wyłącznie do kopiowania jednego schematu. Folk, orkiestracje, cięższe wokale i różnorodna tematyka sprawiają, że materiał nie jest jednostajny. Największą siłą płyty jest właśnie połączenie muzyki z opowieścią – każdy utwór zabiera słuchacza do innego świata. Miguel odpowiada za aspekty instrumentalne i odwalił tutaj kawał dobrej roboty. Słychać, że zna się na rzeczy i potrafi stworzyć ciekawe kompozycje. Przede wszystkim potrafi wykreować epicki klimat i wciągające melodie. To już połowa sukcesu.
Już otwierający „In The Sakura Shade” pokazuje, w którą stronę zmierza Lunage. To melodyjny, klasyczny power metal z wyraźnie zaakcentowanymi gitarami i orkiestracjami. Bardzo udane otwarcie płyty, gdzie można poczuć potencjał Lunage. Klasyczny riff, mocna sekcja rytmiczna i gościnny udział Stu Blocka sprawiają, że "allomancer" to jeden z bardziej rasowych heavy/powerowych momentów płyty.
Prawdziwym wydarzeniem jest jednak „The Blade Itself”. Tutaj pojawia się Fabio Lione i już od pierwszych sekund słychać, że mamy do czynienia z numerem napisanym dla wielbicieli klasycznego europejskiego power metalu. Szybkie gitary, podwójna stopa, melodyjne refreny i charakterystyczny głos Lione tworzą połączenie, które przywodzi na myśl najlepsze tradycje Rhapsody czy innych przedstawicieli power metalu przełomu lat 90. i 2000. To jeden z moich ulubionych kawałków na płycie i czuć klimat starych płyt Rhapsody. Tak powinna brzmieć całą płyta.
Forsaken” nieco uspokaja sytuację. To bardziej melodyjna i nastrojowa kompozycja z Nicolettą Rosellini, w której słychać ducha klasycznego, europejskiego power metalu. Postawiono tutaj na epicki charakter i rycerski charakter. Trochę wokal Nicolett nie do końca mi tu pasuje.
Instrumentalne „Gaea's Cradle” jest ciekawym przerywnikiem i ukłonem w stronę folk metalu. Nadaje to całości urozmaicenia i pokazuje nieco inne oblicze lunaga. "Icewind" to kolejna kompozycja na płycie, która odsyła nas do klasycznego europejskiego power metalu. Brzmi to bardzo dobrze, choć nie ma w tym za grosz oryginalności.
A Sword Between Us” jest bardziej balladowym momentem, opartym na patentach Blind Guardian. Bound By Magic And Steel” wraca do szybkiego power metalu. Mocniejszy riff i duża dawka melodyjności robią tutaj robotę. „In The Grim Darkness” jest natomiast cięższy i bardziej bezpośredni. Martin Steen nadaje kompozycji odpowiednią surowość. Jak dla mnie to najlepszy utwór na płycie i nielada gratka dla fanów iron fire.
Jednym z ciekawszych fragmentów jest „Under The Spell Of The Black Moon”. Tutaj Lunage sięga po bardziej agresywną stronę metalu. Nie jest to już wyłącznie klasyczny power metal – pojawiają się cięższe, momentami niemal deathmetalowe akcenty. Podoba mi się zróżnicowanie i świeżość. Prawdziwy pokaz mocy. Takie kompozycje dodają uroku całości.
Na zakończenie otrzymujemy „Memories From The Golden Times Part I” z udziałem Johna Romero, który znów zabiera nas w znane rejony. Orkiestrowe i gitarowe melodie tworzą tutaj bardzo nostalgiczny finał, który dobrze zamyka album.
Nie jest to album, który próbuje na siłę przewrócić power metal do góry nogami. Zamiast tego Lunage stawia na melodyjność, epickość, klasyczne riffy i ogromną dawkę fantastycznego klimatu. I właśnie dlatego „A Time of Sword and Sorcery Part I” powinien szczególnie dobrze trafić do osób, które wychowały się na europejskim power metalu i jednocześnie mają słabość do fantasy, gier oraz literatury.
Ocena: 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz