piątek, 25 września 2026

EUROPE - Come this madness (2026)


 Ostatnie płyty szwedzkiego Europe były świetnie i przemyślane. Potwierdziły tylko, że ten zasłużony band przeżywa drugą młodość i wciąż ma coś do powiedzenia. 9 lat przyszło czekać na następcę " walk the earth", ale ten czas nie został zmarnowany przez  Europe.  25 września ukazał się dwunasty album studyjny zatytułowany " come this madness". Band powraca z kolejnym ciekawym i godnym uwagi albumem. Doświadczona i znana formacja przygotowała dojrzały i nastrojowy materiał. Każdy fan hard rocka i klasycznego rocka musi tego posłuchać.

Zespół nie próbuje na siłę powtarzać sukcesu The Final Countdown. I bardzo dobrze. Zamiast tego dostajemy połączenie klasycznego hard rocka, mocniejszych gitar, charakterystycznych klawiszy Mica Michaeli i wielkich, nośnych melodii. Słychać ducha lat 80., ale jest to Europe AD 2026, a nie próba cofnięcia zegara o cztery dekady. Bardzo podoba mi się ta nowa era Europe.

Na szczególną uwagę zasługuje produkcja. Tom Dalgety nadał Europe mocne, współczesne brzmienie, ale jednocześnie nie odebrał zespołowi jego charakteru. Gitary Noruma mają odpowiednią siłę, klawisze Michaeli nie zostały zepchnięte na dalszy plan, a sekcja rytmiczna brzmi konkretnie. Joye Tempest mimo swojego wieku wciąż zachwyca charyzmą i technika. Od lat jest wizytówką zespołu. 

Już „One on One” pokazuje, że panowie wrócili w świetnej formie. Mocny riff, świetny wokal Joeya Tempesta i kapitalna partia Johna Noruma tworzą bardzo udany początek. „The Cult of Ignorance” idzie jeszcze bardziej w stronę klasycznego Europe – klawisze, chwytliwy refren i lekko mroczny klimat przywodzą na myśl najlepsze momenty zespołu z lat 80., ale bez wrażenia odgrzewania starego kotleta. Bardzo udany start płyty i już dostajemy dwa hard rockowe hity, które oddają piękno muzyki Europe.

Tytułowy „Come This Madness” to jeden z cięższych punktów albumu. Jest riff, jest odpowiednia dawka mroku, a przy tym Europe nie zapomina o melodii. Czuć tutaj wpływy klasycznego hard rocka, momentami nawet Deep Purple, ale całość została podana w charakterystycznym dla zespołu stylu. To bardzo mocny punkt płyty.  Taki hard rock to ja lubię.

Duże wrażenie robi „This Time of Year” – piękna, emocjonalna ballada, w której Tempest pokazuje, że jego głos nadal potrafi nadać prostemu utworowi ogromnego ładunku emocjonalnego. Norum dorzuca oczywiście znakomitą solówkę.
„In a Different World” ponownie pokazuje cięższą stronę zespołu, natomiast „Scandinavian Eyes” to jeden z najbardziej interesujących numerów na płycie. Jest tutaj więcej przestrzeni, klawiszy i lekko progresywnego podejścia, a gitarowy riff nadaje całości charakteru. To tylko pokazuje jak płyta jest zróżnicowana i pełna ciekawych pomysłów..Europe przeżywa drugą młodość.

Dalej mamy „The Angels Must Have Flown”, czyli kolejny mocniejszy fragment, oraz „The Devil's Back”, który opiera się na bardzo przyjemnym, klasycznie rockowym groove. Na zakończenie Europe zostawiło „Nothing Can Follow This” – rozbudowany, teatralny i zdecydowanie bardziej ponury finał, który dobrze zamyka całą historię. To wszystko pokazuje, że mamy do czynienia z zróżnicowanym materiałem. 

Come This Madness nie jest powrotem Europe do przeszłości. To raczej dowód na to, że po ponad czterdziestu latach działalności można nadal nagrać album brzmiący świeżo i przekonująco. Jest tutaj klasyczny Europe, są wpływy hard rocka lat 70. i 80., ale przede wszystkim jest zespół, który doskonale wie, jak pisać melodie.
Europe wróciło. I zrobiło to z klasą.

Ocena : 8.5/10


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz