czwartek, 1 października 2026

STRYPER - Throne of Thorns.(2026)


 Stryper to jeden z tych zespołów, które przez ponad cztery dekady potrafiły zachować własną tożsamość, a jednocześnie nie zatraciły potrzeby nagrywania nowej muzyki. „Throne of Thorns” jest już osiemnastym albumem studyjnym Amerykanów i trudno nie zauważyć, że Michael Sweet i spółka nadal mają sporo do powiedzenia. Nie jest to jednak próba cofnięcia czasu do lat 80., choć momentami Stryper bardzo mocno przypomina tutaj swoje klasyczne oblicze. To po prostu kolejna porcja melodyjnego, gitarowego heavy metalu z charakterystycznymi harmoniami, wysokim wokalem i oczywiście chrześcijańskim przesłaniem."Throne of torns" ukazał się 25 września i jest to typowy album stryper. 

Największą zaletą „Throne of Thorns” jest właśnie to, że Stryper nie próbuje udawać zespołu, którym już nie jest. To nadal melodyjny, gitarowy metal/hard rock, z dużą ilością harmonii wokalnych, efektownych solówek i nośnych refrenów. Produkcja jest współczesna i odpowiednio mocna, ale nie zabija charakteru zespołu. Michael Sweet, Oz Fox, Robert Sweet i Perry Richardson brzmią jak zgrany skład, a muzycznie wszystko jest wykonane z dużą klasą. Panowie mimo swojego wieku wciąż potrafią tworzyć solidny materiał. 

Problemem może być natomiast pewna przewidywalność. Jeżeli ktoś śledzi ostatnie dokonania Stryper, znajdzie tutaj wiele elementów, które już wcześniej słyszał. „Throne of Thorns” nie jest więc rewolucją i nie zmieni spojrzenia na zespół. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że grupa porusza się po bardzo dobrze znanym terytorium. Poraz kolejny zadbano o piękną okładkę i soczyste brzmienie, które dodaje uroku całości.

 Płyta zawiera 11 kompozycji dające 40 minut muzyki.Już tytułowy „Throne of Thorns” pokazuje, czego można się spodziewać. Mocny riff, potężny refren i charakterystyczne dla Stryper połączenie ciężaru z melodyjnością. Michael Sweet nadal dysponuje głosem, który jest jednym z najważniejszych znaków rozpoznawczych zespołu, a gitarowe harmonie przypominają, dlaczego ta formacja była tak ważna dla amerykańskiego hard rocka i chrześcijańskiego metalu. Mocny riff i pomysłowy motyw sprawiają, że to naprawdę świetne otwarcie płyty. 

„Here in Your Heart” przynosi nieco więcej świeżości. To jeden z ciekawszych momentów albumu, ponieważ zespół nie trzyma się tutaj aż tak kurczowo sprawdzonych schematów. Jest melodyjnie, ale jednocześnie kompozycja ma własny charakter.  Cieszy na pewno mocniejszy riff i nieco mroczniejszy klimat. 

Falling” to natomiast niemal podróż w czasie. Brzmi bardzo mocno jak klasyczny Stryper z lat 80., a szczególnie przywołuje ducha „Soldiers Under Command”. Jeśli ktoś tęskni za dawnym brzmieniem grupy, właśnie tutaj powinien poczuć się najlepiej. To jeden z ciekawszych utworów na płycie i o zabarwieniu hard rocka. 

„I'm Alright (I'm Okay)” jest bardziej przebojowym numerem, opartym na chwytliwym refrenie i charakterystycznych gitarach. Utwór kipi energia i to moja ulubiona kompozycja z tej płyty. Szkoda, że cała płyta nie jest w takim klimacie.

„Waiting For You” ma więcej przestrzeni i emocji, a „Carry The Flame” ponownie pokazuje zespół od bardziej klasycznej, hardrockowej strony. Nie ma tutaj eksperymentowania na siłę — Stryper doskonale wie, co chce grać.Ciekawie wypada „Hollywood”, który ma nieco bardziej rockowy charakter i dobrze przełamuje środek albumu. Z kolei „Beautifully Broken” stawia przede wszystkim na emocjonalność i melodykę. „Ashes To Roses” jest już bardziej przewidywalny i można odnieść wrażenie, że Stryper zaczyna momentami powtarzać rozwiązania znane z poprzednich płyt.

Pod koniec mamy „Alone Again”, który ponownie pokazuje bardziej melodyjną stronę zespołu, oraz „Shadowbreaker” – solidne zakończenie albumu, oparte na mocnych gitarach i charakterystycznym wokalu Michaela Sweeta.

„Throne of Thorns” to kolejny solidny album Stryper, który pokazuje, że po ponad 40 latach można nadal nagrywać muzykę pełną energii, melodii i gitarowego ognia. Nie jest to powrót do „To Hell with the Devil” i nie próbuje nim być. To współczesny Stryper, który korzysta z własnej historii, ale wciąż potrafi stworzyć kilka naprawdę bardzo dobrych numerów. Fani zespołu raczej nie będą zawiedzeni, choć ci, którzy oczekują większej dawki świeżości, mogą poczuć pewien niedosyt.

Ocena :7.5/10


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz