wtorek, 13 października 2026

CRIMSON COVEN - I the Forge (2026)


 Mroczny klimat, epicki rozmach, a wszystko oparte na znakomitej mieszance klasycznego heavy metalu i doom metalu.to.wlasnie Crimson Coven w pigułce. Crimson Coven to hiszpańska formacja, która działa od 2023r.i właśnie po 3 latach przyszedł czas na debiutancki album zatytułowany " I the Forge", który ukazał się 9 października roku 2026.Crimson Coven udowadnia, że wciąż można czerpać z klasycznych wzorców i tworzyć muzykę, która ma własny charakter. To pozycja z pewnością godna uwagi.

Hiszpanie nie próbują ścigać się z nowoczesnymi odmianami heavy metalu. Nie znajdziemy tu przesadnej ilości elektronicznych dodatków ani plastikowego, przesłodzonego brzmienia. Zamiast tego dostajemy mięsiste riffy, klasyczne gitarowe pojedynki i kompozycje, które rozwijają się bez niepotrzebnego pośpiechu. To metal, który ma ciężar i odpowiednią dramaturgię.

W muzyce Crimson Coven można wychwycić ducha wczesnego Manowar i Candlemass, ale również mroczniejsze inspiracje kojarzące się z Sorcerer,może nawet mercyful fate. Zespół łączy epicki heavy metal z doomowym ciężarem, a całość podaje w konwencji, która powinna szczególnie przypaść do gustu miłośnikom podziemnej sceny tradycyjnego metalu. Tajemnicza jest tożsamość muzyków, ale trzeba pochwalić charyzmatycznego wokalistę o pseudonimie J. Potrafi budować mroczny klimat i w pełni oddać charakter doom metalu. Za partie gitarowe odpowiada duet V/M i stawiają na klasyczne patenty i to zdaje egzamin. 

Płyta zawiera 9 kompozycji i daje nam to 47 minut. Najpierw wita nas krótkie intro, a potem mamy perełkę w postaci "Crimson Coven". Band pokazuje swoją pomysłowość i dbałość o detale. Mroczna atmosfera robi swoje i wciąga słuchacza w świat Crimson Coven. Dobrze prezentuje się "Sacrament of shame"który stawia na prosty i zadziorny riff.  Ten mroczny klimat i zadziorne partie gitarowe przywołują na myśl takie kapele jak Candlemass czy nawet Manilla road. Wszystko rozegrane jest z pomysłem. "The Birth of the Serpents" to jeden z utworów, w których najlepiej sprawdza się epicka formuła grupy. Rozbudowana kompozycja i ciężar gitar tworzą klimat , który napędza ten utwór i staje się kolejnym mocnym punktem na płycie. Najlepszy na albumie jest bez wątpienia"lockheed electra".Jeden z najmocniejszych punktów albumu. Na pierwszy plan wysuwają się gitarowe partie i klasyczna konstrukcja utworu. To właśnie tutaj słychać, że Crimson Coven potrafi przekuć znajome inspiracje w przekonującą kompozycję, zamiast ograniczać się do odtwarzania cudzych pomysłów. Słychać w tym utworze wpływy Candlemass, Manowar czy też Black Sabbath. Klasa sama w sobie.

Dalej mamy również atrakcyjne i epicki " children of the same sun".Ciężki, marszowy charakter i refren stworzony do wspólnego śpiewania. Kompozycja dobrze oddaje epicką stronę zespołu i pokazuje, że nie trzeba grać szybko, by budować napięcie i wzbudzać emocje. W "crowns of greed" band stawia  na monumentalność i emocje. Wciąż pozostajemy w stylistyce doom metalu. Finał płyty to "unleash the Kraken" i to kolejna wartościową kompozycja. Ponad siedmiominutowy finał, w którym zespół stawia na epickość, ciężar i wyrazistą melodykę. 

I – The Forge to bardzo udany debiut pełnowymiarowy zespołu, który wie, w jakiej stylistyce chce się poruszać.To propozycja dla fanów tradycyjnego metalu, którzy wolą szczere gitarowe granie od plastikowego, przesadnie wygładzonego power metalu. Crimson Coven ma jeszcze przestrzeń do rozwoju, ale już teraz pokazuje, że na scenie klasycznego heavy metalu jest miejsce dla kolejnych zespołów wiernych tradycji.

Jeśli cenisz Manowar, wczesny Candlemass, Atlantean Kodex czy Grand Magus, warto dać tej płycie szansę. Nie jest to album przełomowy, ale ma odpowiedni ciężar, atmosferę i kilka naprawdę mocnych momentów.


Ocena : 8.5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz