Za From The Dark stoi prawdziwa metalowa ekstraklasa! Za gitarowe riffy odpowiada oczywiście legendarny Tony Iommi, który jest w bardzo dobrej formie. Za mikrofonem staje jeden z moich ulubionych wokalistów tj Jorn Lande, którego potężny głos idealnie pasuje do mrocznego klimatu kompozycji. Tego pana nie trzeba nikomu przedstawiać. Sekcję rytmiczną tworzą basistka Becky Baldwin i perkusista Karl Brazil, a za klawisze odpowiada Mike Exeter. Dodatkową atrakcją jest gościnny występ Briana Maya z Queen w utworze „Death Wake”. Takie nazwiska to gwarancja wyjątkowego spotkania muzycznych osobowości i prawdziwej uczty dla fanów ciężkiego grania! To wszystko działa na zmysły i czyni ten album jeszce bardziej atrakcyjnym.
„Beyond The Dead” pokazuje nieco inne oblicze tego wydawnictwa. Jest bardziej posępnie, majestatycznie i filmowo, a ciężkie riffy przeplatają się z rozbudowanymi aranżacjami. Iommi doskonale wie, jak budować napięcie, nie tracąc przy tym własnego charakteru. Czuć tu rozmach, epickość i podniosłość. Niektóre zagrywki tutaj przypominają ostatni album Black Sabbath. Z kolei „Stormwatcher” to kompozycja, w której monumentalność spotyka się z melodyjnością. Lande czuje się w takim materiale znakomicie, potrafiąc nadać każdej frazie odpowiedni ciężar emocjonalny. To właśnie w takich momentach najmocniej doceniam jego talent – nie tylko imponuje skalą głosu, ale przede wszystkim potrafi nadać muzyce osobowość. Utwór zachwyca mocnym i melodyjnym riffem i czuć ten błysk geniuszu.
Death Wake” to kolejny mocny punkt albumu, a dodatkową atrakcją jest gościnny występ Briana Maya. Spotkanie dwóch tak charakterystycznych gitarzystów to coś, co samo w sobie zasługuje na uwagę. Miło jest usłyszeć znów tych dwóch genialnych gitarzystów razem. Tom kolejna kompozycja nastawiona na klimat, emocje i mrok. Tutaj właśnie emocje grają pierwsze skrzypce. „Return Of The Arbalist” podkręca tempo i dostarcza kolejnej porcji gitarowego ognia, natomiast finałowe „Legacy” zamyka całość w bardziej rozbudowany, epicki sposób. To odpowiednie zakończenie albumu, który od początku do końca opiera się na sile kompozycji, charakterystycznym brzmieniu i osobowości muzyków.
From The Dark to dla mnie coś więcej niż powrót legendy. To spotkanie moich muzycznych idoli, spełnienie marzenia o usłyszeniu Jorna Lande w świecie Tony'ego Iommiego i album, który przypomina, dlaczego pokochałem heavy metal. Nie potrzeba tutaj zbędnych fajerwerków ani nowoczesnych sztuczek – wystarczą potężne riffy, wielki głos i muzycy, którzy doskonale wiedzą, co robią. Dostajemy prawdziwe heavy metalowe święto, które smakuje tym lepiej, że stoi za nim człowiek współtworzący historię tego gatunku. Jedno z moich marzeń muzycznych się spełniło. Warto było czekać.
Ocena : 9.5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz