niedziela, 25 października 2026

ARMORY - Echoes of the Astrolight (2026)


 Są takie płyty, które przypominają, że klasyczny speed metal wciąż ma w sobie ogromną moc rażenia. Szwedzki Armory powraca z czwartym albumem studyjnym, „Echoes of the Astrolith”, i tym razem nie zamierza brać jeńców. Dziesięć utworów, kosmiczna otoczka, galopujące riffy, techniczne solówki i wokalne popisy, które przywołują najlepsze tradycje metalowych lat 80. Album ukazał się 23 października 2026 roku nakładem Dying Victims Productions. Armory to specjaliści od speed metalu i cały czas trzymają wysoki poziom, a ich najnowsze dzieło to jeden z ich najlepszych albumów w dyskografii.

Piękna jest ta mroczna, nieco doom metalowa czy Black metalowa okładka. Brawa za wykonanie i klimat. Pięknie to współgra z drapieżnym brzmieniem i pomysłową zawartością. Najważniejszą zmianą jest nowy wokalista, C. Rostoff, który wnosi do muzyki sporo charakteru. Jego wysokie rejestry, ekspresja i umiejętność przechodzenia do niższych partii świetnie współgrają z gitarową nawałnicą. Zespół postawił również na cięższe, mroczniejsze brzmienie, nie rezygnując przy tym z melodii i zawrotnego tempa. Zmiana o dziwo na plus i wnosi sporo świeżości.  Wokalista potrafi wnieść na wysokie rejestry i momentami potrafi ocierać się o styl Kinga Diamonda. Strzał w dziesiątkę. Nie można zapomnieć o diecie gitarowy tworzonym przez Sundin/ Ingelman . Panowie stawiają na szybkość, klasyczne patenty, drapieżność i melodyjność. Nie ma tu słabych momentów i brzmi to perfekcyjnie. Wciąż w ich muzyce słychać choćby agent steel czy helstar.

Już otwierający „Return of the True Godz” uderza z siłą rozpędzonego statku kosmicznego. Szybkie riffy, galopująca sekcja rytmiczna i wysokie wokale natychmiast przywołują skojarzenia z Agent Steel oraz Judas Priest. To doskonałe otwarcie dla fanów starej szkoły. Przypominają się klasyki speed metalu lat 80. Mam ciarki i chce więcej. „Interceptor Squadron” to kolejny mocny punkt programu. Dynamiczne zmiany tempa, melodyjne partie gitar i chwytliwy refren sprawiają, że utwór ma wszystko, czego można oczekiwać od rasowego speed metalu.  Band utrzymuje wysoki poziom. . Z kolei „Cosmic Dreams” pokazuje bardziej mroczne oblicze zespołu. Cięższe riffy i niepokojąca atmosfera udowadniają, że Armory nie musi nieustannie pędzić na złamanie karku, aby utrzymać uwagę słuchacza.

„Frequencies of Terror” ponownie podkręca obroty. Techniczne zagrywki, świetnie zharmonizowane gitary i efektowne solówki tworzą prawdziwą ucztę dla miłośników gitarowego rzemiosła.  Ten utwór przybliża nas do thrash metalowej stylistyki. To kolejny killer na płycie. Instrumentalne „Omens” pozwala natomiast docenić umiejętności muzyków i ich zamiłowanie do rozbudowanych melodii. Jakieś pewne echa Running wild można wyłapać w tej kompozycji. Na szczególną uwagę zasługuje „Sanity Disposed”, w którym zespół skręca w stronę bardziej agresywnego, thrashmetalowego grania. Czuć tutaj ducha wczesnego Slayera, ale Armory zachowuje własną tożsamość. 

The Final Invention” rozwija bardziej złożone pomysły, łącząc ciężkie riffy z futurystycznymi elementami i mroczniejszym klimatem. To jeden z ciekawszych momentów albumu. Pomysłowość zespołu imponuje na każdym kroku. Instrumentalne „Spaceworkz” daje chwilę wytchnienia, choć nie każdemu przypadnie do gustu jego spokojniejsza forma. Na szczęście „Astrolith (Rising)” ponownie dostarcza potężnej dawki energii, a zamykający całość „Pillars of Fire” jest prawdziwym popisem gitarzystów. Oj dużo dobrego się dzieje, a band zaskakuje zgraniem i świetnymi pomysłami.

Echoes of the Astrolith” to solidna porcja oldschoolowego metalu, w której szybkość idzie w parze z melodyjnością i technicznym kunsztem. Nowy wokalista dobrze odnalazł się w zespole, a mroczniejsze brzmienie nadało kompozycjom dodatkowej głębi.  Każdy utwór to uczta dla fanów speed metalu. Armory to specjaliści w kategorii speed metalu.


Ocena : 9.5/10



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz