niedziela, 31 maja 2026

SERPENT -As the city Burns (2026)

 



Uwielbiam takie okładki, które od pierwszego spojrzenia dają jasny sygnał, czego można spodziewać się po zawartej na płycie muzyce. Pełne detali, utrzymane w nieco mrocznym klimacie i pobudzające wyobraźnię. Taka właśnie jest okładka debiutanckiego albumu As the City Burns amerykańskiej formacji Serpent. Płyta ukazała się 29 maja nakładem Stormspell Records i jest pozycją skierowaną przede wszystkim do fanów heavy i speed metalu z wyraźną domieszką power metalu. Zespół czerpie pełnymi garściami z dorobku takich grup jak Jag Panzer, Omen, Judas Priest, Malice czy Riot City. Co ciekawe, album wcale nie brzmi jak debiut, lecz raczej jak dzieło doświadczonej formacji z wieloletnim stażem.

Największym atutem As the City Burns są gitarowe harmonie oraz umiejętność budowania nastroju. Duet gitarzystów Ray De Leon i Amadeus Mozart sprawdza się znakomicie, imponując zarówno techniką, jak i pomysłowością. Utwory rozwijają się cierpliwie, pozwalając melodiom odpowiednio wybrzmieć, a solówkom nabrać dramaturgii. Szczególne wrażenie robią „Cold Chains of Andromeda” oraz monumentalny „Aegean Sea”, gdzie zespół pokazuje ambicje wykraczające poza standardowe schematy gatunku. To właśnie w tych bardziej rozbudowanych kompozycjach Serpent brzmi najbardziej przekonująco – epicko, ale nigdy pompatycznie.

Równie dobrze prezentuje się warstwa wokalna. Partie śpiewane przez Achillesa są pełne emocji i teatralnego charakteru, co doskonale współgra z mitologiczną tematyką tekstów. Produkcja nie została przesadnie wygładzona, dzięki czemu materiał zachował odpowiednią surowość. Album brzmi organicznie i zdecydowanie bliżej mu do tradycji lat 80. niż do współczesnych, cyfrowo wypolerowanych wydawnictw. Wszystko to doskonale współgra z klimatyczną oprawą graficzną i zawartością muzyczną. Duch złotej ery heavy metalu jest tu obecny niemal w każdym utworze, co stanowi jeden z największych atutów zespołu.

Ta płyta to prawdziwa kopalnia chwytliwych kompozycji, a każdy utwór potrafi szybko zapaść w pamięć. Już otwierający album „The Trumpets Have Hailed” buduje atmosferę nadchodzącej bitwy, wprowadzając słuchacza w świat mitologicznych opowieści i heroicznych motywów przewijających się przez cały materiał. Prawdziwa siła albumu ujawnia się jednak w pełnowymiarowych kompozycjach. „And the Goddess Weeps” oraz „Until Dawn” łączą chwytliwe melodie z dynamicznymi riffami, przywołując ducha klasyków pokroju Virgin Steele czy Jag Panzer, ale bez popadania w bezrefleksyjne kopiowanie.

Miłość do klasycznego heavy metalu szczególnie wyraźnie słychać w rozpędzonym „Delirium”, który brzmi niczym zaginiony klasyk z połowy lat 80. Jest energia, jest charakter i jest moc. Z kolei „Tears of Titan”, osadzony stylistycznie pomiędzy Judas Priest a Dio, po raz kolejny potwierdza, że Serpent doskonale odnajduje się w oldschoolowym heavy metalu. Melodyjny „Burning Athens” nie boi się nawiązań do Iron Maiden czy Malice, stanowiąc znakomite zwieńczenie albumu i kolejne potwierdzenie dużego talentu drzemiącego w zespole.

As the City Burns to udany hołd dla korzeni amerykańskiego power metalu – pełen heroicznych opowieści, znakomitych riffów i atmosfery przygody. Serpent nie próbuje rewolucjonizować gatunku, ale udowadnia, że klasyczne rozwiązania wciąż mogą brzmieć świeżo i ekscytująco, jeśli stoją za nimi talent, pasja i autentyczne przekonanie do tworzonej muzyki. Dla fanów tradycyjnego heavy i power metalu jest to pozycja zdecydowanie warta uwagi.

Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz