sobota, 9 maja 2026

CYTALANO - Perfect storm (2026)


 

Australijski Catalano to zespół, który konsekwentnie podąża za swoimi muzycznymi marzeniami. Muzycy od najmłodszych lat musieli zdzierać kasety i płyty takich gigantów jak Mötley Crüe, Def Leppard czy Skid Row. 1 maja ukazał się album „Perfect Storm” — pozycja obowiązkowa dla wszystkich maniaków hard rocka i glam metalu.

„Perfect Storm” brzmi jak klasyczny hard rock podany we współczesnej, dopracowanej produkcji — i absolutnie nie jest to wada. Album balansuje pomiędzy glam metalem, stadionowym rockiem i melodyjnym hard rockiem, ale robi to bez przesadnej nostalgii. Catalano wyraźnie inspiruje się klimatem lat 80., jednak nie jest jedynie kopią dawnych gigantów gatunku. Czerpią pełnymi garściami z twórczości Skid Row czy Def Leppard, ale przekładają te wpływy na własny język muzyczny. Stawiają na przebojowość, chwytliwe melodie i koncertową energię. Ta formuła sprawdza się tutaj znakomicie.

Catalano to przede wszystkim utalentowany Roxxi Catalano, który nadaje całości odpowiedniego pazura i charakteru. To właściwy człowiek na właściwym miejscu. Nie można również pominąć wkładu gitarzysty Danny’ego Ritza. W jego grze słychać mnóstwo serca, emocji i autentycznej pasji. Riffy momentami przenoszą słuchacza prosto do złotej ery hard rocka, a przy tym brzmią świeżo i naturalnie. To rozrywka na wysokim poziomie — pełna zaangażowania i muzycznej świadomości.

Na albumie znalazło się osiem dobrze wyważonych utworów. Już otwierający „City Lights” wyznacza kierunek całego wydawnictwa — mocne riffy, chwytliwy refren i agresywna energia tworzą bardzo mocne otwarcie. Tytułowy „Perfect Storm” to jeden z najciekawszych momentów płyty — cięższy, bardziej dramatyczny i świetnie zbudowany pod względem dynamiki. Wokal Roxxiego Catalano ma odpowiednią chrypkę i energię, dzięki czemu całość brzmi autentycznie, a nie sztucznie czy wymuszenie.

Największą siłą albumu pozostają jednak refreny. „I Need To Rock” oraz „Comin’ In Hot” mają ogromny koncertowy potencjał — bez problemu można wyobrazić sobie publiczność śpiewającą je wspólnie z zespołem. Z tych numerów bije pozytywna energia i radiowa przebojowość. Jednocześnie Catalano unika przesadnej cukierkowości, która często pojawia się u współczesnych zespołów glam rockowych. Tutaj wszystko jest odpowiednio wyważone i spójne.

Wpływy starego, klasycznego Def Leppard wyjątkowo mocno wybrzmiewają w przebojowym „Lovin’ You Is Hard”. Z kolei bardziej agresywny „Can’t Change Me” pokazuje ostrzejsze oblicze zespołu. To utwór, który nie próbuje na siłę odkrywać gatunku na nowo — stawia po prostu na czyste hardrockowe szaleństwo.

Bardzo dobrze wypada również „Unrequited”, promowany jako singiel przed premierą albumu. To bardziej emocjonalny numer z lekkim melancholijnym klimatem, pokazujący, że zespół potrafi zwolnić tempo bez utraty własnego charakteru. Na zakończenie dostajemy nastrojowy „Foolish Hearts”, który idealnie oddaje ducha hardrockowych przebojów lat 80. i stanowi znakomite podsumowanie całego wydawnictwa.

„Perfect Storm” nie redefiniuje hard rocka, ale daje dokładnie to, czego oczekuje się od solidnego albumu tego gatunku — energię, melodie, świetne refreny i autentyczną pasję. To jedna z ciekawszych hardrockowych premier 2026 roku. Bez udawania, bez zbędnej kalkulacji — sto procent hard rocka. Osobiście zmieniłbym nawet tytuł tej płyty na „Perfect Hard Rock”.

Ocena: 8.5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz