niedziela, 10 maja 2026

CLAIRVOYANT - Eternal Victory (2026)


 

Grecki Clairvoyant to jeden z tych zespołów, które narodziły się jeszcze w latach 80., jednak na poważnie zaczęły tworzyć muzykę dopiero dekadę później. Formacja istnieje od 1988 roku, choć jej dorobek płytowy nie imponuje pod względem ilości. Na koncie mają zaledwie cztery albumy studyjne, a najnowsze dzieło, zatytułowane Eternal Victory, ukazało się po jedenastoletniej przerwie. To bardzo udany powrót i kolejny dowód na to, że grecka scena metalowa wciąż pozostaje bastionem epickiego, rycerskiego heavy metalu.

Przez skład zespołu przewinęło się sporo muzyków. Obecnie za mikrofonem stoi nowy wokalista — Antonis Nathanail — który doskonale wpisuje się w stylistykę grupy. Potrafi śpiewać nastrojowo i budować odpowiedni, heroiczny klimat. Świetnie odnajduje się zarówno w podniosłych fragmentach, jak i bardziej dramatycznych partiach. Pasuje do tej muzyki idealnie, choć momentami wydaje się stawiać atmosferę ponad typowo heavy metalowym pazurem.

„Eternal Victory” brzmi jak szczery hołd dla klasycznego greckiego heavy/power metalu — patetyczny w pozytywnym znaczeniu tego słowa i całkowicie niewstydzący się swoich korzeni. Po jedenastu latach przerwy Clairvoyant wracają z materiałem, który nie próbuje gonić trendów ani udawać nowoczesności. Zamiast tego stawiają na epickie melodie, galopujące riffy i atmosferę heroicznej nostalgii. To właśnie epickość odgrywa tutaj kluczową rolę i stanowi fundament całego albumu.

Największą siłą płyty jest jej konsekwencja stylistyczna. Słychać fascynację klasykami pokroju Manowar, Omen czy Manilla Road, ale Clairvoyant nie brzmią jak tani tribute band. Utwory takie jak" Heroes", "time Marches On czy monumentalne "Eternal Empire (Alexander) "mają własny charakter — oparty na melodyjnych gitarach i refrenach stworzonych z myślą o koncertowym szale fanów. Produkcja jest dość surowa, ale działa na korzyść materiału. Zamiast sterylnego brzmienia otrzymujemy organiczny ciężar i oldschoolowy klimat. Słychać, że zespół ciężko pracował, aby oddać ducha lat 80.

Zespół bardzo umiejętnie dawkuje emocje. Album otwiera zadziorny i żywiołowy Eternal Victory, w którym wyraźnie pobrzmiewają inspiracje klasyką gatunku, choć podane w subtelny i wyważony sposób. Bardzo dobrze wypada również singlowy Riddles, ukazujący bardziej power metalowe oblicze grupy. Delikatne wpływy progresywnego heavy metalu okazują się tutaj wyjątkowo trafionym dodatkiem. Piękny, melancholijny nastrój dominuje w posępnym "Dreams of the Past", choć utworowi brakuje nieco wyrazistszych melodii i bardziej chwytliwych gitarowych motywów. Ballada Barren Lands niewiele wnosi do całości — wydaje się zbyt zachowawcza i momentami wręcz nazbyt komercyjna. Z kolei energiczny Sentinels pokazuje zespół w najlepszej możliwej odsłonie. To rasowy killer i jeden z najmocniejszych punktów albumu.

Nie wszystko działa jednak idealnie. Płyta momentami wydaje się zbyt długa — ponad godzina materiału to sporo jak na tak klasycznie skonstruowany heavy metal. Z czasem pojawia się wrażenie monotonii. Niektóre riffy i refreny zaczynają się powtarzać, a bonusowy cover Love Me Forever grupy Motörhead nie wnosi wiele poza sympatycznym ukłonem w stronę legendy.

Mimo kilku wad i drobnych niedociągnięć „Eternal Victory” pozostaje bardzo udanym powrotem. Album nie redefiniuje gatunku, ale przypomina, dlaczego epicki heavy metal wciąż ma tak oddanych fanów. W tej muzyce słychać autentyczność, pasję i szczere oddanie stylistyce, których często brakuje współczesnym wydawnictwom utrzymanym w podobnym duchu. Dla fanów klasycznego europejskiego heavy/power metalu — szczególnie greckiej sceny — to jedna z tych premier, których po prostu nie można pominąć.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz