W czasach, gdy wielu zespołów heavy metalowych goni za nowoczesnością, Ringlorn z dumą sięga po miecz wykuty z najlepszych tradycji epickiego heavy metalu. „Queen of the Wildred” to album pachnący stalą, prochem i kartami starych powieści fantasy. Zespół nie ukrywa swoich inspiracji, ale zamiast odtwarzać przeszłość, buduje własną historię— pełną chwytliwych riffów, majestatycznych refrenów i atmosfery, która przywodzi na myśl najwspanialsze dokonania klasyków gatunku. Album Greków pokazują, że mamy do czynienia z dziełem stworzonym przez prawdziwych pasjonatów heavy metalu. Płyta ukazała się 29 maja i jest to pozycja obowiązkowa dla fanów gatunku.
Ringlorn umiejętnie łączy heroiczny klimat z energią tradycyjnego heavy metalu, dzięki czemu album ani przez chwilę nie traci impetu i trzyma poziom przez cały materiał. Jednym z największych atutów płyty jest wokal Marka J. Dextera. Jego mocny, pełen charakteru głos doskonale wpisuje się w epicką stylistykę materiału. Dobrze znamy go z występów w Daxter Ward czy Battleroar. Równie dobrze wypadają partie gitarowe Spirosa Rizosa, które dodają kompozycjom dynamiki i melodyjności. Solówki są efektowne, ale nigdy nie dominują nad samymi utworami. Panowie potwierdzają swoje doświadczenie i zamiłowanie epickiego heavy/power metalu.
Płyta jest treściwa i trwa 39 minut, czyli jak przystało na klasyki z lat 80.Już od pierwszych minut słychać, że zespół postawił na potężne riffy, chwytliwe refreny i rozbudowaną atmosferę fantasy. Utwory takie jak „Heavy Metal Swords”, „Guardians of the Black Cross” czy „Ira Sacra” brzmią jak hołd dla złotej ery gatunku, ale jednocześnie zachowują własną tożsamość. Ringlorn umiejętnie łączy heroiczny klimat z energią tradycyjnego heavy metalu, dzięki czemu album ani przez chwilę nie traci impetu. Mamy też rozbudowany i bardziej epicki "hildr" który jest dobry w swojej konwencji. Brakuje trochę świeżości i bardziej pomysłowego motywu, który bardziej by zapadł w pamięci. Więcej rasowego power metalu dostajemy w rozpędzonym "drachoenorden" i to kompozycja nastawiona na przebojowość i melodyjność. Epickość, rycerski klimat wraca w epickim "die in the Night". Tutaj nie ma nic nadzwyczajnego, ale te sprawdzone patenty sprawdzają się.Kulminacją albumu jest ponad ośmiominutowy utwór tytułowy „Queen of the Wildred”. To właśnie tutaj Ringlorn pokazuje pełnię swoich możliwości – od monumentalnych melodii po budowanie narracji rodem z klasycznych opowieści fantasy. Kompozycja stanowi naturalne zwieńczenie całej podróży przez wykreowane przez zespół królestwo Wildred. To jeden z najciekawszych utworów na płycie.
Queen of the Wildred” oferuje coś równie cennego – szczerą, pełną pasji muzykę stworzoną przez ludzi zakochanych w gatunku. Fani takich zespołów jak Manilla Road, Omen czy Battleroar znajdą tutaj wiele powodów do zadowolenia. To album, który przypomina, dlaczego epicki heavy metal wciąż ma wiernych wyznawców. Band może nie tworzy niczego nowego i w dużej mierze bazuje na oklepanych patentach, to jednak ich gra dostarcza sporo frajdy.
Ocena : 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz