Niemiecki Space Parasites od kilku lat konsekwentnie umacnia swoją pozycję na undergroundowej scenie thrashmetalowej. Po ciepło przyjętym albumie „The Spellbound Witch” zespół powraca z nowym wydawnictwem zatytułowanym „Make Me Evil”, które ukazało się 6 czerwca 2026 roku nakładem Fetzner Death Records. Na słuchaczy czeka jedenaście utworów i ponad 41 minut rasowego thrashu doprawionego speedmetalową energią oraz sporą dawką klasycznego heavy metalu. To pozycja obowiązkowa dla fanów Holy Moses, Burning Witches czy Destruction. Co najważniejsze – płyta potrafi pozytywnie zaskoczyć.
„Make Me Evil” to album głęboko zakorzeniony w tradycji niemieckiego thrash metalu. Nie brakuje tu wpływów takich zespołów jak Kreator, Tankard, Destruction czy Assassin, jednak Space Parasites nie ogranicza się wyłącznie do bezkompromisowej agresji. W ich muzyce słychać również inspiracje klasycznym heavy metalem spod znaku Judas Priest, Accept czy Burning Witches. Dzięki temu materiał jest zróżnicowany i angażujący, a jego stosunkowo długi czas trwania nie powoduje znużenia.
Największym wyróżnikiem zespołu pozostaje bez wątpienia charyzmatyczna wokalistka Danger Dine. Artystka stawia przede wszystkim na ekspresję, agresję i sceniczny charakter. Jej głos może nie należy do najbardziej wszechstronnych, ale doskonale współgra z prezentowaną stylistyką. W bardziej dynamicznych fragmentach przywodzi na myśl klasycznych frontmanów niemieckiej sceny thrashowej, dodając kompozycjom odpowiedniej zadziorności. To właśnie jej wokal stanowi jeden z najmocniejszych punktów całego wydawnictwa.
Sekcja rytmiczna również zasługuje na uznanie. Perkusja napędza większość utworów solidną porcją energii, natomiast bas nie ginie całkowicie w miksie, co w przypadku współczesnych produkcji thrashowych wcale nie jest regułą. Całość brzmi naturalnie i zachowuje przyjemną, oldschoolową surowość.
Największym atutem albumu pozostają jednak gitary. Riffy są agresywne, dynamiczne i wyjątkowo chwytliwe. Muzycy sprawnie przechodzą od błyskawicznych thrashowych galopad do bardziej melodyjnych partii, nie tracąc przy tym spójności. Solówki stoją na wysokim poziomie – nie są przesadnie rozbudowane, ale skutecznie podkreślają charakter poszczególnych kompozycji. Duet gitarzystów Massaker/Daschke prezentuje imponujące umiejętności, dostarczając mnóstwo rasowych riffów i efektownych zagrywek. Jest klasycznie, ale jednocześnie świeżo, przebojowo i niezwykle energetycznie.
Na płycie znajdziemy ponad 41 minut świetnej muzyki, która pokazuje, że w gatunku wciąż można stworzyć coś wartościowego. Całość otwiera mroczne intro, po którym następuje tytułowy „Make Me Evil” – utwór przypominający Crystal Viper na sterydach. Szybkie tempo, speedmetalowy charakter i znakomita energia sprawiają, że jest to jeden z najmocniejszych punktów albumu. Tak mocne otwarcie to doskonały znak.
Zespół nie zwalnia tempa i chwilę później serwuje energiczny oraz melodyjny „Bedeviled Witch”, będący prawdziwym pokazem siły i kompozytorskiej kreatywności. Heavy metalowy pazur odnajdziemy w zadziornym, nieco bardziej stonowanym „Neckwrecker”, który udowadnia, że grupa potrafi umiejętnie balansować między agresją a przebojowością. Thrashmetalową furię przynosi z kolei „Hellbound”, napędzany ostrymi riffami i wysoką intensywnością.
Miłośnicy bardziej melodyjnego heavy metalu z pewnością docenią „How Often”. To jeden z najbardziej chwytliwych momentów na płycie, a jego refren na długo pozostaje w pamięci. Następnie otrzymujemy utrzymany w klimacie heavy/speed metalowym „Monster”, który po raz kolejny potwierdza talent zespołu do pisania atrakcyjnych kompozycji. Mocny riff , dopracowane solówki i klasyczne rozwiązania sprawiają, że utwór błyskawicznie wpada w ucho.
Nie sposób pominąć również „Tarot”, który zachwyca prostotą, przebojowością i kolejnym świetnie skonstruowanym refrenem. Z kolei fani Destruction czy Tankard z pewnością zwrócą uwagę na rasowo thrashowy „Hostiles”. Album zamyka zadziorny „She”, doskonale podsumowujący charakter całego wydawnictwa i pozostawiający słuchacza z poczuciem dobrze spędzonego czasu.
„Make Me Evil” nie jest płytą, która zrewolucjonizuje thrash metal, ale zdecydowanie stanowi przykład solidnego, uczciwego i pełnego pasji grania. Space Parasites udowadnia, że klasyczny thrash wciąż potrafi dostarczać mnóstwo emocji, jeśli stoi za nim odpowiednie zaangażowanie i pomysłowość. Fani Burning Witches, Destruction, Tankard czy Assassin powinni koniecznie dać temu albumowi szansę. To bez wątpienia jedno z ciekawszych wydawnictw tego roku.
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz