Włoski Heavenfall nie należy do zespołów, które zasypują fanów kolejnymi płytami w krótkich odstępach czasu. Na następcę debiutanckiego Falling From Heaven przyszło czekać blisko dekadę, ale już pierwszy kontakt z Thorn pozwala stwierdzić, że ten czas nie został zmarnowany. Wydany 15 maja nakładem Rockshots Records album ukazuje grupę dojrzalszą, bardziej świadomą własnych możliwości i wyraźnie poszukującą własnej tożsamości pomiędzy klasycznym heavy metalem, power metalem oraz mroczniejszymi wpływami spod znaku Iced Earth, Nevermore czy Savatage.
Największą zaletą Thorn jest jego dojrzałość. Heavenfall nie próbuje być kolejną kopią legend heavy metalu ani ślepo podążać za współczesnymi trendami. Nie ucieka również w wymuszone eksperymenty. Zamiast tego zespół wypracował własny język muzyczny, w którym tradycyjny heavy metal spotyka się z mrokiem, melancholią i progresywnymi ambicjami. Dzięki temu album wyróżnia się na tle wielu współczesnych premier. Potrafi przyciągnąć klimatem, pomysłowością oraz dużą dbałością o detale aranżacyjne.
Jednym z największych atutów Heavenfall pozostają gitary. Pave i Giò przygotowali zestaw riffów, które nie sprawiają wrażenia bezmyślnego kopiowania klasyków gatunku. Zamiast tego stawiają na świeże i dojrzałe rozwiązania. W wielu momentach słychać inspiracje amerykańską szkołą heavy metalu, jednak zespół potrafi nadać swoim kompozycjom indywidualny charakter. Solówki są melodyjne i świetnie wpisują się w strukturę utworów, a partie rytmiczne skutecznie budują napięcie. Na pochwałę zasługuje również produkcja – selektywna, nowoczesna i odpowiednio ciężka, a przy tym zachowująca organiczny charakter. W muzyce Włochów można odnaleźć elementy hard rocka, klasycznego heavy metalu oraz progresywnego grania, co przekłada się na interesującą i różnorodną mieszankę stylistyczną.
Na albumie znalazło się jedenaście premierowych kompozycji, które składają się na ponad pięćdziesiąt minut ambitnego i dojrzałego grania. Już otwierający płytę „Squall-led” jasno sygnalizuje kierunek obrany przez zespół. To dynamiczny, melodyjny utwór oparty na chwytliwym riffie i mocnym refrenie, ale jednocześnie skrywający bardziej refleksyjne i melancholijne oblicze. Heavenfall umiejętnie łączy przebojowość z ciężarem, dzięki czemu numer doskonale sprawdza się jako otwarcie albumu. To mocne wejście, które skutecznie zachęca do dalszego poznawania świata wykreowanego przez zespół.
Jednym z filarów Heavenfall jest wokalista Dest, który potrafi połączyć agresję z melodyjnością i chwytliwością. To niezwykle utalentowany frontman, którego interpretacje nadają kompozycjom dodatkowej głębi i charakteru. Doskonałym przykładem jest powermetalowy „Sudden Zenith” – dynamiczny, pełen energii utwór należący do najmocniejszych punktów albumu.
Jednym z najciekawszych fragmentów wydawnictwa pozostaje „No Candlelight”. Kompozycja rozwija bardziej mroczne i melancholijne oblicze zespołu, a progresywne rozwiązania aranżacyjne dodają jej głębi. Wpływy Iced Earth można z kolei wyłapać w agresywnym i nowocześnie brzmiącym „This Illusion”. To utwór, który zasługuje na szczególne wyróżnienie.
Nieco spokojniejszy, utrzymany w rockowej stylistyce „Left Apart” również prezentuje wysoki poziom, choć na tle pozostałego materiału wypada nieco mniej przekonująco. Znacznie lepiej sprawdza się „Lingering Under the Acid Rain”, przywołujący skojarzenia z najlepszym okresem Iced Earth dzięki połączeniu epickiego klimatu i bardziej agresywnych riffów. Bardzo dobrze wypada także zadziorny i klimatyczny „Midwinter in July”, który ponownie odsyła słuchacza do amerykańskiej szkoły heavy metalu.
Nie zabrakło również bardziej rozbudowanych kompozycji. „Ora Pro Nemine” imponuje ciężarem oraz umiejętnym budowaniem atmosfery, podczas gdy „Midnightingale” należy do najbardziej chwytliwych momentów całego wydawnictwa. Zamykający album „Stramonium” ukazuje natomiast bardziej progresywne oblicze Heavenfall. To utwór wymagający kilku odsłuchów, ale wynagradzający cierpliwość słuchacza bogactwem aranżacji i licznymi smaczkami ukrytymi w tle.
Nie oznacza to jednak, że album jest całkowicie pozbawiony wad. W kilku momentach tempo nieco siada, a niektóre kompozycje sprawiają wrażenie odrobinę przekombinowanych. Zdarza się również, że zespół bardziej koncentruje się na budowaniu atmosfery niż na tworzeniu naprawdę zapadających w pamięć melodii. Na szczęście są to jedynie drobne rysy na bardzo solidnym materiale.
Thorn to bez wątpienia najdojrzalsze i najbardziej kompletne wydawnictwo w dotychczasowym dorobku Heavenfall. Fani klasycznego heavy metalu znajdą tutaj mnóstwo znakomitych riffów, zwolennicy ambitniejszych aranżacji docenią rozbudowane struktury utworów, a miłośnicy mroczniejszego grania otrzymają odpowiednią dawkę klimatu, ciężaru i emocji. To album, który pokazuje, że Heavenfall ma własny pomysł na siebie i potrafi go realizować z dużym wyczuciem.
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz