Na rynku muzycznym pojawił się debiut francuskiej formacji Seven Metal Sins, działającej od 2024 roku. Zespół postawił sobie za cel tworzenie zadziornego i przebojowego heavy/power metalu, w którym wyraźnie słychać inspiracje takimi grupami jak Grave Digger, Primal Fear czy Paragon. Debiutancki album zatytułowany Legacy of Chaos to wydawnictwo dojrzałe, dopracowane i przemyślane, bez wątpienia warte uwagi każdego fana gatunku.
Zespół został założony przez byłych muzyków Manigance – Stéphane’a Lacoude’a i Patricka Sorię – a ich doświadczenie jest słyszalne od pierwszych minut płyty. Szczególnie dobrze wypada duet gitarzystów Antton Iriart i Frédéric Auclerc, których solówki łączą techniczną biegłość z dużą dawką melodyjności. Muzycy stawiają na drapieżność, klasyczne metalowe patenty oraz chwytliwość, co bezpośrednio przekłada się na jakość materiału i jego przystępność. Wokalista Claw-G. wnosi do utworów odpowiednią porcję charakteru i teatralności, nie popadając przy tym w przesadę. To właśnie dzięki niemu materiał zyskuje własną tożsamość i wyróżnia się na tle wielu debiutujących zespołów power metalowych. Charyzma oraz lekko zachrypnięta barwa głosu przywodzą na myśl dokonania takich formacji jak Grave Digger czy Paragon.
Legacy of Chaos jest albumem mocno zakorzenionym w tradycji melodyjnego heavy i power metalu, ale jednocześnie pozbawionym przesadnej pompatyczności, która często ciąży współczesnym produkcjom tego gatunku. Materiał opiera się na chwytliwych riffach, dynamicznej sekcji rytmicznej i wyrazistych refrenach. Kompozycje są zwarte, pełne energii i nie pozwalają słuchaczowi na chwilę znużenia, nawet w spokojniejszych fragmentach. Słychać pasję oraz zaangażowanie muzyków, co wyraźnie przekłada się na końcowy efekt.
Na pochwałę zasługuje również klimatyczna, pełna detali okładka albumu. Produkcja stoi na bardzo wysokim poziomie. Brzmienie jest nowoczesne, selektywne i odpowiednio ciężkie tam, gdzie wymaga tego kompozycja, a jednocześnie zachowuje klarowność charakterystyczną dla klasycznego europejskiego metalu. Każdy instrument ma swoje miejsce w miksie, a całość brzmi profesjonalnie i dojrzale. Nie brakuje mocy, agresji oraz odpowiedniej dawki metalowego pazura.
Płyta zawiera 11 kompozycji, które składają się na 46 minut muzyki dostarczającej sporo satysfakcji od początku do końca. Album otwiera klimatyczne i melodyjne intro „The Fall”, które od razu sugeruje, że mamy do czynienia z interesującym wydawnictwem. Fanom Judas Priest czy Grave Digger z pewnością przypadnie do gustu zadziorny i klasycznie brzmiący „Scars of Injustice”. To mocne otwarcie, które doskonale prezentuje możliwości zespołu.
Następnie otrzymujemy prosty, lecz pełen energii „No Sanctuary”. Co prawda grupa nie proponuje tutaj niczego odkrywczego, jednak sprawne operowanie sprawdzonymi zagrywkami i chwytliwymi melodiami przynosi bardzo dobre rezultaty. W dynamicznym „Hypocrisy” wyraźnie słychać wpływy niemieckiej szkoły metalu. Formuła może i jest dobrze znana, ale zespół nadrabia szczerością oraz autentycznym zaangażowaniem.
Na albumie nie brakuje energicznych i zadziornych kompozycji czerpiących pełnymi garściami z klasyki gatunku. Do tego grona należy również „Eternal Downfall”, który idealnie wpisuje się w stylistykę płyty. Nieco słabiej prezentuje się „Feel the Steel”. Utwór utrzymany jest co prawda w charakterystycznym stylu zespołu, jednak nie robi już tak dużego wrażenia jak wcześniejsze kompozycje.
Bardzo dobrze wypada natomiast bujający „Wolves of the Last Dawn”, podczas gdy „Beyond the Breaking Point” stawia na cięższy riffing i rozwiązania bliskie twórczości Primal Fear czy Rage. W takim repertuarze Seven Metal Sins prezentują się wyjątkowo przekonująco. Podobne emocje wywołuje zadziorny „Sun Eaters” – to heavy/power metal grany na wysokich obrotach. Wśród najmocniejszych punktów programu warto wymienić także przebojowy i pełen energii „Rise of the Phoenix”, w którym zespół mocniej akcentuje power metalowy charakter swojej twórczości.
Album zamyka „King of Sorrow”. To najbardziej rozbudowana i ambitna kompozycja na płycie, zawierająca więcej progresywnych elementów. Niestety, mimo interesujących założeń, utworowi brakuje wyrazistości i nie pozostawia tak silnego wrażenia jak wcześniejsze fragmenty albumu.
Największą zaletą Legacy of Chaos jest konsekwencja. Seven Metal Sins nie próbują na siłę rewolucjonizować gatunku, lecz koncentrują się na tworzeniu solidnych, dobrze napisanych utworów. Dla części słuchaczy może to oznaczać brak większych niespodzianek, jednak fani tradycyjnego heavy i power metalu z pewnością docenią tę bezpośredniość oraz uczciwe podejście do gatunku.
Legacy of Chaos to bardzo udany debiut, który pokazuje, że Seven Metal Sins mają potencjał, by w przyszłości stać się jednym z ciekawszych przedstawicieli europejskiej sceny melodyjnego metalu. To album pełen energii, dobrze skomponowanych utworów i autentycznej muzycznej pasji, który powinien zainteresować wszystkich miłośników klasycznego heavy i power metalu.
Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz