poniedziałek, 10 sierpnia 2026

HIBRIA - On the shortness of life (2026)



22 lata temu ukazał się debiutancki album brazylijskiego Hibria i był on niemałym pozytywnym zaskoczeniem na scenie heavy/power metalowej. Zespół szybko zyskał uznanie i rozpoznawalność, a jego kolejne poczynania były bacznie obserwowane przez fanów gatunku. Później bywało już różnie, ale Hibria do dziś odgrywa ważną rolę na brazylijskiej scenie metalowej. Nieustannie śledzę poczynania tej doświadczonej formacji, wciąż mając nadzieję, że w końcu nagra coś naprawdę wielkiego. Ósmy album studyjny, zatytułowany „On the Shortness of Life”, ukazał się 8 sierpnia, ale niestety poziomu debiutu ponownie nie udało się osiągnąć.

Od czasu poprzedniej płyty skład zespołu uległ kilku zmianom. Za mikrofonem stanął Angelo Parisotto, za perkusją zasiadł William Schuck, natomiast na bas powrócił Benhur Lima. Jest to również pierwszy album z gitarzystą Vallesem, który dołączył do zespołu w 2022 roku. Ze starszej generacji muzyków pozostał gitarzysta Abel Camargo – jeden z głównych architektów brzmienia Hibria i niewątpliwie mózg całego przedsięwzięcia.

Od strony produkcyjnej i wizualnej trudno mieć większe zastrzeżenia. Brzmienie jest klarowne, odpowiednio ciężkie, a oprawa graficzna prezentuje się solidnie. Stylistycznie również nie znajdziemy tutaj wielkiej niespodzianki. Brazylijczycy nadal poruszają się w obrębie charakterystycznego dla siebie heavy/power metalu, łącząc techniczne zagrywki z szybszymi partiami i metalową precyzją. Problem leży jednak gdzie indziej – zabrakło pomysłów na kompozycje, ciekawych melodii i zapadających w pamięć motywów gitarowych.

Na wcześniejszych płytach Brazylijczycy potrafili sprawić, że nawet najbardziej techniczne fragmenty miały własny charakter i melodyjność. Tutaj te proporcje zostały wyraźnie zachwiane. Jest sporo zmian tempa, gitarowych popisów i instrumentalnej precyzji, ale zdecydowanie mniej momentów, przy których człowiek automatycznie podkręca głośność i myśli: „właśnie za to lubię Hibrię”. Przy odsłuchu nowego albumu coraz częściej pojawia się natomiast uczucie znużenia, a momentami wręcz nudy. Szkoda, bo ten zespół zdecydowanie stać na więcej.

Płyta oferuje niespełna 49 minut muzyki zawartej w ośmiu utworach. „Undying” próbuje rozpocząć album z odpowiednią energią, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że Hibria bardziej odtwarza własne wcześniejsze pomysły, niż proponuje coś świeżego. „Fire Away” oraz „Pulse” również mają swoje lepsze momenty, lecz stosunkowo szybko ulatują z pamięci. Są poprawne, solidnie wykonane, ale właśnie – tylko poprawne. A od Hibria oczekiwałem zdecydowanie więcej.

Trochę więcej energii i kompozycyjnej pomysłowości można znaleźć w rozpędzonym „Persist”, który potrafi pozytywnie zaskoczyć. W końcu pojawia się mocniejszy riff i bardziej chwytliwe melodie, dzięki czemu utwór zdecydowanie wyróżnia się na tle wcześniejszych kompozycji. Jeszcze ciekawiej prezentuje się agresywny „Melting Alive”. To jeden z tych numerów, w których Hibria pokazuje więcej pazura, a przy okazji nie brakuje tutaj odniesień do takich zespołów jak Primal Fear, Mystic Prophecy czy Gamma Ray.

Animus” próbuje zbudować bardziej mroczny i zadziorny klimat, ale ponownie brakuje mu kompozycyjnego polotu. Utwór nie jest zły, jednak nie posiada tego charakterystycznego pierwiastka, który sprawiłby, że chciałoby się do niego wracać. Po prostu przechodzi przez słuchacza i znika, pozostawiając po sobie niewielki ślad.

Największe nadzieje można było wiązać z rozbudowanym utworem tytułowym „On the Shortness of Life”, podzielonym aż na pięć części. Pomysł jest ambitny i pokazuje, że zespół chciał nadać albumowi bardziej konceptualny charakter. Niestety, sama długość i wielowątkowość kompozycji nie sprawiają automatycznie, że staje się ona wielkim finałem. Brakuje tutaj przede wszystkim efektu „wow”, którego można było oczekiwać po tak rozbudowanej kompozycji. Jest ambicja, są ciekawe rozwiązania, ale zabrakło materiału, który rzeczywiście potrafiłby zachwycić.

I właśnie tutaj pojawia się największy problem tego albumu. Hibria nie nagrała złej płyty. Nagrała płytę przeciętną. A w przypadku zespołu z takim dorobkiem i takimi możliwościami to chyba jeszcze większe rozczarowanie.

„On the Shortness of Life” jest poprawny, profesjonalnie wykonany i momentami potrafi zainteresować. Nie znajdziemy tutaj kompromitujących kompozycji ani utworów, które zmuszałyby do natychmiastowego przerwania odsłuchu. Tyle że po zespole odpowiedzialnym za tak świetne momenty w historii power metalu oczekiwałem czegoś znacznie bardziej wyrazistego. Hibria nadal posiada umiejętności, doświadczenie i warsztat, ale tym razem zabrakło najważniejszego – iskry, która zamieniłaby solidny materiał w naprawdę dobry album.

Szkoda, bo po tak doświadczonej formacji można było spodziewać się znacznie więcej. „On the Shortness of Life” nie jest krokiem wstecz katastrofalnych rozmiarów, ale z pewnością nie jest również powrotem Hibria do wielkiej formy. To poprawny, momentami interesujący album, który jednak pozostawia niedosyt i przede wszystkim pytanie: kiedy wreszcie Brazylijczycy nagrają płytę, która ponownie naprawdę zachwyci?

Ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz