niedziela, 13 października 2013

TABERAH - Necromancer (2013)

Czekałem dość cierpliwie na nowe dzieło australijskiego Taberah, który w roku 2011 wydał całkiem miły dla ucha debiut „ The Light Of Which I Dream” , który dla fanów takich zespołów jak Running Wild, Gamma Ray, Blind Guardian czy Iron Maiden był ciekawą pozycją. Może nieco brakowało w tym oryginalności, może brakowało nieco agresji, ale z pewnością nie brakowało pomysłów na kompozycje i solidności. Od tamtego czasu zespół zrobił spore postępy. A najlepszym tego dowodem tego faktu jest nowy album „Necromancer”, który tylko potwierdza wyższą formę zespołu.

Dojrzałość zespołu można uświadczyć właściwie na kilku płaszczyznach. Jedną z nich jest materiał. Tutaj zespół zadbał o niemal każdy szczegół, bowiem kompozycje są energiczne, wypełnione intrygującymi, godnymi uwagi melodiami. Co więcej w każdym utworze można upatrywać potencjalny przebój i niech za przykład posłuży tutaj melodyjny „Necromancer” czy energiczny „My Dear Lord”. Więcej jest agresji, dynamiki, więcej dopracowania a to procentuje w ostatecznym rozrachunku. Co może się podobać to naprawdę duża dawka energicznych riffów i chwytliwych solówek w wykonaniu duetu Jonahton B / Flood. Może nie ma w tym nic odkrywczego ani też genialnego, ale jest radość z grania, entuzjazm i przemyślane aranżacje, zagrane prosto z serca i to słychać. Poprawie bez wątpienia uległ też wokal Jonahtana B, który jest mniej irytujący niż na debiucie, ba wypada tutaj już bardzo przyzwoicie. Power Metal w tamtym rejonie nie jest popularny, a Taberah gra bardzo europejsko. W takim otwierającym „2012” słychać nutkę takiego Primal Fear czy Gamma Ray i to są bardzo pozytywne skojarzenia. W „Dying Wish” można poczuć nutkę agresji wyjętej z thrash metalu. W porównaniu do debiutu, jest tutaj znacznie więcej ciekawych melodii, chwytliwych momentów i dobrym przykładem jest „Burning In The Moonlight”. Na szczęście kapela nie po przystaje na jednym motywie, ani też nie trzyma się kurczowo stylistyki heavy/power metalowej. Pojawiają się miłe zwolnienia i hard rockowe zapędy tak jak ma to miejsce w „Warlord” czy balladowym „Dont Say You Love Me Forever” . Płyta jest zdominowana przez szybkie, dynamiczne kawałki jak „For king and Country” czy „The Hammer Of Hades” i to właśnie te utwory przesądzają o jakości tej płyty. Inną płaszczyzną w której można dostrzec rozwój jest szata graficzna i brzmienie, które są bardziej autentyczne i bardziej naturalne.

W taki o to sposób rodzi się kolejna solidna kapela, która gra z pasją, z zamiłowaniem do heavy power metalu europejskiego wykreowanego przez takie tuzy jak Gamma Ray, Primal Fear czy Blind Guardian. Z jednej strony „Necromancer” to żadna nowość jeśli chodzi o patenty i kompozycje, ale jest to niezła dawka power metalu w europejskim wydaniu. Prawdziwa uczta dla fanów melodyjnego grania, którzy wyżej stawiają melodyjność, wykonanie aniżeli oryginalność w zakresie stylistyki. Polecam!

Ocena: 8.5/10

2 komentarze:

  1. Bardzo fajna płytka ich granie wypełnia mi przerwę w twórczości Pegazus.

    OdpowiedzUsuń