sobota, 21 listopada 2015

CLOVEN ALTAR - Demon in the Night (2015)

Dożyliśmy czasów, że nie trzeba mieć zespołu by tworzyć muzykę, nie trzeba mieć pozostałych muzyków by wydać album, by stworzyć zespół, które fizycznie będzie istniał jako solowy projekt. Ced znany z Rocka Rollas czy Blazon Stone pokazał że można. Jak widać co niektórzy idą w jego ślady. Tak też stało się z amerykańskim Cloven Altar. Zespół zrodził się w głowie jednego muzyka i podobnie jak Ced doszedł do wniosku że chce wydać album nie mając zespołu z krwi kości, że po prostu chce podzielić się z światem swoimi pomysłami. Tak o to doszło do wydania „Demon in the Night”.

Cloven Altar powstał w 2012 r i jeszcze wtedy funkcjonował jako zespół złożony z kilku osób. Wtedy jeszcze działali pod nazwą Spellbinder. Z czasem doszli do wniosku że trzeba zmienić nazwę i tak wpadli na „Cloven Altar”, który powstał z połączenia nazw dwóch kapel grających NWOBHM czyli Cloven Hoof i Pagan Altar. Jednak skład się wykruszył i Dustin został sam z nazwą zespołu, z ciekawym logiem i pomysłem na muzykę. Jednak ciężko było cokolwiek zrealizować i żeby urzeczywistnić swoje marzenia i pomysły skierował się do wytwórni Stormspelll i Ceda z Rocka Rollas. Tak o to komponowaniem i wokalem zajął się Dustin, a całą resztę zajął się Ced. Pomimo że w tym roku Ced wydał 3 swoje albumy, to jeszcze udało mu się znaleźć chwilę by wspomóc kolegę w potrzebie. To się nazywa geniusz muzyczny. Jego wkład jest słyszalny i razem panowie stworzyli bardzo ciekawy band grający klasyczny heavy metal z domieszką power metalu. Jest tam słyszalne wpływy Grim Reaper, Stormwitch, Iron Maiden czy nawet Mercyful Fate. Skojarzenia z ostatnim zespołem są jak najbardziej na miejscu bo Cloven Altar też ociera się o okultyzm w tekstach. Mroczny klimat też jest dostrzegalny na płycie. Dustin jako wokalista też ma dość specyficzny wokal, który to wszystko odpowiednio nastraja. Jednak mimo tego idealnie pasuje do tego co gra Ced. Nasz szwedzki geniusz muzyczny znów imponuje techniką i lekkością. Mimo swoich zespołów udało mu się nagrać niezłe partie na album Cloven Altar. Jasne są gdzieś tam wpływy jego zespołów i słychać to zamiłowanie do klasyki gatunku i Running Wild. Należy to jednak uznać za zaletę, a nie wadę. Płytę otwiera „Blood Of The Elves” i to jest taki rasowy speed/power metalowy kawałek, który dobitnie nawiązuje do klasyki. Ced zadbał o świetnie instrumentarium i można tylko się delektować szybką sekcją rytmiczną i mocny riffem. To jest właśnie czego się oczekuje od tego typu kapel. Szczerego heavy metalu zagranego prosto z serca, bez zerkania na głosy innych, na to co jest modne. Każdy utwór to niezłe pokłady melodii i taki „Demon in The Night” ma w sobie ducha Helloween czy Gamma Ray co jeszcze bardziej podnosi jakość płyty. Power metalowe granie dalej zostaje utrzymane w melodyjnym „Beneath the setting Sun”. Surowszy „Prince of Hell” nawiązujący do twórczości Iron Maiden powstał na początku istnienia kapeli i w sumie to słychać od pierwszych sekund. Pod względem agresji wyróżnia się „The Mythic Age”, który przemyca pewne cechy thrash metalu i to w jaki sposób. Running Wild słychać w treściwym przeboju „Forgotten Path”, z kolei zamykający „Break The Ice” to taki opus magnum całej płyty.


Może Cloven Altar nigdy nie będzie zespołem z krwi i kości, może będzie projektem solowym Dustina to i tak miło, że doszło do jego powstania. Dobrze, że udało się Cedowi znaleźć czas i wspomóc Dustina przy realizacji debiutanckiego albumu. Cloven Altar to prawdziwa petarda dla fanów klasycznego heavy/speed/power metalu. Kto lubi twórczość Ceda i jego styl ten z pewnością podłapię to co zaprezentował Cloven Altar. Granie na wysokim poziomie z dużą dawką energii i przebojowości. Po prostu album, który można słuchać i słuchać, a nie znudzi się.

Ocena: 8.5/10

1 komentarz: