wtorek, 22 grudnia 2015

KING WRAITH - Of secrets and lore (2015)

Nic nie jest w stanie równać się z klasycznym heavy metalem, takim osadzonym w latach 80. Większym zainteresowaniem cieszą się płyty, w których nie brakuje odesłań do najlepszych płyt z lat 80 czy 90, aniżeli takie w których jest pełno eksperymentowania i poszukiwania nowoczesnego brzmienia. Każdego miesiąca pojawiają się właściwie płyty z tego typu muzyką, gdzie słychać echa wielkich kapel, ale żeby mówić o sukcesie trzeba czegoś więcej niż tylko przerysowanych motywów. Trzeba mieć w sobie pasję, trzeba mieć pomysł na styl, a także na materiał. Kiedy słucham sobie debiutancki album włoskiej formacji King Wraith w postaci Of secrets and Lore” to stwierdzam, że Ci panowie są właśnie taki bandem z misją. Ich powołaniem jest przypomnienie nam okresu w którym sukcesy osiągały takie tuzy jak Running Wild. Blind Guardian czy Grave Digger. Ich przygoda z muzyką dopiero się zaczęła, a zapowiada się naprawdę obiecująco.

King wraith to włoska kapela, która powstała w 2014 r z inicjatywy gitarzysty i wokalisty Daniela Genugu. To on odpowiada za wszelkie inne kwestie jak choćby komponowanie. Wokal jego jeszcze jest nie okiełznany i właściwie brakuje mu pewności siebie. Znacznie lepiej radzi sobie z grą na gitarze. Jest agresja, jest nacisk na mocne riffy, na szybkość i klasyczne motywy. To w efekcie sprawia, że płyta brzmi klasycznie. Na plus warto zaliczyć umiejętność odtworzenia stylów Grave Digger czy Running Wild. Otwieracz idealnie odzwierciedla to. Słychać piracki klimat i hołd dla running Wild w szybkim „Poseidon”. Sam riff i melodia przypomina mi „Genghis Khan”. Tam właśnie powinien brzmieć klasyczny heavy metal, tak powinien brzmieć Running Wild Dalszy ciąg podobnych klimatów mamy w pogodnym „Flag of Black Ship”. Mocny riff, chwytliwe partie gitarowe i pełne szaleństwa solówki. Zespół umiejętnie nawiązuje do Running Wild i wychodzi im to nadzwyczaj dobrze. King Wratih choć pochodzi z Włoch to nie mają problemu z wykreowaniem typowej niemieckiej toporności. W końcu zostaje ona przemycona w mroczniejszym „Roll'n Ride”. Płyta jest łatwa w odbiorze bo od samego początku zespół dostarcza nam pierwszej klasy hity. Dobrym tego przykładem jest epicki „King Wraith” i na taki heavy/power zawsze warto czekać. Nie brakuje na krążku urozmaicenia i umiejętności zaskoczenia słuchacza. Sporo zamieszania robi marszowy, bardziej hard rockowy „Iliad”. Fale, sztorm, piracki klimat są wyczuwalne w rozpędzonym „A chest of gold and fear”. Prawdziwa speed metalowa jazda bez trzymanki jest w melodyjnym „Jaws of Death”, który ma nawet coś z Hammerfall. Balladowy „Of secrets and lore” brzmi jak hołd dla starego Blind Guardian. Ja to kupuje.

Na debiutanckim albumie włochów nie brakuje cytatów i odesłań do klasycznych albumów Running Wild, Blind Guardian czy Grave Digger. Talent Daniela udziela się przez całą płytę i naprawdę radzi sobie z stworzeniem utworów będących hołdem dla tych wielkich kapel. Potrafi przy tym stworzyć coś własnego, coś wyróżnia na tle innych podobnych płyt z tego roku. Jak na debiut to płyta jest bardzo dopracowana i stworzona przez fanów heavy metalu, którzy sami żyją tą muzyką i darzą ją wielkim szacunkiem. W efekcie dostaliśmy album, który jest miły dla ucha i na długo zostaje w pamięci. King Wraith zaskoczył w roku 2015 i ciekawe co jeszcze nam pokażą. Muzyki w stylu Running Wild nigdy za wiele.

Ocena: 8.5/10

1 komentarz:

  1. Będzie z nich jeszcze większa metalowa pociecha.;)

    OdpowiedzUsuń