niedziela, 23 sierpnia 2026

BLOODLINE - Lycans (2026)


 

Chile nie jest krajem, który w pierwszej kolejności kojarzy się z power metalem, ale tamtejsza scena od lat potrafi dostarczyć naprawdę interesujących zespołów. Jednym z nich jest Bloodline, formacja poruszająca się w stylistyce melodyjnego power metalu, mocno zakorzenionego również w klasycznym heavy metalu. Od debiutanckiego „King Vampire” minęło już osiem lat, a Chilijczycy powracają z drugim albumem, zatytułowanym „Lycaon”, wydanym 21 sierpnia 2026 roku. W międzyczasie w zespole pojawiła się nowa sekcja rytmiczna – basista Ruben Romero i perkusista Gustavo Pena. Obaj muzycy bardzo dobrze odnajdują się w stylistyce grupy i wnoszą do jej brzmienia odpowiednią dawkę energii.

Już sam tytuł sugeruje, że ponownie mamy do czynienia z płytą zanurzoną w świecie mroku, legend i epickich opowieści. Bloodline nie zamierza jednak epatować przesadnym symfonicznym rozmachem czy nowoczesnymi rozwiązaniami. Zamiast tego stawia na to, co w power metalu najważniejsze – melodyjne gitarowe riffy, wyraziste refreny, dynamiczną sekcję rytmiczną oraz odpowiednią dawkę patosu. Co ważne, zespół próbuje przy tym wypracować własny język muzyczny, zamiast bezrefleksyjnie kopiować bardziej znane formacje.

„Lycaon” od pierwszych minut pokazuje, że zespół dobrze wie, w jakim kierunku chce podążać. Jest tutaj sporo klasycznego heavy metalowego ducha, ale całość została ubrana w power metalową melodykę. Gitary mają sporo przestrzeni, riffy są konkretne, a melodie szybko zapadają w pamięć. Nie jest to muzyka nastawiona na techniczne popisy. Bloodline zdecydowanie bardziej zależy na budowaniu atmosfery i komponowaniu utworów, które mają charakter. To jeden z większych atutów tej formacji.

Dużą rolę odgrywa również wokal. Jest odpowiednio mocny i dobrze współgra z epickim charakterem muzyki. W tej roli bardzo dobrze sprawdza się Ignacio Albatros, który nadaje całości wyrazistości i odpowiedniego charakteru. Słychać, że zespół czerpie z klasyki, ale nie próbuje na siłę naśladować którejś z wielkich europejskich formacji. Album składa się z trzynastu utworów i trwa niemal godzinę, dzięki czemu Bloodline ma wystarczająco dużo miejsca, by zaprezentować różne oblicza swojej muzyki.

Otwierający „Furor Lycaonis” stawia przede wszystkim na rozmach i epicką atmosferę, ale momentami można odnieść wrażenie, że forma bierze tutaj górę nad treścią. Brakuje nieco pomysłu, który pozwoliłby tej kompozycji mocniej zapisać się w pamięci. Znacznie ciekawiej Bloodline prezentuje się w melodyjnym i pełnym energii „Warriors”. Jest moc, wyrazisty riff oraz interesujące połączenie heavy i power metalu. Duet gitarzystów Cid/Albarran potrafi dostarczyć słuchaczowi zarówno soczystych riffów, jak i dużej dawki przebojowości. Doskonałym przykładem jest „Lycaon”, w którym można doszukać się pewnych patentów znanych z twórczości Primal Fear. Utwór świetnie pokazuje atuty i potencjał chilijskiej formacji.

Power metal w bardziej europejskim wydaniu otrzymujemy w rozpędzonym „Fallen Angels”, gdzie zespół tylko umacnia swoją pozycję. Bije z niego pewność siebie, energia i pomysłowość. To jedno z pierwszych większych pozytywnych zaskoczeń na płycie, ale zdecydowanie nie ostatnie. W dalszej części albumu znajdziemy energiczny „Lycans”, nastrojowy „Cruel Mirror”, sprawdzający się w roli rockowej ballady, oraz przebojowy „Reunite”. Bloodline nie zamierza zwalniać tempa. W „Blood Spirits” otrzymujemy rozpędzoną kompozycję z łatwo wpadającym w ucho refrenem, natomiast „Evil Eyes” zachwyca zadziornością i stanowi znakomite połączenie szybkiego tempa, agresji oraz chwytliwych melodii. Warto również pochwalić zespół za energiczny, powermetalowy „The Sons of Lycaon”. To kolejny dowód na to, że Bloodline znajduje się obecnie w bardzo dobrej formie.

Największą zaletą „Lycaon” jest jednak szczerość tej muzyki. Bloodline nie próbuje wymyślać power metalu od nowa. Chilijczycy doskonale wiedzą, że w tym gatunku nadal można wiele osiągnąć za pomocą dobrych riffów, chwytliwych melodii i odpowiednio podanych refrenów. Nie znajdziemy tutaj przesadnej produkcyjnej sterylności ani pogoni za modą. Jest za to klasyczny metalowy charakter, energia i wyraźna pasja do grania.

„Lycaon” powinien więc zainteresować przede wszystkim tych słuchaczy, którzy nadal mają słabość do klasycznego, melodyjnego heavy/power metalu. To album bez zbędnego kombinowania, oparty na tradycyjnych wartościach gatunku, ale jednocześnie posiadający własny, mroczny klimat. Bloodline nie sili się na eksperymenty, tylko konsekwentnie rozwija obrany kierunek, a w najlepszych momentach robi to naprawdę przekonująco. Płyta ma mocne brzmienie i szkoda tylko, okładka taka jakaś sztuczna, jakby stworzona przez AI.

Bloodline udowadnia tym wydawnictwem, że nie trzeba pochodzić z Niemiec, Szwecji czy Włoch, aby grać przekonujący power metal. „Lycaon” to solidna, melodyjna i pełna metalowego ducha płyta, która może nie wywraca gatunku do góry nogami, ale dostarcza wielu powodów, by poświęcić jej uwagę. Chilijczycy pokazują, że mają zarówno pomysł na swoją muzykę, jak i potencjał, by w przyszłości jeszcze mocniej zaznaczyć swoją obecność na metalowej scenie.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz